wtorek, 24 maja 2016

....bo Ty stoisz za mną

Z dedykacją dla wszystkich mam - piosenka, kwitnące poziomki i polne kwiaty. Bo przecież już niedługo Dzień Matki, bardzo ważny dzień.




Im jestem starsza, tym bardziej rozczula mnie to święto. Patrzę na siwe włosy mojej mamy, na jej zmarszczki i czuję, widzę, jak nam czas ucieka. I boję się, że już niewiele nam go zostało.... 



"Dam Ci za to polne kwiaty...."
 
















środa, 18 maja 2016

Monoteistyczna Świątynia Świata - Wierszalin



Gapiłam się na świeżo zdobytą mapę okolicy szukając miejsca, do którego mogłabym się wybrać, kiedy mój wzrok padł na wyróżniony żółtym kolorem napis "Wierszalin".  
Skądś tę nazwę znałam.... Nagle mnie olśniło, mamy w Supraślu teatr o takim imieniu, dobry teatr. Przed wyjazdem z domu zerknęłam jeszcze tylko do komputera, żeby się co nieco zorientować – niedoszła stolica świata….hmmmm….stolica świata???? Ciekawe…
Jadąc z mapą przy nosie próbowałam zlokalizować ów Wierszalin, ale za cholerę nie szło. Miałam wrażenie, że kręcimy się w kółko. Piaszczystymi, drogami błąkaliśmy się po lesie w poszukiwaniu stolicy świata. I kiedy już chciałam się poddać, zobaczyłam ten drogowskaz.





Idąc za drogowskazem dotarliśmy do zupełnie niepozornego miejsca. Ot, mała polana w lesie, a na niej drewniana chata, stodoła, studnia. Wszystko opuszczone i rozwalające się. I to ma być ta stolica?




No i tu należałoby się cofnąć do początku ubiegłego wieku, bo właśnie wtedy rozpoczyna się niewiarygodna historia charyzmatycznego proroka Eliasza Klimowicza, uznanego przez miejscową ludność za świętego, który odwróciwszy się od religii prawosławnej, stworzył własną i zamierzał zbudować nową stolicę świata na tej polanie. 
Miał tu być „Centralny Plac Świata”, miasto Wierszalin, miasto spełnienia (od rosyjskiego słowa „совершить”). Cały świat miał się tu zjeżdżać, żeby oddać pokłon Bogu. I rzeczywiście zaczęły tu walić tłumy, chcących oddać hołd „wielkiemu” prorokowi,  który głosił rychły koniec świata, podczas którego tylko Wierszalin miał się uchować.  Ludzie wręcz oszaleli, całowali ziemię po której chodził, naprawdę uwierzyli, że Eliasz jest nowym prorokiem. Ba! Nawet chcieli go ukrzyżować, sądząc że od śmierci Chrystusa minęło zbyt wiele i czas ukrzyżować nowego proroka, żeby odkupić grzechy ludzi. Na szczęście udało  mu się uciec w pole, gdzie trzy dni przesiedział w jamie przykryty słomą.
Wkrótce  wybuchła  II wojna  światowa i w 1940 roku Eliasz został aresztowany przez Sowietów i wywieziony daleko na wschód. Dalsze losy Ilji nie są znane i istnieje kilka ich wersji. Jedna z nich mówi, że zmarł w sowieckim więzieniu.

To tak bardzo w skrócie, bo jest wiele ciekawych publikacji na ten temat, między innymi tu.  Jeśli kogoś to zainteresowało, można sobie doczytać. 

W domu proroka Ilji przez dłuższy czas (gdzieś do lat 60-tych) mieszkali jeszcze jego wyznawcy. Dziś w Wierszalinie została jedna chata, z której, zrabowano wszystkie ikony i pamiątki po Eliaszu. Miały tu stanąć domy, wiatrak, szpital, cerkiew na wzgórzu i klasztory na każdym rogu. Z cerkwi na wzgórzu pozostał tylko kamienny krąg niedokończonych fundamentów...

























wtorek, 10 maja 2016

Podejrzane w lesie

Nie w sensie podejrzanych osób, tylko w sensie podglądania. I nie kogoś, tylko czegoś.....chyba się zapętliłam. Chodzi o ten drogowskaz....



I o trasy biegowo-spacerowe na nim opisane.


Drogowskaz zobaczyłam dopiero wtedy, kiedy już mieszankę "geriatki" i "ekstremki" zrobiłam, przez chwilę nawet chyba byłam na "krótkiej". A w sumie jakby mnie ktoś zapytał którędy szłam, to powiedziałabym, że tam gdzie było ładnie ;)
I dziś kiedy spojrzałam na te zdjęcia pomyślałam sobie.....zupełnie jak w życiu.

Najpierw jest trasa "krótka" - lekko utrudniona, to ten czas dzieciństwa, od pacholęcia do końca podstawówki (obecnie gimnazjum). Niesie nas lekuchno, do przodu i tacy dumni z naszych osiągnięć jesteśmy i tacy szczęśliwi.

Potem  "ekstremka" - trudna, przeznaczona dla sprawnych i upartych, to czas nauki w szkole średniej i na studiach, być może jeszcze początki kariery zawodowej. Pot leje się strugami, ale dzielnie walczymy. Walczymy, o to nasze miejsce na ziemi.

Po niej przychodzi "geriatka" - tu opisana jako łatwa i płaska. Sądząc po długości trasy powinna się zaczynać koło 40? Jeśli tak, to tej życiowej "geriatki" do łatwych bym nie zaliczyła. Bo tak naprawdę do ostatnich dni walczymy o miejsce w szeregu, co by nas Ci z "ekstremki" za szybko nie wyparli. Ale kto wie, może potem teren się wypłaszczy i będzie łatwiej?

Ot takie wieczorne przemyślenia ;)))


I jeszcze coś za mną chodzi...... Czy tylko mi się wydaje, czy Brodka ostatnio podobnie do Lany del Rey śpiewa? Hmmm...nawet jeśli, i tak obydwie lubię :)








środa, 4 maja 2016

Majowe migawki z Podlasia

Zaczynałam ten weekend w niezbyt dobrym nastroju. Takie tam zawirowania w pracy, które wyssały całą energię. No i żadnych planów na majówkę, żeby to jakoś odreagować. A tu jedni do Alicante lecą, inni na Malediwy, plany, plany, plany.... A weź i planuj jak ledwie sił na bezpieczny powrót do domu starcza. 

I kiedy już nieco ostygłam, pomyślałam sobie, że jednak gdzieś się ruszyć muszę, bo zwariuję. Siedzenie w miejscu jest wbrew mojej naturze. Zgarnęłam termos z kawą, dwa kawałki szarlotki i pojechaliśmy w plener. Wystarczyło odjechać kilkanaście kilometrów od domu, żeby znaleźć się w innym świecie. Kiedy popatrzyłam na te zabawne zwierzaki, poczułam zapach kwiatów, dostrzegłam soczystą zieleń pól, zapomniałam o tym co uwierało. To wszystko razem sprawiło, że tamten kiepski nastrój prysł, poszedł gdzieś w cholerę. Zachwyciłam się światem. I to chyba, o to kurczę chodzi, żeby umieć się zachwycić tym co za miedzą, nie?