poniedziałek, 31 marca 2014

błękitny....niebieski....niebiański

Dziś zaproszę Was na niezwykłą wycieczkę. Ale zanim wyruszymy muszę Was lekko wprowadzić w nastrój tym śpiewem......uwierzcie, zupełnie inaczej będzie się wam podróżowało


Dziś zabieram Was na wycieczkę szlakiem niebieskich drewnianych cerkwi. 

Jak wiecie, a jeśli nie wiecie, to właśnie się dowiecie, Podlasie zamieszkuje dużo ludzi wyznania prawosławnego. Stąd też dużo na naszych terenach cerkwi, które górują swoimi złotymi kopułami nad wiejską zabudową. Najwięcej prawosławnych świątyń znajduje się w okolicy Bielska Podlaskiego i w tym kierunku dziś wyruszymy.

Jeszcze tylko może małe wyjaśnienie.....skąd ten kolor, dlaczego niebieskie. To kolor symbolizujący w prawosławiu Matkę Boską i Archanioła Michała oraz........niebo. Nie będę się za dużo rozpisywać o historii i detalach, bo to można doczytać w internecie. Chciałabym was tylko tym błękitem zauroczyć, zarazić, zachęcić :))

Pierwszy przystanek zrobimy w Kożanach.  Błękitna cerkiew z 1884 r. stoi na wzgórzu, otoczona murem z polnych kamieni.



U jej podnóża, nad źródełkiem, mała drewniana i też błękitna kapliczka. 
W kapliczce odbywa się obrzęd święcenia wody dla uczczenia chrztu Chrystusa w Jordanie.




Kolejny przystanek to Rajsk. Pierwszy dokument o istnieniu cerkwi w tej miejscowości pochodzi z 1671 r. Drewniana świątynia jednak zmurszała i na jej miejscu postawiono murowaną. W czasie wojny Niemcy zrównali świątynię z ziemią. Ta na zdjęciach pochodzi z 1969 roku i została postawiona na fundamentach poprzedniczki.





Niebo było tak krystalicznie czyste i niebieskie, jakby się chciało licytować z cerkwią na błękity. A złota kopuła przepięknie lśniła w słońcu.




Z Rajska jedziemy do Bielska Podlaskiego. To tylko 10 kilometrów. W Bielsku Podlaskim znajduje się aż sześć cerkwi a wśród nich ta niebieska cerkiew św. Michała Archanioła wzniesiona w 1789 r. Pod tym samym wezwaniem już w II połowie XV w. istniała jej poprzedniczka, ufundowana przez księcia Michała Semenowicza. 





Z Bielska Podlaskiego jedziemy dalej na wschód do miejscowości:



Tu napisy miejscowości są już w dwóch językach. 
Dziwnie obco się czułam czytając cyrylicę

Na skraju wsi Szczyty-Dzięciołowo stoi cerkiew Ścięcia Głowy Jana Chrzciciela - niewielka, drewniana budowla o konstrukcji zrębowej, wzniesiona na planie wydłużonego ośmioboku. Dach pokrywa gont i wieńczy czworoboczna wieżyczka z blaszaną kopułką i krzyżem. Takie cerkwie budowano powszechnie na Podlasiu w drugiej połowie XVIII w. Ta została wzniesiona w 1785 r. przez Jana Walentego Węgierskiego, podkomorzego i szambelana na dworze Stanisława Augusta Poniatowskiego.



Kolejny przystanek naszej wycieczki - Stary Kornin. 
Tutaj obejrzymy dwie błękitne cerkiewki, tak stare, jak stary jest Stary Kornin. "Sozdan sej chram roku 1631" - głosi inskrypcja w języku starocerkiewnosłowiańskim wyryta na owalnym kamieniu przy głównej bramie prowadzącej na przycerkiewny cmentarz. Pierwszą cerkiew w Starym Korninie, założonym ok. 1570 r. przez Ostafiego Chaleckiego (dworzanin Zygmunta Augusta), zbudowano w 1631 r. 
Pod koniec XIX w. główna kornińska cerkiew - św. Michała Archanioła - była już bardzo zniszczona, więc w 1893 r. w tym samym miejscu postawiono na planie krzyża greckiego nową drewnianą świątynię. 
I tak to wyszło że teraz stoją dwie obok siebie. Zrobiłam zdjęcie tylko jednej, bo druga była otoczona rusztowaniami...nie miało to powalającego wyglądu.



