wtorek, 29 września 2015

Czasem tak bywa



Nie było mnie tu jakiś czas. Schowałam się. Naciągnęłam "kołdrę" na głowę udając, że mnie nie ma. I zupełnie nie chciało mi się nic, nawet nosa spod niej wysuwać. 
Czasem tak bywa. 

Bo i ciało obolałe i dusza nie w formie. 
No czasem tak bywa.

Wydaje się nam, że możemy wszystko, pokonujemy własne ograniczenia, czujemy w sobie moc, a tu nagle pyk i coś się psuje. Oho, coś nie teges. No jak to!?


Ciało poddawane serii zabiegów rehabilitacyjnych powoli dochodzi do dawnego stanu.
Dusza po terapii ciszą, słońcem, ciepłym słowem przyjaciół, ma się chyba nawet lepiej niż ciało ;)

Duszy zafundowałam też maraton, długą wycieczkę, która miała swój początek w sklepie Wokulskiego, a potem nocami i dniami poprzez Serbinów, aż do Ziemi Obiecanej. Świetne filmy!

A tak poza tym. Przez dwa ostatnie dni nad miastem królowała gigantyczna i mega świetlista tęcza. A dziś spotkałam trzech kominiarzy! I to w jednym miejscu! To chyba jest dobrze, nie? ;)

A że czasem człowiek się schować musi, żeby paskudnego nastroju nie rozsiewać......no czasem tak bywa. 




czwartek, 17 września 2015

U Johnniego



Johnnie Fox, położony w miejscowości Glencullen (20 minut jazdy od Dublina), jest jednym najstarszych i najbardziej znanych pubów w Irlandii. Jest też najwyżej położonym pubem. 




Kiedyś znajdowało się tu gospodarstwo rolne i do dziś dookoła stoją różne maszyny, pamiętające tamten czas. 










jest też kamień przepowiadający pogodę, 
no ten, to na pewno się nie myli ;)


A wnętrze! Wnętrze wygląda zupełnie jak muzeum irlandzkiego folkloru. Buty, nocniki, stare fotografie, kalesony, patelnie, lampy, garnki, no co tylko chcesz. Panuje tu szczególna atmosfera, jak się już tu trafi, trudno z własnej woli to miejsce opuścić :)))


 na podłodze obowiązkowo trociny
ponoć po to, żeby łatwiej było krew sprzątnąć,
jakby kogoś emocje poniosły ;)








 muzyka na żywo - gwarantowana


 i to taka, że można z butów wyskoczyć ;)







Skoro już jesteśmy w tak klimatycznym miejscu, proponuję irlandzki toast:




Znalazłam go nieco później w książce Jonathana Carrolla "Zaślubiny Patyków" i strasznie mi się spodobał :)))

Oby było jak najmniej tych kulejących w naszym otoczeniu!!!


 

poniedziałek, 14 września 2015

Mazurska perełka.

Też tak macie? Im skromniej wygląda kościół z zewnątrz, tym bardziej chcę sprawdzić, co też kryje jego wnętrze. 

Tak było i tym razem. Jadąc na Mazury mijaliśmy wieś Okartowo*, kiedy przez okno zobaczyłam ten kościół.....












......od razu wiedziałam, że muszę tam wejść. 


I nie rozczarowałam się! Kościół mnie zaskoczył i zachwycił!








Wnętrze w kolorze granatowo-białym pokryte pięknymi malowidłami. Są tam motywy roślinne i zwierzęce, łodzie i wiatraki, a wszystko to uzupełnione napisami w języku niemieckim-cytatami z Biblii. 

W kościele akurat modlili się ludzie czekający na mszę, nie mogłam więc swobodnie połazić i pooglądać wszystkiego tak jakbym chciała, ale na chór, mimo okropnie skrzypiących drzwi, udało mi się wejść. 

Na górze, na suficie, znajduje się malunek konia z podpisem w języku niemieckim:
 
„Ja koń – Jakub większą część kamieni na budowę tego kościoła przybliżyłem”.

Przekaz ludowy głosi, że gdy kościół remontowano czynem społecznym wszystkich mieszkańców, tylko kowal nie uczestniczył w tej budowie, lecz w zamian za siebie dał konia Jakuba, który za niego pracował wożąc kamienie i drzewo. Gdy kościół został ukończony, odbyła się pierwsza msza dla wszystkich którzy pracowali przy budowie. Na mszy stawił się również koń Jakub. Przez całą mszę stał bardzo grzecznie w kruchcie, natomiast wszyscy inni ciągle się na niego oglądali tworząc szum. Pastor na zakończenie mszy obwieścił wszystkim zgromadzonym, że najlepszym uczestnikiem mszy był Jakub, który w tym uroczystym dniu był nad wyraz spokojny ;)






Autorem tych polichromii, nie spotykanych nigdzie indziej na Mazurach, jest anonimowy ścienny malarz ludowy. Znany jest za to twórca Drogi Krzyżowej, namalowanej wzdłuż naw bocznych, w latach osiemdziesiątych XX wieku. Był to  malarz ścienny J. Sokołowski. 


Na chórze znalazłam też dwie tablice gęsto wypełnione napisami. To tablice z nazwiskami ludzi z Okartowa i okolic, którzy zginęli w latach 1914-1918.




No i jeszcze piękne barokowe organy




Obudowa organów jest oryginalna i zachowała się z niezmienionym kształcie mimo zniszczeń jakim uległ kościół w czasie I wojny światowej. Nie przetrwały za to piszczałki, a te które widzicie na zdjęciu są po prostu namalowane, niezwykle z resztą realistycznie.

Jeśli będziecie kiedyś tamtędy przejeżdżali, wejdźcie i zobaczcie to na własne oczy. Wszystkiego tu nie opisałam..... :)

*Okartowo – wieś położona w Krainie Wielkich Jezior Mazurskich nad rzeką Orzyszą, łączącą jezioro Śniardwy z jeziorem Tyrkło