czwartek, 21 kwietnia 2016

słowo się rzekło...

.....więc pokazuję moje nędzne próby malarskie. 

Chociaż....jak na pierwszy raz chyba nie jest źle, co?  :)))




Dostałam odpowiedź ze szkoły  "tu cuadro es una obra de arte" :))))
Generalnie chodzi o to, że przeszłam dalej.

środa, 20 kwietnia 2016

O tym, że pstrągi nie są najlepszymi modelami

Po długich wahaniach wystartowałam jednak w konkursie organizowanym przez moją szkołę w ramach Dni Hiszpańskich. Wygram, nie wygram, bawię się dobrze. 

Zaczęło się od rysowania. Pod koniec jednej z lekcji hiszpańskiego musieliśmy narysować uwspółcześnioną wersję obrazu „Las Meninas” Velázqueza. 


Fajnie! Jak w przedszkolu. Wszyscy ochoczo machali kredkami, brakowało tylko wystawionych na skos języków ;)
Moja Królewna Małgorzata ma kolorowe włosy, obcisłą różowa kieckę, a w ręku trzyma nieodłączny iPhone. Cała reszta też jest niezwykle barwna i przedziwnie ubrana. A piesek z obrazu (za co go bardzo przepraszam) został zamieniony w yorka z kokardką. 
Aktualnie wisi to moje dzieło, wśród dwudziestu paru innych, na szkolnej wystawie ;))

Od poniedziałku zgłębiam tajniki muzeum El Prado w Madrycie. Wczoraj grzebałam w życiorysie i twórczości Goi, dziś na tapecie Zurbarán.  

Wczoraj mogłam uzyskać 20 punktów ekstra, musiałam tylko "sfotografować" któryś z obrazów Goi. Czyli ustawić ludzi, przedmioty na kształt jego obrazów i zrobić zdjęcie. No to zabrałam się za przeglądanie twórczości Goi...hmm...








Wszystkich wklejać nie będę, ale generalnie wszędzie dużo ludzi. I skąd ja wezmę taki tłum, kostiumy...za mało czasu, bo ledwie godzinka między pracą a zajęciami z hiszpańskiego
Mogłabym spróbować to zrobić.....




Ostatecznie Homer mógłby robić za to maleństwo, a ja za pannę, ale skąd suknię białą i czerwone kokardy wziąć????

I nagle....jest...bingo!! Dorady!!!





Pędem do najbliższego supermarketu. Są dorady! Ale po 39 zł za kilogram, a tu ze dwa kilo leży! Za drogo. Ale, ale....pstrągi po 19 zł, spróbujemy z pstrągami. Zakupiłam pstrągi i wróciłam do domu. Dumna ze swej pomysłowości, rzuciłam moją zdobycz w postaci pięciu ryb na stół i zaczęłam układać martwą naturę.
Tiaaaa.....martwą ;) 
Wszystko ślicznie, pięknie, tylko nie przewidziałam tego, że model mimo tego że nieżywy, będzie się ruszać. Co ułożę stosik, to zanim sięgnę po aparat, rozjeżdża się. Oj walczyłam ja z moimi pstrągami długo. W końcu pospinałam wykałaczkami (co tez nie było łatwe, bo skóra dość twarda) no i wyszło jak wyszło :)





Ale koszulkę Dni Hiszpańskich wygrałam ;))))

Na dziś mam kolejne pytania.....skąd pochodzi określenie martwa natura, a dokładnie "bodegón" i na czym polega  "la técnica tenebrista". Musze pogrzebać w necie, bo nie mam baldego pojęcia. No chyba, że ktoś z Was wie?  
A potem jeszcze lepszy numer......mam namalować martwą naturę, w tej technice. A wszystko to między pracą, gotowaniem obiadu, a kizombą. Oj chyba nie dam rady ;)

(zdjęcia obrazów Goi oczywiście z netu)

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Siedem powodów do radości




Po pierwsze - wiosna. Poranne spacery z psem są teraz prawdziwą radością. Zwłaszcza w tak pięknych okolicznościach przyrody. Deszczową i burą jesienią nie było tak fajnie ;)

Po drugie - kolejne warsztaty taneczne z kizomby i bachatanga za mną. To zawsze pozytywnie mnie nastraja.

Po trzecie - Dni Hiszpańskie przede mną. Czeka mnie prawdziwa hiszpańska uczta. No i waham się czy brać udział w konkursie. Bo skąd ja na to czas wezmę?

Po czwarte i po piąte - pomaganie jest fajne. Pomogłam i wylicytowałam w aukcji płytę "Muzyka ciszy" z autografem Marka Niedźwieckiego. 
Mam podwójną radość. Po pierwsze z tego, że dziewczyna leczy się i widać już poprawę. A i z samej płyty też,  bo cieszy ucho :)

Po szóste...planuję wakacje, a planowanie jest najfajniejszym etapem wakacji, bo jeszcze wszystko przede mną. Dopóki nic się nie zaczęło, nic nie kończy ;)


A po siódme - śniło mi się, że leciałam nad rzeką, jak ptak, właściwie nie leciałam a szybowałam. Woda w rzece była tak przejrzysta, że widziałam płynące w niej duże ryby i to było piękne...




 

piątek, 8 kwietnia 2016

telegram...

...do wszystkich pań, które czekają na wymarzonego księcia na białym koniu.

Drogie Panie! Obawiam się, że Książę może się nie zjawić. (przynajmniej w moim Królestwie)

Dokonałam przeglądu stanu pogłowia rumaków. Otóż sytuacja wygląda następująco: białych koni brak i jest tylko to co widać.





Nieśmiałek, ten co się tyłem obrócił i tylko mu zad widać

Czaruś, to ten który odstawia wdzięcznie kopytko

No i ten maluch po lewej - Chyży

Szału nie ma, co? Cała nadzieja w Chyżym, że podrośnie przynajmniej na tyle, żeby książę nóg po ziemi wlec nie musiał. Bo trochę biały to już w zasadzie jest no i z tego co widać pojeść sobie lubi ;) 
Jest nadzieja!






No a inni.....sami zobaczcie....harce i chichoty w głowie. Może coś szczególnego w tej wodzie jest.....?



Bo i ja jakoś podwójnie widzę ;)))





niedziela, 3 kwietnia 2016

a tymczasem nad rzeką.....

 ....zaczyna budzić się życie. 












Jeszcze szumią wyschnięte trzciny, ale tuż obok pojawiają się pierwsze nieśmiałe zawilce....



i żaby (też chyba nieśmiałe)




(Jakby tej nogi nie wyprostowała nie zauważyłabym jej. 
Widać musiała jej zdrętwieć od długotrwałego udawania, 
że jest liściem) 



A tak poza tym, to drzewa ochoczo potrząsają pomponami z jemioły...






...a krowy zalotnie przeglądają się w lustrze wody....





(Niby pije, a jednak łypie okiem gdzieś na bok. I słusznie, bo licho nie śpi. 
Licho czyli byk, który widać też poczuł wiosnę i chciał wykorzystać całą tę 
sytuację. Niestety, lub stety, ten manewr mu się nie udał)

 
 


Bobry też ostro wzięły się do roboty i połowę drzew na brzegu rzeki wykosiły. Jakież one muszą mieć zębiska!!!








A ja...właśnie wróciłam ze spaceru i czuję jak od słońca pieką mnie policzki :)
No wiosna Panie!  Wiosna i to na całego!!!  :)))