Nasz ostatni przystanek to Pasynki. Cerkiew Narodzenia św. Jana wzniesiona w 1892 r. Jej poprzedniczkę, ufundowaną przez Jana Klemensa Branickiego, trzy lata wcześniej strawił pożar. W tym samym miejscu stanęła budowla kilkakrotnie większa od poprzedniej, o wydłużonej bryle w kształcie krzyża, z dużą kopułą nad nawą główną i wysoką dzwonnicą nad kruchtą, z trzema obszernymi gankami poprzedzającymi wejścia.






I jak wam się podoba ta wycieczka? Nie za dużo "błękitu w błękicie" ? :))

niedziela, 30 marca 2014

zawilcowy las

O!
I takie powinny być wszystkie weekendy! 
Wypełnione słońcem, błękitnym niebem, naturą, spotkaniami z przyjaciółmi, wszystkim tym co piękne, miłe i dobre. W głowie....w głowie też mnóstwo marzeń i pozytywnych myśli. 
Po takim weekendzie, choć fizycznie zmachana, psychicznie czuję się genialnie. 
Tyle, że pewnie zaraz bryknę do łóżka i odlecę....ale to nic :)

W piątek po pracy, tak jak zamierzałam, pojechałam do zawilcowego lasu. Jeszcze trochę mokro...ale cudownie!!! Las wyścielony, biało-zielonym kobiercem.


Kiedy nie ma liści na drzewach, słońce przedziera się między gałęziami,
tworząc na pniach mozaikę świetlnych plam 




W takim miejscu i w takiej chwili, kiedy cała ziemia kwitnie,
 do głowy przychodzą same romantyczne myśli


No bo te drzewa poniżej....
to jeszcze dwa drzewa splecione w miłosnym uścisku, 
czy już jedno.....


No i trochę tam poklęczałam
nie żeby za karę...tylko żeby być bliżej
natury :)





A jak Wam minął ten czas? 




No to teraz lecę do Was nadrabiać zaległości :)



piątek, 28 marca 2014

nie przegapić wiosny


Krokusy, w moim ogrodzie, stoją dumnie wyprostowane, otwierając się na słońce. 
Zza nich nieśmiało wychylają się hiacynty.
Lada moment wystrzelą kwieciem tulipany.
I aż się chce żyć!


Jeszcze niedawno na spacerze głaskałam aksamitne futerko baź
a dziś wyglądają już zupełnie inaczej 
mają inne, kudłate czuprynki.

Wszystko dzieje się tak szybko, że aż żal, że siedząc tu w pracy tracę cenne chwile wiosny.
Bo z wiosną jest jak z dziećmi, każdy dzień przynosi nowe. Żaden z nich już nigdy nie wróci. I jeśli cokolwiek się przegapi, traci się bezpowrotnie szansę na przeżycie tego cudu po raz drugi.

Kiedy rano jechałam do pracy, widziałam przy drodze dziewczynkę z psem, która z ogromnym obiektywem, niemalże wyłożona na trawie, fotografowała maleńką kępkę przylaszczek rosnącą na poboczu, w pobliżu parku. Trochę jej zazdrościłam :)
Ale ja też wzięłam dziś ze sobą aparat i po pracy pojadę w to miejsce. Jest tam taka dzika część parku, porośnięta jednorodnym lasem. To magiczne miejsce. Wczesną wiosną usiane zawilcami. Potem, zanim jeszcze zazielenią się porządnie korony drzew, szaleje bluszcz, wspinając się po pniach i zaściełając ziemię zielonym kobiercem. Drzewa dają mu szansę, jakby mówiły.....ty rośnij pierwszy, my zawsze sięgniemy po słońce. Kiedy bluszcz się umocni....korony drzew się zamykają, tworząc zielony dach, niemalże nieprzepuszczający słońca. Latem jest tam cudownie chłodno. Lubię skryć się tam przed upałem...
Rozmarzyłam się....

Pięknego weekendu Kochani i nie przegapcie wiosny :*
Zagramy dziś może czule i romantycznie....skoro ten las i ta wiosna...



czwartek, 27 marca 2014

lubię "spójnych" ludzi


Lubię "spójnych" ludzi. To znaczy takich, którzy, że tak powiem......wierzą w to, co "wyznają". 
Czyli mówią to, co myślą i robią to, co mówią. 

Jeśli tylko zaczyna mi coś zgrzytać, kiedy się pojawia dysonans myśli, słów i czynów....budzi to mój niepokój.  

