poniedziałek, 22 lutego 2016

Przypadkiem

Zupełnie przypadkiem, skacząc po kanałach tv, natrafiłam na ten film. 


Zatrzymałam się i już nie potrafiłam odejść od ekranu. Niezwykle emocjonujący film, dla kobiet o mocnych nerwach, a i te się zapewne wkurzą w którymś momencie.

Mała próbka dialogu?:

-  czy oni są dobrani - pada pytanie do świadka
- a czy ja i moja żona jesteśmy dobrani? - odpowiada świadek - nie, ale dopasowuję ją do siebie.


Pozwolę sobie zacytować fragment opisu filmu ze strony stopklatka.pl :
 
"Viviane chce się rozwieść" - to opowieść o smutnym końcu małżeństwa. W skromnych czterech ścianach sali sądu rabinicznego żona walczy o uzyskanie "gett", czyli oficjalnego listu rozwodowego od męża, którego nigdy nie kochała. On jednak nie potrafi pogodzić się z porażką i z tym, że to kobieta chce wolności.

Viviane jest nieszczęśliwa w małżeństwie. Jej związek został zaaranżowany przez tradycyjnych rodziców, kiedy była zaledwie nastolatką. Surowe zasady religijne przez lata nakazywały trwać w pozornej jedności z człowiekiem, którego nie darzy uczuciem - oschłym, zawistnym, zimnym i wiecznie niezadowolonym. Pod czujnym okiem plotkujących sąsiadów atrakcyjna i zadbana kobieta przestała właściwie wychodzić z domu, zaczęła odsuwać się powoli od dawnych znajomości. Po latach stanu zawieszenia, żyjąc, "jak pies na łańcuchu", zdecydowała się na krok niezwykle kontrowersyjny - postanowiła się rozwieść."

Właśnie doczytałam, że to ostatnia część Trylogii o Vivien w reżyserii Ronit i Shlomi Elkabetz. No cóż, zaczęłam od końca (jak to ja) muszę teraz gdzieś odnaleźć dwie pierwsze części "Wziąć sobie żonę" i "Siedem dni"

Jeśli nie widzieliście, gorąco polecam :)






czwartek, 18 lutego 2016

męski foch

To coś czego nie cierpię, a przede wszystkim chyba nie ogarniam. 

Źródła focha mogą być baaardzo różne. Jeden go strzela, bo nie piszę, czy nie dzwonię (jakby mail i telefon działały tylko w jednym kierunku). Innemu znów się nie podoba moja odpowiedź na jego pytanie. Cóż, nie takiej oczekiwał, no to foch. Tu dodam, że odpowiedź dotyczyła tematów, które nie powinny stanowić powodów do strzelania czegokolwiek, a zwłaszcza focha. No ja pierniczę, czy też oni nie mają poważniejszych problemów w życiu??? 
Ja mam na przykład w najbliższej perspektywie kolejną bitwę słowną z "Drżącymi Wargami" (taka jedna z innego działu, co jest zawsze na nie). O! I to jest dopiero problem! Coraz trudniej się pracuje....

A wracając do panów, to tak sobie myślę....czy kiedyś też tak było? Czy taki dajmy na to rycerz strzelał focha, kiedy mu coś tam nie pasowało? No kurczę chyba panowie zgubili gdzieś po drodze swoją męskość? 

Który to święty był patronem zagubionych? Antoni chyba. To może by do niego się zwrócić? Niechby panowie z jego pomocą odnaleźli to, czego im brakuje i przestali wymyślać. O!!

A tymczasem na lotnisku w Lizbonie kolorowych figurek całe mnóstwo. Teraz żałuję, że nie kupiłam.....obdarowałabym nimi kilku panów....







A na koniec piosenka, zupełnie bez związku, ale lubię :)




Trzymajcie za mnie jutro kciuki (w temacie "Drżących Warg"). 
Czeka mnie kolejny ciężki dzień. Ale mam nadzieję, że kiedyś to wszystko się uspokoi. Albo jak mawiał współtowarzysz Czterdziestolatka ze szpitalnej sali -  wyjdę z tego "nogami do przodu"   ;)

 

sobota, 13 lutego 2016

Romantycznie na Walentynki






Tego ranka niebo miało kolor miodu....



























"Kochać to coś irracjonalnego, to niedzisiejsza fantazja, 
coś, czego nie da się wytłumaczyć, coś, co nie jest praktyczne, 
coś, co samo w sobie jest swoim jedynym usprawiedliwieniem."




wtorek, 9 lutego 2016

wiatr



to na początek....






i niech tak sobie w tle szumi....



Wiatr...
choć niewidzialny, a jednak da się go zobaczyć. 
Z ogromną mocą wygina czubki palm, wzburza ocean, miota piaskiem i ludźmi. Zrywa czapki z głów, kradnie kapelusze i burzy fryzury. 
Chłoszczejakby chciał wniknąć pod skórę...wedrzeć się do wnętrza i tam siać spustoszenie....


No właśnie....z jednej strony łatwo go sfotografować,  a z drugiej niekoniecznie, bo równie silnie szarpie obiektywem aparatu.

A jednak mimo tego, że wiało okrutnie, coś mi się chyba udało uchwycić :)









































"Ludzie są jak wiatr. 
Jedni lekko przelecą przez życie i nic po nich nie zostaje; 
drudzy dmą jak wichry, więc zostają po nich serca złamane
 jak jakieś drzewa po huraganie. A inni wieją jak trzeba. 
Tyle, żeby wszystko na czas mogło kwitnąć i owocować. 
I po tych zostaje piękno naszego świata"








czwartek, 4 lutego 2016

el desierto




"He venido al desierto pa' reirme de tu amor
Que el desierto es más tierno y la espina besa mejor"

 "Przybyłam na pustynię, żeby odejść od twojej miłości
Pustynia jest delikatniejsza a ciernie całują lepiej..."





Pustynia....




Każdego dnia chodziłam podziwiać jej piękno. 
Za każdym razem wyglądała inaczej. 
Każdego dnia wydmy miały inny kształt, 
były inaczej wyczesane przez wiatr. 







Można było tak się wpatrywać godzinami 
w to przesypywanie się piasku,
 jak w klepsydrze...
ziarenko po ziarenku...







Zastanawiałam się jak daleko może zawędrować takie ziarenko. 
I czy wraca kiedykolwiek na swoje miejsce, 
czy może tuła się tak bez końca?







Bo przecież wydmy nie mogą tak wędrować tylko w jedną stronę,
 kiedyś wracają...muszą wracać, prawda? 
Najwyżej zajmie im to kilka dni, miesięcy, lat...ale wracają