niedziela, 30 listopada 2014

A mróz u nas taki, że drzewom wyrastają kolce



I mnie by pewnie wyrosły, jakbym tam dłużej postała. 
Wystarczył kwadrans, żebym przemarzła przez wszystkie warstwy ubrania.
Dobrze, że nie przez wszystkie warstwy ciała!
Dobrze, że serce mi nie zamarzło :))) to by dopiero był kłopot!









































Warto było trochę zmarznąć. 
Wzięłam głębszy oddech i już się nie "uduszę". 
Mam siły na nowy tydzień! :)
I mam dla Was piosenkę pewnego rudzielca. Te słowa do mnie przylgnęły:

Snow can wait
I forgot my mittens
Wipe my nose
Get my new boots on
I get a little warm in my heart
When I think of winter
I put my hand in my father's glove
I run off
Where the drifts get deeper
Sleeping beauty trips me with a frown
I hear a voice
"Your must learn to stand up for yourself
Cause I can't always be around"







czwartek, 27 listopada 2014

lekcja malowania

Wiecie co zrobić, kiedy na urlopie budzicie się, wyglądacie za okno, a tam szaro, buro i zdaje się, że za moment może lunąć? 

Ja już wiem. Podpatrzyłam to na ulicach Rzymu, obserwując dziewczynę malującą obrazki. Nakładającą kolejne warstwy kolorowych farb w sprayu :)


  




Dziewczyna używając szablonów i farb, wyczarowywała w pięć minut obrazki z widokiem na Koloseum, w dzień, w nocy, w słońce, w deszcz....co sobie tylko życzysz.  

Jak to zastosować w praktyce?
Bardzo prosto!
Bierzemy szablonik.....o może taki....ciemny i chmurny widok na Watykan.

 
I zaczynamy obróbkę szablonu. 
Musimy nieco rozjaśnić widok. 
Można wziąć trochę światła z jasnych oczu mewy siedzącej na murze. 





O! I od razu lepiej, jaśniej. Prawda?


No! A teraz musimy wyruszyć na poszukiwanie kolorów. Najlepiej znaleźć je na wystawach sklepowych. 





No i koniecznie trochę blasku z kamyków, żeby nieco rozświetlić niebo.




Jeszcze odrobina czerni dla podkręcenia kontrastu



I koniecznie soczysta zieleń z bluszczu oplatającego kamienicę.




Ech....zapomniałabym!!! A witraże?? Toż to gotowe palety z farbami, nic tylko czerpać i malować. 



 

I teraz to wszystko mieszamy, mieszamy, mieszamy......i TADAM 
Gotowe! 
Efekt jest? Jest!







Na koniec jeszcze dwie rady dla początkujących malarzy. 
Stanowczo należy unikać takich miejsc.  




Woda rozmywa kolory, wypłukuje je, a nawet w skrajnym przypadku może doprowadzić do takiego stanu!!!!



No i nie można też przesadzić w drugą stronę i używać zbyt ciemnych i intensywnych barw. Bo wtedy efekt może się znacznie różnić od tego  zamierzonego.


Chociaż czy ja wiem.....też całkiem fajny obrazek ;)))))

poniedziałek, 24 listopada 2014

Czasem lubię zabłądzić

Piękny poranno-sobotni śnieg rozpuścił się i spłynął z drzew i ulic. Można więc spokojnie wrócić do rzymskich pomarańczowych drzewek, a dokładnie rzecz ujmując minąć je, przejść kawałek dalej, obok tego szklanego budynku...fajny jest nie?




potem trochę w lewo i znów prosto i jeszcze w lewo. O właśnie tu...




A jednak nie, to miało być zupełnie coś innego. 
Spróbujmy cofnąć się i troszkę, skręcić w prawo, potem prosto i .....