To ja już chyba bardziej wolę tych złych, niż tych niespójnych, bo przynajmniej wiem, czego się mogę po nich spodziewać. Wiem, jak koło nich chodzić, na co uważać. 
I w zasadzie, przy minimum ostrożności, da się z nimi normalnie funkcjonować. 

Tak, jak wiem, w jaki sposób obchodzić się z klującą różą. Jeśli się ją uchwyci w odpowiednim miejscu, między kolcami....nie rani.

Ludzi "niespójnych" nie da się nijak "chwycić". Nigdy nie wiesz, czym Cię zaskoczą. Nie wiesz, czy możesz na nich polegać w krytycznej sytuacji, czy raczej nie. Nie wiesz, kiedy i gdzie, niespodziewanie wyskoczą im kolce. Ogarnia Cię zupełna dezorientacja. 

Każdego człowieka jakiego poznaję "układam" w swojej głowie. Dopasowując do siebie kolejne elementy, maluję jego obraz. Jeśli wszystko mi się zgadza, czuję się przy tym kimś bezpieczna. Otwieram się i zbliżam. Kiedy zgrzyta, kiedy nie potrafię dopasować do siebie kolejnych kawałeczków.....boję się......i po prostu oddalam....



środa, 26 marca 2014

gdy goni nas czas





"Czas biegnie szybciej, bo żyjemy w kulturze celów. Cel traktowany jest jak święta krowa. Zastępuje sens." 

Marcowe  "Charaktery"





Kręcimy się w błędnym kole. Mimo wielu urządzeń, które ułatwiają nam życie i oszczędzają czas odczuwamy coraz większy jego głód. List co prawda nie idzie już tydzień, bo jest zastąpiony błyskawicznym e-mailem. Ale przy okazji komputer zjada nasz czas, bo coś tam zawsze nas zatrzyma, czy zaciekawi. Wszystko dzieje się szybciej. Intensywna praca, krótkie wakacje, szybkie randki, a serce ludzkie bije wciąż tym samym rytmem...nie nadąża za nami.

Winna jest temu wszystkiemu kultura celów. Ciągle pytamy o cel, wyznaczamy go sobie i dzieciom. Od małego zapisujemy je na mnóstwo dodatkowych zajęć, żeby nie marnowały czasu. Z tych dzieciaków wyrasta młodzież, która rzuca się łapczywie na życie, robi wiele rzeczy naraz: studiuje, pracuje, kupuje na traty samochód, zakłada rodzinę....gna. 
Ile tak pociągną, pracując po 10-12 godzin na dobę? Pewnie kilka lat. Będąc jeszcze młodymi ludźmi, będą już zmęczeni życiem.

Nie umiemy już odpoczywać, nie umiemy trwać w bezczynności. 
Nie umiemy spokojnie usiąść i zapatrzeć się, chociażby w ogień kominka, bez przeglądania, w tym czasie, internetu, komórki, oglądania tv. Mieszka w nas ciągłe poczucie niepokoju...że jeśli spędzimy, tak bez zajęć, te parę chwil, zmarnujemy nasz czas. Niepokój rozciąga się na nasz sen, budzimy się przed czasem, śpimy niespokojnie. Ciągle myślimy, układamy plany, a przecież warto zatrzymać się i zwyczajnie odpocząć. Tylko musimy się tego od nowa nauczyć. Usiąść na początku przy świecy z postanowieniem, że nie odejdziemy od niej dopóki nie wypali się do końca. Podarujmy sobie trochę czasu....

Za oknem siąpi deszcz, jest chłodno i nieprzyjemnie....a ja znów ciągam nosem. Właśnie rozpaliłam kominek, ogień rozświetla rubin wina w kieliszku.....nie myślę o tym, co mam zrobić jutro. Na jutro wzięłam sobie urlop i będę robić "nic". Włączyłam płytę Siesta vol.5, mam je wszystkie. Ciepły głos Marty Gomez, do pięknej muzyki Idana Raichela...i odpływam....

Spokojnego wieczoru Kochani :*




poniedziałek, 24 marca 2014

Tajemniczy książę z mokradeł

Pozwólcie sobie przedstawić pewnego tajemniczego księcia, którego spotkałam w niedzielę na mokradłach, w pobliżu przylaszczkowej polany. Uroczy prawda?


