wtorek, 29 lipca 2014

A tymczasem w Puszczy....



Można naprawdę fajnie odpocząć. Nie ma tylu ludzi co nad jeziorami, czy nad morzem, a temperatura jest niższa o około 5 stopni.
Postanowiłam połączyć aktywny wypoczynek z rozpieszczaniem siebie, a co! Kto mnie lepiej będzie rozpieszczać, niż ja sama? 

Na początek hammam, żeby porównać z tym tureckim, o którym pisałam
No i powiem Wam…..rewelacja!! 
Może masaż o zabarwieniu mniej "erotycznym", ale ciało cudnie gładkie. Po całym rytuale pojawia się uczucie niesamowitej lekkości, wręcz oddychania przez skórę. 

Zrelaksowani, oczyszczeni, wypoczęci wyruszyliśmy na bezkrwawe łowy do Rezerwatu Żubrów. Pełno tu „młodzieży” wszelakiego gatunku.  Zwierzaki w rezerwacie mają naprawdę fajne warunki do życia.


 ten malec chyba niedawno się urodził,
 bo bardzo niepewnie się poruszał

  
śliczny prawda?


Aż miło patrzeć na tarzające się po trawie źrebię
zupełnie jak mój Homer :)



żubry ledwie zipią, no bo gdzie w taki upał w takim futrze
no i te muchy....a ogonek krótki, wszystkiego nie upolujesz



dziki....tym chyba nic nie przeszkadza....wcinają ochoczo
stadko naprawdę imponujące!

Po Rezerwacie Żubrów obowiązkowo odwiedziny u Barbary i Zygmunta Starego. Czyli spacerek "Szlakiem dębów królewskich"


 






Po spacerku, pora najlepsza na jakąś przekąskę. Ha! Tylko co wybrać. I jak to, co w menu napisane, ogarnąć?


chwila zasłuchania się w cygańskie śpiewy



I przez mostek do parku


A w parku....prześliczny Dworek Gubernatora z 1845 roku. 
Budynek zbudowano w pobliżu miejsca w którym stał dawniej dwór Augusta III Sasa. Wyczytałam, że w 1860 roku podczas polowania w Puszczy Białowieskiej w budynku przebywał car Aleksander II.




Niedziela rozpoczęła się leniwie....balkonik, leżaczek i książka (tak na marginesie świetna książka, "Dym i lustra" Gaimana). 

Cudowna cisza, słychać tylko świergot ptaków. Jaskółki uwijają się przy swoich gniazdach. Błogostan....jestem w niebie....
Nagle usłyszałam niepokojący dźwięk. Coś jakby kobiecy krzyk. Krzyk powtórzył się kilka razy, a potem usłyszałam przeciągłe jjjjjeeeeeaaaaaa. Jak przy wyciskaniu 200 kilogramowej sztangi. Co też to mogło być?
Zerknąłem na leżącą na stoliku ulotkę tutejszego SPA i coś mi się rzuciło w oczy? 



Tak! To musiało być to....
Hmmmm....tego tu jeszcze nie próbowałam. A klientka brzmiała tak, jakby była zadowolona.
Nic to, muszę tu jeszcze wrócić. Może jesienią? 
:)))



czwartek, 24 lipca 2014

gdzieś między dniem a nocą

Jako że straciłam swój wakacyjny wyjazd, a lato w pełni i żar z nieba się leje, robię sobie codziennie małe "popołudniowe wakacje"....wyprawy rowerowe po zachód słońca.




To nic że sterty prasowania czekają. To nic, że to, co w domu, to nawet trudno jako takim porządkiem nazwać. I że czasu na książki mniej i na filmy też....
To wszystko nic, bo dla takich widoków, warto to wszystko zaniedbać....

Jeszcze tylko....może zanim te widoki.....nutka dla umilenia oglądania

 











Słońce jest punktualne i niezawodne, to lubię! Nigdy się nie spóźnia i  zawsze przychodzi na nasze spotkania. Jeszcze nigdy nie nawaliło! 

No i  nie ukrywam, że ja też muszę być punktualna :))) 
Choć tę cechę, to  mam akurat we krwi. 




Muszę być zawsze na czas. A bywa i tak, że docisnąć trzeba, stanąć na pedałach i przyspieszyć. Bo żadne próby nanizania słońca na przęsła mostu nie działają.....jak się spóźnię, zajdzie bez mnie :) 







A w najbliższy weekend wypuszczam się w Puszczę.....Białowieską
Ostatnio podglądałam ludzi, teraz podglądać będę żubry.






poniedziałek, 21 lipca 2014

czas...




"jeżeli kochasz czas zawsze odnajdziesz
nie mając nawet ani jednej chwili"

ks. Jan Twardowski














czy znajdujemy dość czasu dla tych, których kochamy?

piątek, 18 lipca 2014

Ponarzekać musze trochę




Codziennie do pracy jeżdżę samochodem i codziennie po pracy  jeżdżę rowerem. 

Wydaje mi się że, jako użytkownik tych dwóch pojazdów, mam jako takie wyobrażenie o tym, co też stać się może, kiedy nagle i niespodziewanie, oba te pojazdy spotkają się. I czasem, obserwując to, co dzieje się na drodze, mam wrażenie, że niektórzy kierowcy samochodów nigdy nie jechali rowerem, a rowerzyści nie siedzieli za kółkiem.

