wtorek, 11 listopada 2014

poweekendowo

I jak Wam minął weekend? Mój był trochę zaczarowany. Kraków ma w sobie to coś.....jakąś magię. Na dobry początek zaraz po przyjeździe zaplanowałam muzeum, ale o tym innym razem. Po wizycie muzeum jeszcze ciepłe marcińskie rogale, prosto z piekarni, a potem spacer nad Wisłą. Przez kładkę zakochanych, obok ulubionej Zakładki, aż do Cricoteki. No i tam się zaczęło. Spojrzałam w górę, zapatrzyłam się w szklany sufit i aż.....


.....zakręciło mi się w głowie. Nagle coś błysnęło, trzasnęło i jakież było moje zdziwienie, kiedy....



.....zamieniłam się w kota! Ślicznego rudego kota. A kot jak to kot, od razu włączyło mu się szwędactwo.  



Na dobry początek zapachniało frytkami i rybką. No to wskoczyłam do tego wielkiego londyńskiego autobusu....poczułam klimat  


Potem wąskimi uliczkami Kazimierza. W mojej nowej skórze to dopiero mogłam się wszędzie wślizgnąć. Zajrzeć w każdy kątek, poznać drogi na skróty. Obejrzałam kilka fajnych murali. Na przykład ten


tuż obok londyńskiego busa. Mural Pila Peleda, jednego z najlepszych izraelskich streetartowców. Projekt muralu został stworzony specjalnie dla Festiwalu Kultury Żydowskiej - nawiązuje do nowego logo FKŻ - Lwa Judy. Pil Peled pracował nad muralem podczas 23. FKŻ - pomagali mu w tym wolontariusze oraz goście FKŻ. 
Pil Peled wyjaśnia: Dziecko to mały, przerażony naród. W połączeniu z lwem - symbolem siły - przypomina wieczną walkę Żydów. Mural odkrywa również dziecko w każdym z nas. Uświadamia potrzebę walki z własnymi lękami. Juda symbolizuje siłę i prawość. Juda dała imię wszystkim Żydom. 



Albo ten, przy zbiegu ulic Józefińskiej i Piwnej. Na początku wydaje się że to dzwon, złoty dzwon z herbem Watykanu. Dopiero potem widzimy rękę, która trzyma głośnik. Nad głośnikiem widać usta, ktoś coś krzyczy do ludzi zebranych na dole. Tych zobaczyłam akurat na samym końcu. Ten kontrowersyjny mural jest dziełem włoskiego artysty o pseudonimie Blu. 



No i jeszcze ten, chyba mój ulubiony. Stworzony przez Izraelski kolektyw Broken Fingaz z Hajfy. Nawiązuje estetyką do twórczości Maurycego Liliena - wybitnego artysty art neuveau. Mural ozdobił ścianę boczną kamienicy, przy placu Bawół 3, należącej do rodziny Bosaków, która mieszkała na Kazimierzu od 1633 roku.



O tak.....to idealne miejsce do życia dla takich rudych kocurów....



I w tym momencie olśniło mnie, że przecież nie jestem kotem, i że to tylko moja chwilowa postać. 
Łapki, ups przepraszam, nogi zaczynały odmawiać posłuszeństwa, warto byłoby gdzieś usiąść i poczekać na zachód słońca. Najlepszym miejscem wydawała się być barka zacumowana na Wiśle. Z dachu będzie na pewno dobrze widać.


Zachód słońca był przepiękny, Najpierw kapał od złota a potem mienił się pomarańczem i różem










Aż żal, że dzień tak szybko minął. Czas było wracać do domu i do ludzkiej postaci. Poszłam więc znów pod Cricotekę, zapatrzyłam się w sufit, coś błysnęło, coś trzasnęło i znów byłam sobą :)



41 komentarzy:

  1. poczułam tą kocią wędrówkę! :)
    mam nadzieję, że nabrałaś sił! :******

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę tak :)
      dobrze jest się oderwać od codzienności
      całuję :*

      Usuń
  2. Przepiękny spacer z czasową zmiana formy istnienia. Świat z perspektywy kota może być o wiele ciekawszy niż oglądany w sposób najbardziej nam znany:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty mają dużo więcej możliwości :)
      no i ten widok z dachów..... ;)

      Usuń
  3. Cudnie, przemiła wycieczka..., fajne fotki, przepiękny zachód słońca:)...i ten kot !!!..no zaczarowało mnie to Twoje "coś błysnęło, coś trzasnęło" w jedną a potem w drugą stronę- uwielbiam takie bajki...zwłaszcza w listopadzie..
    brawo za wyobraźnię i wenę Jula!!:)
    aż muszę Cie uściskać:*:*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytulanie uwielbiam :)))
      więc bardzo chętnie
      dziękuję :*****

      Usuń
  4. Kici, kici :))
    Pięknie opowiadasz, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I koniecznie muszę napisać, że uwielbiam Twoje zdjęcia.

