poniedziałek, 30 grudnia 2013

happy


Kiedy dziś rano szklanka z wielkim hukiem walnęła o ziemię, a jej fragmenty rozsypały się po całej kuchni, pomyślałam sobie……zupełnie jak ja rok temu…..
Zaczęłam zbierać kawałki szkła, tak jak przez ten cały rok zbierałam kawałki siebie. Tyle że siebie posklejałam. Może klej nie za mocny, może to  nie "super glue", ale jakoś się to wszystko trzyma.  
Niech ta potłuczona szklanka będzie symbolem, niech będzie na szczęście, na Nowy Rok, żeby był lepszy……takie tam moje marne czary :P

Ponoć jaki pierwszy dzień roku, taki cały rok. W zeszłym roku w Sylwestra byłam na domówce. Męczyłam się strasznie, bo jak będąc tak potłuczoną udawać, że cieszę się z czegokolwiek. Bardziej siedziałam w kątku, niż tańczyłam. Wszyscy skakali, cieszyli się, ja walczyłam…..żeby się tylko nie rozpłakać. No a po północy się zaczęło. Najpierw kumpel się rozkleił. Kłopoty z synem. Pocieszałam tłumaczyłam, podtrzymywałam na duchu. Poszedł w końcu z psem na długi spacer, wrócił spokojny. Około drugiej…..koleżanka….poniosło ją i poszła w siną dal. Wyruszył za nią patrol pieszy,  żeby ją odnaleźć i do dom sprowadzić. Około trzeciej uciekinierka wróciła, wrócili też panowie, ale jakoś nikt nie miał już ochoty na zabawę.

I jednak chyba coś w tym jest…..że jaki pierwszy dzień, taki cały rok. Przepowiednia się sprawdziła. W tym roku muszę się postarać, żeby było inaczej. Idę do mego klubu tańczyć salsę. I będę ją tańczyć do upadłego. Wejdę w Nowy Rok lekkim tanecznym krokiem, jak ta dziewczyna z teledysku. Może zadziała?

Wam też Kochani życzę, żebyście w ten Nowy Rok weszli lekkim krokiem. Żeby był lepszy, piękniejszy od tego co mija. Niech Wam się spełnią wszystkie marzenia, zrealizują wszystkie plany. Niech Wam się dobrze dzieje w tym Nowym Roku!




niedziela, 29 grudnia 2013

Piękny, nie znaczy idealny

Czy, jeśli moja przyjaciółka nie ma 180 cm wzrostu i nie waży 50 kilogramów, to znaczy że nie jest piękna? Dla mnie jest, mimo tego że nie ma wzorcowych wymiarów 90-60-90. Uważam ją za piękną dziewczynę i to piękno w niej naprawdę widzę. I nie kłamię jej mówiąc, że jest śliczna.

Czy jeśli moja koleżanka maluje obrazy i nie robi tego perfekcyjnie, to znaczy że powinna przestać malować? A ja powinnam jej powiedzieć: robisz to słabo i daj sobie spokój? Nie. Bo w moim odczuciu maluje pięknie. Może nie jest to "Szał" Podkowińskiego, może perspektywa czasem powalona, może ruchy pędzla nie takie jakie być powinny, ale według mnie maluje pięknie. Nie skończyła ASP i jest samoukiem, ale kocha to co robi i robi to z pasją, robi to pięknie. 

A jeśli syn znajomych nie gra na fortepianie jak Możdżer, to powinnam mu przytrzasnąć łapki w czasie koncertu? Co z tego, że czasem paluszek mu się omsknie, ale w moim odczuciu gra pięknie. Kocha muzykę i uwielbia grać na fortepianie i robi to najlepiej jak potrafi. I na pewno nie będę go krytykować za błędy, z których on zdaje sobie sprawę. Przecież nie gra biletowanych koncertów, nie bierze udziału w żadnym konkursie. I będę mu bić gorące brawa, bo dla mnie gra pięknie.

Na szczęście nie ma czegoś takiego jak wzorzec piękna, przynajmniej dla mnie.
I ja dostrzegam je tam, gdzie może inni niekoniecznie dostrzegają.

