wtorek, 30 kwietnia 2013

czarna sukienka

Ależ miałam dziwny sen....
Przeniosłam się w tym śnie w zupełnie inne stulecie. Znalazłam się w XIX wieku. Byłam nawet ubrana stosownie do epoki. Miałam na sobie skromną czarną suknię, mocno wciętą w talii, dołem rozkloszowaną sięgającą kostek. Stałam w jakimś długim korytarzu z ciężkim pistoletem w dłoni. Po prawej stronie znajdowały się wysokie stare drzwi. W pewnym momencie drzwi się uchyliły. Stanął w nich jakiś oficer. Podniosłam broń strzeliłam w samą pierś. Upadł, ale za chwilę pojawił się następny i następny. Strzelałam, dziwiąc się, że ciągle mam w pistolecie naboje i nie muszę go przeładowywać. Ubiłam tak 7 czy 8 żołnierzy i stwierdziłam że muszę iść po posiłki, bo sama nie dam rady. Ruszyłam długim korytarzem przed siebie skręciłam w pierwsze drzwi po lewej i się obudziłam :)
Myślę, że pobiegłam po Was :) po waszą pomoc.
Co mógł znaczyć ten sen? Nie wiem. Może ubiłam w nim wszystkie swoje smutki czy problemy?
A może to jakaś trauma, wspomnienie szkolnych lat?  Mam takie wspomnienie. To było w pierwszej klasie liceum. Nauczycielka od historii poinformowała nas, że jest konkurs,  temat „powstanie styczniowe” .  Po czym wyznaczyła osoby do konkursu, kierując się czym?....ocenami z matematyki!!! No żesz!!!  Jak na złość z matmy byłam najlepsza, z historii totalna noga.  Ale co robić. Przysiadłam i zaczęłam się uczyć. I nawet coś tam w tym konkursie osiągnęłam :) Ale nerwy były straszne. Może zostało to we mnie do dziś? ;)
Sprawdziłam detale z mego snu…i znalazłam moją czarną sukienkę, na obrazie Artura Grottgera "Pożegnanie powstańca"

i żołnierzy do których strzelałam (zapamiętałam mundury z czerwonymi dodatkami) :)


hmmmmmm......w moim śnie walczyłam w Powstaniu styczniowym????

sobota, 27 kwietnia 2013

w świetle księżyca

W moim mieście dziś święto tańca. Idę tańczyć na plac pod uśmiechniętym ratuszem :)


Będę tańczyć pod ratuszem, przy świetle księżyca :)
Widzieliście księżyc dwa dni temu? Był przepiękny, ogromny. Wieczorem wisiał tuż nad ziemią jakby się miał za chwilę z nią zderzyć. Uwielbiam pełnię, chociaż budzi mój niepokój. Wszystko wtedy czuje się bardziej, człowiek jest dziwnie pobudzony, nakręcony. Dziś ksieżyc pewnie nie będzie już taki, jak przedwczoraj......ale......
Zostawiam Wam piosenkę którą bardzo lubię. Może i jest słodka, ale chyba nie lepka prawda? :)))



trzydzieści sześć sekund

W weekendy będę tu tylko grać muzykę, albo pokazywać coś co mnie urzekło.....tak postanowiłam.
Chociaż wiadomo jak to jest z postanowieniami :) najczęściej się je łamie. No ale postanowiłam!
W weekendy nie bede Wam zawracać głowy swoimi opowieściami. To czas na odpoczynek, na życie...prawdziwe życie :)
Dziś pokażę taniec....który mimo tego że trwa bardzo krótko mimo tego, że widziałam go już setki razy wciąż budzi dreszcz.
Miłość, desperacja, rozpacz, szaleństwo.....zmieścić tyle emocji w 36 sekundach.....tylko Pina Bausch tak potrafi.

piątek, 26 kwietnia 2013

And keep your hand wide open

W mojej malej kawiarence czasem gra muzyka przy której można zatańczyć.
Słyszycie? "Throw it away" - lubię tę piosenkę. Najbardziej w wykonaniu Agi Zaryan....ale dziś zaśpiewa dla was Abbey Lincoln.
Śmiało....można wejść i tańczyć, a nie tylko patrzeć przez uchylone okno :)
Kawiarenka mała....ale parkiet duży :)



Kocham tę piosenkę za te słowa:

And keep your hand wide open
Let the sun shine through
'Cause you can never lose a thing
If it belongs to you


Mam tę płytę w samochodzie. Lubię słuchać jej jadąc. Czerpię z niej siłę. 
Słonecznego popołudnia :) wszystkim.

czwartek, 25 kwietnia 2013

ogniste piękno

Proponuję najpierw włączyć muzykę i przy niej czytać mój wpis, zerkając co jakiś czas na to, co robią tancerze....tak będzie fajniej :)

Moja przygoda z flamenco trwała trochę ponad rok. Poddałam sie :)
Uwierzcie mi :) choć to z pozoru wygląda łatwo, łatwym nie jest.
Ale chyba coś w tym jest. Jest jakaś zależność, że im bardziej coś wygląda prosto i lekko, tym większego wysiłku wymaga stworzenie takiego złudzenia.
Każdy ruch ramion, każde uderzenie obcasa, każde kółeczko zatoczone dłonią, muszą być dopracowane i perfekcyjne. Te kółka, jakie dłońmi kreśli tancerka, nasza nauczycielka nazywała zrywaniem jabłek :).  Brzmi uroczo, prawda? "Zrywamy jabłuszko na dole", "zrywamy jabłuszko na górze". Ramiona przesuwają się w innym tempie, obcasy wybijają inny rytm, a dłonie zrywają jabłuszka w jeszcze innym.  Oszaleć można :)  Każdy palec dłoni w określonej kolejności musi przebyć swoją drogę w przestrzeni. Tam nic nie dzieje się przypadkowo, to efekt mozolnej pracy i wielu godzin ćwiczeń. Flamenco wymaga wytrwałości i cierpliwości. Jednak to nie dla mnie :)
Chociaż wciąż je podziwiam  i wciąż mnie zachwyca.


