wtorek, 24 czerwca 2014

o narzekaniu

I o tym, że może jednak warto? Nie narzekasz, nikt się nie zatrzyma, nie zwróci na Ciebie uwagi, nie pochyli się nad Tobą. Nie zauważy, że może Ci być ciężko i źle. 

Biegam między dwoma domami, z trudem ogarniam rzeczywistość. Praca, apteka, rodzice, zastrzyki, opatrunki, usiąść, położyć, poprawić, podać, nakarmić, pocieszyć i tak w kółko. Potem do domu, pranie, prasowanie, gotowanie. No i kiedy tu narzekać, kiedy skupić się na sobie? Skoro nawet nie ma czasu pomyśleć.

Czasem tylko to napięcie, jakie mam w sobie, znajduje ujście...wypływa z łzami. Tak jak przedwczoraj, kiedy dostałam maila od znajomego, naszego wspólnego znajomego:

"jak się czuje Twój A...."

Chwila....moment....jak to, jak się on czuje? A ja? Siedziałam przecież w tym samym samochodzie, kiedy uderzył w nas tir. Tak samo mam prawo czuć się źle.....

Odpisałam

"On czuje się dobrze........ja też"

Nie to, że się skarżę, czy narzekam......tylko jakoś tak mi ciężko....czasem.
Ale daję radę!
 


81 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze Cię rozumiem...
    Niestety z bólem też trzeba być asertywnym. Powiedzieć o nim. Mężczyźni nie mają z tym problemu, kobiety zaś są traktowane jak cyborgi... - oczywiście generalizuję, ale wiesz jak dużo w tym prawdy...

    Jednak kiedy kobieta zaczyna narzekać to zwykle jest to już taki moment, gdy się w niej przepełniła szala goryczy i nie jest to wtedy zwykłe uświadomienie światu, że "ja też cierpię, też jestem człowiekiem, też czuję ból i zmęczenie", ale jest tego tak dużo, że nie bez przyczyny uważa się, że ona przesadza, że marudzi, że jęczy itd... ;/...
    Dobrze więc znać umiar. Tupnąć nogą od czasu do czasu. Powiedzieć innym, że są potrzebni, bo musimy same odpocząć. Powiedzieć sobie, że i bez naszego działania, gotowania, sprzątania itd... - dom nie przestanie istnieć, ludzie nie rozchorują się nagle jeszcze bardziej... Można dać sobie luz... Choć odrobinkę...

    Trzymaj się ciepło!

    ps. wybieram się do Małkini około 12 lipca, będziesz wtedy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak będę :) zapraszam na kawę i coś do kawy może :)
      czekam na info na maila

      No właśnie.....jesteśmy jak cyborgi, niezniszczalne.
      A my po prostu bierzemy się w garść i robimy co trzeba. Tylko, że tak ponad siły, nie da się za długo ciągnąć. Któregoś dnia możemy się rozsypać na dobre.

      Usuń
    2. Dlatego trzeba się nauczyć reagować zanim się to stanie...

      Napiszę, jak będę znała szczegóły :)

      Usuń
  2. Trzymaj się Juleńko cieplutko, przytulam mocno ...jesteś dzielna ...tylko pamiętaj przy tym wszystkim o sobie ...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz jakoś tak nie bardzo jest czas, żeby pomyśleć.
      Ale staram się ładować baterie :) jak umiem.
      Przytulam :*

      Usuń
  3. Julka, to widzę że się wydarzyło jak mnie nie było.
    Narzekać to takie nie w stylu takich kobietek jak TY, ale czemu nie tupnąć nogą?
    Mam nadzieje, że wszystko z Tobą dobrze. Przytulam Cię choć wirtualnie to mocno że właściwie to ściskam.
    Czasem dobrze mieć zagoniony czas by nie pozwolić sobie na doły, by przejść te złe chwile mniej drastycznie dla swojej psychiki, ale jeśli masz ochotę wylać z siebie co się nazbierało, to zrób to dla siebie właśnie.

    ps: zaś co do Lizbony ,
    znalazłam skarbnicę informacji tutaj:
    http://www.krzysztofgierak.pl/search/label/Lizbona
    i polecam Ci serdecznie ;)
    Buziak :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tak jest ze mną, że kiedy muszę działać spinam się i działam, a potem, jak już mija najgorsze rozklejam się. Póki co....najwyższe spięcie niezbędne i mnóstwo uśmiechu, bo mi się mama podłamuje.