Pięknej niedzieli....wszystkim :)))





sobota, 28 grudnia 2013

droga






przy drodze wygód pozbawionej 
usiądę odpocząć
przy drodze znoju pełnej
zaczekam na dusze przyjazne
wzrokiem powiodę
po blaskach, po cieniach
w pamięci obudzę
pragnienia uśpione
nie sam usiądę
i z nikim zarazem
nie po raz ostatni
droga jak spowiednik wysłucha
i wiatr mi wrogiem nie będzie


Kolejny "wiersz z mgły". Wiersz w sam raz na zbliżający się koniec roku. Wiersz z nadzieją na nowy lepszy czas. Na dalszą wędrówkę przez życie. To nic, że może nadal nie będzie usłana różami, ale będzie pełna nadziei i pozytywnych myśli.
Jeszcze rok temu moja droga wyglądała jak ta ze zdjęcia z Chorwacji. Pusta, sucha, kamienista. A teraz....zmieniona nie do poznania :)) Teraz są przy niej drzewa dające cień i chłodne źródła i przyjazne dusze. Jak dobrze, że nie zostałam tam na pustkowiu....



czwartek, 26 grudnia 2013

i po wszystkim

Ostatni goście właśnie wyszli. Trochę mnie ten dzisiejszy dzień dobił, ale generalnie te Święta mogłabym uznać za udane. Bo i kolacja Wigilijna smakowała i dziś też goście wyszli zadowoleni. Był czas na zadumę, spacer, rozmowy, rodzinne spotkania i wizytę u przyjaciół, a wszystko to we właściwych proporcjach, żadnego przesytu czy znudzenia, tylko......no właśnie.....tylko ten paskudny sen.

Przyszedł do mnie w Wigilijną Noc. Że też akurat w tę noc musiał mnie nawiedzić Duch Przeszłości?! Przyszedł, stał i patrzył.....nic nie mówił, tylko patrzył. Patrzył na mnie tym swoim złym spojrzeniem, tak jak tylko on potrafi. Było w nim tyle pretensji i żalu i złości....nie wiem tylko o co miałby mieć ten żal....no ale.....to tylko sen....

W Święta zrobiłam sobie też lekki odwyk ;) To znaczy ograniczyłam do minimum siedzenie przy komputerze i powiem Wam, że niespodziewanie dobrze mi to zrobiło. Czasem chyba dobrze tak odpocząć, oderwać się, wziąć głęboki oddech, zaciągnąć się realnym światem i zachwycić błękitnym niebem, 


szronem na liściach


grudniowymi stokrotkami :)


spacerem do lasu


I pięknym zachodem słońca który ostatnio tak rzadko mam okazję oglądać.



A Wam jak minęły Święta? Odpoczęliście? Odetchnęliście?


niedziela, 22 grudnia 2013

ostatni wpis przed Świętami, edit w temacie braku czuba



Ostatni....bo czas się zająć przygotowaniami do Świąt, tak już na poważnie. 
W związku z tym będę tu bywać mniej :)

Ale zanim pójdę......





Jest taki film, który zawsze pojawia się w Święta i na który z niecierpliwością czekam. Nie, to nie Kevin :))) Mówię tu o "Opowieści Wigilijnej". W jakiej wersji by nie była, oglądam z ogromną przyjemnością i wzruszam się, choć to już enty raz. Nie wyobrażam sobie Świąt bez tego filmu :))) I dlatego dziś w tym klimacie chciałabym złożyć Wam świąteczne życzenia.

Najpierw Duchom Przeszłości...jeśli czytają będą wiedzieli, że to właśnie o nich chodzi.
Życzę Wam pięknych i radosnych Świąt i dużo ciepła, którego chyba czasem Wam brakuje....

Duchom Teraźniejszości......a raczej dobrym duszom jakie tu spotkałam życzę spokoju, miłości i przeżycia Świąt tak jak lubią. 
Tym którzy Świąt nie lubią życzę, żeby trwały jak najkrócej, skończyły się jak najszybciej i żeby wszystko znów wróciło do normalności.
Tym którzy je lubią....Święta niech trwają jak najdłużej :)) i niech będą takie o jakich marzyli. 
Wszystkim życzę fajnych prezentów, takich od serca, odpoczynku i samych i miłych chwil.