Inaczej wygląda flamenco w wykonaniu kobiety, a inaczej w wykonaniu mężczyzny. Zawsze jednak flamenco poprzez śpiew, ruchy ciała i gesty przekazuje najgłębsze ludzkie emocje od bólu i rozpaczy po radość. Ma w sobie ogromny ładunek emocjonalny. Nie musicie nawet znać języka, w którym jest śpiewane flamenco, a i tak odczujecie to, co tancerze i cantaor chcą przekazać.
Jesli komukolwiek spodobało się to co tu zobaczył i usłyszał. I jeśli ktokolwiek chciałby wiecej.....jest takie radio internetowe, gdzie zawsze można posłuchać dobrej muzyki z tego gatunku
http://www.rmfon.pl/radia/rmf-flamenco.html

Wielka pardubicka

W biurze, tuż po porannej kawie, zaczyna się robić ruch.
Pokój szefostwa w pobliżu, wiec i ruch duży. Zaczyna się codzienne stukanie obcasami.
Rozpoznaję już niemal wszystkich, po tempie kroków i sile uderzenia :)
Pan Adam....starszy pan idzie dostojnie i powoli, nie spieszy się...w sumie niedługo emerytura, dokąd ma sie spieszyć.
Inni panowie młodsi chodzą niemalże bezszelestnie....chyba przez sportowe buty :)
O te kroki, które aktualnie słyszę, to na pewno sekretarka. Ma buty podbite metalowymi flekami, głosno dzwonią. Idzie energicznie. Przeważnie spieszy się i nigdy nie ma czasu.
Podobne buty ma moja szefowa, ale ona zawsze idąc podśpiewuje jakieś "trala la la la" , wiec ją najłatwiej rozpoznać.
Znów słyszę tupot......o, ktoś nawet biegnie!  Po co i na co, ja sie pytam? Tu nie ma tak szalonych odległości, żeby aż biegać. To nie wielka pardubicka. No ale może stwarza pozory bardzo zapracowanej ;)
No zupełnie nie umiem skupić sie na pracy, kiedy słyszę te dum dum dum, stuk stuk stuk....masakra
A teraz.....słyszycie?......nie to nie burza i nie trzęsienie ziemi.
Jest taka dziewczyna pracuje piętro niżej ale przychodzi  na nasze piętro. Wali obcasami mocno, jak sowiecki żołnierz. Nie jest ani gruba, ani wielka, ani z armii.....a jednak :)

A przecież kobieta idąc na wysokich obcasach powinna niemalże płynąć. Powinna iść dość zdecydowanie, ale i bardzo delikatnie,  lekkim krokiem. Powinna  kołysać biodrami, w takt muzyki któa jest w niej Powinna iść tak, żeby zachwycić wszystkich wokół swoją kobiecością.
Właśnie tak:


Jeśli nie potrafi, niech zakłada wygodne buty i sie nie wygłupia :)

środa, 24 kwietnia 2013

czy przedmioty żyją?

Obawiam się że tak.
Ba! Mam chyba nawet na to dowody. I nie myślę tu o słoiku z suszonymi pomidorami, który uparcie nie chciał się dziś otworzyć. Chociaż...w sumie chyba go rozumiem. Opierał się przed ograbieniem go z tego, co miał w środku. Miał tam przecież słodycz pomidorów i słońce na którym schły. Bez nich będzie tylko zwykłym słoikiem, który albo wyląduje w pojemniku na szkło, albo trafi do piwnicznej poczekalni. Przy dobrych układach w czerwcu jego brzuszek wypełnią truskawki. A co jeśli nie? Brrrrrrrr....piwnica jest straszna
Inny przykład?
Przedmioty czasem się chowają, tak jak mój nożyk do sera. Dziś zwiał, widać zrobił sobie wolne....jego prawo, za nim dwa dni ciężkiej pracy, bo sery lubię ;)
A tak poza tym...one umieją też wpływać na mnie. Czasem tak mącą mi w głowie że potrafię schować chleb do lodówki (może było mu za ciepło w chlebaku)
Potrafię tez wrzucić pomarańczę do śmieci a skórki zostawić na stole (cóż...może ona woli gnić w koszu, niż nagle zginąć w moich ustach, zawsze to życie dłuższe o te parę dni ;P)
Generalnie coś się dzieje....przedmioty przemieszczają się, chowają, wędrują, żyją!!!
Nie wierzycie?  Ja chyba też ;)

No dobra przyznam się....czasem mam w głowie bałagan, ale za to jaki piękny :)


wtorek, 23 kwietnia 2013

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Podaruj mi Twój uśmiech

Podaruj mi Twój uśmiech....od tych słów zaczyna się ta piękna piosenka.
Usmiech.....niby niewiele a jednocześnie jak dużo i jak bardzo może to odmienić Twoje życie :)
Piosenka która chodzi za mną od wczoraj.....cudna prawda? Mam dreszcze kiedy jej słucham. Wydaje mi sie taka bliska....