      A tę stronę, którą podałaś odkryłam wczoraj, jest mega!! Studiuję ją. Wypatrzyłam Cie tam nawet w komentarzu :)

      Buziaki :*

      Usuń
    2. Krzyśka również wynajęliśmy jako przewodnika na jedno popołudnie- fantastyczny gość! Gdyby nie info ze strony to błądziłabym jak dziecko we mgle.

      To dużo uśmiechu przesyłam, żebyś miała zapasy! ;))))

      Usuń
    3. No właśnie.....dużo kosztuje takie wynajęcie przewodnika?
      Jeden dzień z nim wystarczy?

      Usuń
    4. Julka, nie dużo, ale napisz do niego na priv - bo terminy ma napięte, więc warto sobie zarezerwować. Jeden dzień w zupełności wystarczy, serio.
      Już jestem ciekawa Twoich wrażeń, bo moje są takie, że mam ochotę się pakować i wracać tam, choć dopiero co w domu jestem.

      Usuń
    5. A ile dni byłaś w Lizbonie?

      Usuń
  4. Doskonale Cię rozumiem...przez ponad dwa lata opieki, harówy, załatwiania wszystkiego, wożenia do lekarzy, umawiania wizyt, załatwiania recept, trzymania domu w ryzach nikt nie zapytał jak ja się czuję. Przeciwnie- usłyszałam od ciotuni kochanej, ze ja muszę, że to mój obowiązek! Ale ja znam swoje obowiązki i wiem, ze muszę. Jednak, chociaż jedno ciepłe słowo pod moim adresem wiele by mi dało.


    Ps. czy Tu tez masz zmiany w bloggerze??!!
    ...nie wyświetlił mi się Twój wpis :?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak....ciepłe słowo i zrozumienie. Nikt kto nie zajmował się chorym nie zrozumie jak to bardzo obciąża. Zwłaszcza psychicznie. To bycie w ciągłej gotowości, to latanie po przychodzniach, to załatwianie wszystkiego w obecnym chorym systemie.
      No i te pokłady cierpliwości które trzeba mieć w sobie. Na szczęście jest nas troje do opieki i pomocy....zawsze to łatwiej, choć na pewno najwięcej spada na mamę.

      A blogger tak....świruje. Mam nadzieję że to przejściowy stan.

      Usuń
    2. ja wspólczuję mojemu męzowi..bo potrafię być okropna wtym swoim chorowaniu:):) ale na szczęscie jestem też mądra:):) i zaraz mu to rekompensuję..ale wiem,ż enie jest mu łatwo...i odsyłam go jak najczęsciej do przyjaciół aby mógł się wyżalić:):): na mnie:):):):Całuję Was dzielne me dziewczyny!!!!

      Usuń
    3. O widzisz....a jak Cię czytam to myślę sobie, jaka dzielna dziewczyna i jak dobrze to wszystko znosi!!

      Usuń
  5. Myślę, że różnica pomiędzy narzekaniem a mówieniem, że nie czujemy się najlepiej z problemami, które nas własnie przywaliły tkwi w tonie głosu. Ciągłe biadolenie i zawodzenie, że jest nam źle nie brzmi dobrze. Rzeczowe, spokojnym i miłym tonem opowiedzenie o problemach to coś zupełnie innego.
    Coś z mojego "podwórka": Przychodząc do pracy wszyscy witamy się zwrotem "How are you?" (Jak się masz, jak się czujesz?) Potem następuje odpowiedź, że albo dobrze, albo nieszczególnie. Jak niezbyt dobrze, to dopytują - co się stało? Odpowiadam więc, że np. wczoraj wyszłam bardzo późno z pracy, dzisiaj już jestem w pracy i nie zdążyłam odpocząć. Na to oni: "Chcesz kawę, czy red bulla?" Miłe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację miłe :)
      U nas to się raczej usłyszy.....ja to mam gorzej od Ciebie.

