sobota, 30 listopada 2013

do grzecznych dziewczynek Mikołaj przychodzi wcześniej

No w każdym bądź razie do mnie przyszedł. Ok. może nie tak dosłownie, bo nie przyszedł do mnie żaden brzuchaty i brodaty gość, tylko list. Gruby, pękaty list z prezentem i to jakim!!!! Prezentem utkanym na kształt mojej miłości i moich tęsknot, Prezent śliczny i kolorowy.....no dobra nie przedłużam.....dostałam obiecaną zakładkę od eNNki !!!!



I strasznie się z niej cieszę. Zobaczcie sami czy nie jest piękna???? Jest na niej wszystko....wszystkie moje cudowne wspomnienia z wyjazdu do Barcelony. Jest nawet niebieski tramwaj :)))) A całość precyzyjnie, perfekcyjnie wykonana. Jestem pełna podziwu dla cierpliwości i zdolności eNNki. A wiecie co jest najfajniejsze? To że trzymając ją w ręku czuję, że ktoś robił ją z myślą o mnie.....a to miłe uczucie.

Mało tego....dostałam też bardzo ciepły list. Tak taki prawdziwy, na papierze. Nie mail i nie sms, tylko PRAWDZIWY....wow....to dziś rzadkość! Pamiętacie kiedy ostatni raz dostaliście prawdziwy list??? Ja próbowałam przypomnieć sobie.....chyba w średniej szkole od mego chłopaka spod Krakowa. To było tak dawno temu!!!

A i dostałam coś jeszcze coś, co budzi moje podejrzenia, że eNNka może nie być z tego świata. Bo skąd mogła wiedzieć, że lubię galaretki w czekoladzie? Przecież to była pilnie strzeżona tajemnica! Dziękuję eNNko, jesteś kochana :)
Ogromny buziak dla Ciebie :***

piątek, 29 listopada 2013

Obrazkowo-muzyczne odpowiedzi na pytania Polly

Na pytania zadane przez Polly postanowiłam odpowiedzieć obrazami. Obrazami i muzyką :)

1. spacery, w jaką wolisz pogodę, w słońcu, czy kiedy pada na głowę?
......i w słońcu i kiedy pada ;) cokolwiek na głowę


2. góry, czy morze, jeziora czy lasy, gdzie spędzasz najchętniej wczasy?
.....w ciszy :)


3. wyszywasz, czy też malujesz, a może całkiem nieźle szydełkujesz?
.......kleję, wyszywam i szydełkuję


a czasem auta do ślubu dekoruję :)


4. gazeta, czy książka, film, czy muzyka, jaka dla Ciebie najlepsza rozrywka?
.....wszystko razem i po trochu, ale taniec naj...


5. film, sensacyjny czy przygodowy, a może romans komediowy?
.....jestem romantyczną duszą


6. co wolisz, wielkanocnego baranka, czy Mikołaja na sankach?
....baranka na sankach... Wielkanoc 2013 :)


7. ryba czy wieprzowina, do czego bardziej radosna mina?
...... jako zodiakalna mieszkanka mórz....stanowczo wybieram owoce morza :)



8. mdły banan, kwaśna cytryna czy dojrzała i słodka malina?
.........wszystko co widać na załączonym obrazku :)


9. opera czy koncert rockowy, która lepsza muza, a może balet w rajtuzach?


10. co łapiesz chętniej motyle na łące, czy marketowe okazje gorące?


11. co wolisz hodować, zielone paprotki, czy rozbrykane kotki? 
.......moje szczęście :)

 

Odpowiedź na zaczepki Mirabelki ;)

Może to i dobrze że Mirabelka akurat dziś te pytania zadała....przynajmniej mogę napisać coś pozytywnego, mimo braku takiego nastroju. Jakbym miała nadać imię dzisiejszemu dniu, brzmiałoby "ROZCZAROWANIE". Dlaczego? O tym może innym razem, a może wcale. 
Dziś odpowiadam na pytania Mirabelki....postaram się z przymrużeniem oka ;)
 
1.Jaki znasz najgłupszy dowcip?
przychodzi baba do banku i mówi - chciałabym zamknąć rachunek
ciąg dalszy już znasz ;)

2.Jaki masz rozmiar buta?
Dlaczego przeczytałam biustu? ;) 

3.Zgubiłaś/eś coś wartościowego? (Jeśli nie znalazłaś/eś podaj miejsce w przybliżeniu.)
Tak...serce, ale nie powiem gdzie, bo jak znajdziesz będziemy miały problem, co z tym zrobić :P

4.Jak puszczasz oko, to lewe, czy prawe?
Ale moje lewe czy Twoje lewe?