Podaruj mi Twój uśmiech,
naucz mnie marzyć
tylko jedna pieszczota sprawia,
że zatracam się w tym morzu
Podaruj mi Twoją gwiazdę,
tę, która oświetla tę noc
pełną spokoju i harmonii
a ofiaruję Ci moje życie

Sprawiasz, że moje niebo
ma znów ten błękit
malujesz kolorami
moje poranki jedynie Ty
żegluję pośród fal Twojego głosu
i Ty, i Ty, i Ty, i wyłącznie Ty
sprawiasz, że moja dusza budzi się
dzięki Twojemu światłu
i Ty, i Ty, i Ty

Pokaż swoje rany, to je wyleczy
niech cały świat wie,
że Twój głos skrywa w sobie tajemnicę
nie wspominaj swojego imienia
bo na firmamencie
umrą z zazdrości
Twoje oczy są błyskiem
twoje gardło jest tajemnicą

Sprawiasz, że moje niebo
ma znów ten błękit
malujesz kolorami
moje poranki jedynie Ty
żegluję pośród fal Twojego głosu
i Ty, i Ty, i Ty, i wyłącznie Ty
sprawiasz, że moja dusza budzi
się dzięki Twojemu światłu
i Ty, i Ty, i Ty........



niedziela, 21 kwietnia 2013

Dziś w mojej małej kawiarence pachnie czekoladowym sernikiem :)
Jeszcze jakieś 15 minut i będzie gotów.
Ale póki co....możemy pośpiewać i potańczyć.
Świeci słońce, pachnie kawą, migdałami i czekoladą
śpiewamy?




Chociaż sam refren :)

Parampampín de chocolate,
En mi casa me están haciendo,
Parampampín, para que veas
Cómo yo me estoy poniendo

słodycz chmur

Niedzielny poranek.
Nie lubię niedzieli, wlecze się i jest jakaś nijaka. Sobota ma swój rytm, jest pełna wydarzeń. Niedziela jest raczej leniwa jak spacer po parku.  Nie mówię że spacerów  nie lubię, lubię ale do lasu, nad rzekę....no gdziekolwiek, byle nie do parku. Chociaż jako dziecko lubiłam tam chodzić. To był ten jedyny dzień  kiedy rodzice mieli dla mnie czas. Szliśmy na spacer do parku na lody, albo watę cukrową :)
Uwielbiam watę cukrową :)
I nie chodzi tu o jej smak.....bo jakiż smak ma cukier? Jest słodki i tyle :)
Nie wiem....może chodzi o wspomnienie dzieciństwa, wspomnienie tych wspólnych spacerów. A może chodzi o to ciepło na języku, kiedy wata rozpuszcza się w ustach. :))))
A może lubię ją dlatego....że kiedy podniosę ją wysoko do góry i zawieszę na błękitnym niebie, przypomina mi obłok :) a przecież tak kocham na nie patrzeć....
Ten obłok znad borów tucholskich (prezent od Zenzy :) przypomina mi na przykład wieloryba (ogonek z prawej strony) Odrobina wyobraźni i już wielki wieloryb płynie po bezkresnym, błękitnym oceanie.



Dlatego nie chcę różowej, zielonej, niebieskiej waty cukrowej. Chcę tą z mego dzieciństwa....białą i pierzastą jak obłok. Chcę mieć słodki i lepiący się nos :) Chcę poczuć to wszystko jeszcze raz :)))))


Słodkiej niedzieli.....wszyskim :)

Ps. Ekspres do kawy już się nagrzewa :) zapraszam

sobota, 20 kwietnia 2013

gadałam z bratkami

Gadałam z bratkami.....w mojej skrzynce ;)
I już wiem, kto jest kim i o co chodzi
Moje bratki mają twarze.....ale wymysliłam, nie? ;)))
phi....przecież wszystkie bratki mają twarze!!
Ten na przykład mruży oczy oślepiony słońcem


A ten ma sumiaste wąsy, krzaczaste brwi i natapirowaną fryzurę.....zupełnie nie z tej epoki ;)


Ten to panna młoda, cała w bieli, lekka, zwiewna i nieśmiała...ale jaka piekna :)


 Musiałam ją przytrzymać bo aż cała drżała na wietrze....wiadomo.....dziś ważny dzień. Bierze ślub z tym bordowym co rechocze na zdjęciu poniżej ;)



Każdy by sie cieszył biorąc za żonę tę niewinność i delikatność.
Posadziłam ich naprzeciwko siebie.........zwariowali na swoim punkcie stoją i gapią się na siebie :)))
Ech..............miłosć :)
Nie przeszkadzam im....idę sadzić bzy....

piątek, 19 kwietnia 2013

Moje małe wielkie marzenie

Mam takie swoje małe wielkie marzenie. Pewnie każdy je ma :)
Ja marzę o małej kawiarence nad morzem, gdzieś w Hiszpanii. Najlepiej w Barcelonie, bo kocham to miasto....ale o mieście innym razem. Kawiarenka będzie mała i przytulna, zaledwie kilka stolików. Tyle wystarczy...przecież ma mi dawać szczęście, a nie jakiś wielki zysk :) Będzie tam zawsze dobra, aromatyczna kawa i kawałek domowego ciasta (jeśli ktoś miałby ochotę na odrobinę słodyczy) Będzie dobre wino i coś do wina. Będą tam przychodzić stali klienci, którzy od progu będą wołać radośnie "Hola Julia". Opowiedzą o tym co ciekawego wydarzyło sie u nich od wczoraj, ja opowiem o moich kłopotach i radościach. Fajnie byłoby mieć takie przyjazne miejsce.....
Chociaż właściwie ja już je mam. Mam moją kawiarenkę z marzeń :) Tez jest niewielka, tez kilka stolików i stali goście. 
Rano, tuż po otwarciu zawsze wpada Dżej. Robi dużo hałasu i zamieszania jak to ona :) Wypija swoje espresso na stojąco, poszczebiocze, pośmieje się i leci do pracy.
Po Dżej zwykle przychodzi Abi.Zawsze pije latte...ma czas, opowiada o tym co u niej, pokazuje swoje grafiki. Abi to oaza spokoju i bardzo pogodna dusza :)
O różnych niespodziewanych porach przychodzi Zenza. Jest trochę jak kot.....wślizguje się niezauważalnie i cichutko siada przy stoliku. Parzę mu jego ulubioną zieloną herbatę. Bywa, że wpada tu tylko na trochę, a czasem spędza ze mną całe przedpołudnia i snuje swoje opowieści znad parującego kubka herbaty. Kocham te jego opowieści :)
Po południu zjawiają się Maga i Niedźwiedzica. Nalewam im kieliszek czerwonego wina. Nalewam im i sobie, przysiadam sie na chwilkę. Sączymy wino, one opowiadają o tym co za oceanem, ja im o tym co w kraju. Czasem przynosza coś dobrego do jedzenia. Wybornie gotują :)
Krzysztof zjawia się o różnych porach. Zawsze pije czarną kawę. Nie siedzi tu długo. Mam wrażenie że jest troszkę zabiegany...ale może tylko mi się wydaje.
Chyba przedstawiłam już wszystkich stałych gości mojej małej kawiarenki.  Oprócz nich bywają tu i inni, znani bardziej lub mniej. Przychodzą na małą kawę albo na kieliszek wina. Zamieniamy parę słów i wychodzą. Są też i tacy którzy w milczeniu wypijają swoje cappuccino, przysłuchując się tylko rozmowom przy barze. Nie wiem czy są nieśmiali czy po prostu smutni. Skąd to milczenie
Ale wszyscy (ci milczący też) są tu mile widziani. 
Na każdego z Was czekam z uśmiechem :) i muzyką
w mojej małej kawiarence :)