No bo jeśli taki rowerzysta wpada z zawrotną prędkością na przejście dla pieszych, to chyba wydaje mu się, że jest doskonale widziany przez wszystkich użytkowników drogi? A przecież ścieżki rowerowe bywają tak powykręcane tuż przed przejściem, że naprawdę ów rowerzysta może być niezauważony przez kierowcę który akurat skręca. I mimo tego, że rowerzysta ma w tym momencie pierwszeństwo, powinien jednak zachować ostrożność i wziąć pod uwagę fakt, że z takiego spotkania to on wyjdzie bardziej poturbowany. Złowroga mina, kierowana w stronę prowadzącego samochód, niewiele pomaga. Rowerzysta zbliżający się samochód usłyszy, odwrotnie….żadnych szans.

Kochany kierowco nie stawaj (do cholery) na ścieżce rowerowej, kiedy chcesz włączyć się do ruchu. Bo wtedy ja muszę się zatrzymać i poczekać aż raczysz ruszyć. Nie masz pojęcia jak takie zatrzymywanie, zsiadanie i wsiadanie wkurza. No i pamiętaj że ciężko jest czasem wyhamować, a potem znów rozpędzić rower, zwłaszcza kiedy dalszy ciąg trasy mam pod górkę.

A teraz Ty drogi rowerzysto, postaraj się nie jeździć wąskimi i ruchliwymi ulicami, na których ja kierowca nie jestem w stanie Cię wyminąć. A Ty spokojniutko jedziesz te swoje 30 km/h, od świateł do świateł, tamując cały ruch. Jest tyle nowych fajnych ścieżek w mieście, może warto czasem nadrobić drogi, dla własnego bezpieczeństwa! 
Któregoś dnia możesz trafić na wariata, takiego na jakiego ja trafiłam, który to przed skrętem w prawo postanowił mnie jeszcze wyprzedzić i skręcić tuż przed moim nosem. Był pisk hamulców, warkot silnika, a auto biorąc zbyt ostro zakręt znalazło się na chodniku…..dobrze że nikt akurat tamtędy nie szedł. A to była tylko mała osiedlowa uliczka. W mieście takich wariatów na pewno jest więcej.

No i jeszcze spacerowicze z psami, zejdźcie proszę ze ścieżki rowerowej, bo nigdy nie mam pewności, czy wasz pies nie wskoczy mi pod koła, albo nie przebiegnie nagle na drugą stronę, tworząc coś w rodzaju sprytnej pułapki. Sama mam psa i wiem jak potrafi nagle radośnie zareagować na kogoś, kto mu się spodoba, albo zwyczajnie zacząć ganiać ptaki

No to sobie ponarzekałam :) przed rowerowym weekendem. 
Ale może akurat ktoś to przeczyta, przemyśli. A może nawet uratuje siebie, albo kogoś innego. 

Pięknego weekendu Kochani! :)

 

środa, 16 lipca 2014

kilka fotek

Jeszcze tylko kilka fotek na zakończenie moich opowieści o Lizbonie. 
Czyli to, co mnie zatrzymało, zachwyciło, albo rozbawiło. 
Dla każdego coś fajnego :)

Może najpierw muzyka żeby się milej oglądało zdjęcia?






uśmiechnięte metro



Nie wiedziałam, że można jeszcze na ulicach miasta spotkać pucybuta




Zachwyciły mnie piękne elewacje



jak i te obdarte, nasycone wspomnieniami zdarzeń i ludzi w nich mieszkających
 


 
Elevador Santa Justa (winda Świętej Justyny) 
przepiękna!
łączy ze sobą dwie dzielnice Baxia i Barrio Alto
Neogotycka, pięknie zdobiona winda, wwozi pasażerów do przejścia wiodącego do pobliskiego Largo do Carmo oraz ruin Convento Carmo



 

Praça do Comércio (Plac Handlowy) i Łuk Triumfalny, 
który pełnił kiedyś funkcję bramy dzielnicy. 
Plac ten zwany jest powszechnie Terreiro do Paço, gdyż przed trzęsieniem ziemi stał tutaj pałac królewski. W XVI wieku (za panowanie króla Jana II) znajdował się tu magazyn złota, które regularnie przypływało tu z zachodniej Afryki.



 
Na środku placu stoi olbrzymi pomnik króla Józefa I na koniu, 
autorstwa Joaquima Machado de Castro. 
Dzieło powstało w 1774 roku. 
Od brązowego konia depczącego węża plac zyskał swą trzecią nazwę - "Plac czarnego konia"



żaglówki na Tagu, do zapatrzenia się....



 Mundial, który mnie trochę wkurzał!




Przystojniak z targu staroci, który mnie uwiódł swoim retro uśmieszkiem :)




Symbol Lizbony....sardynki, które można tu spotkać wszędzie i w różnej postaci, 
nie tylko na talerzu w restauracji




moje ukochane "odbicia" 
(nie mogłam się oprzeć, żeby jednego nie zrobić) 




No i na koniec coś dla ciała.....niezapomniany smak pasteis de nata!!!
znalazłam nawet przepis