5.Masz jakąś fobię?
tak....boję się Ryszarda Dżej, bo stosuje jednoczesne drapanie z gryzieniem :D

no kto by się go nie bał?

6.Podaj wynik 2+2x2=?
pieeeeeeeeeesiedem? sześć? za dokładnie?

7.Kim chciałaś/eś zostać będąc dzieckiem?
pozłotnikiem :P

8.Wymień jedną rzecz jaka poprawia Ci nastrój (przy każdej kolejnej będziesz musiał/a zrobić jedną pompkę)
Mirabelka......ale to chyba nie rzecz :)))

9.W zimę jeździsz na zimówkach, czy na piętach?
na biegówkach 
10.Gdzie się podziały tamte prywatki?
gdzie się podziały tamte chłopaki? 

11.Zrobiłaś/eś kiedyś coś w szczytnym celu? (Nie? to wpłać na konto Mirabelki 100zł ;) )
podaj numer :)

Nie wyznaczam nikogo, jestem znanym "przerywaczem" łańcuszków szczęścia.
Na Twoje pytania Polly odpowiem może jutro....bo chciałabym fotograficznie i potrzebuję troszkę czasu :)
I jeszcze muzyka....adekwatna do nastroju



czwartek, 28 listopada 2013

twarz w czepku basenowym



Dzisiaj po pracy ruszyłam na tzw. "szoping", do dużego centrum handlowego. Kiedyś w końcu muszę kupić te prezenty. Zakręcona, zaaferowana, nieobecna, wsiadam do windy. Zupełnie zdezorientowana, bo wyrwana z zamyślenia próbuję się zorientować, na którym poziomie mam auto i czy winda jedzie w dół, czy w górę. Pytam o to pewną miłą, uśmiechniętą panią: 
-  czy winda jedzie do dołu?
- tak jedziemy do dołu, cześć - odpowiada pani, uśmiechając się jeszcze szerzej

O w mordę....chyba znam tę twarz, tylko skąd. Kojarzy mi się z basenem i czepkiem, takim zapinanym pod brodą. Paskudnie szpecił twarz, dzieląc dość obfity podbródek na dwie części. Zastanawiałam się zawsze dlaczego ona tego zapięcia sobie zwyczajnie nie odczepi, od razu byłoby lepiej. Twardy dysk w mojej głowie aż zajęczał od przetwarzania nadmiaru danych. Kurcze dlaczego pamiętam ten durny czepek, a nie imię! Basen, basen, basen....był i w szkole średniej i na studiach. Czyli gdzieś w tym okresie muszę szukać.
- to co u Ciebie słychać? - pada to uwielbiane przeze mnie pytanie
- a wiesz bez zmian, po staremu
Mam już wypracowaną metodę na to, jak odpowiadać na tego typu pytania. No bo co można powiedzieć koleżance, której się nie widziało od.....no właśnie od kiedy? Twardy dysk przyspiesza.....ale nadal nic, bo przecież równolegle biegnie ten dialog, który też wymaga wysiłku.
- a spotykasz czasem kogoś z naszego grona? - pyta
- nooooo tak, spotykam
Odpowiadam niepewnie, nie wiedząc kogo wymienić, czy tych ze średniej czy ze studiów. Ryzykuję średnią.
- spotykam Aśkę
- Aśkę????  ale to chyba ze średniej szkoły, a ja o studia pytam
Uuuuuuuuuuuuu klapa i to na całej linii. 
- ach ze studiów....widzisz niespecjalnie, a poza tym nie mam pamięci do nazwisk i imion, także nawet jakbym kogoś spotkała nie zapamiętałabym imienia.....Zosiu :)

Los był łaskawy i pozwolił mi przypomnieć jej imię. Zrobiło mi się trochę lżej....lżej, że cokolwiek pamiętam. 
Rozmowa trwała jeszcze chwilę, wyszłam z niej cała mokra. Chyba nie bardzo lubię spotykać starych znajomych, o których praktycznie nic nie wiem. Strasznie ciężko się rozmawia. No bo o czym? Nie widząc na ręku obrączki, nie zapytam o męża i dzieci, bo może nie ma i to moje pytanie sprawi jej przykrość. Gdzie pracujesz....to chyba jedyne bezpieczne pytanie. No a potem brnąć w to? Czy praca ciężka, czy lubi, czy dobrze płacą. Tylko czy ta wiedza jest mi potrzebna? Skoro nie zbliżyłyśmy się do siebie na studiach to i teraz raptem się nie zbliżymy. Głupio się jakoś czuję po tym spotkaniu. Ech...bo co to za spotkanie takie na stojaka w centrum handlowym...



