wtorek, 26 maja 2015

...



Uwielbiam konwalie. Kiedyś zawsze na dzień matki dawałam je mojej mamie. Jechałam po nie do pobliskiego lasu, na rowerze, mając lekkiego pietra. Ale co tam strach.....konwalie na Dzień Matki musiały być i już. Z resztą tylko na to było mnie wtedy stać :)

Dziś tego lasu już prawie nie ma. Na jego skraju powstają nowe domy, całe osiedla. A konwalie.....chyba stamtąd uciekły przywędrowały do mnie, do mego ogrodu. Mam nadzieję, że się rozgoszczą i zostaną na dłużej. W sumie towarzystwo niezapominajek i dmuchawców powinno im odpowiadać :)






P.S. Kochani znów znikam na jakiś czas. W planie podróż bez planów :) To znaczy znany jest pierwszy przystanek - Salzburg. A potem, to już gdzie oczy poniosą i co fantazja podpowie :))

niedziela, 24 maja 2015

delikatność


Cudna, słoneczna niedziela. 
Delikatny wiatr przeczesuje dmuchawce
jest cicho i spokojnie

a saksofon tak miękko brzmi....




wtorek, 19 maja 2015

"Zakochany bez pamięci"

Pewnie większość z Was już ten film widziała, bo nie jest to świeżynka (2004 rok). Ja odkryłam go wczoraj. Nie czytając żadnej recenzji, zasiadłam do niego jak do lekkiego romansidła z nadzieją, że Carrey nie będzie się za bardzo wygłupiać. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy "romansidło" okazało się historią dającą do myślenia. 


"Joel Barish jest sfrustrowanym mężczyzną, który twierdzi, że w jego życiu nigdy nie dzieje się nic ciekawego. Pewnego dnia na swojej drodze spotyka energiczną, nieco szaloną i zmieniającą ciągle kolor włosów Clementine, w której się z wzajemnością zakochuje. Niestety, związek nie wytrzymuje próby czasu. Clementine nie dość, że odchodzi od Joela to jeszcze poddaje się eksperymentalnemu zabiegowi doktora Howarda Mierzwiaka, który kasuje z jej mózgu wszystkie wspomnienia związane z byłym ukochanym. Sfrustrowany Barish postanawia zrobić to samo. Jednak już w trakcie zabiegu zdaje sobie sprawę, że nie chce pozbywać się wspomnień Clementine, z którą przeżył najpiękniejsze chwile swojego życia. Chcąc uniknąć ich skasowania postanawia ukryć je w najgłębszych zakamarkach swojego umysłu." (Filmweb - Dominik Kubacki)

Wyobrażacie sobie taką możliwość?  W ciągu jednej nocy usunąć z naszej pamięci to co bolało i nadal boli. Wszystkie przykre wspomnienia. Obudzić się wolnym.....
Niby kusi, a jednak....czy to nadal będę ja, czy będę taka sama jak teraz, czy zupełnie inna? Przecież jakaś część mnie zostanie bezpowrotnie usunięta. Czy brak bolesnych wspomnień, które czegoś mnie jednak nauczyły, nie spowoduje, że znów "wpakuję się na minę". 
Chyba bym tego nie chciała. Jakie chyba....na pewno bym nie chciała niczego z mojej pamięci usuwać. Czas i tak robi swoje, wygładza wspomnienia.

"Nie wymażę niczego z mojego życia. Każda rzecz, każda najmniejsza rzecz doprowadziła mnie do tego, kim jestem teraz. Rzeczy piękne nauczyły mnie kochać życie. Rzeczy złe nauczyły mnie, jak żyć."

                                                                                Bob Marley 





A co do filmu, jeśli ktoś nie widział, to naprawdę warto.




poniedziałek, 18 maja 2015

ktoś mi ukradł niedzielę

Wyszłam z domu rano wróciłam wieczorem i dziś czuję, że brakuje mi tego niedzielnego wynudzenia się (na które tak często narzekam). Brakuje mi ciszy i kontaktu z naturą, zieleni i zapachu deszczu. To wszystko mnie ominęło. 
Fakt było spotkanie z rodziną, a potem z przyjaciółmi, a jednak....czegoś brak.... 

Na szczęście dostałam w rekompensacie piękne sny. Sny o ptakach z rudymi piórami. Nigdy w rzeczywistości takich nie widziałam....ale chyba od teraz zacznę szukać. Znacie jakieś rudopióre? 
A może, w tym moim śnie, to ja próbowałam wzbić się w niebo, szukając tej wymarzonej ciszy?




Nawet teraz tęsknie patrzę w okno, słucham słowotoku koleżanki, jeszcze tylko cztery godziny....




środa, 13 maja 2015

Teneryfy ciag dalszy





Z wyspą wiąże się wiele legend. Jedna z ich, legenda o El Teide, opowiada o złym duchu Guayota, który porwał boga słońca Mageca i ukrył go wewnątrz krateru. Przez to wyspa pogrążyła się w całkowitej ciemności, a lud ogarnął strach. Guanczowie zaczęli więc błagać o pomoc najwyższego boga niebios - Achamana. Usłuchał on próśb, uwolnił boga słońca i zapieczętował wulkan, który od tamtej pory miał przestać wybuchać.


