środa, 2 grudnia 2015

Dom którego nie ma

 
Coś mnie tknęło rok temu, żeby tam pojechać i zrobić te zdjęcia. To stara ponad stuletnia kamienica. Nie wiedziałam, że chcą ją wyburzyć, chciałam tylko zobaczyć jeszcze raz dom, w którym spędziłam pierwsze 10 lat mego życia. Podwórko na którym setki razy obdarłam kolana, biegając z moją szaloną bandą. Ileż wspomnień!










Te zrujnowane schodki były wszystkim, czym tylko chciałeś żeby były. Tu był dom, szkoła, sklep, schron. Tu uczyliśmy się latać. Wzbijaliśmy się w górę, trzepocząc skrzydłami z papieru. Z lataniem, niestety nie bardzo nam wychodziło.

Dzisiejszym dzieciom nasze zabawy mogłyby się wydać dość dziwne. Buszowaliśmy w śmietniku pobliskiego szpitala, pełnym zużytych strzykawek i igieł, co skończyło sie przypadkowym wbiciem igły w moją rękę (spuchła jak bańka, tato się wkurzył, choć to nie moja wina przecież była). Bawiliśmy się w wykopach, które groziły osunięciem (chyba jakąś kanalizację tam robili). Pamiętam jeszcze zapach mokrej ziemi. Graliśmy w noża, w klasy, wyścigi kapsli, gumę, podchody, państwa i miasta.....czy ktoś się dziś jeszcze w to bawi?

A kiedy padało.....tu było nasze królestwo, schody i wnęka pod nimi. Zjeżdżaliśmy po poręczy, skakaliśmy ze stopni, drugiego, trzeciego, czwartego, aż nam łaskotało w brzuchach. 



Zapamiętałam te schody jako wysokie i szerokie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam je z perspektywy dorosłego już człowieka. Jakieś takie wąskie, ciasne, inne

Pamiętam, jak pewnego letniego dnia, jakiś człowiek przywiózł nam wielki worek cukierków, irysów, które mu się trochę podtopiły i widać nie nadawały się już do sprzedaży. Wysypał ten wór właśnie tu, pod schody. Jaka to była wielka radość! Normalnie, jak dar niebios! To nic, że papierki nie chciały się do końca oderwać.  
Z papierkami cukierki też były smaczne.



Kręte schody na "wieżę", czyli strych. Tego miejsca trochę się bałam i chodziłam tam tylko z mamą. Pamiętam zapach tego strychu. Zapach kurzu i suszącej się pościeli, skrzypienie desek podłogowych. Bałam się tego miejsca a mino to bardzo lubiłam tam chodzić :) 





Mogłabym tak mnożyć te wspomnienia i opowiadać, opowiadać.....







Był dom i nie ma domu. Od dawna nikt o niego nie dbał, nie remontował, nie ratował. No to jak miał przetrwać?

Mijam to miejsce codziennie, jadąc do pracy. Widziałam kolejne etapy rozbiórki kamienicy. Czułam się tak, jakby ktoś wymazywał część mnie, część mojej historii. Jakby się rozpoczął proces mojego odchodzenia...smutne...



 




30 komentarzy:

  1. To musi być bardzo dziwne uczucie - zobaczyć, że dom, w którym się spędziło najmagiczniejsze lata swojego dzieciństwa, tak po prostu zniknął. Miejsce, które dla nas było kiedyś tak naprawdę wszystkim... Najważniejsze jest jednak to, co zostało w Twojej wyobraźni i sercu, te wszystkie historie :) Miałaś naprawde piękne dzieciństwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziwne....
      To była biedna kamienica z piecami zamiast centralnego ogrzewania. Małe mieszkanko na pierwszym piętrze i obdarte podwórko z trzepakiem.
      Pusto tam teraz....
      A dzieciństwo na pewno miałam ciekawe :)

      Usuń
  2. Jestem z Tobą Julio w smutku po Twoim pierwszym domu, którego już nie ma. Miejsca są w nas, a my jesteśmy w miejscach. Takie przenikanie. Myślę, że dom, choć unicestwiony, zabrał ze sobą Wasz śmiech, radość, i smutek, że nie da się latać mając skrzydła z papieru ...