fajnie jest rozbujać się z rana

Nie wiem jak na Was, ale na mnie muzyka ma ogromny wpływ. 
Jeśli z rana, tak jak dziś, uda mi się usłyszeć jakiś energetyczny kawałek, mam od razu inne podejście do życia. Tańczę w samochodzie. Tak na marginesie, to musi komicznie wyglądać, kiedy samochód buja się stojąc na światłach. I nie ważne że mokro, zimno, nieprzyjemnie, że karty do konta jeszcze nie mam i że wcale nie chciało mi się tak wcześnie wstawać....na tę chwilę jest mi fajnie :))) A nawet nie tylko na tę chwilę, bo trzyma mnie nadal :)))

A Wy macie takie swoje ulubione kawałki, które zawsze potrafią Was rozbujać?
Zróbmy sobie dziś dzień muzyczny i mega pozytywny, na przekór temu co za oknem :)))



A tak buja się Sia :)


Cały świat chyba śpi....a ja się jeszcze pokołyszę...może tylko spokojniej już troszkę :)


Na szczęście PrimaVera przyszła się pobujać, bo już zasypiałam :)


Jest "wysyp" bo i Polly przyszła się pogibać :) od razu weselej kiedy jest nas więcej :)


I piosenka od Dżej..."Take Care" Imany...piosenka która kojarzy mi się z pewnym okresem w moim życiu.... Troszczyłam się.....chociaż to może i nie miało sensu.............


I jeszcze cieplutkie rozkołysanie od Sebastiana.....na koniec dnia w sam raz...

środa, 27 listopada 2013

odejść tak bezpowrotnie...




"dobranoc trosko
dobranoc bólu
odchodzę
bez żalu
bez towarzystwa
tęsknoty i pragnienia
nie podam wam ręki
łez nie będzie
kartki z podróży
nie czekajcie
czy wrócę?
tak
niestety
gdzie jak nie do was"






To jedno z moich ulubionych zdjęć.... 
Jest na nim mój dobry znajomy i jego mały przyjaciel. Dwóch "twardzieli", dwóch chłopaków o ciepłych sercach. Ten z lewej po przejściach, ale już wyszedł na prostą. To, co przeszedł, nauczyło go twardo stąpać po ziemi i kiedy trzeba mnie na tę ziemię też sprowadzać. Właściwie każdego dnia sprawdza, czy przypadkiem nie fruwam za wysoko i czy nic mi nie grozi. Z pozoru szorstki, a tak naprawdę ciepły facet. Ten z prawej....robi dużo hałasu o nic, a tak naprawdę to bardzo wesoły gość, który uwielbia pieszczoty i czułości :)

Chciałam to zdjęcie ubrać w piękne słowa. Ubrałam w wiersz kogoś, kto też się o mnie troszczy....choć na odległość...

Mam chyba szczęście do ludzi......

wtorek, 26 listopada 2013

sezon na namawianie

Tak, jesień to sezon na namawianie, przynajmniej w gronie moich znajomych.....
- idziecie gdzieś na Andrzejki? - pytają
- nie
- no jak to nie? Chodźcie z nami, ładna sala, dobre jedzenie, będzie fajnie!
- ale ja nie chcę, nie lubię balów andrzejkowych, balów sylwestrowych oraz wesel
- to na Sylwestra też nie chcecie iść na bal???? 
- a muszę? Wolałabym inaczej witać Nowy Rok
I tu na ich twarzach pojawia się zdziwienie i zupełny brak zrozumienia. No bo dlaczego nie chcę nałożyć błyszczącej sukienki, spryskać się brokatem i udawać, że strasznie mi się podoba hasanie do dźwięków wybranej przez zespół, często marnej muzy? Ano dlatego, że zwyczajnie tego nie lubię :) 
Wiem, że większość tak robi, ale ja nie lubię. Próbuję za to przekonać znajomych do leśniczówki z kominkiem i witania Nowego Roku (dla odmiany) przy ognisku. I też mi to namawianie nie wychodzi.

- jedziecie z nami na narty w góry? - pytają inni znajomi
- nie bardzo....wiesz że nie przepadam za tym
- ale dobra oferta, tanio jest, a może polubisz? A jak nie to przecież możesz tam spacerować.
- ok. przemyślę to 
Tak naprawdę już przemyślałam. Do nart zraziłam się jakiś czas temu. A może inaczej....nie przekonałam się do nich. Jestem samoukiem, zaliczyłam parę popisowych wywrotek, uwieńczonych na szczęście tylko gigantycznymi siniakami. Pewnie czuję tylko się na małych i łagodnych stokach. A te szybko mi się nudzą. Trasa, której końca nie widzę, z lekka mnie przeraża, bo nie wiem co mnie czeka za zakrętem i czy znów nie wywinę orła, albo nie zetnę choinki. 
Być może powinnam wziąć instruktora i spróbować jeszcze raz podejść do tematu. Ale czy muszę? Dlaczego? Dlatego, że wszyscy jeżdżą zimą na narty? Dlatego, że wypada to lubić? Trudno najwyżej będę niemodna i nie na czasie. Ale nie będę marnować tygodnia mego cennego urlopu na spacerowanie u podnóża stoku i patrzenie jak inni szusują.  Na tę chwilę nie czuję takiej potrzeby. 