Wyjątkowo cierpliwy i spokojny z niego model. Zdążyłam nawet zrobić mu kilka ujęć. 
Nie to, co ten raptus Cytrynek, za którym przebiegłam pół puszczy. 
Co prawda, za księciem musiałam wejść w mokre i mlaskające bagno, ale jak już go znalazłam, nie uciekał, tylko pozował....może próżny? 
A może był tak spokojny, bo czekał na buziaka? Niedoczekanie jego! Nie wierzę w możliwość spotkania księcia z bajki, nawet w tak uroczym miejscu jak to. A poza tym...co mi po pięknym księciu. Z pięknym facetem tylko kłopot jest... 

Rozgadałam się....a las chciałam wam pokazać a nie gadać o facetach. 
Jeszcze tylko godna oprawa muzyczna i możemy wędrować....































A może w wersji czarno-białej?




niedziela, 23 marca 2014

a las tak cudnie rozświetlony

Kilka migawek z mojej dzisiejszej wyprawy do lasu. Nie da się chyba nie zachwycić, tymi barwnymi, wiosennymi kobiercami... 

Lekko zasnute słońce, cudowne kolory kwiatów, śpiew ptaków, zapach lasu....jak dla mnie, nie ma lepszych "odstresowywaczy". 

Po długiej i szarej zimie wszystkie zmysły stęsknione. Mogę Wam dziś podarować niestety tylko obrazki....całą resztę musicie sobie "dowyobrazić". 

Chociaż....może najpierw włączcie to 




No.....a teraz można już cieszyć oczy :)












A za tym cytrynkiem ganiałam chyba pół godziny.
Ideałem byłoby dopaść go w momencie kiedy rozkłada skrzydła do lotu,
ale tak szybka to nie jestem :)















a gdyby tak....

A gdyby tak wziąć przykład ze zwierząt i przestać przejmować się tymi wszystkimi sfrustrowanymi ludźmi?


Taki dajmy na to Homer, śpi teraz na pleckach rozkosznie rozwalony.....o....nawet język mu wypadł ;)
Ma gdzieś obcych ludzi, ich złośliwości, kłamstwa tego świata i wszelkie podłości. Dla niego liczą się tylko Ci najbliżsi, którzy tworzą z nim stado. Dla niego najważniejsze jest to, że jest przez nas kochany, że ma dach nad głową i wygodne legowisko, no i pełną miskę :) 

Wie, że może nam ufać i na nas polegać. Cała reszta się nie liczy. No może Lucek....ale ten, to by każdego wkurzył. 

Mały kudłaty pies mieszkający w pobliżu. Nieustannie jazgocze, ale tylko wtedy kiedy jest na swoim podwórku. Tchórz! Kiedy mijamy jego płot (za którym on czuje się bezpieczny) odszczekuje się nam. Ale jeśli spotkamy go plączącego się na wolności, zwiewa tylko kurz idzie. 

Kiedyś był inny, podgryzał Homerowi łapy. Biegł za nim szczekał i kąsał. Homer uspokajany przez nas nie odpowiadał agresją. Do czasu. Któregoś dnia nie wytrzymał i strząchnął porządnie Luckiem....od tamtej pory ma spokój.....a może warto brać przykład ze zwierząt....

Za oknem piękna pogoda, pojadę poszukać oznak wiosny w lesie. Jeśli nawet wiosny nie znajdę, poszukam spokoju. Z dala od zgiełku, problemów....to wszystko zostawię tu w mieście. Pojadę chłonąć energię z ciszy i natury.

Cudownej niedzieli Kochani :*



piątek, 21 marca 2014

w jedną noc osiwiała mi dusza

Czy to możliwe? Chyba tak. 
Za mną niespokojna noc, dużo urwanych snów, z których niewiele pamiętam. Ale jedno zapamiętałam.....moje odbicie w lustrze. Nie miałam w nim moich rudych loków, tylko proste ciemne włosy, gęsto przetkane siwizną. Twarz ciągle młoda....ale włosy...te mnie przeraziły. Rano pomyślałam, że te włosy, to pewnie moja dusza, która po ostatnich wydarzeniach zwyczajnie mi osiwiała.

Wczoraj wieczorem wyjechałam wcześniej niż zwykle na zajęcia z hiszpańskiego. Jazda samochodem bardzo mnie uspokaja. Wycisza to wewnętrzne rozedrganie. Jestem tylko ja i muzyka i nikt nie zakłóca mego spokoju. Z głośników przepiękne kompozycje Korzeniowskiego do filmu Romeo i Julia. Jeździłam tak ciemnymi ulicami miasta, szukając spokoju... 
Znacie tę muzykę? 