Duchom Przyszłości będę składać życzenia  w przyszłości i po hiszpańsku.....kiedy już tam w tej mojej ukochanej Hiszpanii zamieszkam :))))

To co? Zagramy jeszcze tak mięciutko będzie mi się przy tym lepiej ubierało choinkę. Choinka piękna, zielona, gęsta, tylko dziwnie niespodziewanie się kończy. Mój facet wpadł na "genialny" pomysł żeby urąbać jej czubek......bo za długi ;) 
Kiedy wniósł choinkę i zobaczył moje spojrzenie powiedział 
- wiedziałem że to nie najlepszy pomysł
No cóż płakać nad rozlanym mlekiem nie będę. Czubka nie przykleję, mogę spróbować jakoś to zamaskować. Powiedziałam mu tylko moją ulubioną sentencję
- łatwiej kijek pocieniować niż go potem pogrubasić.....



Wróciłam właśnie ze spaceru z Homerem. W całej okolicy ani grama śniegu, a wał mego sąsiada trwa. Jednak będę miała "białe święta" :)))

Żeby nie było że sobie z brakiem czuba w choince nie poradziłam :) 



 


sobota, 21 grudnia 2013

ponoć śpiewać każdy może

Pisać wiersze też? No dobra wierszyki ;)
Słyszeliście o czymś takim jak wiersze z Google? Ja wczoraj usłyszałam po raz pierwszy i jak to ja musiałam sprawdzić, czy to naprawdę działa. Zasada jest prosta. Wpisuje się w wyszukiwarkę dwa wybrane przez siebie słowa, a wujek Google pisze za ciebie gotowy wiersz.
Na przykład wpisujemy dwa wyrazy "Jak wiele" i już mamy tytuł wiersza. Google podpowiada możliwe frazy, a my wpisujemy je jedną po drugiej.

Jak wiele

jak wiele doświadczeń trzeba wykonać
aby obalić teorię
jak wiele musimy powiedzieć
by nas usłyszano w chwili gdy milczymy
jak wiele dróg musi przejść każdy z nas
jak wiele krzyku może kryć milczenie

Jaki zgrabny wierszyk prawda?  Spróbowałam jeszcze z "Otul mnie" i taki miłosny wiersz mi wyszedł :)))


Otul mnie

Otul mnie swetrem
otul mnie szalem
otul słowami
otul swym milczeniem

Od razu powstrzymuję gromy i klątwy wszystkich poetów.....nie bijcie!!! To tylko zabawa! 
I może teraz najlepsza pora na piosenkę z płyty "Moje Fado" Marka Dyjaka...uwielbiam. "Piosenka w samą porę" może uratuje sytuację ;) takie bardziej ambitne zakończenie wpisu.

A ja w tym czasie pójdę eksperymentować z wątróbką z piernikami według przepisu Mrocznego :))





piątek, 20 grudnia 2013

Navidad



Wczoraj na zajęciach z hiszpańskiego rozmawialiśmy o hiszpańskich świątecznych zwyczajach. 
I w sumie, w porównaniu z naszymi zwyczajami, wygląda to całkiem podobnie. 
Jest i choinka i Mikołaj i prezenty. Tyle że niegrzeczne dzieci nie dostają rózgi, tak jak u nas, tylko węgiel.
Jest i kolacja wigilijna tylko menu trochę inne, bo nie postne dania, tylko pieczony indyk albo jagnię. A na deser obowiązkowo turron (migdałowy słodki  blok) i świąteczne ciasteczka –polvorones.
Po kolacji wiele osób udaje się do kościoła na mszę o północy, która w Hiszpanii nazywa się „misa del gallo”, czyli msza kogucia, w związku z legendą, mówiącą że kogut jako pierwszy zaanonsował światu swoim pianiem narodziny Jezusa.   
W Hiszpanii bardzo popularna jest też szopka. Ustawia się ją w domach, na wystawach sklepowych, w kościołach i na ulicach. Tradycją jest też odgrywanie scen biblijnych „na żywo” z udziałem aktorów i zwierząt.
Ale coś, co mnie najbardziej zaskoczyło i zadziwiło, to Wielka Loteria Świąteczna (Lotería de Navidad), która odbywa się w dniu 22 grudnia i jest transmitowana przez pierwszy program telewizji hiszpańskiej na żywo. Taka transmisja potrafi trwać nawet pięć godzin!!! A co najciekawsze wylosowane numery są “wyśpiewywane” przez dzieci.
Zobaczcie z resztą sami :)))




czwartek, 19 grudnia 2013

agent 007 ds. zakupów


Przed Świętami, częściej niż zwykle widzę w sklepach tłumy zagubionych mężczyzn. Patrzą bezradnie, a to na kartkę, a to na regały, próbując jakoś powiązać jedno z drugim i wypełnić koszyk zakupami, zgodnie z załączoną listą. 

