środa, 17 maja 2017

W wolnej chwli

między a między - ćwiczę. 

Ciągle na małych płótnach, bo dopóki się w tym moim malowaniu nie odnajdę, z dużymi płótnami nie będę zaczynać. Udało mi się wykroić dwie godzinki z ostatniej niedzieli i powstał taki wspomnieniowy obrazek. 




Jeden mi mówi żebym rzuciła to "pędzlowanie", inny chce taki obrazek mieć. Co człowiek to opinia. 
A ja, ja porostu znajduję w tym moim "pędzlowaniu" ogromną przyjemność. Na te kilka godzin zegary zatrzymują się, a ja "znikam" z realnego świata i  przenoszę się nad morze, do tej chwili i tego miejsca. 
I niech sobie mówią co chcą, "pędzlowania" nie rzucę :)

wtorek, 9 maja 2017

Wspomnienie jest jak pies

Takimi słowami zaczynała się jedna z piosenek przedstawienia "Cafe Luna" Teatru Miejskiego w Gdyni. "Wspomnienie jest jak pies", te słowa mocno utkwiły mi w głowie. Bo czyż tak nie jest, że wciąż łasi się do nas? Odbiega, by za chwilę znów wrócić. I nie ma szans, żeby się od nas odczepiło. 
Od wspomnień nie uciekniesz. A zwłaszcza w miejscu takim jak to, kiedy spacerujesz brzegiem morza....



....wracają wspomnienia. 

Niektóre chłoszczą, jak zimny wiatr wiejący z północy. Inne ogrzewają jak to słońce, które świeci nam prosto w twarz.  Wiadomo, że wolę te drugie :)

Weekend majowy spędziłam w Gdyni. Spacerowałam plażą, aż do Sopotu, wspinałam się po Redłowskich Klifach, w poszukiwaniu piękna.



Odwiedziłam Teatr Miejski, gdzie z przyjemnością obejrzałam spektakl "Cafe Luna". Spektakl o miłości, o pragnieniach i marzeniach kobiet, o czekaniu i wspominaniu, okraszony piosenkami z filmów Almodovara, oczywiście w polskich wersjach. Sztuka nie jest może szczególnie ambitna, ale za to wprowadza człowieka w cudowny nastrój. Wszyscy, którzy wychodzili z teatru, byli uśmiechnięci i cichutko nucili usłyszane przed chwilą piosenki. Co prawda polskich wersji nie mogłam nigdzie znaleźć, ale mam tu jedną z moich ulubionych, po hiszpańsku :)



I jeszcze kilka migawek ze spacerów. Pogoda dopisała!


























 
P.S. I jeszcze....jeśli komuś mało wzruszeń, można się wybrać do kina na film "Jutro będziemy szczęśliwi" . Śmiałam się i płakałam, na zmianę :)