środa, 28 września 2016

Po prostu pięknie....





Początki miasteczka Cefalu sięgają prawdopodobnie V w p.n.e., kiedy to u podnóża góry Rocca, w miejscu gdzie teraz znajduje się starówka, wybudowano grecką fortecę obronną. W późniejszym okresie, w czasach bizantyjskich, z uwagi na bezpieczeństwo centrum miasteczka zostało "przeniesione" na szczyt góry, choć część mieszkańców pozostała mimo to w swoich domostwach nad brzegiem morza. 




W XI wieku Cefalu zdobyte zostaje przez Normanów , a  w 1131 roku król Sycylii Roger II cudownie ocalony z katastrofy swojego okrętu zniszczonego przez sztorm,  przysięga Bogu, że w zamian za ocalenie wybuduje tu  katedrę. 


Katedra jest uważana za jeden z najbardziej imponujących zabytków epoki normańskiej we Włoszech. Król Roger II ściągnął do Cefalu mistrzów bizantyjskich z Konstantynopola, którzy zaadoptowali zbudowaną według nordyckich wzorców architektonicznych świątynię, poprzez orientalne dekoracje. 


Do katedry przylega klasztor, którego wirydarz otoczony jest pięknie zdobionymi kolumnami. To naprawdę misterna robota, a każda kolumna ma inaczej rzeźbione kapitele. 
















Kolejna rzecz która urzeka w Cefalu, to plaża i stary port.






Niektorzy mówią, że jest brzydki, odrapany, jakby opuszczony. Nic bardziej mylnego, to miejsce tętni życiem. W jednej z knajpek mieszczących się w tych starych budynkach zjedliśmy przepyszny obiad, mając przed oczami taki oto widok:



aż się nie chce opuszczać tego miejsca :)




Zagłębiając się w uliczki starego miasta napotykamy wiele pięknych, średniowiecznych budynków. Ciężko je co prawda sfotografować z uwagi na szerokość ulicy, ale są naprawdę imponujące. 





Jednym z ciekawych zakątków Cefalu jest też stara średniowieczna pralnia publiczna. Usytuowana przy ujściu podziemnej rzeki Cefalino, wpływającej tu do morza. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu kobiety z Cefalu klęczały przy zbiornikach trąc ubrania o kamienie.
 








Uliczki tak wąskie, że sól można pożyczyć bez wychodzenia z domu :)


I jeszcze kilka migawek zamiast słów....


















Po prostu pięknie.....

czwartek, 22 września 2016

Nr 4

Choroba, oczywiście nie jakaś ciężka, tylko zwykłe przeziębienie, ma swoje plusy. Dostajesz zwolnienie lekarskie i nagle zyskujesz mnóstwo czasu. Dziewięć godzin ekstra! Dziewięć godzin, jakie normalnie zajmowałaby ci praca jest do twojej dyspozycji. Łał! To jest coś! To naprawdę dużo w dzisiejszych czasach deficytu czasowego. I kiedy już przestanie cię łamać w kościach, kiedy możesz jako tako funkcjonować, zaczynają się Twój czas. 

Wiadomo, że na myśl przychodzą ci najpierw obowiązki, bo chata wygląda tak sobie po kilku dniach niemocy. Jednak prasowanie i sprzątanie, odpadają (z powodu osłabienia pochorobowego). Można by jakiś film obejrzeć, albo książkę poczytać. Pomysł przedni. Można też przypomnieć hiszpański, zanim nowy semestr się zacznie, żeby wstydu w nowej grupie nie było. Ale to też niespecjalnie wychodzi. 

Za to malowanie.....o tak, to sprawdza się najlepiej. Zwłaszcza, kiedy wspomnienia jeszcze nie ostygły :)

 
 

poniedziałek, 19 września 2016

piano, piano


"Nocą płynęliśmy wzdłuż cienistych, 
zagadkowych brzegów – wielkie liście
wzgórz poruszały się w oddali
leniwie jak sny olbrzyma.
Fale uderzały o drewno łodzi,
ciepły wiatr całował żagle,
gwiazdy bezwładnie próbowały
opowiedzieć historię świata.
To Sycylia, szepnął ktoś,
trójkątna wyspa, oddech sowy,
chusteczka umarłych.”
 (To Sycylia, A. Zagajewski)

 













 

Myślałam, że już się nigdy nie zakocham, a tu proszę! Moja nowa miłość - Sycylia :)

Niezwykła wyspa, zwana przez Goethego "królową wysp". Fascynuje przyrodą, antycznymi ruinami, zabytkami sztuki bizantyjskiej, arabskiej i normańskiej. 
Być może, to właśnie pokręcona przeszłość wyspy sprawia, że jest w niej ten niezwykły urok. Kogo tu nie było! Fenicjanie, Grecy, Rzymianie, plemiona germańskie, Arabowie, Normanowie....  Hiszpanie mieli wyspę we władaniu dość długo, bo ponad 200 lat. I każdy, z tych najeźdźców, coś tu po sobie pozostawił.  
Nawet język sycylijski, którym posługuje się większość tutejszej ludności, jest mieszanką łaciny, greki, arabskiego, hiszpańskiego, katalońskiego i włoskiego (choć w moim odczuciu koło włoskiego nawet nie leżał).

Sycylijczycy często powtarzają "piano, piano".....po kilku dniach człowiek się tym "powoli, powoli" zaraża i zaczyna naprawdę odpoczywać. Obejrzałam tylko północ wyspy i na pewno wrócę po więcej, ale póki co "piano, piano" ;)