Feralny piątek

Od początku coś mi w tym dniu zgrzytało, od początku szło nie tak. Nawet te krople deszczu na szybie samochodu, były jak zapowiedź łez....
Feralny piątek
"Felicidades por el trabajo que has realizado durante estos días en la búsqueda de El Dorado, sin embargo, sentimos comunicarte que no podrás participar en la final, porque hoy has tenido dos errores en tus respuestas. Muchas gracias por tu participación. :)
  Un saludo,"
Co oznacza, że popełniliśmy dwa błędy i wypadamy z gry. Ale zabawa była przednia przyznacie. Coś się działo, tętniło. A ja lubię czuć życie! A nie tylko przesypywać je między palcami, jak piasek.
Dziękuje wszystkim za udział :* byliście cudowni.
Za rok znów mamy szansę :) a dziś czas sie pożegnać z konkursem 
Wracamy naszym statkiem tam skąd przybyliśmy.....

czwartek, 18 kwietnia 2013

Czwartek... Dzisiaj czwartek?

Czwartek... Dzisiaj czwartek? Czwartek! Niemożliwe, to potworne!
Nadszedł tak niespodziewanie....środa tez była niespodziewana. Jak ten czas gdzieś......chyba poza mną płynie :)

 ¡Enhorabuena! Has pasado a la siguiente etapa.
 En el archivo adjunto encontrarás tu recompensa: 5 sílabas.
 Te falta muy poco para encontrar El Dorado. ¡Mucha suerte!

I znów się nam udało. Kolejny etap podróży zaliczony.  Czuję ten wiatr w żaglach.
Chociaż krótka noc za mną, druga kawa przede mną, głowa gdzieś w chmurach, ale płyniemy

Dzisiejsze pytania:
1.Jesteś w jaskini w której możesz zobaczyć najstarszą sztukę w Argentynie. Miejsce to ma coś wspólnego z niektórymi miejscami w Polsce takimi jak Stare Miasto w Krakowie, Historyczne centrum Warszawy, Zamek w Malborku. Co ma wspólnego?..........Argentyna z Polską......nie wiem ;)

2. Jedziemy 4000 km na północ, do Boliwii. Istnieje tam 35000 stanowisk archeologicznych. Blisko najwyżej położonego jeziora na świecie są ślady rożnych kultur. Nazwa jednej z nich w dzisiejszym języku oznacza “por casualidad, por suerte”. ????????????

3. Jednym z najważniejszych miejsc w Boliwii jest miasto które ma 7 architektonicznych konstrukcji. Jedno z nich La Puerta del Sol jest pilnowane przez człowieka. On powie Ci gdzie szukać El Dorado. Kogo mam zapytać gdzie jest El Dorado?

4. Jesteśmy blisko końca. Jesteśmy w zimnych górach Kolumbii. Blisko znajduje się laguna, bardzo ważne miejsce dla tubylców, "los Muiscas" Jak nazywa się ta laguna?

5. Jesteś świadkiem najważniejszego święta dla Muiscas. W czasie tego święta wybiera sie nowego wodza (Cacique) Ludzie żyją ta imprezą. Ubierają się w najlepszą biżuterię, szmaragdy, przygotowują tradycyjne dania i prezenty dla bogów. Nowy wódz plemienia skąpany w złoty pył wspina się na tratwie i...........
Powiedz co się tam dzieje? Obiekt ten znajduje sie obecnie w muzeum Złota w Bogocie
Możesz go zobaczyć tu:
(http://www.googleartproject.com/)
podaj nazwę obiektu, opisz jaki jest, ile jest tam osób, jakie cechy posiada, co sądzisz o wodzu, jak się ubrać? OMG!!!!!!!!! ile pisania