Szusowanie może lepiej tu sobie pooglądam :)
A jak spadnie śnieg, pojadę do Supraśla na biegówki.....bo to akurat lubię :)






poniedziałek, 25 listopada 2013

przydasie

"Przydasie".....tak mówią starsi ludzie w jednej z podbiałostockich wsi :)
Moi rodzice tak co prawda nie mówili, ale pięć razy zastanowili się, zanim cokolwiek wyrzucili do kosza. Pewnie po części z powodu braku pieniędzy, a po części z powodów ekologicznych. Mama zawsze podkreślała, żeby nie wyrzucać bezmyślnie czegoś, co potem będzie się rozkładać setki lat. 
Coś mi z tego chyba pozostało, bo i ja zastanawiam się zawsze, czy na pewno to coś wyrzucić i czy to do czegoś nie "przydasie". Czasem opakowania potrafią być naprawdę piękne i szkoda je wyrzucać. Tym razem postanowiłam wykorzystać papierowe torby po zakupach :) 
Po małej metamorfozie myślę,  że nadadzą się do zapakowanie w nie prezentów :)) 
Pokażę je w kolejności "przed" i "po" 

Nr 1 


W sam raz na jakiś drobiazg dla dziewczyny.
Kilka perełek ze starych kolczyków i złota gałązka, taka z hipermarketu 
pocięta na kawałeczki wystarczy jeszcze na kilka torebek



Nr 2


Znów poprzycinana gałązka i kawałek czarnego filcu
może trochę za bardzo stonowane...
załóżmy że dla dziadka :)



Nr 3


I znów kawałki złotej i czerwonej gałązka
spokojnie i elegancko
myślę że w sam raz na prezent dla faceta



Nr 4


Tutaj susz, taki jak potpourri i fragmenty gałązki czerwonej 
wersja eko :)


Koszt niewielki, a efekt chyba spoko. No i niesamowita frajda z tworzenia. 
Dałam torebkom "drugie życie" :)))




niedziela, 24 listopada 2013

Stefan

Dziś Dzień Pluszowego Misia. 
Kto go nie miał....chyba każdy miał :). Ja też miałam, tylko nie mogę sobie przypomnieć co się z nim stało. Czy rodzice wywalili go przy okazji przeprowadzki do nowego domu. Czy może zneutralizował go mój młodszy brat, który się zaraz potem narodził? A może leży gdzieś na strychu w starej walizce, obok innych zapomnianych rzeczy.....muszę przy najbliższej okazji sprawdzić.


To zdjęcie zrobiłam jakiś czas temu, na jarmarku w Augustowie. Zasmucił mnie ten "misiowy sierociniec". Każdy z nich przecież chyba miał kiedyś swego właściciela, czy znajdzie nowego....nie wiem. Ale może to szansa na drugie życie dla takiego misia. Nie zaadoptowałam żadnego z nich, bo mam już swego małego misia. Wiem, że może za stara jestem na to....no ale kiedy go kilka lat temu zobaczyłam w sklepie nie mogłam się oprzeć.


Przedstawiam Wam Stefana. Jest malutki i radosny :) i bardzo skromny. Mieszka w moim aucie. Ma tam swój mały fotelik. Zupełnie jakby producent przewidział jego obecność w moim życiu :)))  Idealnie się wpasował w ten schowek. Skoro dziś jego święto (to nic że nie jest pluszowy) to muszę zabrać go na jakąś przejażdżkę :)


A Wy macie misie? 
Pamiętacie jak wyglądały te z dzieciństwa?
Mój był brązowy....zupełnie taki jak Miś Uszatek :)))

sobota, 23 listopada 2013

jeden szczegół

Caddi przypomniał mi te zagadki rysunkowe "znajdź dziesięć szczegółów którymi różnią się rysunki" uwielbiałam to :)))  Dziś mam dla Was łatwiejszą zagadkę, bo tylko jeden szczegół mi nie pasuje i zupełnie nie wiem co oznacza. Może Wy wiecie?