      Usuń
    2. I to jest własnie narzekanie ;)

      Usuń
    3. ech....to ja to mam w pakiecie przez 8 godzin

      Usuń
    4. Gdybym tutaj zaczęła w tonie: Co to za praca! Jak tak można? Kto to słyszał, żeby tak grafik ustawić, przecież wiadomo, że jak jest impreza, to wychodzi się później, dzisiaj nic nie będę robić, bo mi się nie chce itd, itp, to by popatrzyli jak na ufoludka i powiedzieli - to znajdź sobie inną pracę, jak ta ci nie odpowiada. I mieliby rację!

      Usuń
    5. no tak....a taką w której robi się wtedy, kiedy się chce robić, to niełatwo znaleźć ;)))

      Usuń
    6. Podobno najlepsza to dobrze płatna i lżejsza od snu ;)

      Usuń
    7. hahaha....taka to tylko we śnie się trafić może

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. nie mam wyjścia :) muszę dać radę!

      Usuń
  7. Serdeczności ślę.
    Myślę, że jest różnica między powiedzeniem w czym jest trudno a narzekaniem czy biadoleniem.
    Przecież każdy inaczej odbierze osobę, która sporadycznie przyzna, że nie daje z czymś rady od takiej, która non stop tylko mówi jak jej źle (i nic więcej nie mówi).
    Myślę ,że to drugie, destrukcyjne, Ci nie grozi, natomiast zdrowe przyznanie się, że jest cięzko (najpierw nawet przed sobą) może być oczyszczające i może "uruchomić" pomoc ze strony osób, które tego po prostu nie wiedziały, a nie umieją się domyslic czy czytać między wierszami zapewnień, że jakoś leci.
    Wydaje mi sie ,ze to przyznanie, że "Nie ogarniam" które nie jest użalaniem sie nad sobą nie jest naprawdę niczym złym i nie jest destrukcyjne, a wręcz przeciwnie.
    Sił Ci życzę!!!! Duchowych i fizycznych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana :*
      Przy mamie trzymam formę, wchodzę tam zawsze z uśmiechem i radością. Bo widzę jak to dobrze działa i na mamę i na tatę. Wczoraj weszłam zobaczyłam jak marnie wygląda ojciec, zapytałam
      - jak się czujesz?
      - teraz już dobrze bo Cię widzę :)
      Tam się nie przyznam, że nie ogarniam, tam muszę mieć podwójną energię, żeby się nią podzielić.
      Ale jak już wracam do domu i kładę się do łózka, zasypiam w połowie strony w książce. Już się w niej zupełnie pogubiłam i chyba od nowa muszę zacząć czytać ;)

      Usuń
  8. Julko, trzymam kciuki za pozytywną energię, którą przesyłam i która niech Cię ciasno oplata i iskry z włosów krzesze:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      a wiesz, że to działa.....taka energia przesyłana przez ludzi
      nie wiem jak, ale działa :)

      Usuń
  9. A więc ja wysyłam TYLKO dla Ciebie całą wielką pakę wsparcia i ciepłych myśli!
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale priorytetem, dobrze? :)
      :****

      Usuń
    2. a w drugim rzucie oczywiście zdrowia dla rodziny ... trzymaj się kochana :***

      Usuń
    3. Dziękuję :****
      Ty też masz teraz nielekki czas :***

      Usuń
    4. to prawda... jakoś nam się zbiegło...
      dzięki temu może jeszcze silniej współodczuwamy...
      wyobraź więc sobie jaka ta paka jest wielka! :****

      Usuń
    5. to chyba nie paka tylko kontener, taki jak na statki pakują
      taka porcja by się przydała i Tobie i mnie :***

