poniedziałek, 30 marca 2015

na wesoło

a gdyby tak zinterpretować ich miny i zachowania?
i podłożyć dialogi? ;)


                      - patrz stary, gapią się na nas....
                      - szybko! odwróć głowę tak jak ja, nie patrz w obiektyw!
                             jak dadzą nam coś do jedzenia, to pogadamy.

 

                            - teraz! całuj! niech mają radochę 


 
                  - ojej jak nie lubisz zdjęć, to schowaj się za mną!
                  - tak? dobrze jest? nie widać mnie?
                  - jeszcze tylko trochę kucnij.....o....idealnie



                    - i co? będziemy tak siedzieć i gapić się na siebie?



                    - a bo ja wiem? zawsze możemy possać palec?
                    - słabe to



                    - o jejku, no to podrap mnie pod paszką, o tu tu
                    - sam się podrap! a mnie kto podrapie?
                    - potem możemy się zamienić



                                           - ale nuda......



                               - i co się gapisz cwaniaczku? 
                               a umiesz tak długo na jednej nodze stać? hę?


W rolach głównych: zwierzaki z Palmitos Park Gran Canaria

piątek, 27 marca 2015

loteria ;)



trudny wybór ;)



"Wybory partnerów na mężów lub żony to rodzaj loterii. 
Ci, którzy wybrali dobrze, byli po prostu we właściwym miejscu 
we właściwym momencie."

                                                                     Janusz Leon Wiśniewski
                                                                                                                (Ukrwienia) 













środa, 25 marca 2015

Dziś jestem sumą niepokojów

Bo katastrofa samolotu - nie, nie miałam w nim nikogo bliskiego - a jednak czuję smutek i ból tych, którzy dziś opłakują swoje rodziny i przyjaciół.

Bo przemarsz wojsk amerykańskich przez Białystok - nie  nie byłam tam, nie widziałam tego z bliska i na własne oczy, jedynie w tv - a jednak taki widok budzi mój niepokój, sprawia że podskórny lęk przed wojną narasta.

Bo chcą zniszczyć  zawilcowy las, o którym Wam kiedyś opowiadałam. Chcą  go zniszczyć, nazywając to uporządkowaniem. 

Wycinka 500 dużych drzew, wybetonowane ścieżki, latarnie.....to ma być porządkowanie?
Nie chcę kolejnego parku pełnego baloników, jarmarków, tłumu ludzi. Chcę tej ciszy, która jest teraz, tej gęstej i dzikiej zieleni. 
I nawet dziś rano pojechałam tam przed pracą, żeby posłuchać świergotu ptaków i zrobić kilka zdjęć. Nie dałam rady.

Drzewa naznaczone pomarańczowymi kropkami, wyglądają jak skazańcy czekający na wykonanie wyroku. To zbyt smutny widok i nie chcę tego utrwalać. 
Są rozmowy z władzami, są zebrane podpisy, walka trwa. Mam nadzieję, że chociaż część tego lasu da się uratować.


 to zdjęcie sprzed roku


poniedziałek, 23 marca 2015

dwie refleksje

Cały weekend w podróży, zapatrzenie w dal, zamyślenie i takie dwie refleksje....
W sumie, to nic szczególnie odkrywczego.



Pierwsza, że ten świat jest tak niesamowicie piękny....




A druga, że ludzie tacy głupi....





Że też nie potrafią pojąć, jaką szkodę robią matce naturze, a tym samym sobie, wypalając trawy. 
Akurat, kiedy jechałam, w Trójce mówili o niebezpieczeństwie związanym z wypalaniem traw. 
Wiedzieliście, że ogień rozprzestrzenia się z prędkością 60 km/h? 
Bywa, że i sam podpalacz nie zdoła uciec. Nie mówiąc już o ptakach, owadach, małych zwierzętach mieszkających na łąkach. 
Jakim prawem człowiek niszczy ich domy, ich życie?
 