a tera en Espanol
  1. La cueva donde estás, donde puedes ver las expresiones de arte indígenas más antiguas de la Argentina, tiene algo en común con algunos lugares de Polonia como: el casco antiguo de Cracovia, el centro histórico de Varsovia, el castillo de Malbork… ¿Qué tienen en común?
  2. El siguiente destino de la expedición está a más de 4000 kilómetros al norte: Bolivia. Allí hay más de 35000 lugares arqueológicos. Cerca del lago más alto del mundo hay rastros de varias culturas. El nombre de una de estas culturas significa en el lenguaje actual “por casualidad, por suerte”.
  3. Una de los lugares indígenas más importantes en Bolivia es una ciudad que tiene 7 construcciones arquitectónicas. Una de ellas, La Puerta del Sol, está protegida por un hombre. Él te dirá dónde se encuentra El Dorado. ¿A quién debes preguntar dónde está el Dorado?
  4. Es el final del recorrido. Queda muy poco para encontrar El Dorado. Las historias, pistas y misterios resueltos te han traído hasta las frías montañas de Colombia. Muy cerca de la actual capital se encuentra una laguna. Este es un lugar muy importante para los nativos de la región, los Muiscas. ¿Cómo se llama esta laguna?
  5. Ahora que has encontrado la laguna vas a ser testigo de una de las fiestas más importantes para los Muiscas. En esta fiesta se elige al nuevo jefe (Cacique). El pueblo vive una gran fiesta: se visten con sus mejores joyas hechas de oro, esmeraldas y metales preciosos, preparan comidas tradicionales y lo más importante, los regalos para los dioses. Al nuevo jefe de la tribu lo bañan en oro en polvo, después se sube en una balsa y… Mejor cuéntanos tú qué pasa allí. Existe un objeto que representa esta importante ceremonia. Este objeto se encuentra actualmente en el Museo del Oro de Bogotá, pero lo puedes ver detalladamente si visitas la página web de Google Art (http://www.googleartproject.com/) y escribes el nombre de este objeto. ¿Cómo es este objeto? ¿Cuántas personas ves allí? ¿Qué características especiales tiene? ¿Cuál crees que es el Cacique? ¿Cómo va vestido?
 
No i oczywiście muzyka....hiszpańska muzyka



Flauta

Krzysztof wpadł na pomysł, że można by o nas nakręcić film :) genialny pomysł!!!
W tzw. międzyczasie i oczekiwaniu na wyniki....parę uwag dla Krzysztofa....żeby wiedział co i jak zrobić :)
nazwijmy je drobnymi wskazówkami dla producenta
na początek chciałabym klasycznie...taka standardowa czołóweczka....da sie tak? ;)


Scenariusz sam się pisze każdego dnia :) i role też mniej wiecej podzielone.
Najciężej i najwytrwalej pracują Niedźwiedzica i Dżej.
Maga pewnie coś w tym czasie pichci dla załogi żeby nie opadła z sił :)
Zenza jest kapitanem, pilnuje żebyśmy nie zboczyli z kursu ;) 
Ja jak jakaś piratka....załóżmy że taka :P..........fajna nie?

wpadam i rabuję to co dziewczyny zdobyły (aż mi głupio) i niosę łupy do bazy.
Reszta załogi albo pod pokładem albo gdzieś na dziobie sie opala ;)
Co by tu jeszcze.....dopowiedzieć-podpowiedzieć
Zenza zaproponował już wczoraj muzykę do filmu. 
Ja akceptuję :)
Piosenka zawiera słowa: hiszpańskie dziewczyny, port, rejs, marzenia....no pasuje jak ulał :)


macie jakieś uwagi jeszcze? Co do przyszłej superprodukcji?

Trzeba by zabić jakoś czas do południa :)


środa, 17 kwietnia 2013

I przyszła środa dzień trzeci

Podróży do El Dorado ciąg dalszy.
Jesteście gotowi?

Pytanie pierwsze - Jesteś na ziemi Inków, jak nazywali się założyciele dynastii Inków, którzy pojawili się w regionie jeziora Ticitaca. Postacie te pojawiają się w różnych legendach.....kto się zgłasza na ochotnika? Historia Inków..to może być ciekawe :)

Pytanie drugie - wsłuchujesz się ciekawie w język, który nie przypomina hiszpańskiego, ale ma niektóre piękne słowa takie jak choclo, mote, quincha, cuy..........o jaki język chodzi......trudne, bardzo trudne

Pytanie trzecie  - Kolumb odwiedził już ziemię Inków, niesamowite miasta w górach. Poznał historię tych ziem. Jest już bardzo zmęczony. Jest na morzu....czy to już koniec wyprawy? Dookoła tajemnicza mgła. W oddali widać ziemię, to wyspa, na niej widać rzeźby, ogromne kamienie. Gdzie jesteś? jak nazywa się ta forma sztuki? (kurcze nie wiem jak to dokładnie przetłumaczyć)

Pytanie czwarte - Następny cel Chile. Mieszkają tam różne "grupy"tubylców. Mieszkają tam od dawna. Możesz wymienić 5 z nich?

Pytanie piąte - Patagonia. Znajduje się tu jaskinia, która ma na ścianach malunki. Miejsce to było zajmowane przez tysiące lat przez różne grupy ludzi. Pierwsi mieszkańcy pojawili się tam 9000 lat temu. Malowali sobie różne części ciała, co dało nazwę tej jaskini? Czasem trudno mi przetłumaczyć. I pytanie w oryginale "Qué representaciones encuentras en ella?"
Tłumacz google tłumaczy "jakie reprezentacje są w nim?" ale to nawet głupio brzmi. Jakoś tak futbolem zawiewa. Muszę to pytanie "doszlifować" :)

na rozgrzewkę muzyka
Fajna nie?
jak nie pytania.....to chociaż posłuchajcie :)


High Noon

 


Zbliża się godzina zero.....
Wszyscy z niepokojem patrzą na zegar. Czy się uda?! Napięcie rośnie. Palce nerwowo przebierają w pobliżu koltów....Pot cienką strużką spływa ze skroni.
Ludzie w kościołach modlą się o szczęśliwe rozwiązanie. Bary pełne są tych którym nie starcza nerwów.....zapijają stres...
Wszyscy schodzą się i zjeżdżają się do miasta..
W samo południe wszystko się wyjaśni
Przeszliśmy dalej, czy nie? Jesteśmy w grze, czy wypadamy?
Powietrze gęstnieje i zaczyna falować. Robi się naprawdę gorąco!!
Ale wytrzymajmy jeszcze chwilę......tik-tak tik-tak tik-tak
Słyszycie gwizd pociągu? To nadchodzi wiadomość!

wtorek, 16 kwietnia 2013

wyścigi dzień drugi

Wysłałam to co wczoraj udało mi sie nazbierać. Dostałam odpowiedź :)