Kto u Was w domu robi zakupy? U mnie standardowo ja, ale zdarza się że mój facet. Musze mu wtedy przygotować karteczkę z dokładnym opisem. Nie wystarczy napisać ser biały. Bo przecież może być chudy, półtłusty i tłusty. Może być klinek, albo okrągły i jeśli nie napiszę dokładnie jaki ma być, mam zagwarantowany telefon w tej sprawie. Z resztą i tak, jeśli wysyłam go na zakupy, odliczam ok 10 minut na dojazd i siadam z kawą, kładąc na stoliku w pobliżu telefon. Dzwoni zaraz po wejściu do sklepu:
- ty wiesz ile tu ludzi?
- wiem bo robię tam zakupy co tydzień
- a wiesz ilu Białorusinów? Zgadnij ile autokarów?
- cztery - strzelam
- jedenaście!!!!!! W życiu tu nie przyjadę!!!
Potem jest jeszcze kilka połączeń przy wątpliwych pozycjach....ubaw po pachy i parę pomyłek gwarantowanych.
Kiedyś napisałam na kartce "krówka masłówka" zdawało mi się, że sprawa jasna. Wrócił z masłem i woreczkiem krówek....myślałam że zejdę ze śmiechu :)))))

Ale i tak mistrzem zakupów jest mój znajomy, który odbierając bon w auchan podpisuje się James Bond, a poproszony o kod pocztowy podaje 00-007.  I wyobraźcie sobie, że nie zwraca to niczyjej uwagi :))


środa, 18 grudnia 2013

actuellement

Actuellement dwaj mili panowie (w tym jeden młody i przystojny) montują mi nowe śliczne antywłamaniowe drzwi. Kiedy podeszłam się przywitać ten przystojniejszy wyciągnął spod t-shirtu grubaśny srebrny łańcuch. Wyglądają na solidnych majstrów i budzą zaufanie :) 
Wreszcie będę mogła spać spokojnie!!! 

Dziwne tylko, bo montaż miał trwać dwie godziny. Panowie są już ponad dwie i mówią, że będą musieli przyjść jeszcze jutro. No ale jak mają to zrobić porządnie to niech przychodzą, choćby przez tydzień :)

Wiecie jaka to ulga nie sprawdzać po powrocie do domu, czy nic nie jest uszkodzone i czy wszystko jest na swoim miejscu. Cały dzień w pracy nie zastanawiać się, czy ktoś znów nie grzebie w moich szufladach. Tak więc mimo tego, że rano koszmarnie mi się wstawało (noc za krótka), a w pracy miałam moc roboty, mogę uznać że był to dobry dzień. 
Bo przecież ważne jak się dzień kończy, a nie jak zaczyna :)))



chłód piekła samotności

przejdę przez zimne piekło
obojętności i zapomnienia
będę szła drogą "donikąd"
gdy w oddali ujrzę przed sobą człowieka
zatrzymam się i dotknę jego serca
jeśli choć jedno uderzenie będzie dla mnie
zostanę

To słowa mojej koleżanki...piękne, ale napisane niestety na fejsie. Tak jak i wiele innych podobnych słów które od jakiegoś czasu goszczą na jej profilu. Myślałam, że to potrwa krócej ale widzę, że nie ma końca. Odszedł od niej facet, a ona nie umie się z tym pogodzić....bardzo cierpi. Przecież tak się kochali!!! Powiedzcie co dzieje się z tą wielką miłością, wyparowuje???

Był kiedyś w moim życiu pewien facet...bardzo mnie kochał (podobno). Kiedyś zauważył na swoim swetrze mój włos, zdjął go i schował do małej strunowej torebki mówiąc "będę go zawsze nosić przy sobie, będzie dla mnie jak relikwia"...i co?  I nic! 