 
 Nie ma nic gor­sze­go niż ak­tywna głupota.
                                                       
                                                                                                                         J.W. Goethe



Jeszcze tylko coś na uspokojenie. Piękna muzyka.
Marcus Miller z najnowszej płyty "Afrodeesia"




piątek, 20 marca 2015

mały piesek





Dryń, dryń, dryń....dzwoni telefon koleżanki z pracy. Ona odbiera. Wiadomo, ja słyszę tylko to, co ona mówi:

- dzień dobry
- .........
- tak to ja
- ........
- aaaa paczka, oczywiście, proszę wejść na podwórko, w domu jest teściowa, odbierze
- ........
- piesek na podwórku? ale niegroźny, proszę wchodzić
- ........
- że szczeka? Ale to miły i grzeczny piesek. Śmiało :)

Tu rozmowa się zakończyła. 

Nie mija pięć minut i znów - dryń, dryń, dryń

- halo
- ..........
- niech się pan nie boi to naprawdę malutki piesek
- .........
- że skacze? pewnie bawić się chce, on wysoko nie skacze  
(tylko go gardła - dopowiedziałam odruchowo - a koleżanka z trudem zapanowała nad śmiechem) 
- ..........
- wabi się Azor, naprawdę proszę się nie bać!

O co mu chodzi - mówi do mnie - przecież Azor jest mały i bardzo miły, żeby aż tak się bać?


Ale po chwili dla pewności koleżanka postanowiła zadzwonić i sprawdzić, czy kurier żyje i paczkę dostarczył. Z trudem zachowała powagę przez cały czas rozmowy, ale jak tylko się rozłączyła, wybuchnęła śmiechem, a ja razem z nią.

Otóż pan kurier i owszem, był na tej ulicy co trzeba i pod tym numerem co trzeba, tylko w zupełnie innej miejscowości :)))
Ja jestem tylko ciekawa, jaki pies pilnował tamtego domu i jak wysoko skakał ;)))

Wesołego weekendu Kochani i samych dobrych dni :)








środa, 18 marca 2015

ech, te sny...

Mam takie jedno marzenie....

Vespa, fot. mat. promocyjne marki

I nie chodzi mi o sukienkę w groszki bo taką już mam. 
Marzy mi się taki właśnie skuter, ten model i ten kolor. Wiecie jak to jest - jak z miłością - ten albo żaden ;)

Można by powiedzieć nawet, że to skuter wyśniony. Bo ostatnio śniło mi się, że mój facet zrobił mi niespodziankę i ów skuter zakupił. To znaczy nie do końca zakupił, tylko..... To może ja lepiej opowiem, bo motam.

Zerkam ja sobie (w tym moim śnie) przez okno w kuchni i co widzę....coś na podwórku stoi. Coś przykrytego czarnym pokrowcem. Kształt rysujący się pod materiałem, wskazuje wyraźnie na to, że to on, mój jedyny, wymarzony, najpiękniejszy skuter. Bialutka Vespa Primavera!! Wiadomo....wyobraźnia dobudowała to, czego pragnie. 
Ale nagle....co ja widzę....pod lekko uchylonym pokrowcem zauważam kawałek blachy. Kawałek CZARNEJ blachy!!!

Cholera, myślę sobie, ten mój facet nie słucha mnie i kupił nie ten kolor, o którym marzyłam. No ale trudno, przecież nie chcę mu robić przykrości. Postarał się, doceniam. Niech już będzie ten czarny. (nawet we śnie jestem tolerancyjna :P)

Przychodzi wreszcie moment wręczenia niespodzianki. Opada zasłona, a moim oczom ukazuje się nie piękny skuter, tylko malutki czarny rowerek, z jakimś kufrem z tyłu. Aaaaaaaaaaaaaaaa!!! Na tym nawet nie da się jeździć!! Przecież to miało być coś zupełnie innego. 

