czwartek, 26 lutego 2015

chwile przed podróżą



"Nie ma nic piękniejszego niż chwile przed podróżą, 
chwile, gdy jutrzejszy horyzont przychodzi nas odwiedzić 
i dać nam swoje obietnice."

Milan Kundera 







a pierwsze wiosenne podróże tuż, tuż..... :)

wtorek, 24 lutego 2015

Kino dobre na smutki



Ja wiem, że teraz to "Ida" na topie, no bo Oskar, bo wielki sukces, a ja tu przekornie wyskakuję z czymś innym, ale warto, naprawdę warto pójść do kina na film „Samba”. 

Urzekający uśmiech  Omara Sy (którego znacie z „Nietykalnych”) na pewno i Was uśmiechnie, tak jak uśmiechnął mnie, choć do śmiechu mi ostatnio nie jest. 
Komedia-nie komedia, raczej może dramat o życiu imigrantów we Francji, poprzetykany humorem i zabawnymi zdarzeniami. Mnie ujął, tak jak ujął mnie jakiś czas temu inny film tych samych twórców, „Nietykalni”. 

W skrócie: dwoje ludzi z dwóch różnych światów
Ona - wypalona korporatka, lecząca stany depresyjne głaskaniem kucyków, dla której pomoc nielegalnym imigrantom to element terapii. 
On - pracujący na zmywaku Senegalczyk, który będąc o krok od zalegalizowania pobytu i zdobycia wymarzonych uprawnień szefa kuchni, zostaje aresztowany i trafia do ośrodka-aresztu na lotnisku de Gaulle'a.
Właśnie tam, w tym ośrodku, ich zupełnie odmienne światy spotykają się po raz pierwszy. Pierwsza wymiana spojrzeń i zaczyna się wyczuwać to "coś" co czasem łączy dwoje ludzi. Zauroczenie? Miłość od pierwszego wejrzenia? Chyba sami jeszcze nie wiedzą co się dzieje i czy w ogóle się dzieje……więcej nie powiem, To tylko zarys, pierwsza scena, resztę obejrzyjcie sami. Bo jeśli opowiem wszytko tu i teraz odbiorę Wam radość odkrywania, nie?

Film bawi, ale i zmusza do gorzkiej refleksji. Dostarcza porcji śmiechu i wzruszeń. No i ta muzyka… Ludovico Einaudi…..uwielbiam go!!!! 






niedziela, 22 lutego 2015

rzeka

Czasem czuję się bardzo zmęczona....

zwłaszcza kiedy ludzie po raz kolejny mnie rozczarowują
potrzebuję wtedy odpocząć
siadam nad moim życiem, jak nad rzeką
wyciszam się, zamyślam, uspokajam wzburzone fale
nie próbuję nic na siłę zmieniać, naprawiać
tylko obserwuję
nie buduję zapór, ani nie zawracam nurtu, nie równam brzegów
tylko patrzę
bo wiem, że tak jest dobrze, że rzeka wie sama, jak się oczyścić
po prostu siedzę i patrzę jak płynie
rzeka wie sama, ufam jej




"Carry away my dead leaves
Let me baptize my soul with the help of your waters
Sink my pains and complains
Let the river take them, river drown them"

środa, 18 lutego 2015

termometry pod specjalnym nadzorem



Zgubiłam termometr, taki zwyczajny elektroniczny, używany do mierzenia temperatury w czasie choroby. Pewnie gdzieś leży. Ale wiadomo, kiedy jest potrzebny, za cholerę nie można go znaleźć. 
Po krótkich poszukiwaniach poddałam się i poszłam do pobliskiego hipermarketu kupić drugi, a przy okazji zrobić i inne zakupy. I z uwagi na te inne zakupy wzięłam wózek. 
Tur-tur-tur, podjeżdżam do działu elektroniki. Błądzę wzrokiem po regałach, gdzież to może być? Jest! Tyle, że zamknięty w jakiejś szklanej szafie. Dziwne, bo kosztuje niecałe sześć złotych. Oglądam, zaglądam, sprawdzam, z której by tu strony ugryźć tę szafę. Na górze znajduję przyklejoną do szyby kartkę, z której wynika, że w celu wydostania termometru mam się udać do działu obsługi klienta. No to tur-tur-tur jadę do tegoż działu.
- dzień dobry, chciałabym kupić termometr który jest zamknięty w szklanej szafie
- oczywiście – odpowiada pani –zaraz zawołam ochronę
- ?!?!!! (a termometr za 5,99)
- panie Andrzeju – woła przez cały sklep ekspedientka - proszę wydać pani towar
Widzę jak z daleka nadchodzi agent ochrony. Czarny garnitur, czarny krawat, kamienna twarz, coś jak agent Smith z Matrixa. 