      Usuń
    2. miauuuu.....
      Dziękuję :)))))))
      jesteś kochana!!!!

      Usuń
  5. lubię Kraków, rude koty i czary!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mamy podobne upodobania! :))))

      Usuń
  6. tak to już mają te rude.....kotki :) odbywają niesamowite i magiczne wędrówki, a na dodatek robią piękne zdjęcia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha dziękuję Polly!

      Uciekam do magicznego świata, bo ten realny potrafi nieźle dać w kość.

      Dobrego dnia Polly :***

      Usuń
  7. Piękna ta Twoja wycieczka ;) A wiesz, ten trzeci mural kojarzy mi się z twórczością malarską Wyspiańskiego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację :) trochę się kojarzy
      dobrego dnia :*

      Usuń
  8. Kici, kici Julio :) jestem w Krakowie trzy, cztery razy w roku, a takiego "kociego" nie widziałam. Masz niezwykły dar pokazywania świata innymi oczami i poetyckiego pisania o tym. Bardzoooo Ci za to dziękuję , Słoneczności, B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))) a ja Ci bardzo dziękuję za te słowa
      uśmiechają mnie

      Dziękuję!!

      Usuń
  9. bardzo lubię Twoje historie, nawet kocie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)))
      miej piękny dzień :*

      Usuń
  10. Śliczna , obdarzona dużą fantazją , sprytna Julo - Koteczka ... pyk-myk i czar działa , jak to cudnie być zmiennokształtną i spojrzeć na świat z innej perspektywy ....ja coś nie mam szczęścia do tego miasta ...piękne ale źle się mi kojarzy - trzeba by zdjąć ten zły urok kiedyś :)
    Pozdrawiam Rudowłosą Czarodziejkę magicznym zaklęciem radości i czarem odpędzania malkontentów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) dziękuję
      Poczekam aż coś błyśnie, trzaśnie (tę malkontentkę najlepiej) i czar zadziała.
      Aaaaaa i jakby co mogę pomóc z tym odczarowaniem Krakowa. Wystarczy złe skojarzenia przykryć nowymi fajnymi wspomnieniami :)

      ściskam :*

      Usuń
    2. To ja się piszę na takie odczarowanie :)

      Usuń
    3. :)))
      zostało tylko zaplanować, kiedy by te czary poczynić

      Usuń
    4. W pewien magiczny dzionek oczywiście ...:) mam nadzieję ze nie da na siebie długo czekać :)

      Usuń
    5. No pewnie, że nie za długo, bo mu się jeszcze magia przeterminuje
      a po terminie to nie wiem jak działa
      nie ręczę ;)))

      Usuń
    6. Nie strasz , myślę że na dzień dzisiejszy ma dłuuugi termin ważności :)

      Usuń
    7. a ile to jest dłuuuugo? :))

      Usuń
    8. Niczym energia samoodnawialna :):):)

      Usuń
    9. taka że nie trzeba karmić? ;)))
      ani podlewać??
      to prawdziwa magia być musi!!!

      Usuń
    10. Magia jest niepojętą siłą...ale potrzebuje słońca, wiatru , wody...bijącego serca :):):) wtedy ma moc :)

      Usuń
    11. Czekaj, czekaj.....w Krakowie da się to wszystko zorganizować :D

      Usuń
  11. Zazdroszczę tego Krakowa-on rzeczywiście ma w sobie jakąś magię. Kochana, nie mów, ze beznoclegowo pobyłaś w Krakowie... (wielkie zdziwione oczy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No gdzież.....oczywiście że noclegowo
      nawet dwunoclegowo :)))

      Usuń
  12. Ależ Ty masz piękne oko :)

    a kocie...

    OdpowiedzUsuń
  13. Beautiful cat and great photos, street art is often so stylish.
    Have a nice evening.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank You and have a nice evening :)

      Usuń
  14. Piękna ruda Kotko, ja powędrowałam cichutko za Tobą...
    Świetne zdjęcia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach to Ty byłaś tą czarną błyszczącą kotką, która szła tuż za mną? :)
      Dziękuję!

      Usuń