Chrzanię takie sny. To ja już lepiej poproszę, jeszcze raz, tego blondyna z dredami, co odwiedził mój sen poprzedniej nocy ;P

A tak na marginesie, analizując ów sen (a zawsze tak robię), pomyślałam sobie, że z tą niespodzianką, to jest zupełnie tak, jak z nowo poznanymi ludźmi. Jeszcze zanim dowiemy się, co kryją ich "pokrowce", wypełniamy je kształtami z naszych wyobrażeń, z cech nam bliskich. 
No a potem wiadomo...bywa różnie....
Na szczęście w większości przypadków rzeczywistość jest taka, jak wyobrażenia o niej. I to jest pokrzepiające :))



poniedziałek, 16 marca 2015

Nowa Huta

Dotarłam tam tuż przed zachodem słońca, więc niewiele zdążyłam sfocić. Chciałam więcej i na dłużej, no ale tym razem nie wyszło.













Podróż do Nowej Huty jest jednocześnie podróżą w czasie. Zupełnie jak w filmie "Ile waży koń trojański". 

Wystarczy tylko zdjęciom zabrać kolor i.....






już mamy czasy PRL-u.
















Panuje tu specyficzna atmosfera. Opustoszałe ulice, siermiężna architektura, szare i brudne budynki....to trochę odpycha, a jednocześnie ciekawi.
 
Miasto inne niż wszystkie. Przemyślane, jednorodne, zaprojektowane tak,  aby jego mieszkańcom żyło się wygodnie. Punkty gastronomiczne, sklepy, żłobki, i szkoły, wszystko tak usytuowane, żeby dzieci nie musiały przechodzić przez ruchliwe ulice, dorośli pokonywać dużych odległości dla załatwienia zwykłych spraw.
Jego plan oparty jest na połowie klasycznego miasta renesansowego. Ulice wybiegają promieniście z jednego środka - Placu Centralnego położonego przy krawędzi skarpy wiślanej. Prawie jak w Paryżu przy Łuku Triumfalnym ;)


Nie za wiele ja tej Nowej Huty "liznęłam" ale wiadomo, nie wszystko na raz. I tak byłam umęczona łażeniem. Może następnym razem wybiorę się tam na "wycieczkę czarną wołgą" bo ponoć są tu takie organizowane :)))

piątek, 13 marca 2015

jak się to robi


Murale....lubicie murale?
Ja bardzo. Wypatruję. Kiedy przejeżdżam przez jakieś miasto, czasem tylko mi migną w oknie samochodu, a czasem udaje mi się je utrwalić. 
Pokazywałam Wam kiedyś kilka krakowskich  i białostockich (jeśli ktoś nie widział polecam zajrzeć bo fajne są). 

No i tym razem też coś upolowałam :))















Łup może nie jest wielki, ale udało mi się też przyłapać artystów podczas tworzenia nowego dzieła. Obraz powstaje na ścianie kamienicy, przy wejściu do parku im. Wojciecha Bednarskiego, na Podgórzu. 








Kwadrans później twarz była prawie gotowa. 




Może, podczas następnej wizyty w Krakowie, znajdę chwilę, żeby przejść się w to miejsce i zobaczyć efekt końcowy?




P.S. No i nareszcie wróciły moje kolorowe sny :)))) 
Dziś śniły mi się białe żaglowce, sunące po granatowym nocnym niebie, jak klucz żurawi...pięknie....






Dobrego weekendu Kochani :)

Miejcie fajny czas. Ja będę się uczyć "casino" (kubańskiej salsy). Moja szkoła hiszpańskiego organizuje bezpłatne warsztaty. No to jak nie skorzystać? :)

środa, 11 marca 2015

trochę krakowskiego nieba



"Po każdym spoj­rze­niu w niebo zos­ta­je w oczach nieco błękitu."