Chciałam zrobić zdjęcie tej uroczej uliczki w Barcelonie, ozdobionej (pewnie na jakieś święto) kolorowymi chorągiewkami. 
Cierpliwe czekałam z aparatem w dłoni aż ten pan wyjdzie z niej. Na zdjęciu chciałam mieć tylko uliczkę.
Jegomość postanowił chyba jednak zmienić moje plany i zabawić się w modela ;) Doszedł do końca uliczki, po czym stanął na środku kadru i nonszalancko wkładając jedną rękę do kieszeni, oparł się o słupek. 
Ok.....mówisz i masz....chcesz być modelem, zdjęcie będzie z Tobą. Nie taki miał być efekt końcowy, no ale trudno :)

Kiedy przyglądałam się temu zdjęciu już w domu na dużym monitorze zauważyłam na nim coś szczególnego :) 
Ciekawe czy Wy też zauważycie i czy wiecie o co tu chodzi :))))

I jeszcze muzyka...która może umili poszukiwania :)


piątek, 22 listopada 2013

dlaczego warto chodzić po schodach i nie tylko?


Świetny pomysł podejrzany w jednym z barcelońskich sklepów. Gdyby tak wszędzie na schodach widniały podobne informacje, o ileż chętniej korzystalibyśmy z nich zamiast z windy.  Może to i niewielka utrata kalorii, ale zawsze to coś. Za mało się ruszamy, stanowczo za mało.

A przecież można spalać kalorie na tyle sposobów, nie tylko tak męczących jak aerobik (550 kcal/godzinę), czy bieganie (1000 kcal/godzinę) ale równie skutecznych.

Bo na przykład, wyczytałam w necie, że czytając spala się 25 kcal/godzinę. A czytanie na głos, to już 150 kcal. Do tego należałoby dodać spalanie kalorii podczas "leżenia, odpoczynku" czyli ok 77 kcal. Czytając na stojąco spalimy dodatkowe 100 kcal, a stojąc na baczność 115 kcal. Podsumujmy więc - czytając na głos w pozycji na baczność spalamy 265 kcal/godzinę. Super!


Dalej.....
Gotowanie to 105 kcal/godzinę  - no ale chyba bez podjadania, a ja tak nie potrafię
Gra na pianinie 15 min.  120 kcal -  ooooooooo!!!!!!!, pianina nie mam niestety
Gra w kręgle  300 kcal - lubię bardzo :) tylko rzadko mam okazję
Jazda na nartach biegowych...uwielbiam!! (574 kcal) i na dodatek bardziej je lubię niż zjazdowe (511 kcal)
Jazda na rolkach 400 kcal ,  jazda na rowerze (z prędkością 20 km/h) 600 kcal  no to akurat oczywiste

Ale.....
Kopanie, grabienie  500 kcal
Tylko kogo i w co mam kopać i jak bardzo mam sobie nagrabić żeby spalić te 500 kcal???
Lekka praca biurowa to 140 kcal/godzinę i taką akurat wykonuję. Jeśli bym jeszcze przy niej podśpiewywała, spaliłyby się dodatkowe 122 kcal. Powinnam to przemyśleć. Co prawda  czasem tańczę w pracy, ale tak od pasa w górę. A jeśli taniec pozwala na spalenie 500 kcal w godzinę, to czy taniec od pasa w górę da 250? Czy niekoniecznie???

Z ciekawostek jeszcze powiem Wam, że robienie zakupów to 300 kcal, a seks zaledwie 200. I już wiadomo dlaczego kobiety tak lubią zakupy :)))
Ale spróbujmy uratować sytuację. Jeśli do seksu dodamy ubieranie i rozbieranie (118 kcal) (koniecznie samodzielnie i najlepiej kilka razy) i namiętne pocałunki (150 kcal) to już wychodzi całkiem fajny wynik.

No i po co to chodzić na siłownię. To i czasu szkoda i pieniędzy. Są naprawdę ciekawsze i przyjemniejsze metody odchudzania :)))
No to co? Ruszamy się! Kto może, niech wykonuje choreografię, a kto nie może, niech chociaż podśpiewuje, słowa banalnie proste :))



czwartek, 21 listopada 2013

dziś na smutno

Nie wiem czy to przez jesień i tę pogodę, czy przez ten film który wczoraj obejrzałam....ale jakoś dziś mi smutno. "Miłość w czasach zarazy", bo o tym filmie mówię. Film o miłości która znajduje spełnienie po ponad 52 latach!!! Czy to w ogóle możliwe, żeby mężczyzna kochał kobietę tak długo i tak wytrwale czekał na nią? 

Zaczęłam wracać we wspomnieniach do tych wszystkich mężczyzn, którzy mówiąc że kochają, nie dodawali przy tym że tylko samych siebie. Przypominać tych, nie wartych wspomnień, którzy obiecując że będą czekać, nie byli w stanie wytrzymać nawet dwóch tygodni rozłąki. I chyba to mnie tak rozjechało, te wspomnienia wygrzebane z najciemniejszych zakamarków. Chyba zwyczajnie nie powinnam oglądać takich filmów.  Dobrze że mam te "miłości" już za sobą. 