Miał przestać, a jednak wybuchał nadal. W 1706 roku lawa z el Teide spłynęła aż do oceanu i zniszczyła prawie całkowicie miasteczko Garachico. Obecnie Teide jest wciąż uważany za czynny wulkan, ostatni wybuch nastąpił w 1909 roku. 


To co uwieczniłam na zdjęciach, to ślady tamtych dni, równiny zwane Las Cañadas, teren ukształtowany przez działalność wulkanu. Pokrywają go bazaltowe, pumeksowe i obsydianowe formacje skalne, zastygłe strumienie lawy. Prawdziwie księżycowy krajobraz, idealna sceneria dla filmów z gatunku science fiction. Skalista pustynia....
































poniedziałek, 11 maja 2015

piątek, 8 maja 2015

Tym razem w góry

To była moja trzecia wizyta na Teneryfie i zdawało mi się, że widziałam już wszystko, bo wyspa niewielka i spenetrowana z każdej strony. Była jednak jeszcze jedna biała plama na mapie, miejsce którego nie odwiedziłam.....góry Anaga. 


Góry Anaga są jedną z najstarszych części wyspy, mają około 7-9 milionów lat. Jest to jedno z najbardziej dziewiczych i nie do końca zbadanych miejsc na Teneryfie.  Niezwykła roślinność, gęste prastare lasy wawrzynowe, porośnięte pokręconymi i omszałymi drzewami, inny świat.  Podobno  występuje tu ponad 120 lokalnych gatunków roślin i zwierząt endemicznych. To idealne miejsce na piesze wędrówki. Aż żałowałam, że nie wzięłam odpowiedniego obuwia, no i że wycieczka po południu i trochę za mało czasu na łażenie po górach. Następnym razem muszę to nadrobić.
Tym razem ograniczyłam się do punktów widokowych.  Zielone doliny, stromo opadające do oceanu skaliste zbocza gór, przenikanie się błękitów na skraju nieba i oceanu, białe pierzyny chmur....bajecznie. 




Ten duży biały kwiat, to tajinaste, 
tajinaste rojo (czerwone) jest symbolem Teneryfy
To kwiat wyjątkowo odporny na niskie temperatury, nawet do -7 stopni,
rosnący tylko tu na Teneryfie, na lawie wulkanicznej.
Tajinaste osiąga wysokość od metra do trzech (w przypadku odmiany rojo)
te ułożone spiralnie kwiatki kojarzą mi się z palmą wielkanocną ;) 




















































środa, 6 maja 2015

spacer


- Jeszcze wczoraj chodziłam w puchowej kurtce! Przywieźliście lato! - takimi słowami przywitali nas na lotnisku znajomi. 

Myślałam, że na wyspach jest zawsze ciepło, a tu się okazuje że jednak nie, w tym roku mieli wyjątkowo chłodną zimę. 
Czyli mieliśmy farta :) nareszcie! Radość, choć drobna, a jednak. 
Cały mój wyjazd był pełen drobnych radości. I ja chyba takie wolę, bo jeśli nawet jednej zabraknie, wciąż mam pozostałe. A taka dajmy na to wielka miłość....dziś jest, a jutro psyt i zniknie, zostawiając po sobie czarną dziurę. 
A te moje małe radości, to cudne widoki, szum oceanu, kos-śpiewak, który codziennie do mnie przylatywał, niesamowite zachody słońca i rozgwieżdżone noce. 
Mała czekoladka kładziona przez pokojówkę na poduszce przed snem i przemiły staruszek zwany przez nią Rambo, który owe czekoladki uwielbiał i przychodził podkradać :)
Wieczory zapatrzone w niebo, po którym krążyły dziesiątki srebrzystych ptaków.....wyglądały jak spadające gwiazdy i nie sposób było nadążyć z życzeniami. 
A jednego z wieczorów...siedzieliśmy przy stoliku popijając mojito, grał jakiś miejscowy zespół. 


Kiedy usłyszałam salsę nie mogłam się powstrzymać. Mój facet co prawda się opierał, bo parkiet pusty, bo ludzie patrzą. No i niech patrzą! Nikogo tam nie znałam, więc jeśli nawet coś pójdzie nie tak....no to co. W połowie salsy dostaliśmy pierwsze brawa. Potem podszedł menadżer i zapytał czy jesteśmy Hiszpanami, po czym poprosił nas żebyśmy jeszcze zatańczyli. Zapytał jaką muzykę chcemy, co ma zagrać zespół. Zatańczyliśmy jeszcze kilka kawałków. A kiedy wychodziliśmy z sali dostaliśmy kolejne brawa. To było naprawdę super :)

Rozgadałam się, a przecież chciałam tylko zdjęcia pokazać :)