      Usuń
  10. może tak się dzieje, bo wszyscy wiedzą, że jesteś silna i nie trzeba się o Ciebie martwić :)
    ja się nie martwię, ale zapytywuję, jak się czujesz i życzę żebyś miała w sobie MOC :)
    buziaki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się różnie, zwłaszcza kiedy mam czas o tym pomyśleć.
      Bo kiedy nie mam czasu, nie czuję się wcale :)
      Buziaki :*

      Usuń
    2. Czasami lepiej nie mieć czasu :)
      buziaki :***

      Usuń
  11. witaj... na wstępie, to przepraszam, że tak z buciorami i wcale nie zamierzałam pisać, tylko sobie tu po cichutku posiedzieć nie wadząc nikomu :) ale jednak... wiesz? zadziwiło mnie nie to, że wypadek... i piszę to jako "kobieta kierowcy tira" (więc wyobrażam sobie jak na mnie zareagujesz) i nie z powodu, że wszyscy pytają o Niego, nie o Twój stan, ponieważ wiele razy martwiłam/troszczyłam się o kogoś padając dosłownie "na pysk" i znikąd nie mając wsparcia... ale... wyobraź sobie, że zaciekawiły mnie i zadziwiły - jak już wspomniałam na wstępie tego przydługiego koma - że Twoja linkownia ŻYJE wow :D to taki ewenement mieć tylu znajomych blogerów, którzy wciąż na bieżąco piszą...

    no i nick masz ładny :) i z kwiatkiem, jak ja...
    dużo siły Ci życzę! 3maj się

    p.s. adres mojego bloga się nie wyświetli, dlatego gdybyś chciała przyjść i mi za tę bezczelność nawtykać, to zapraszam tutaj: niszczarkaliter.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) nawtykać nie mam za co, ani nie mam w zwyczaju
      ale zajrzę do Ciebie

      A co do bloga.....mam szczęście do ludzi :)

      Ci którzy tu przychodzą, to sami fajni i ciepli ludzie i wszystkich ich lubię.

      Wiesz...zawsze miałam takie marzenie....mała kawiarenka gdzieś w Hiszpanii, do której codziennie będą przychodzić stali bywalcy. Będą mi opowiadać o tym co u nich, ja im opowiem o tym co wydarzyło się u mnie.
      I pewnego dnia spostrzegłam że ten blog jest taką właśnie namiastką mojej wymarzonej kawiarenki :)
      zapraszam :)

      Usuń
    2. o, ja też chciałam otworzyć knajpkę - ale o nieco innym charakterze, powiedzmy, że bardziej rozrywkowym ;) bo nocnym :)

      no trochę tak tutaj jest, aż czuję jak wrze od tych pogaduch :)

      i jeszcze się muszę przyznać, że 2 nutki stąd "ukradłam"...
      piłuję na uszach

      tyle się tu dzieje, że jednak na razie posiedzę i ... tylko po(d)słucham :)
      z drugiej strony, gdybym ja miała zacząć narzekać, to... lepiej się zamknę ;)

      Usuń
    3. p.s. tu więcej tych "kwiatków" - normalnie się czuję, jakbym trafiła do "właściwego ogrodu" :D

      Usuń
    4. :)))) rozgość się
      może Ci się udzieli nastrój
      i wcale nie będziesz miała ochotę narzekać

      Usuń
    5. hahaha faktycznie kwiatków tu całe mnóstwo :)))

      Mój miał robić za zapłakany kwiatek.
      Choć teraz już niekoniecznie mu do płaczu, ale przyzwyczaiłam się, więc został

      Usuń
  12. Narzekaj! Narzekaj kochana ile tylko się da! Nie tłum w sobie, więc jeśli tylko masz komu... Wal!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmmm....chyba nie bardzo mam komu
      bo Homer to się pewnie nie liczy ;)

      Usuń
    2. Jak to nie masz KOMU???????????????? a mnie??????? to co??? pisz ile wlezie choćby całe tony!!!!! I narzekaj sobie do woli!!!!!!!!!! Masz mego maila i pisz zawsze!!!!!! Bo tak trzeba!!!! I już i koniec kropka!!!! A ja wysłucham i zawsze przytulę:):):):)