Co do filmu mam mieszane uczucia. Zachwyciła mnie za to muzyka. Ogromnym zaskoczeniem było odkrycie że piosenki, które mnie tak urzekły, śpiewała Shakira.


Cada día pienso en ti
Pienso un poco más en ti
Despedazo mi corazón
Se destruye algo de mi

Każdego dnia myślę o Tobie
Myślę o Tobie coraz częściej
Rozrywam tym swoje serce
Niszcząc część siebie



środa, 20 listopada 2013

a wszystko z powodu tej pełni



Inaczej nie potrafię wytłumaczyć tego, że śnią mi się tak dziwne rzeczy. Ostatnio w moich snach pojawiają się gadające zwierzęta. Był już słoń, stojący na środku salonu i instruujący mnie gdzie i jak mam postawić wiaderko z wodą. Był też tygrys, leniwie zwisający z oparcia kanapy....no ten akurat nic nie gadał, tylko chciał być drapany za uchem. 

A dziś, śnił mi się mój własny pies. Rozmawiałam z nim, a raczej może wysłuchałam jego krytycznych uwag. Naśmiewał się z nas ludzi. Z tego, że załatwiamy swoje potrzeby fizjologiczne w domu. Normalnie nabijał się. Siadał na muszli robiąc przy tym przekomiczne miny, mające sparodiować nasze zachowanie. Nie zareagowałam na to jego idiotyczne zachowanie. Zwyczajnie zamurowało mnie. Bo o ile słoń, stojący w salonie, nie wzbudził mego zdziwienia, w końcu prosił tylko o wodę. O tyle mój Homer, siedzący na kibelku i robiący głupie miny, i owszem. Chociaż nie ukrywam, że w zimne deszczowe wieczory nieraz marzyło mi się, żeby posiadł tę cudowną umiejętność.

Ja wiem, że to tylko sen, ale mam wrażenie, że Homer jakby bardziej się dziś przymila i podlizuje. A swoją drogą ja, po tej nocy, patrzę na niego z lekką pretensją. Bo taki niby oddany, wierny, a nabijał się ze mnie. A kiedy byliśmy na spacerze i nadszedł ten moment....wiecie jaki. W myślach powiedziałam mu.....weź Ty lepiej spójrz teraz na siebie i więcej nie krytykuj!!!!

wtorek, 19 listopada 2013

Spontaniczność

Usłyszałam dziś coś co mnie zainspirowało do zrobienia tego wpisu.
Spontaniczność....czym jest i czy w ogóle można ją zdefiniować? Czy dla każdego znaczy to samo? Ile czasu ma prawo upłynąć od pomysłu do realizacji, żeby jakąś decyzję nadal można było nazwać spontaniczną, a nie przemyślaną i zaplanowaną? 
Chyba  nie ma takiej miary, a jeśli już, to dla każdego musiałaby mieć zupełnie inną skalę. 

Moje najbardziej spontaniczne zachowanie? 

Jednego z wrześniowych słonecznych dni wybrałam się jak zwykle do pracy. Na razie spontaniczności brak....szara codzienność. Usiadłam w tym moim biurze, spojrzałam za okno, a tam cudna pogoda. Zupełnie nie miałam ochoty na pracę i na siedzenie w budynku. To był impuls, szybka decyzja...telefon do znajomych. 
- Macie ochotę popływać kajakiem w Augustowie? 
Początkowo zdziwienie, zaskoczenie, ale po chwili słyszę:
- Pewnie że tak!! 
Wypisałam wniosek urlopowy i zwinęłam się do domu. W ciągu półtorej godziny dotarłam na miejsce. Wynajęliśmy kajaki i wypłynęliśmy na Jezioro Białe. Było pięknie i cicho. Środek tygodnia i już po sezonie, jezioro zupełnie puste. Tylko my i ptaki. To był jeden z najpiękniejszych dni tego roku. 
Dla mnie to właśnie było spontanicznym zachowaniem. Dla kogoś innego mogłoby się to wydać czymś banalnym, albo wręcz nudnym. Bo cóż ja tu takiego szczególnego zrobiłam. Ot.....zwyczajnie pojechałam nad jezioro :)





"Pragnienie miłości"

"Pragnienie miłości" to film dla ludzi o mocnych nerwach. 
Nie....nie dlatego, że jest straszny, czy krwawy....tylko dlatego, że zwyczajnie wkurza. Wkurza jak cholera, a złość z każdą minutą narasta. Siedząc w kinie wahałam się.....zostać, czy wyjść? Postanowiłam wytrzymać. I bardzo dobrze, bo zakończenie przyniosło mi pewnego rodzaju ulgę. Było jak zanurzenie oparzonego palca w lodowatej wodzie. Chwilowo zneutralizowało ból i złagodziło odczuwanie skutków oparzenia. Tylko chwilowo, bo po wyjęciu palca z wody ból powrócił. 