Hola;)
FELICIDADES pasas a la siguiente etapa.
A continuación, tienes las primeras 5 sílabas.
Sigue jugando y mucha suerte
Saludos,

Znaczy że przeszłam pierwszy etap.
Jesteśmy na drugim
Uwaga skupcie się :)
Pytanie pierwsze - Ile poziomów ma Tikal Temple II.....nie wiem czy poziomy na zewnątrz czy wewnątrz...no ale poszukam
Pytanie drugie - jedziemy na południe, jakiś wulkan, na szczycie żółty kwiat, jego nazwa używana jest na Kostaryce.....jaki to kwiat
Pytanie trzecie - Tubylcy mówią rodzimym językiem podobnym do języka kultury Majów i Azteków, mówią także w języku ""nahuatl" co to za grupa?  A cholera wie co to za grupa.
Pytanie czwarte - wypływamy na Pacyfik, docieramy do miejsca, które znajduje sie najbliżej słońca. Jest tam zimno i ludzie noszą wełniane koce, jesteś w miejscu zamieszkałym przez kulturę Puruha. Co to za kraj? ratunkuuuuuuuuuuuu......nie wiem. Najbliżej słońca i zimno? Absurd....wołam tu Dżej jako specjalistkę od absurdów :)
Pytanie piąte - Już wiesz gdzie jesteś, to kraina Inków. Jest tam droga  zadeklarowana na Listę Światowego Dziedzictwa) Jak to droga?
I co Wy na to? Idziemy dalej czy tylko muzyczki posłuchamy?


czy anioł moze być rudy?

Wierzycie w Anioły? Ja wierzę……wierzę, że jest ktoś kto nade mną czuwa.
Już nie raz czułam, że umykam jakiemuś nieszczęściu. I nawet kiedy w moim życiu dzieje się coś mało przyjemnego wiem, że to ma jakiś cel.  Że dzieje się po to, żeby doprowadzić mnie w zupełnie inne miejsce. Ustrzec przed czymś złym.
Wierzę, że to on nade mną czuwa i prowadzi przez życie. Ma ze mną ręce pełne ręce roboty. Jestem niepokornym i niespokojnym duchem :)
Ciekawa jestem jak wygląda. Czy jest ognistorudy jak ja? I równie romantyczny?
Nie chyba nie, taki by nie dał sobie rady ze mną. Jeśli byłby kobietą, to pewnie taką jak Maga albo Niedźwiedzica....to są naprawdę silne dziewczyny, nie odbierając im oczywiście prawa do romantyzmu :)
A może mój Anioł jest mężczyzną……….oooooo tak byłoby fajnie :) Może mój anioł jest wysokim przystojnym mężczyzną z brodą :) tak, takim kilkudniowym zarostem :)
Tak go widzę, tak jest idealnie :)

No...to były moje fajtazje :) a prawda jest taka.....że czasem Anioły zstępują na ziemię i stają się naszymi przyjaciółmi. Wspierają nas w codziennym życiu. Są naszymi powiernikami i kimś kto sprawia że przestajemy się bać.
Ja też mam wokół siebie takie Anioły. I mimo tego, że mieszkają w różnych odległych miejscach cały czas czuję ich obecność.
Fajnie, że zeszliście z chmur na ziemię i jesteście ze mną.
Dziękuję :*

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Konie ruszyły

I to z kopyta ruszyły!!!!!!
Pytanie pierwsze - ludzie którzy zamieszkiwali Kubę od wieków
a skąd ja mam kurna wiedzieć albo GUANAHATABEY, albo TAINOWIE, to zalezy na które wieki mam patrzeć.
Pytanie drugie - owoce z Kuby....pikuś, wystarczy tylko przetłumaczyć te wszystkie banany i pomarańcze
Pytanie trzecie - opisać Chichen Itza, co to jest, co tam jest, co można tam zrobić, zobaczyć...trochę dużo pisania, no ale niech tam załóżmy że się pomęczę i opiszę
Pytanie czwarte - język najczęściej używany przez rdzennych mieszkańców Meksyku.
Meksyk to kraj 364 języków!!!!! I ja mam wybrać który to?
I wreszcie pytanie piąte - Piramidy Tikal i ich funkcje


Ja nie wiem
ja sama nie wiem
czy nie wolę na tej łące się położyć i posłuchać szumu strumienia, zamiast ganiać po Meksyku i szukać czegoś czego może nigdy nie znajdę....
O tu może, na tym zboczu pełnym mleczaków, się położę....i posłucham, co świerszcze mają mi do powiedzenia :)


En busca de El Dorado

Ruszyły dni hiszpańskie, w mojej szkole (językowej) i w moim mieście.
Dni hiszpańskie to czas z hiszpańskim kinem, muzyką, kulturą, kuchnią, koncertami i fiestą.
Ale to także czas konkursu :)
Znów sie zapisałam!!! A co!!
W zeszłym roku doszłam do finału, na koniec było losowanie....no i niestety, nie ja byłam tą, która wygrała. Chociaż jak dla mnie samo dojście do tego miejsca było już wygraną :)
Zaledwie po roku nauki dojść do finału "łeb w łeb" z tymi co sie ucza pięć tat!!!
Może i na tarczy ale i trochę z tarczą wyszłam z tej imprezy :))
W tym roku tytuł konkursu brzmi "En busca de El Dorado" czyli będę musiała odnaleźć El Dorado miejsce owiane tajemnicą i budzące ciekawość wielu badaczy z całego świata. Legenda głosi, że była to kraina całkowicie zbudowana ze złota, pełna niewyobrażalnego bogactwa. Znajdowała się w bezkresnych i malowniczych rejonach Ameryki. Zauroczeni legendą badacze wyruszyli na poszukiwania, niestety bez skutku......a ja mam znaleźć???? No ale cóż.....
Muszę zebrać 29 sylab, z których powinnam ułożyć finalną sentencję w języku hiszpańskim. Pytania i wskazówki będą publikowane każdego dnia od 15 do 20 kwietnia. Będzie się to odbywało po hiszpańsku na stronie szkoły. Osiem wskazówek będzie umieszczonych w różnych lokalizacjach na mieście, a ostatnią udostępnią mi w finałową sobotę. To tak w skrócie :) Na każde 5 sylab dostanę 5 wskazówek i mam dobę na podanie rozwiazania.
W zeszłym roku trochę ktoś mi pomagał (nie Hiszpan żeby nie było!!), czasem trzeba było coś odnaleźć w ksiażkach do których nie miałam dostępu, w wierszach poszukać odpowiedzi. W tym roku pomagać mi już nie będzie.....to wiem, ale liczę na Was :) na wasze wsparcie. Jak sobie z czymś nie będę radzić to Was poproszę o pomoc.
To jak
Pomożecie?
Jako zachęta mega energetyczna piosenka o pięknej Malagueñe
Aaaa i jeszcze....nie chodzi mi o zwycięstwo, tylko o fajną zabawę :)

