piątek, 21 kwietnia 2017

Madery ciag dalszy

Półwysep Sao Lourenço (Św. Wawrzyńca) - to najbardziej na wschód wysunięty fragment Madery.  Nazwę swą zawdzięcza João Gonçalvesowi de Zarco, jednemu z trzech odkrywców wyspy, który dopływając do tego skalistego fragmentu wybrzeża krzyknął "São Lourenço, to za mało!".  Kiedy lecimy na Maderę, pierwszym skrawkiem lądu jaki zobaczymy będzie właśnie ten półwysep. Kto chce może wydać wyżej wspomniany okrzyk ;))







Wysokie klify, kolorowe ostre skały i ocean, te niesamowite widoki rekompensują trudy walki z porywistym wiatrem. Bo trasa, choć krótka (8 km) do najłatwiejszych nie należy. Co chwilę to wspina się w górę, to znów opada w dół. Czasem wąska ścieżka biegnie tuż nad urwiskiem. Jak się do tego dorzuci silny wiatr, za wesoło nie jest. Ale jest pięknie i na pewno warto tu przyjść. Nie tylko warto.....trzeba, koniecznie!













































wtorek, 11 kwietnia 2017

Portas Abertas

Święta, Święta....jedni malują jajka, a inni drzwi ;)

Chodząc uliczkami starego Funchal (Madera) natrafiłam na ciekawy projekt  "Arte Portas Abertas"




Projekt polegał na tym, że różni artyści malowali swoje obrazy na starych, nieużywanych już drzwiach. Były to drzwi do miejsc dawno zapomnianych. Dziś, dzięki artystom biorącym udział w projekcie ożyły. Dostały drugie życie. Teraz wyglądają jak wrota do innych, tajemniczych  światów. 

Pierwsze drzwi z numerem 77, przy ulicy Santa Maria,  pomalowano w kwietniu 2011 roku. Projekt startował powoli. Początkowo spotykał się z niechęcią i nieufnością ludności. Potem, chyba musiało się to mieszkańcom spodobać, bo finalnie takich drzwi powstało bardzo dużo i są naprawdę świetne. Zrobiłam kilka zdjęć, popatrzcie sami.

































































Kochani
 pięknych Świąt Wielkiej Nocy
spokoju i pokoju
tego chciałabym życzyć i sobie i wszystkim
 

wtorek, 4 kwietnia 2017

a wczoraj....

....byłam na wspaniałym koncercie. 

Raz Dwa Trzy, ciągle w doskonałej formie, lirycznie i muzycznie na wysokim poziomie.  Piosenki, takie co za serce chwytają. O miłości, tej najpiękniejszej, prawdziwej i trwałej

"Czy ty wiesz
Jedyna, czuła i najmilsza ma
Że ja od wschodu, aż do zmierzchu dnia
Wciąż bardziej cię kocham"







I tej bez wzajemności, naiwnej, ufnej i zdradzonej


Oczy tej małej jak dwa błękity,
myśli tej małej - białe zeszyty,
a on był dla niej jak młody bóg,
żebyż on jeszcze kochać mógł...  

Posłuchaj, niewierny kochanku, co nienawidzisz poranków:
wróci do ciebie jeszcze ta trumna, gdzie leży twoja kochanka dumna.
Bo taki, co kochać nie umie - przegra, choć wszystko rozumie.
Bóg cię pokarze swą nieczułością za to, żeś gardził ludzką miłością.



I o takiej, co już po przejściach


A gdy się czasem w życiu uda
kobiecie z przeszłością, mężczyźnie po przejściach,
kąt wynajmują gdzieś u ludzi
i łapią, i łapią trochę szczęścia.



No i najpiękniejsza…..opowieść o odchodzeniu....”Już”




A tak poza tym nadal ćwiczę malowanie. 
Tym razem próbowałam namalować moje ulubione uroczysko :)



środa, 29 marca 2017

Powroty bywają dość trudne

I nie ważne, czy wraca się go kogoś, czy czegoś, powroty wcale nie są takie łatwe. Zawsze, ale to zawsze, ludzie czy też miejsca wydają się wyglądać inaczej, czasem rozczarowują. 

A zresztą.....może to my się zmieniamy?

I chyba podobnie jest też z moim powrotem na bloga. Zabierałam się do tego wpisu jak pies do jeża ;) 
Pomijając już chroniczny brak czasu, zaczęłam się zastanawiać, czy kogoś może zainteresować to, co chcę opowiedzieć, pokazać?

Bo co u mnie? W zasadzie nic specjalnego. 
Przekonałam się, że wąż zawsze będzie wężem, choćby nie wiem ile razy zrzucał skórę.
Powalczyłam z buntem przedmiotów martwych. Uwzięły się na mnie i hurtem zaczęły się psuć, jedno po drugim. A tak na marginesie, coś mi podejrzanie pralka wyświetlaczem miga, jakby miała zamiar dołączyć do reszty towarzystwa. 
W długie zimowe wieczory zajęłam się tworzeniem tęczowej peleryno-chusty, na wiosnę jak znalazł :)




Ale przede wszystkim spędziłam cudowny czas na Maderze. Wróciłam tam, (a jednak!) żeby spełnić moje marzenie i poszwendać się po lewadach. 
Lewady to takie mini kanały, służące do transportu wody deszczowej z północy na południe wyspy. Kamienne koryta, a wzdłuż nich ścieżki, miejscami wąskie na długość stopy.

Lewada do Furado - zaczyna się w Ribeiro Frio i łagodnie opada w dół w kierunku Portela. Jedenastokilometrowy spacer przez laurowy las, skalnymi tunelami, wąskimi przesmykami, wśród szumiących wodospadów w towarzystwie Fringilla Fringila (czyli zięby, ale Fringilla ładniej brzmi)....no po prostu bajka :)

O! I tu warto było wrócić :)