      Usuń
    3. No tak!!! Jeszcze Tobie cudzego narzekania brakuje do szczęścia :)
      Ciebie rozbawiać trzeba a nie dowalać!!!
      Buziak :****

      Usuń
    4. Rozweselać??? a pewnie..uśmiech zawsze ale żyję normalnie wszak i chcę Twego narzekania!!! Mozesz pisać zawsze:):):

      Usuń
    5. Kochana jesteś :******

      Usuń
  13. Czasem mamy potrzebę, żeby ktoś też zauważył, że i nam jest ciężko. Tylko czy to w czymś pomaga? Ale czasem potrzebne nam jest czyjeś współczucie, albo chociaż współczujące spojrzenie, słowo, gest.
    I bardzo go brakuje, kiedy wokół czysta obojętność...
    Albo kiedy wszystkim wokoło wydaje się, że jesteś ze stali, bo się nie skarżysz.
    Ci, co się skarżą, cieszą się zdecydowanie większym zainteresowaniem.
    Taką rolę sobie wybrali, to im się bardziej współczuje.
    Oj całą powieść na ten temat bym mogła napisać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie....zauważyć choć....

      Usuń
  14. Narzekac mozna zawsze,ale czy warto?
    Moim zdaniem nie warto,bo i co to da,....no moze czasem nam samym przyniesie jakas ulge.Jednak jesli narzekajac chcemy osiagnac jakies wspolczucie to juz naprawde nie warto.
    Jesli komus na nas zalezy i ten ktos widzi ze nam zle,to bez naszego narzekania bedzie wiedzial co i jak powiedziec,o co zapytac i czy wspolczuc.
    Julio,olalabym tego e-maila(w sensie nie przejmowalabym sie nim).
    Jesli wzbieraja w nas jakies zle emocje wtedy warto znalezc jakies ujscie dla nich,spacer,sprzatanie,bieganie,jazda na rowerze,....a najlepiej powiedziec przyczynie zlego samopoczucia co sie mysli w danej chwili .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz kiedy było mi najgorzej? Zaraz po wypadku, kiedy nie mogłam właśnie pobiegać czy wsiąść na rower, bo po nawet rowerze strasznie bolały mi plecy. Nie mogłam wtedy wyładować tych złych emocji....no i się nazbierało.
      A potem taki jeden durny mail rozwala.

      Usuń
  15. czasem to chyba tak jest, że jak ktoś robi wszytsko tak dzielnie i nic nie mówi, to wszscy zaczynają uważać to za normalne, Ogólnie nie jestem zwolennikiem narzekania, ale są wyjątki!!
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo to jakaś zależność jest....im więcej z siebie dajesz tym mniej to zauważalne. A jak nie pomagasz, olewasz, a potem zrobisz cokolwiek.....jest wielkie halo
      Ściskam dzwoneczku :*

      Usuń
  16. Czasami tak jest, uważani jesteśmy za gigantki, więc troska uchodzi za słabość...

    Dbaj o siebie kochana, dbaj i nie przejmuj się :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Często tak jest, że dostrzegani są tylko narzekający, natomiast ci, którym rzeczywiście coś dolega, ale znoszą to w cichości, sa niezauważalni.
    "Przecież on/ona n anic się nigdy nie skarżył"
    "Wyglądał na takiego zdrowego i ciągle uśmiech na twarzy"

    Narzekanie to rodzaj handlu: sprzedajemy swoje mniej lub bardziej prawdziwe cierpienia, by skupi c na sobie uwagę. Wtedy jesteśmy w centrum zainteresowania tych, u których wzbudzamy empatię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz.....to ja się chyba na handlu zupełnie nie znam. Bo nawet te prawdziwe cierpienia duszę w sobie.