    
Przepiękna, prawda? 

Dziś pierwszy dzień wiosny....tak długo wyczekiwanej....
Może ona zdejmie siwiznę z mojej duszy i przywróci jej dawny kolor i blask?
Chociaż.....kiedy tak patrzę na zdjęcia sadu sprzed dwóch lat....on też na wiosnę był pobielony...zupełnie jak ja w moim śnie


Pięknego dnia Kochani :)




czwartek, 20 marca 2014

Smak curry

Wczoraj wieczorem byłam w kinie, na kolejnej projekcji z cyklu "kino konesera"
Tym razem był prezentowany film hinduski "Smak curry". 
Wdzięczna historia o kulinarnej pomyłce, która zapoczątkowuje nietypowy romans....



Życie jest jak hinduskie jedzenie - bogate w aromaty, smaki i kolory. 


Ila,  młoda i piękna kobieta, za radą ciotki, postanawia dodać trochę koloru swemu bezbarwnemu małżeństwu w myśl zasady "przez żołądek do serca mężczyzny". 
Przyrządza swemu mężowi pyszny obiad, który poprzez sieć dostawców ma być mu doręczony do miejsca pracy. Kobieta ma wielką nadzieję, że nowa potrawa odmieni codzienność i przyspieszy bicie serca jej męża. Specjalna przesyłka z jedzeniem, przez pomyłkę trafia jednak do innego biura, w ręce innego mężczyzny, Saajana, zgorzkniałego i stroniącego od ludzi wdowca. Domyślając się, że ktoś obcy zjada przygotowane przez nią posiłki, następnego dnia Ila wkłada do przesyłki  liścik.
I tak oto zaczyna się korespondencja między dwojgiem, obcych sobie ludzi, którzy z każdym kolejnym listem stają się coraz bliżsi. Trafiając na siebie przez czysty przypadek, odmieniają swoje życie. Aż miło patrzeć jak z każdym dniem Saajan młodnieje, promienieje, zaczyna uśmiechać się do ludzi. Ilia tez zaczyna wierzyć, że może zmienić swoje życie, odejść od zaniedbującego i zdradzającego ją męża.  

Co było dalej? Czy i jak zmieniło się ich życie?  Czy doszło do spotkania tych dwojga? Czy może ich historia zakończyła się tylko na sekretnej korespondencji? 

Jeśli chcecie się tego wszystkiego dowiedzieć obejrzyjcie sami.

Hinduska rzeczywistość w "Smaku curry" nie przypomina ani turystycznych, kolorowych folderów, ani obrazków rodem z Bollywood, a mimo to film jest naprawdę piękny i wzruszający.....zamieszkał w moim sercu i w mojej pamięci...


I jeszcze może tylko dwa cytaty:

"Możemy napisać właściwie wszystko, ale są rzeczy, które da się powiedzieć tylko w cztery oczy"

"Czasem zły pociąg zabierze cię na dobrą stację"

środa, 19 marca 2014

Co za dzień!!!

Zacznijmy od pogody...bo jakaś dziś szalona. To pada, to znów świeci. Niebo nie może się zdecydować, czy chce mnie ogrzać, czy zmyć mi głowę. Z wielką cierpliwością czekałam, aż się namyśli. To pewnie taka ostatnia walka zimy z wiosną tuż przed jej wybuchem :)
To niezdecydowanie aury wprawiło mnie w jakieś wewnętrzne rozedrganie. Dobrze, że w trójce akurat leciała idealna muza. Wracając, podkręciłam volume...


O tak.....taka muza stanowczo mnie uspokaja, choć z pozoru, być może, na taką nie wygląda. A jednak rozładowuje napięcie. Generalnie, słuchana głośno, pomaga :)

Kidy wysiadałam z auta pod domem było już lepiej, choć nie idealnie. Kiedy weszłam do domu i zobaczyłam na stole kuchennym kopertę.....buzia mi się uśmiechnęła.
Przesyłka od Abi :) a w środku istne cudeńka  :)))



Tomik poezji Abigail
z pięknymi  wierszami



I samodzielnie wykonany (jak sądzę) 
Tomik z Inspiracjami



i ze zdjęciami tych cudnych grafik
(skąd wiedziałaś, że chciałabym je mieć?)



I z jaką dedykacją!!!!! 
"w podziękowaniu za inspirację i obecność"

To ja dziękuję....jesteś kochana :***