Nie.....to zupełnie nie tu. 
Ups....chyba jednak zgubiliśmy się, mieliśmy dojść zupełnie gdzie indziej :) 

Moja znajoma, kiedy jedzie zwiedzać jakieś miasto, jeszcze przed wyjazdem dokładnie studiuje przewodnik, zaznacza to co najważniejsze, buduje plan i ściśle się go trzyma. Z rozpostartą płachtą mapy przemierza ulice.

Ze mną jest trochę inaczej. Lubię niespodzianki, lubię się zgubić, bo wtedy zawsze można zobaczyć coś fajnego, zaskakującego. 

Tak było i tym razem. Zupełnie przypadkowo trafiłam na piękny kościół, Bazylikę Matki Boskiej Anielskiej i Męczenników.




Położona jest przy Placu Republiki, naprzeciwko pięknej fontanny Najad. Bazylika powstała na terenie największego kompleksu rekreacyjnego starożytnego Rzymu - Term Dioklecjana, czyli publicznych łaźni, basenów, ogrodów i bibliotek.  

Jak w przypadku wielu innych znanych budowli, tak i z powstaniem bazyliki wiąże się legenda. A wszystko zaczęło się od anioła, którego wśród ruin dawnych łaźni ujrzał pewien sycylijski ksiądz. Papież uznał to za znak od Boga i zlecił budowę bazyliki. 
I tak to w 1563 roku, na podstawie projektu Michała Anioła rozpoczęto budowę kościoła. Dokonując przeróbki antycznych pozostałości w bazylikę, postanowiono ograniczyć do minimum ilość zmian. 




Wejście zostało wbudowane w apsydę caldarium, przedsionek natomiast zajmował miejsce dawnego tepidarium Term Dioklecjana.  Praca Michała Anioła nad projektem zaczęła się w 1563 ale ze względu na śmierć artysty, została zakończona przez jego ucznia Jacopo lo Duca.

Do wnętrza świątyni prowadzą oryginalne sześciometrowe wrota ze złoconego brązu, wykonane w 2006 roku przez artystę polskiego pochodzenia Igora Mitoraja. 



Drzwi przedstawiają scenę zwiastowania. Płaskorzeźby nawiązują stylistyką do rzeźby antycznej – to celowy zabieg, który ma nawiązywać do historii świątyni  Madonny Aniołów i Męczenników. 

Dziedziniec Bazyliki jest też piękny. 







Stoi tam wielgachny pomnik Galileusza, zaprojektowany przez Tsung-Dao Lee -- amerykańskiego fizyka chińskiego pochodzenia i laureata nagrody Nobla.




Wnętrza na zdjęciach nie mam, ale jest jasne, przestronne, ogromne....robi wrażenie. 
I zobaczcie, nie wiedziałam o istnieniu tego kościoła, nie zaplanowałam zwiedzenia tego miejsca, nie widziałam wcześniej żadnych zdjęć w internecie i to było właśnie to! 
Zauroczyło mnie i zaskoczyło to, co zobaczyłam.
Tak właśnie lubię :)

sobota, 22 listopada 2014

Jakie masz radosne oczy!

Usłyszałam te słowa dziś rano, kiedy weszłam do domu, wracając ze spaceru z Homerem.
Jak Ty to robisz, że mimo tylu trudnych spraw jakie się na Ciebie zwaliły, mimo tego że Ci ciężko, masz w sobie taką radość? - zapytał mój facet.

Ano mam.....bo jak jej nie mieć, kiedy świat taki piękny??? Oczy same mi się śmieją.
Gruba warstwa białego puchu przykryła wczorajsze smutki i lęki, rozjaśniła myśli. Jest cicho, miękko, przytulnie. I znów mam w sobie mnóstwo siły....i wiem że dam radę. A mama w końcu przecież kiedyś wróci do zdrowia.

























Homer też ześwirował z radości na widok takiej ilości śniegu :)
Nurkował, tarzał się, parskał....szaleństwo



Wpadłam jeszcze do parku. Też bialutko. Kaczkom marzną nóżki.






A praczka wystroiła się w futrzaną czapę i gustowną etolę :)










Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że idzie zima!
Pięknego weekendu Kochani!