A może Ci którzy kochają tak bardzo, zbyt szybko się wypalają?

Smutno mi, bo nie wiem jak jej pomóc. Niech już nie pisze, nie wołała go....on i tak nie wróci. Oni nie wracają. A jeśli nawet, to tylko na chwilę żeby sprawdzić czy ich czar jeszcze działa. A potem.....potem i tak odejdą.....



wtorek, 17 grudnia 2013

ciepło-zimno

Dbają o mnie w domu...jeszcze jak dbają!! Żebym się nie zanudziła przypadkiem, bo przecież wiadomo, że nudy nie znoszę. Tak wiec, aby temu zapobiec, zapewniają mi zabawę w ciepło-zimno :)

Pamiętacie taką zabawę z dzieciństwa? Jeden z uczestników opuszcza salę, a cała reszta grupy chowa gdzieś jakiś przedmiot. Po czym zapraszamy delikwenta z powrotem na salę, a ten ma znaleźć ukrytą przez nas rzecz. Kiedy osoba zbliża się do ukrytego przedmiotu wszyscy mówią "ciepło", kiedy oddala "zimno". Kiedy szukający jest tuż tuż grupa woła "gorąco".
W mojej zabawie szukającym jestem ja. Wychodząc każdego ranka do pracy zdejmuję kapcie i ustawiam je przy ścianie. Kiedy wracam kapci nie ma. Moje zadanie w tej "zabawie" polega na odnalezieniu ich. Czasem trwa to piec minut a czasem i kwadrans, bo podpowiadaczy brak i nikt nie woła "zimno" ani "gorąco". 

Kapcie chowane są po to, żeby ich wielbiciel, czyli Homer, nie zabrał ich do swego legowiska. Znajdowałam je już wszędzie, jak u Hilarego...za kanapą, na kanapie, na półce, w szafie, pod poduszką na fotelu, pod wieszakiem z ubraniami, a nawet w takich mega dziwnych kryjówkach jak w stojaku na parasole czy w cholewkach kaloszy. 
Za każdym razem jest to jakieś nowe ciekawe i nie znane mi miejsce. No co ja się nachodzę i naszukam to moje. Dżej mi świadkiem, bo kiedyś zadzwoniła do mnie akurat kiedy wchodziłam do domu. I przez pół godziny naszej rozmowy jak pies węszący, za dopiero co upolowaną kaczką, biegałam po chacie szukając moich kapci i rzucając gęsto przekleństwa.

A przecież gdyby mi ich nie schowano, wiedziałabym gdzie je znaleźć :)))




poniedziałek, 16 grudnia 2013

"Święta stresu"


Krótki artykuł Jacka Krzysztofowicza w ostatnich "Charakterach". Temat o którym ostatnio dużo myślałam. No bo tyle się trąbi o tym, jakie te Święta są cudowne, rodzinne, ciepłe. I o tym, że nikt nie może się czuć samotny i zapomniany. A co z tymi, którzy naprawdę są samotni i zapomniani? Co oni sobie myślą kiedy słyszą, że powinni czuć się szczęśliwi? Kiedy widzą te wszystkie reklamy, w których rodzina przy stole, w których prezenty, w których Ania Rubik dostaje od swego męża biżuterię (tak na marginesie nie cierpię tej reklamy, jest sztuczna). Czują się jeszcze gorsi i jeszcze bardziej samotni.

Ponoć w tym okresie najwięcej ludzi szuka pomocy u psychoterapeuty...i ja się im wcale nie dziwię. Święta to czas konfrontacji tego czego pragniemy, z tym jak naprawdę jest. Bo o ile cały rok można umiejętnie mijać się, udając że nie widzimy, że w rodzinie dzieje się coś złego, o tyle w wigilię nie da się udawać. Trzeba podejść, przełamać się opłatkiem, zbliżyć na taką odległość na jaką może wcale nie mamy ochoty. Tu nie wystarczy nijakie "Wesołych Świąt" tu powinny paść słowa, które wypływają z serca, a przecież nie da się zbudować prawdziwej bliskości w jeden wieczór, tak na zawołanie. Nie da się w jednej chwili zapomnieć o przeszłości, o zadanych sobie ranach, niewyjaśnionych konfliktach. 