niedziela, 14 kwietnia 2013

dzień poza czasem

Zrobiliście sobie kiedyś taki dzień? Poza czasem?
W taki dzień życie wolniej płynie. W taki  dzień nie mamy żadnych konkretnych planów, nigdzie się nie spieszymy, nie musimy niczego pilnego załatwić. W ogóle nic nie musimy.
Zrobiłam sobie kiedyś taki dzień w piękny majowy weekend. Wsiadłam w auto i pojechałam do Augustowa. Na jeziorach jeszcze przed sezonem. Na pomoście żywego ducha….cisza. Taka cisza mnie zachwyca i oczarowuje, do tego stopnia że szepczę żeby przypadkiem jej nie zakłócić? Czy czasem za nią tęsknicie? Ja tak. 
Tafla jeziora była gładka jak świeżo wypolerowane lodowisko. Pusty pomost. Położyłam się wprost na drewnianych deskach. Wzięłam do ręki książkę….próbowałam czytać. Kurcze, wiecie jak trudno czytać kiedy jest tak pięknie?
Trzy zdania w książce kwadrans gapienia się na jezioro…..no jak się nie gapić powiedzcie sami. Zdjęcie co prawda z komórki ale i tak idealnie oddaje to co widziałam i czułam.
To był piękny dzień…….a jednak nie do końca. Owszem wyciszyłam się, odpoczęłam….ale jednak, brakowało mi tam kogoś. Kogoś bliskiego, z kim mogłabym podzielić się tym pięknem. Kogoś komu mogłabym powiedzieć: patrz jaki niesamowity zachód słońca.
Zachodów słońca nie powinno sie oglądać samotnie... 

Warto zrobić sobie „dzień poza czasem”
warto oderwać się i zapomnieć o tym co trzeba, co powinnam, co muszę…..
ale jednak...bez kogoś bliskiego obok, taki dzień nie ma sensu.
Czuje się tak jakby tylko pół radości....

piątek, 12 kwietnia 2013

W tańcu możesz sobie pozwolić na luksus bycia sobą

"....bo ciało to ruch. Bez ruchu nic nie ma, nic się nie dzieje, nic nie może się stać. A po ruchu jest tylko nuda i pustka. Więc może po to tańczymy, żeby udowodnić innym, że żyjemy? Żeby uwolnić się od twardego dotyku ziemi, pokonać siłę grawitacji? Podskoczyć wysoko i nie spaść?"
Kocham taniec...nie wyobrażam sobie życia bez niego, stał się już częścią mnie.
Tańczę w małym klubie za miastem. Skromne wnętrze na poddaszu pracowni rzeźbiarskiej. Mała sala, a w niej ludzie o wielkim sercu. Ludzie, którzy nie tylko tańczą, oni „wyznają” taniec.  Zarażają miłością do tańca i muzyki.
Tańczę zawsze w piątki…czekam na te piątki jak dzieciaki na Mikołaja i prezenty. Mimo tego, że za mną ciężki tydzień, mimo tego, że zmęczenie…zawsze znajduję siły na to żeby spotkać się z moimi przyjaciółmi i razem z nimi przenieść się na te kilka godzin na ulice Kuby, do małych klubów, w których nocne życie pulsuje muzyką.
Staję na przed lustrami, światło lekko przygaszone….cisza….słychać tylko szum wiatraka uwieszonego pod sufitem. Z niecierpliwością czekam na pierwsze dźwięki. Kiedy tylko je usłyszę….znika cały świat. Jestem tylko ja i muzyka. Niemalże unoszę się nad ziemią. W pewnym momencie kątem oka dostrzegam w lustrze piękną rudą dziewczynę z rozwianymi włosami. Soczyście zielona sukienka wiruje wokół jej ud. Nie przerywając tańca szukam jej błądząc wzrokiem po sali…..i nie znajduję. Jeszcze jeden rzut oka do lustra….to muszę być ja, nie do uwierzenia!!
Tak…..taniec mnie zmienia, kiedy tańczę jestem kimś zupełnie innym. Jakbym zrzuciła z pleców wypchany problemami plecak codzienności. Uwolniona od ciężaru wiruję jak ważka na wodzie. Taniec sprawia, że czuję się piękna…niby nie ja, a jednak to ja….tyle że uśmiechnięta i z błyszczącymi oczami
 Taniec jest jak rozmowa…chciałabym umieć kiedyś powiedzieć tak
że kocham