 (zdjęcie oczywiście z netu)

Przywołuję na twarz miły uśmiech i mówię:
- dzień dobry :) chciałabym prosić o termometr z tej szklanej szafy
Agent Smith ani drgnie. Twarz nadal kamienna. Idziemy. Dochodzimy do „sejfu”
- słucham panią, jaki produkt panią interesuje?
- interesuje mnie ten termometr (za 5,99), bo innego tu raczej nie widzę
- czy pani dopiero zaczyna zakupy, czy już kończy?
Zerkam w swój przepastny i pusty jak bęben wózek.
- dopiero zaczynam – odpowiadam z trudem panując nad śmiechem
- w takim razie muszę zatrzymać ten termometr i wydam go dopiero kiedy będzie pani kończyć zakupy
Okyrieeleison…..czuję się jakbym coś nielegalnego kupowała. Żeby tylko nie zapomnieć o nim przy tej kasie!!! Żeby nie zapomnieć!!
W połowie wyładowywania zakupów na taśmę coś mnie tknęło. No tak….termometr!!  Po niego przecież tu przyszłam. Odszukałam wzrokiem agenta Smitha i poprosiłam o to moje cacuszko. Agent znów poszedł do działu obsługi klienta i po chwili wrócił niosąc w dłoniach ów skarb. Udało się! Stałam się szczęśliwą posiadaczką termometru (za 5,99) ;))

Szkoda że nie miałam wczoraj na sobie mojej nowej koszulki. Mogłabym tylko rozpiąć kurtkę na dzień dobry ;) może szybciej by poszło? 


(dzień dobry i nie waż się mi go zepsuć)

poniedziałek, 16 lutego 2015

fotobajka-nie bajka bez zakończenia i morału :P

Pewnego dnia, w srebrzystoszarym wełnianym kokonie, przyszedł na świat wąż. Bardzo malutki wąż. Właściwie wężyk. Nie, nie strażacki i nie ten, co w kieszeni, ani też żadna inna anakonda. Zwyczajny malutki włóczkowy wąż. 

Ciekawy świata nieśmiało wychylił łepek z wnętrza srebrzystego motka.



rozejrzał się uważnie i ostrożnie




Po czym, upewniwszy się że nic mu nie grozi, postanowił wypełznąć na spacer i zbadać okolicę. 
Powoli wysuwał się z motka. Wysuwając się nieustannie rósł. Był coraz dłuższy i dłuższy...




W pewnym momencie podniósł łepek i spojrzał w górę. Błękity ócz naszych spotkały się. Przez chwilę przyglądał mi się z zaciekawieniem. W końcu byłam pierwszą żywą istotą jaką spotkał. Pewnie chciał mnie zapytać kim ja jestem, kim jest on i co też z niego może wyrosnąć? Kto wie.....może precelek?




a może uroczy ślimaczek z piękną, dużą muszlą?




a może będzie sobie żyć w oranżerii i dyndać na palmie, jak ten wąż w raju?




A może będzie gigantycznie długim wężem i za każdym razem, kiedy będzie chciał wyjść z domu, będzie musiał bardzo długo czekać, żeby zamknąć za sobą drzwi. 
A i wtedy może się zdarzyć, że niechcący przytrzaśnie sobie nimi ogonek. Kłopot ogromny.