      Usuń
  18. dzień dobry :)
    ten "magiczny ogród" jest tutaj, bo rzeczywiście czuć pozytywne wibracje i masz to szczęście otaczać się ludźmi dobrymi... ja już tyle przeszłam złego w wirtualnym świecie, że nawet uciekać nie mam dokąd ;) choć zastanawiam się, czy nie poszukać nowego miejsca na blog - wczoraj spot szalał a dziś znów nie mogę wejść do znajomych na interię

    no i ten drut ... wiesz, że mam podobne zdjęcia z kwiatami? wczoraj mnie to tak samo zaskoczyło, ale nie było nawiązania, żeby o tym napisać, a tak... notka napisała się sama po przeczytaniu ostatniego komentarza pod moją poprzednią notką... cóż, nic na siłę, masz rację... dzisiaj umiem inaczej patrzeć na to, ale wiele lat bólu kosztowała mnie ta nauka :/

    poza tym muszę złapać wielki oddech (żeby sama dla siebie przeżyć) więc, póki co, chętnie zostanę w "magicznym ogrodzie" :)

    a ta nutka to jedna z dwóch skradzionych wczoraj u Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czułam, że mogło to kiedyś pojawić się u mnie :))))
      Bo całej muzyki, jaką tu wstawiałam, nie pamiętam.

      A co do wirtualu......oj i ja tu spotkałam różnych ludzi....
      Kiedy trafiam na kogoś takiego....odwracam się i odchodzę.....jak najdalej. A potem staram się zapomnieć.

      Rozgość się w "magicznym ogrodzie" i oddychaj głęboko.
      Widzę ten ogrom emocji w Tobie....potrzebujesz spokoju...
      Miej piękny dzień :)

      Usuń
  19. Czasmi potrzeba takiego maila aby się ujawnić i powiedzieć Swiatu..JEST MI ŹLE!!!!
    Tak bardzo się chowamy ze swoimi uczuciami!!! I potem nam samotnie źle!!!
    Julio jakże chcaiałbym Ci podać łyk czekolady:):):
    Pogłaskać, przytulić, pomóc....
    Tem mail pokazał Ci mów..mów, narzekaj!!! Bo ska świat ma wiedzieć ,że cI źle??????
    Przytulam mocnooooo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i się dowiedział....bo mnie to rozwalin dokumentnie
      Ze mną to jest tak, że gromadzę w sobie wszystko, a potem wystarczy jedna kropla, jedno słowo i się sypię.

      Dziękuję Jolu :*
      Ściskam

      Usuń
    2. bo dusisz w sobie a potem to się przelewa:):) Ucz się więc na błędach i nie rób więcej tego błedu i ZACZNIJ MÓWIC OD RAZU

      Usuń
    3. no wiem....taki charakter i nie umiem tego zmienić

      Usuń
    4. :*********
      dziękuję :)
      masz dobre serducho

      Usuń
  20. kurde to wygląda na to że było naprawdę niebezpiecznie, taki tir to już może..nawet nie chcę myśleć o tym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj może być!!!
      Kiedyś bałam się latać, teraz chyba bardziej boję się jeździć samochodem.

      Usuń
  21. A no właśnie. Bo to jednak jest tak, że jak sama nie ponarzekasz to mało kto się tak naprawdę zainteresuje :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No choć małą racę alarmową trzeba wypuścić w niebo!

      Usuń
    2. Dla mnie taką racą jest blog ;) Tu mogę pisać co chcę, nie zawracając głowy ludziom, którzy sobie tego nie życzą ;) Często w domu narzekam na pogodę i na to, że jest zimno, ale ludzie z którymi mieszkam i przebywam nie mają nawet najmniejszej świadomości tego że zdarza mi się płakać po nocach ;)

      Usuń
    3. Ponoć nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania :))))
      To tak na rozluźnienie
      A co do łez....czasem lepiej tak po kryjomu, bez zbędnych pytań...

      Usuń
  22. a ja jak tak sie zycie dupa do mnie odwraca i wali co raz to z jednej to z drugiej strony i wszyscy myslą, ze taka jestem silna i nie do zdarcia bo daje ze wszystkim rade, to lubie tak sobie usiąść w kąciku i ponarzekać trochę, pobiadolić nad sama sobą , popłakać, i nazajutrz - jestem jak nowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę że podobnie do mnie "spuszczasz ciśnienie" :)

      Usuń