Nie będę może streszczać filmu, tylko króciutko naszkicuje o czym jest. Film opowiada o tym jak okrutna i bestialska potrafi być nastoletnia młodzież, jak bardzo potrafi dręczyć swoją ofiarę. Dręczyć, albo swoim milczeniem przyzwalać na to, żeby takie okropne rzeczy się działy.
Prześladowana jest sympatyczna, skromna dziewczyna. Dlaczego? Ano dlatego właśnie, że pragnie miłości. Chce kochać i być kochana, jak każdy chyba......czy to zbyt wiele? Czy to powód żeby ją upodlić i maltretować?
Film naprawdę przybija. Na pewno nie chciałabym go jeszcze raz oglądać. 
Film do polecenia (jeśli już w ogóle) rodzicom dorastających dzieciaków, ku przestrodze.
Po to, żeby nie powtarzali błędów ojca tej dziewczyny. Po to, żeby wsłuchali się w swoje dzieci i bacznie obserwowali ich zachowanie, rozmawiali z nimi, a nie tylko mijali się udając że wszystko jest ok.


poniedziałek, 18 listopada 2013

never ending bank story

 
Miałam Ci ja konto w banku XXX. Tenże bank darł ze mnie comiesięczne opłaty, między innymi 8,50 za prowadzenie rachunku. Niby tylko 8,50 a jednak nie widziałam powodów dla których miałabym tyle płacić....bo i za co. Postanowiłam otworzyć samoobsługowe konto internetowe (w tym samym banku), a te zwykłe zlikwidować.
Pierwsza wizyta w najbliższym oddziale:
- dzień dobry chciałabym zamknąć swój rachunek
- a czy pani otwierała go w naszym oddziale?
- no nie
- no to w takim razie musi pani pójść do oddziału w którym pani otwierała bo tam jest pani wzór podpisu 
Kurcze a skanery? Nie można zeskanować i przesłać między oddziałami? No ale trudno, idę do tego właściwego oddziału.
- dzień dobry chciałabym zamknąć swój rachunek
- a czy pani jest jedynym posiadaczem rachunku?
- nie, jest jeszcze współwłaściciel
- a to niestety muszą państwo przyjść razem
Ok. przychodzimy razem. Seria pytań a dlaczego, a czy na pewno, a jaki powód. Potem już hihihi hahaha luźne rozmowy. Rachunek wreszcie zamknięty. Wychodzę z banku z lekkim sercem. Dwie wizyty i temat zamknięty.
Ale nie ma tak wesoło, nie, nie. Po ponad dwóch miesiącach dzwoni do mnie pani (ta sama która zamykała rachunek) z propozycją zainwestowania moich środków. Ale przy okazji chciałaby wyjaśnić co to ja za konto mam na którym jest jakieś minus 25,50. No w mordę....okazuje się że konto nie zostało zamknięte, bo coś nie pasowało w podpisie współwłaściciela. Ale że co? Że nie można było zawiadomić? Telefonicznie, listownie czy jakoś tam inaczej? Pani zadzwoniła raz, nikt nie odebrał, a potem po prostu zapomniała o sprawie.
Następuje więc wizyta trzecia i współwłaściciel składa właściwy podpis. Nareszcie!!! Rachunek zamknięty.
Tydzień później w Barcelonie zostałam obrabowana. Ukradziono mi kartę do tego nowego konta. Zgłosiłam, zastrzegłam i stawiłam się OSOBIŚCIE w banku, żeby zamówić nową kartę do konta. Karta przyszła, przyszły kody, nareszcie mogłam pobrać jak człowiek pieniądze z bankomatu. Wsuwam kartę, wpisuję kod........brak wystarczającej ilości środków!!! No ładnie!! Jednak mnie obrobili???? Próbuję jeszcze raz....to samo. Sprawdzam stan środków na koncie minus 8,50 
Zgadnijcie do jakiego konta wyrobiono mi kartę?




niedziela, 17 listopada 2013

zupełny brak energii

Nie mam tu na myśli energii życiowej, bo tę wciąż w sobie odnajduję. A jeśli nawet mam z tym problem, to ten kawaler wykrzesze ją ze mnie na pewno :))