    :***
    Ściskam Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Beatko :***
      Wiesz....kiedy teraz patrzę na ten pusty plac.....dziwnie mały jest, aż się nie chce wierzyć, że tyle tam się kiedyś zmieściło i dom i i cały nasz dziecięcy świat :)

      Uściski :******

      Usuń
  3. Poczytałam Cię z przyjemnością Iskierko.
    Wyobraziłam sobie te próby lotów, skoki ze schodów aż do łaskotania w brzuchu.
    Smak irysów i siłę przyciągania skrzypiącego
    strychu tak dużą, że wygrywała nawet, że
    strachem. Myślę sobie, że to był jedyny taki
    czas i już nie do powtórzenia- tymbardziej
    czule się go wspomina. Inna epoka to raz, no
    i ta niekończąca się wyobraźnia,
    spontaniczność dana jedynie dzieciom.
    Dobrze, że są wspomnienia, prawdziwe,
    szczere. I pomimo żalu, że kamienicy już nie
    ma, to nikt nie ma takiej mocy, by wymazać
    wspomnienia. One żyją. Przytulam Cię
    buziaku- łobuziaku z obdartymi
    kolanami:*:*:* z wtedy♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj kolana to wiecznie obdarte miałam, bo chodnik jaki łączył podwórko moje z podwórkiem przyjaciół niezmiernie krzywy był, on nawet chodnika nie przypominał ;)
      A strych....no żałuję, że podczas ostatniej wizyty tam nie weszłam, ale pewnie był zamknięty. I masz rację, miał w sobie coś, co przyciągało.....

      Buziaki Słońce :********

      Usuń
  4. Tyle wspaniałych wspomnień, zrujnowanych i zgarniętych w kupę gruzu. Dobrze, że je spisałaś :* Ściskam ciepło Julio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część spisałam, a reszta w mojej głowie.
      Uściski Kochana :*****

      Usuń
  5. wspomnienia żyją więc i dom żyje! :) mury to tylko mury... gdyby nie wspomnienie Twojego dzieciństwa i przeżyć innych ludzi - nic by nie znaczyły... a wspomnienia bedą żyły tak długo jak i Wy :) a teraz jeszcze tak długo jak ten blog... moze Ktoś kiedyś za 100 lat odkopie z cybernetycznych czeluści tą notatkę i bedzie się jej dziwił...a dom znowu ożyje :)
    Buziaki słonko :******

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że ten wpis będzie się ze 100 lat walać po necie? :)
      Buziaki Moniczko :*****

      Usuń
    2. mam nadzieję! jak stare notatniki teraz ...
      przeciez to magicznie odnaleźc cokolwiek sprzed stu lat
      ja tak chcę być odnajdywana... daje to pewne poczucie nieśmiertelnosci :)

      Usuń
    3. Stare notatniki mają jednak chyba więcej uroku w sobie :)
      Ostatnio znalazłam kalendarz, a raczej fragment kalendarza z roku w którym się urodziłam. Były tam jakieś zapiski ojca. Niby nic, a jakoś tak.... :)

      Usuń
    4. Z ta "technika" to roznie bywa. Zgubilam iphona niedawno i okazalo sie ze mialam
      ustawienia Icloud nie tak,.... Zatem to wszystko, ponad 3000 zdjec poszlo sie .....

      Usuń
    5. Też o tym myślałam. Co do "chmury" jakoś nie mam zaufania. Trzymam fotki na dwóch dyskach, a i tak się boję, że mogę utracić.
      Te najważniejsze jednak wywołuję.

