środa, 12 marca 2014

dziś na smutno....bo takie myśli mnie dopadły


Kiedy byłam mała, bardzo chciałam mieć rower. Tyle mego, że chciałam. Rowerka i tak nie było, bo rodzice budowali dom. Każdy grosz się liczył. Ten, za który mógł być kupiony rowerek....też. Więc kiedy tylko nadarzała się okazja, żeby z czyjegoś roweru skorzystać.....korzystałam. 
Któregoś dnia spróbowałam karkołomnej jazdy, na stanowczo za małym dla mnie rowerku. Kiedy jechałam, kolana co jakiś czas uderzały w kierownicę, ale to nic, ważne że jechałam. Radość była ogromna. Była tak wielka, że nie poczułam bólu, kiedy w moje kolano wbił się metalowy uchwyt do mocowania pompki. 
Jakaś pani idąca ulicą zwróciła mi uwagę, że z nogi sika mi strużka krwi. Przerażona pobiegłam do domu. Dlaczego nie czułam bólu? Bo przytłumiła go radość ze spełnienia marzenia. Zupełnie jak w życiu....zdarzają się chwilę trudne i bolesne, ale zaraz po nich pojawiają się radości. Dzięki nim ból nie jest tak dotkliwy....nazywamy go po prostu życiem....

Kiedy wbiegłam do domu, tata zaraz zabrał mnie na pogotowie. Tłumaczył mi po drodze, że ranę trzeba będzie zszyć. I że pan doktor znieczuli mi nogę, żeby nie bolało przy szyciu. Jechałam tam nastawiona na cierpienie, ale wiedziałam, że po nim nastąpi ulga. Czekał mnie inny rodzaj bólu, bo już świadomy, ale z nadzieją na poprawę. Ból na który się godzimy dla dobra sprawy. Ten ból ma uzasadnienie, jest do zniesienia.

Już na pogotowiu, w gabinecie, pan doktor obejrzał nogę i stwierdził, że rany znieczulać nie będzie. Oznajmił, że znieczulenie to jedno wkłucie, a szycie "raptem dwa". To było nieludzkie, jak mógł pożałować dawki środka do znieczulenie dziecka? Czułam się oszukana, bezbronna, obolała. Leżałam i cicho płakałam. Nie wiem dlaczego mój ojciec nie zaprotestował i nie stanął w mojej obronie?
I to jest ten trzeci rodzaj bólu, taki który nie jest znieczulony ani radością, ani nadzieją na poprawę. Ból bezsensowny, taki którego można było uniknąć, a jednak ktoś zdecydował się go zadać. Ktoś inny, komu ufałam, nie obronił mnie, tylko stał obok i patrzył.....

Tamten ból z dzieciństwa ma kształt kreski, z dwiema kropkami, śladami po wkłuciach, po obu stronach. Ten z dorosłego życia też zostawia blizny, tyle że na psychice......



47 komentarzy:

  1. tak bardzo łatwo zranić drugiego człowieka ...
    dorośli mają lepiej ... mogą ubrać grubą skórę ... dzieci jej jeszcze nie mają ..
    :********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja niestety nie zgrubiała....a szkoda.....
      Pamiętam o Tobie :********

      Usuń
  2. "Na niektóre smutki dobra setka wódki" ;) Bleee nie lubię wódki, taki ot żarcik, bo co tu jeszcze dodać, jak prawdziwe co piszesz.

    :*
    PS Z siostrą miałyśmy rowerek i wózeczek dla lalek, na zmianę, do momentu, aż wlazłam do wózeczka i wypadłam dołem. Został jeno rower na spółę. ;) I nie zostałam lalką, takie życie ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I może dobrze, że lalką nie zostałaś.....tylko prawdziwą fajną dziewczyną :*

      A dziś rano o Tobie myślałam (nie to nie ściema) i zastanawiałam się, czy życie Cię pochłonęło, czy te wyplatanki, czy może (nie daj Boże) coś złego się dzieje.
      Można by rzec, że zawołałam Cię?
      Ściskam mocno....wytęskniona :********

      Usuń
  3. Tak ten trzeci rodzaj bólu... Najgorsze jest, że ktoś komu ufamy patrzy na to i nie reaguje, pozwala milcząco na wszystko...

    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to taka chwila sprawdzianu....kto tak na prawdę jest "po naszej stronie"

      Miłego :)

      Usuń
  4. Nic nie dodam, bo wszystko idealnie ujęłaś w swoje słowa, jedynie mogę wirtualnie Cię przytulić :* Pozdrawiam i Gorąco Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Najtrudniej, kiedy ktoś zadaje ból i nie wiadomo dlaczego to robi ani jak temu zapobiec, wytłumaczyć. Ech.

    A obudziłaś we mnie wspomnienie mojego roweru dziecięcego - podobnie jak w twoim przypadku nie przelewało się ze względu na budowę i u nas, ale tata od kogoś dostał stary dziecięcy rowerek, dorobił siodełko, pomalował na czerwono i uch - jaka to była radość. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) wspomnienia z dzieciństwa potrafią cudnie ogrzać

      Usuń
  6. Tato pewnie nie zdawał sobie do końca sprawy z ogromu Twojego cierpienia. Nie tylko tego fizycznego.
    Rozczulające to zdjęcie.
    Slę wiele serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :***
      Każde serdeczne słowo dobrze mi dziś zrobi :)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Ta jest!
      Na "motocyklu" Komar ;)

      Usuń
    2. SLODKA! tak jak teraz:)

      Usuń
    3. :))) a jaka grzeczna
      Z trudem rozpoznaję to miejsce w którym rodzice postawili dom.
      Kiedyś był na skraju lasu.....bosz jak tam było pięknie!!!