Tyle pytań naraz. 
Wytłumaczyłam mu pokrótce, że to ja go stworzyłam i nadal tworzę ;)
I że wydaje mi się, że wiem co z niego wyrośnie
to znaczy mam taką nadzieję że wiem.
No dobra.....mam plan
A z planami wiadomo jak bywa, nie wszystkie udaje się zrealizować.
W przypadku fiaska wąż stałby się znów motkiem srebrzysto-szarej wełny i mógłby się odrodzić jako ktoś zupełnie inny, więc w sumie nie ma co się martwić. Czy te odpowiedzi go uspokoiły, nie wiem.




Póki co, wąż karmiony codziennie, rośnie jak należy. Co z niego wyrośnie, przekonamy się może za jakieś dwa miesiące ;)
Tak....niestety, to musi tyle trwać. Włóczkowe węże dość wolno rosną i musi upłynąć sporo czasu zanim osiągną swą dorosłą postać :) 

cdn. (być może)

piątek, 13 lutego 2015

Klucz


Był klucz i nagle nie ma klucza.
Jak dostaniemy się do domu?
Może ktoś znajdzie klucz zgubiony,
Obejrzy go - i cóż mu po nim?
Idzie i w ręce go podrzuca
jak bryłkę żelaznego złomu.

Z miłością, jaką mam dla ciebie,
Gdyby to samo się zdarzyło,
nie tylko nam: całemu światu
ubyłaby ta jedna miłość.
Na obcej podniesiona ręce
żadnego domu nie otworzy
i będzie formą, niczym więcej,
i niechaj rdza się nad nią sroży.

Nie z kart, nie z gwiazd, nie z krzyku pawia
Taki horoskop się ustawia.

                                                             Wisława Szymborska 



Tak trochę walentynkowo, choć za świętem tym nie przepadam. Bo przecież jak kochać, to cały rok i każdego dnia dbać o tę miłość, nie? 
Nie zgubmy naszych miłości. Bo co komu po nich.....zardzewieją bez nas.







poniedziałek, 9 lutego 2015

stumilowy las

"Gdzie Stumilowy rośnie Las
I tam, gdzie Krzyś bawi się,
Jest wiele zaczarowanych miejsc,
O których Krzyś tylko wie...."

A teraz wiem i ja :)






Odkryłam te miejsca, bo uparłam się, żeby pójść inną drogą
- ale ja tej drogi nie znam - powiedział mój facet
- no i właśnie dlatego chcę nią pójść

To są te drobne różnice między nami :)
On trzyma się sprawdzonych ścieżek, ja szukam zawsze nowych! 
I dzięki temu odkryłam strumień, którego nigdy przedtem nie widziałam i leśny szałas. Trochę było mi straszno kiedy zobaczyłam szałas, no bo ktoś go zbudował i być może tam pomieszkuje. 
Ale mimo lęku.....uwielbiam takie odkrycia! To był udany dzień.



















 I ten skrzący w słońcu śnieg
nawet trochę to na zdjęciu widać







 I to niebo cudnie błękitne
wyczekany był to błękit















A dziś znów sypie.....może uda mi się odkurzyć biegówki? :)

środa, 4 lutego 2015

nocny spacer


Macie ochotę na nocny spacer?
To nic, że jest dzień. Wystarczy piękna muzyka, kilka zdjęć i wyruszamy.
A księżyc wczoraj był magiczny.....
Podobno, pył księżycowy w dotyku przypomina śnieg, ciekawe jak pachnie i czy w ogóle pachnie......

















































niedziela, 1 lutego 2015

radosna twórczość o poranku :)

Czyli wspomnienia z mojej wizyty u Czarownicy z Orzeszkowa, koło Białowieży. 






                                  Pewna wiedźma z kurzej chatki
                                  miała portki w barwne kwiatki
                                  gatki wabiły
                                  stada motyli
                                  aż pustoszały rabatki











                                    Ponoć wiedźma z Orzeszkowa
                                    na strychu motyle chowa
                                    świat przez to szary
                                    mówią plotkary
                                    a jej chatka tak kolorowa















P.S. Wszystkich poetów z góry przepraszam za te moje wypociny. 
Ot tak radośnie mi się dziś wstało :)))

Pięknego dnia Kochani!