                                                          Aleksander Kumor





















pozdrowienia od Trębacza
(z machaniem)
dla wszystkich moich gości ;)






i pęk kolorowych balonów
też dla Was 
bo bardzo Was lubię :)




wtorek, 10 marca 2015

na wynos


Teatr, w którym nie jesteś tylko anonimowym widzem. 
Teatr, w którym aktorzy witają Cię serdecznie i zapraszają do swojej kuchni, gdzie przed spektaklem możesz wypić kawę, herbatę, albo kieliszek wina i zwyczajnie pogadać. 
I z owym kieliszkiem wina, możesz potem przejść do dużego pokoju, gdzie za chwilę rozpocznie się spektakl. 


Fajnie,  nie? 


Tak właśnie jest w krakowskim teatrze SZTUKA NA WYNOS. Zaledwie trzynaście miejsc na widowni , kameralna atmosfera i wspaniali ludzie z wielkim poczuciem humoru. 
Scena Pokój, mieszcząca się właśnie w dużym pokoju mieszkania w jednej z kamienic na Starowiślnej w Krakowie.  To tam dane mi było zobaczyć genialną i jakże życiową komedię „I zawsze przy mnie stój”. 
Komedia o losach dwóch kobiet, naiwnej Pani Żony (Ewa Błachnio) oraz demonicznej Pani Prezes (Elżbieta Bielska), walczących o tego samego mężczyznę, boskiego Sławka, posiadacza oczu w kolorze cappuccino. 
Obie panie grają też inne role. Ewa Błachnio jest aniołem stróżem kochanki, a Elżbieta Bielska aniołem i doradcą żony pana Sławka. I jak to w życiu, obie panie kochają Sławka na zabój i są gotowe wydrapać sobie nawzajem oczy, chroniąc i usprawiedliwiając przed sobą „biednego zastraszonego niewolnika”. Dialogi (autorstwa Tomasza Jachimka) między paniami i ich aniołami stróżami, po prostu genialne :))))


 https://sztukanawynos.wordpress.com/



Krótko mówiąc, sztuka świetna!!! Jeśli będziecie w Krakowie, zaplanujcie wizytę w tym miejscu już wcześniej, zarezerwujcie bilety. A jeśli się nie wybieracie w te rejony, teatr może przyjechać do Was. Bo przecież to „Sztuka na wynos” Ja tam w naszym białostockim teatrze szepnęłam o takowej możliwości. Co z tego wyjdzie jeszcze nie wiem, ale chciałabym bardzo, żeby „Sztuka…” przyjechała do nas właśnie z tym spektaklem. 

Ach i jeszcze.....po przedstawieniu, z okazji zbliżającego się dnia kobiet, zaproszono nas znów do kuchni na kieliszek wina. Rozmowom i śmiechom nie było końca. To był naprawdę bardzo fajny wieczór. 
A kiedy jeden z widzów (chyba przyjaciel domu) usłyszał, że przyjechałam z Białegostoku, i to dziś, i to autem, padł przede mną na kolana bijąc pokłony :)))) z podziwu, że dla sztuki i że tak daleko i w ogóle :D

No i nie to żebym się chwaliła ale......


czwartek, 5 marca 2015

Choć za wczesnie, a jednak w czas.

Czy w tak ponury, szary, paskudny i zdołowany wieczór, jak wczoraj, mogło zaświecić słońce?
Nie mogło?
A jednak!
Czasem wystarczy zajrzeć do skrzynki na listy. Bywa, że właśnie tam się chowa. 




Dziękuję Ino!!! 

Kartka przyszła o dwa dni za wcześnie, a jednak dokładnie w czas!!!
Już chciałam się okopać, zamaskować i nie wystawiać nosa z dołka, dopóki mi nie przejdzie. 
Rozświetliłaś mój dzień :)

Kochani, wyjeżdżam na kilka dni więc wybaczcie, że będę u Was bywać mniej. Szczerze mówiąc, nie będę miała kiedy. Plany jak zawsze bogate, a jak wyjdzie zobaczymy. Jutro rano wyruszam. Kierunek Kraków.

Jeszcze tylko piosenka na drogę. Piosenka, co to od kilku dni w Trójce...strasznie mi się podoba i pozytywnie nastraja :)))