      Usuń
  8. To rodzaj bólu, który odczuwamy chyba najbardziej, bo to rodzic jest naszym idolem i obrońcą, a przynajmniej powinien być..... Tez czasami odczuwałam taki ból, ale dopiero po latach zrozumiałam, będąc dorosłą i odpowiedzialną ;), że każdy się boi. Dorosły zawsze pozostaje w niektórych sytuacjach zagubionym dzieckiem i nie potrafi zachować się w odpowiedni sposób. Ta świadomość jednak nie pomaga ukoić bólu, bo nie daje poczucia bezpieczeństwa. Na kim można się całkiem oprzeć i zwalić wszystkie problemy tego świata??
    Tulę Cię mocniutko i cmokam w czółko :)))
    Wiem, że jutro będzie już dobrze i zasypiesz nas dobrą energią i fajnymi fotkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzic, żona, mąż, przyjaciel....to osoby którym ufamy
      Jeśli nie reagują na naszą krzywdę
      boli jeszcze bardziej

      Buziaki Polly :*

      Usuń
  9. Ja mam taką filozofię życiową, że wszystko w życiu dzieje się po coś i choć to wcale nie zmiejsza bólu, to może pomaga go choć przetrzymać!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze....niby ja też taką filozofię mam. A jednak....no wiesz jak jest....
      Ja wiem, że kiedyś zrozumiem po co to się działo. Ale póki co, sensu nie widzę.
      Pięknego dnia Dzwoneczku :)

      Usuń
  10. Największy ból sprawiają bliscy, to przykre...
    Ból zadany szczęściem nie sprawia tyle cierpienia, co brakiem ciepła ze strony tych od których oczekujemy wsparcia
    Trzymaj się Julia, smutki miną i tak, jak Mirabelka pisze, na te smutki setka wódki :)
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie....chodzi o ten zawód....
      W alkoholizm jeszcze wpadnę ;)
      Pozdrawiam ciepło :*

      Usuń
  11. Przytulam mocno.
    Jakby co to moj adres znasz:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspomnienia potrafią czasem przytłoczyć...nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele z tego dziecka nosimy nadal w sobie -powielamy nasze wcześniejsze emocje na co dzień a bywa że urastają do efektu śnieżnej kuli ...ja to sobie niedawno uświadomiłam i jestem tym zaskoczona . Nie ma gorszego rodzaju bólu jak ten psychiczny....

    Trzymaj się cieplutko...MOC jest przy nas ...musimy tylko z niej zaczerpnąć ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak cudnie że mnie rozumiesz :********
      Dziękuję :*

      Usuń
  13. No powiem Ci, że nic, ale to nic się nie zmieniłaś :)))

    Nie smuć się....Opowiem Ci kawał :)
    A wiesz, że każdy facet na starość jest bardzo zamożny!!! Na głowie ma srebro, w ustach złoto, w spodniach nieruchomość a z tyłu nieograniczone zasoby gazu ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))))) mówisz że nic się nie zmieniłam?.....kurcze to fajnie :)

      I co ja z moim chłopem na starość zrobię, kiedy ja nieruchomościami nie umiem zarządzać ;P

      Buziaki Maminko kochana :*

      Usuń
    2. Maminko, a czy jest też jakaś wersja kobieca? :-)))

      Usuń
    3. oczywiście, jakże by inaczej....fabryka tłuszczu :)))

      Usuń
  14. Ściskam mocno i serdecznie przytulam , raz tak raz tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och przytulanie lubię niezmiernie
      dziękuję :********

      Usuń
    2. a we trzy się uda? :***

      Usuń
    3. W przytulaniu nie ma chyba limitów osobowych :)

      Usuń
  15. Słoneczko Kochane,
    Ty nawet jak o smutkach napiszesz, to się człek zatrzyma, zamyśli.... a może nawet troszkę uśmiechnie... bo taki piękny ten wpis, że nie można inaczej :-)))
    :***

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja to się zawsze dam podejść jak dziecko, a później auć, auć, auć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgoś...chyba czas dorosnąć i Tobie i mnie :*

      Usuń
  17. Gupi ten lekarz był... :(... a w życiu rzeczywiście jakoś podobnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz w dobie kryzysu w służbie zdrowia nikt by nie wpadł na taki pomysł, a wtedy? Sadysta jakiś chyba.

      Usuń
  18. Przypomina mi się... XXI wiek, humanitarny szpital z certyfikatem przyjazności matce i dziecku, i noworodek, który nie chciał normalnie jeść. Ponieważ szpital był przyjazny dlatego też nie było w nim żadnej butelki. Wobec tego niejadka podłączyli do kroplówki... A matka, jak zobaczyła pokutą rączkę, cóż, protestowała, ale jej protest nie miał znaczenia. Jeszcze inny rodzaj bólu...

    Buziaki na ten zły humor :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak....i oczywiście swojej butelki nie mogłaś wnieść?
      Przyjazna kroplówka.....

      Przytulam :*

      Usuń