Pamiętam takie jedne Święta, kiedy byłam w fatalnym stanie psychicznym. Chciałam zniknąć, rozpłynąć się, zapaść w śpiączkę, żeby tylko nie musieć udawać że jest cudownie, bo w głębi duszy czułam że jest zupełnie inaczej. Mój organizm pomógł mi wtedy. W Wigilię dostałam wysokiej gorączki, takiej powyżej 40 stopni. Gorączka utrzymała się przez całe Święta, a potem nagle odpuściła. Prawie nic nie pamiętam z tych dni, będąc na granicy jawy i snu. Mój organizm umiał się obronić, umiał uciec przed cierpieniem. Ale na pewno jest wiele innych metod, żeby sobie z tym poradzić....nie dać się zdołować i przytłoczyć wszechogarniającemu przymusowi "Wesołych Świąt"




niedziela, 15 grudnia 2013

dwie życiowe lekcje

Wiadomo że rodzice powinni uczyć swoje dzieci jak żyć. Powinni świecić przykładem, uczyć tego co jest dobre, co złe. Pokazywać co można, a czego nie powinno się robić. I właśnie wczoraj byłam świadkiem takiej lekcji.

W przejściu mojego osiedlowego hipermarketu stoją różne "skarbonki" czyt. automaty, karuzele, samochodziki itp. 
Za każdym razem kiedy tamtędy przechodzę widzę jakieś jęczące dziecko i poirytowanego rodzica.

Tym razem przy automatach stała urocza trzylatka i jej (mniej uroczy) rosły tatuś. Automaty, jak to automaty.....psują się. Tatuś wrzucił pieniążka a automat nic, ani drgnie! Nie chce wypluć ze swego wnętrza gwarantowanej nagrody. Dziecko na granicy płaczu, tata na granicy wytrzymałości. K....wy już się cisną na usta, nerwowo przekręca gałką po raz setny, potrząsa....i nic. 

Odeszłam, no bo przecież nie wypada stać i gapić sie. Nagle słyszę ogromny huk i odgłos rozsypujących się piłeczek. Tatuś tak przywalił w automat, że aż odpadła górna przykrywka, a piłeczki wyskoczyły z pojemnika jak z automatu lotto. Obejrzałam się. I co zobaczyłam? Facet wyjął z automatu jedną piłeczkę podał dziecku a resztę piłeczek pozbierał i odłożył na miejsce :)))

Tatuś udzielił córci dwóch lekcji ;)
Jednej, że nie można brać więcej niż tyle, za ile się zapłaciło
I drugiej, że sprawiedliwość wymierza się siłą.

sobota, 14 grudnia 2013

szalone jeże i różowe anioły

A wszystko to narodziło się o poranku :) 
Bo wczoraj wieczorem wyglądało jeszcze tak:


Dziś za to ubrałam choinki, ożywiłam łosia. Aniołom upierzyłam skrzydła i dałam różowe szaty. Ślimaki dostały kolorowe domki a misie koralikowe oczy. Mogą już patrzeć na świat :)) 
Oto moje ciasteczka w pełnej krasie. Plan jest taki żeby każdy z gości miał na serwetce przy talerzu jedno ciasteczko. 

Znajdzie się coś dla miłośników zwierząt i czekolady


Jak i dla lubiących świecidełka, gwiazdki, aniołki, dzwoneczki i białe pluszowe misie 


A łoś.....łoś będzie MÓJ !
Śliczny jest i nawet nie odpadły mu rogi :))



 

piątek, 13 grudnia 2013

miękko


Mega ciepły i mięciutki kawałek prawda? 

Przy takiej muzyce zamykam oczy i sunę po sali tanecznym krokiem. Mam na sobie jedwabną suknię z nieprzyzwoicie głębokim dekoltem na plecach. Suknia ma kolor waniliowych lodów i sięga do samej ziemi.... Miękko opływa moje ciało i frunie razem ze mną. W uszach mienią się duże brylantowe kolczyki.... Opieram policzek na jego ramieniu. Prowadzi mnie pewnie i i płynnie. Czuję jakbym unosiła się nad ziemią........

Dobra! Dość! Idę piec ciastka :)))