Zupełny brak energii dotyczył energii elektrycznej :)
Nie wiem czy Wam mówiłam, ale uwielbiam niespieszne, ciche, niedzielne poranki. Nic nie muszę, nigdzie nie pędzę, to mój czas. Raj! 
Mam taki swego rodzaju rytuał :) Pierwsza czynność to przeważnie włączenie tvn24, lubię wiedzieć co się dzieje na świecie. Nie tyle oglądam, ile słucham. W międzyczasie robię sobie herbatkę. Ale dziś....moje pudełko wiedzy perfidnie nie zareagowało na wszelkie próby uruchomienia go. Nawet nie mrugnęło......no tak braku prądu...."grande awaria".  
Trudno, najwyżej zrobię sobie herbatkę i poczytam ostatnie "Charaktery" :)
Tyle, że czajnik też nie chce ze mną współpracować. 
To nic, po co mi czajnik, przecież mogę sobie zrobić kawę z ekspresu zamiast herbaty. Tu głośno plasnęłam się w czoło....no przecież ekspres też na prąd. 
No ale zawsze mogę sobie ugotować wodę na gazie, w garnuszku (na szczęście nie mam kuchenki elektrycznej) i zwyczajnie zalać nią zmieloną kawę. Zmieloną....tyle że młynek też elektryczny. O kawie postanowiłam chwilowo zapomnieć.
No cóż.....wstawiłam garnuszek na gaz, zaparzyłam herbatkę i usiadłam przed laptopem. Jak dobrze, że on ma baterię :))))) niezawodny sprzęt. 
Owszem, laptop baterię ma, ale wifi już nie. 

W tym momencie uświadomiłam sobie jak bardzo jesteśmy uzależnieni. Uzależnieni właśnie od energii elektrycznej. Jej brak powoduje totalny paraliż. Kto z nas ma jeszcze w domu zwykły czajnik, ręczną maszynkę do mielenia, ręczny młynek....pewnie niewielu. 

Poszłam z futrzakiem na spacer. Kiedy wróciłam energia "powróciła"i znów wszystko było na swoim miejscu :)) 
Kuchenka mrugała do mnie, rytmicznie pulsując światełkiem wyświetlacza. Chwilę później z ekspresu popłynęła aromatyczna gorąca kawa :) 
Internet działa....mogę posłuchać muzyki. Dziś obowiązkowo coś ENERGETYCZNEGO :)


sobota, 16 listopada 2013

ciekawa świata


Czekając na niefortunne losowanie (niefortunne bo nie wygrałam) miałam okazję obejrzeć fajny pokaz slajdów. W ramach Festiwalu Podróżniczego "Ciekawi Świata" między innymi o swojej wyprawie do Wenezueli opowiadała Katarzyna Mazurkiewicz.

Zdjęcia przepiękne. No i zaraziłam się.....matko jak tam pięknie. Trochę straszno bo i węże i pająki i kajmany.....ale widoki boskie. Na takim pokazie przy okazji można usłyszeć wiele ciekawostek. Pani Katarzyna miedzy innymi opowiadała o swojej wędrówce Parkiem Narodowym Canaima, gdzie znajdują się niesamowite góry stołowe noszące nazwę tepui. Imponujące skalne wieże wyrastające nawet na 1000 metrów ponad poziom otaczającej je równiny pokrytej dżunglą. 
I tu ciekawostka....żeby wejść do parku trzeba mieć ze sobą worki na śmieci i wszystkie śmieci (włącznie z tym co wydala nasz organizm) wynieść z terenu parku. I tak sobie pomyślałam od razu jak wyglądają nasze lasy i góry.......

Tak barwnie jak na pokazie, o Wenezueli Wam nie opowiem. Dostępu do slajdów Pani Katarzyny nie mam, ale może ten krótki filmik wprowadzi Was lekko w klimat tego, co ja dziś poczułam....


piątek, 15 listopada 2013

Tadam!

Udało się!!!!! Dotarłam do finału!!!!

Gratulacje! a ponieważ jeszcze kilka osób dotarło szczęśliwie do końca, to jutro będzie losowanie. 16.55 foyer kina Forum. Widzimy się?
Grzegorz Sienkiewicz
Gran Vía Centrum Języka i Kultury Hiszpańskiej

No jasne że się jutro widzimy!!! 
Strasznie się cieszę że dotarłam aż tu :))) A to wszystko dzięki Waszej pomocy. I dlatego teraz, specjalnie dla Was dziewczyny zaśpiewa śliczny  Pablo Alborán

 
Oczywiście dla chłopaków śpiewa ta piękna pani o imieniu Carminho.

Dzięki, dzięki, dzięki.....
Śpijcie dobrze :***
Ja jeszcze wypiję kieliszek czerwonego hiszpańskiego wina na tę okoliczność :)))