poniedziałek, 15 września 2014

szczęście na zawołanie?



Czy tak się da?  Czy wystarczy że ktoś Ci powie – powinnaś być szczęśliwa - i pstryk jestem?

Na mnie to działa raczej jak płachta na byka. Mimo tego, że wiem, że ten ktoś ma rację.....nie takich słów mi trzeba. Bardziej potrzebuję przytulenia, aniżeli takich mądrości. 
I jeśli nawet byłam w niewielkim dołku, ot miałam takie chwilowe obniżenie nastroju, to po haśle "powinnaś być szczęśliwa", zaczynam kopać głębiej. Próbując udowodnić sobie i światu, że jest źle, koszmarnie, a nawet jeszcze gorzej. Ot taka durna i przekorna natura.

A przecież czasem wystarczy tak niewiele. Wystarczy sama obecność kogoś bliskiego, bez zbędnych słów...






"Szczęście polega na tym - całe szczęście -
By z prostych rzeczy nie tworzyć
Intelektualnych labiryntów
Wystarczy przecież, że
Spokój i ręce przenikają się nawzajem"

                                   Grabaż 






28 komentarzy:

  1. A wiesz ja tak czasem mam, że sama sobie mówię - popatrz ile masz powodów do radości, do szczęścia. I staram się wytężyć wzrok, żeby w zwykłych codziennościach, to szczęście dojrzeć. Ale sama, samiutka. Kiedy ktoś to narzuca, to skutek często odwrotny jest, tak jak piszesz.
    Bo doradzanie jest jednym z dziesięciu zabójców empatii. Dobrego dnia :) BB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ja się staram, pracuję nad sobą....bo przecież tak naprawdę....mam za co dziękować :)

      Usuń
  2. Na zawołanie się nie da.
    Czasem potrzebny jest ktos, kto pokaże... ale to musi być ktoś bliski, od kogo da sie takie zdanie przyjąć, nie etatowy pouczacz, który zawsze wie lepiej...

    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już myslałam, że ze mną coś nie tak.
      Uściski :*

      Usuń
  3. no to mamy podobnie.
    Bardzo nie lubię tego stwierdzenia, dlatego nigdy go nie używam.
    Niedawno dostałam mandat, jego wysokość to 9 godzin mojej pracy. Zdenerwowałam się i rozpłakałam jak dziecko. Dzwoniąc do moich chłopaków spodziewałam się pouczeń. Usłyszałam, że przecież nic się nie stało jeden mandat raz na dziesięć lat to nie katastrofa. Ulżyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz wspaniałych chłopaków!!!
      Masz w nich prawdziwe oparcie.

      Usuń
  4. mam dokładnie tak samo.... zgadzam się z każdym słowem...
    doświadczenie nauczyło mnie jednego - nie kopię głębiej i nikomu nic nie udowadniam... odwracam się i żyję swoim życiem... radosnym albo smutnym - ale zależnym tylko i wyłącznie od moich uczuć....
    a już nic bardziej mnie nie wkurza niż pokazanie "popatrz, twoje problemy to nie problemy, ten a ten to ma prawdziwy problem!"
    ale przytulenie...potrzymanie za rękę... cicha obecność i obietnica modlitwy - to na mnie działa rozczulająco i zawsze poprawia odbiór świata...
    Buziole kochana :******

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak....po czymś takim, to nawet nie kopanie się odbywa, a wiercenie studni głębinowej.
      To już lepiej w małym dołku (zamaskowanym gałęziami) cichutko posiedzieć, aniżeli takie coś usłyszeć.
      A wiesz, co mi jeszcze pomaga.....opowieści. Czyjeś opowieści, o czymś radosnym :) Zasłuchuję się i zapominam o smutkach.

      Ściskam Kochana :***

      Usuń
  5. Mam tak samo i nie lubię pustych słów. Wystarczy obecność, czy choć chęć wysłuchania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zabawne... Wiesz, dzisiaj miałam taką sytuację... Przerwa w pracy, stoję więc pod sklepem i jak zwykle, odpływam gdzieś myślami. Obok przechodzi nieznany mi pan (na oko 60+) i pyta: "Czym się pani tak martwi?". Po pierwsze, szlak mnie trafia, jak ludzie mylą zamyślenie z martwieniem. "Niczym - odpowiadam - zamyśliłam się". "To dobrze, młodzi nie mogą się martwić". I pan poszedł, a we mnie się zagotowało.
    Bo co? Wynika z tego, że każdy, kto nie skończył iluśtam wiosen ma chodzić z bananem na twarzy, bo tak trzeba, bo taka jest zasada, bo nie może mieć powodów do zmartwień?!

    Eeeeech...

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak....a ciekawe, czy by coś pomógł, jakbyś naprawdę miała zmartwienie. Czy to tylko dla zaspokojenia własnej ciekawości było

      całuję :*

      Usuń
  7. Tak... Czcze gadanie jest na nic... A chwile bliskości bezcenne... Coraz mocniej tęsknię za takimi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z nas potrzebuje ciepła, bardziej niż słów.

      Usuń
  8. Nie, no dalej do przodu z optymizmem i nie ma co się martwić.
    Bardzo fajny kawałek :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam....każdego czasem dopada takie niedefiniowalne "coś"
      Pozdrawiam optymistę :)

      Usuń
  9. important thoughts Julia.
    Good Tuesday from Marit.

    OdpowiedzUsuń
  10. to prawda, nic na siłę, choć ja się czasem daję wyciągnąć za uszy z niewielkiego dołka ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może za uszy by poszło jakoś :)
      Za uszy i na wino na przykład!

      Usuń
  11. U mnie na zawołanie nie działa:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że też natura przekorna :)

      Usuń
  12. nic mnie tak nie rozwala jak
    "powinnas byc szczesliwa,, bo to czy to... czy sramto..." i choc wiem ze to nie zla wola, przewaznie odwrotnie..., to i tak mnie to roz..... ala....:((
    Nigdy zreszta nie lubilam jak ktos mi mowil jak powinnam sie czuc....

    ps.
    w tefefonie ( a innej opcji nie mam, odkad UWAGA zrzucilam na beton laptopa:( nie widze piosenek.... a szkoda bo my z podobnej bajki :)

    trzymaj sie Julcia, buzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie...sam wiem co czuję, a że może czasem to co czuję nieadekwatne jest do sytuacji...... I tak niczyje słowa nie zmienią mego postrzegania rzeczywistości.

      P.S. laptopa żal :(
      Ściskam Kochana, dobrze że telefon jest!

      Usuń