      Usuń
  6. Smutne jest odchodzenie przeszłości. Ale sa wspomnienia...
    Choć chyba taka kolej rzeczy.
    Kiedyś opowiadała mi jedna z sióstr mojego Ojca, że choć ich dom rodzinny zachował sie, to jednak nie jet to już ten sam dom...

    Spieszę donieść, że moje dzieci urządzają (tak, czas teraźniejszy, choć już niby r\dorosłe w 2/3) bardzo fantazyjne i niezwykłe podchody. w najrozmaitszym terenie. I ze to, co teraz czasem nazywa sie "gra miejską" to też są w sumie podchody....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie! Jak dobrze że tacy ludzie jeszcze są na tym świecie. Że nie wszyscy tkwią przed komputerami :)

      Usuń
  7. Smutne to kochana, ale wspomnienia wróciły. A one są bardzo cenne…
    Moje zabawy podwórkowe były podobne. Gra w klasy, noża, podchody, państwa, miasta. Ale miałyśmy cudne dzieciństwo. I to należy zapamiętać :)
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnienia wróciły po raz pierwszy, kiedy spotkałam po latach przyjaciela (tego, co mi tę igłę w rękę załadował). Teraz ożyły po raz drugi.
      A dzieciństwo tak.....było super :)

      Usuń
  8. Triste final...La casa desaparecerá Julia, pero tu segirás conservando esos buenos recuerdo que tienes de ella.
    Buen fin de semana.
    Besos.

    OdpowiedzUsuń
  9. Julio doskonale Cię rozumiem... Ogromny smutek przeżyłam, kiedy "zniknął" dom mojej babci i dziadka... Tyle wspomnień...
    Nawet planowałam o tym post, ale to chyba zbyt osobiste...
    Moc pozdrowień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dom moich dziadków stoi, za to dziadkowie umarli zanim się urodziłam.
      I tego mi brakuje. Brakuje mi wspomnień o wakacjach u dziadków na wsi, jakie miały inne dzieci. Brakuje jakichś pamiątek. Chyba dlatego teraz zbieram pamiątki po ojcu, żeby moje dzieci mogły je kiedyś swoim dzieciom przekazać. Bo nawet najmniej wartościowa rzecz, przez pokolenia nabiera wartości.

      Usuń
  10. Witam. Julio pozwoliłem sobie nominować Cię do nagrody Liebster Award. Po odbiór zapraszam na:
    http://adam-madulski.blogspot.com/2015/12/liebster-po-raz-drugi.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Adamie za wyróżnienie, choć ja w ogóle tego nie ogarniam :)))))
      Właśnie ten wpis, o moim domu był czymś o czym od dawna chciałam napisać. O czym będzie i czy będzie następny.....nie wiem :)

      Usuń
  11. Nieubłagany upływ czasu. Dom wiał historią życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma w tym miejscu powstać nowy, wyższy. Nie wiem czy będzie miał takie ciekawe wspomnienia jak ten stary. Czy w nim będzie tętniło życie, czy będzie to tylko "noclegownia"

      Usuń
  12. jakie cudne dziecięce wspomnienia....jakże podobne mam:):) Gra w klasy??? kapsle, skakanie na gumie, podchody, zabawa w chowanego....znika to wszystko jak znikaja stare domy..ale zostaja na szczęście wspomnienia!!! jak cudne , niezastąpione i nie do odebrania, na szczęscie!!!!
    Moze uda mi się coś mojej wnuczce[w przyszłości bo jeszcze jej nie mam:) } cos zaszczepic z moich zabaw dzieciństwa???
    wiem jak to jest jak dom znika..
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz że uda się wnuczęta od padów odciągnąć? :))
      Z niepokojem ostatnio obserwowałam kilkumiesięczne dziecko koleżanki wpatrzone w mały ekranik z bajeczką. Całe się trzęsło z emocji i nie sposób było go oderwać ;)

      Usuń
  13. Zdjecia jak i wspomnienia, przecudme

    OdpowiedzUsuń