czwartek, 11 kwietnia 2013

Świat z dwóch tysięcy kawałków

Mieliście kiedyś wrażenie, że wasz świat rozpadł się na milion kawałków? Że nic już się nie da z tym zrobić, że może lepiej zasnąć i wcale się nie obudzić.
Owszem na początku jedynym wyjściem może się wydawać ucieczka w „sen”
Ale można przecież ten świat próbować poskładać. Wymaga to wiele pracy i wysiłku. Potrzeba dobrych chęci i cierpliwości. No i od czegoś trzeba zacząć.
Ja zaczynam od układania….układania wszystkiego w swojej głowie.
Ale żeby zacząć cokolwiek układać w sobie, muszę najpierw uspokoić ciało, wyciszyć rozedrganie, zająć czymś ręce.
Czymś, co mi zawsze pomaga w trudnych chwilach są puzzle.
Składając kolejne elementy obrazka, jednocześnie składam z powrotem samą siebie. Z każdym kolejnym klockiem jestem o krok do przodu, o krok bliżej dawnej mnie, tej sprzed wielkiego wybuchu.
Im więcej elementów, im trudniej, tym lepiej. Więcej czasu na zastanowienie się nad sobą, nad życiem. Kiedy jeszcze mam oczy pełne łez, kiedy głowę pełną problemów układam pierwsze najwyraźniejsze elementy obrazka. Bo to łatwe, bo układa się szybko, bo wciąga, bo daje radość. Ale im dalej tym trudniej….Tyle, że sił już więcej i spokój większy. Na koniec zostają te najtrudniejsze fragmenty…tło.  Często jednolite, różniące się tylko subtelnie odcieniem. Czasem bywa tak, że uda mi się dopasować dwa, trzy elementy w ciągu dnia, ale więcej nie potrzebuję jestem już spokojna….zostało mi w sumie niewiele do końca, ale nie spieszę się
Z ostatnimi kawałkami chcę mieć pewność, że poczuję zupełny spokój.



Co zrobię, kiedy skończę? Oprawię mój obraz i powieszę w sypialni, nad łóżkiem. Niech mi przypomina, z jakim mozołem składałam samą siebie. Z jakim trudem udało mi się wrócić do „świata żywych”. Niech będzie wspomnieniem ciszy i piękna Toskanii. Tej którą pamiętam z wakacji.



A potem
Potem kupię nowe pudełko bardzo trudnych puzzli.
Niech leżą i czekają….w mojej domowej apteczce….jak lek ratujący życie           
I mam cichą nadzieję, że już nigdy nie będę musiała go użyć :)

środa, 10 kwietnia 2013

niebieskie wstązki




niebieskie wstążki
będę czekać na niego
w porcie w Hamburgu

Czy to już haiku? Pewnie nie ;) Może Sebastian mi to powie, kiedy tu do mnie zajrzy.
Nie znam się na haiku, nie umiem pisać wierszy, nie byłam nigdy w Hamburgu.
To dlaczego to napisałam, te trzy wersy?
Bo ta myśl przylgnęła do mnie wczoraj wieczorem. Obraz morza, czekania, tęsknego wpatrywania się w horyzont. Dobrze jest mieć na co czekać, dobrze jest marzyć i pragnąć. Bo to nadaje życiu sens.

Co prawda nigdy nie byłam w porcie w Hamburgu, ale byłam w kilku innych, małych portach. Zarówno tych z luksusowymi jachtami, jak i małymi żaglówkami, czy kutrami rybackimi. Wszystkie były raczej do siebie podobne, oprócz jednego, który szczególnie zapadł mi w pamięć. Port w Zadarze.
Spacerując wzdłuż nabrzeża, kiedy się już minie wszystkie zacumowane łodzie, dochodzi się do miejsca, w którym słychać piękną muzykę…magiczną, niezwykłą, hipnotyczną jak syreni śpiew. Ten dźwięk to wodne organy.  Posłuchajcie…..popatrzcie…wczujcie się ze mną w klimat tego miejsca
http://www.youtube.com/watch?v=LBhk5KFwLVc

Znalazłam się tam wieczorem, słońce akurat zachodziło wypełniając horyzont purpurą, gdzieś w oddali płynął samotny żaglowiec…może ktoś tęsknie go wypatrywał, może ktoś akurat w porcie na niego czekał.
Dobrze jest na coś, na kogoś czekać…..

wtorek, 9 kwietnia 2013

Tęsknię za ludźmi których kocham

Spotykamy na swej drodze ludzi, którzy z różnych powodów zapadają nam głęboko w pamięć. Nawet, jeśli kontakt z nimi już dawno został zerwany…. myśl o nich ciągle wraca.

Miałam kiedyś w pracy przyjaciółkę. Cudowna kobieta. Kilkanaście lat różnicy miedzy nami nie stanowiło żadnego problemu. Wyglądała jak kwintesencja kobiecości, jak Marylin Monroe. Ten sam kolor włosów, podobna figura.  Zawsze radosna, roześmiana, zawsze znajdowała czas na chwilę rozmowy. Powierniczka moich tajemnic i nauczycielka życia. Ostrzegała przed wszelkimi pułapkami, jakie mogą kiedykolwiek na mnie czyhać.
Pamiętam jej czerwoną rozkloszowaną sukienkę i zapach perfum, który unosił się za nią w powietrzu…..Paloma Picasso. Bardzo je lubię i odkąd ją poznałam zawsze mam w domu flakonik tych perfum. Używam je tylko na specjalne okazje. Jakbym się bała, że nadużywając ich roztrwonię wspomnienie po mojej przyjaciółce.
Nell zginęła w wypadku samochodowym dziesięć lat temu.....brakuje mi jej.
Czasem myślę, że może tak było dla niej lepiej, bo mimo milionów uśmiechów, jakie miała dla wszystkich, wcale nie miała lekkiego życia. A może myślę tak, bo tak jest mi łatwiej pogodzić się z tym, co się stało.
Nie mam po niej żadnej pamiątki, odeszła nagle…..zostały mi jedynie w pamięci jej uśmiechy, słowa, gesty….i zapach jej perfum. Kiedy idę na jej grób, za każdym razem nie umiem powstrzymać łez. Choć to już tyle lat. Nell już na zawsze pozostanie w mojej pamięci

Tęsknię za ludźmi, którzy pojawili się w moim życiu, byli dla mnie bardzo ważni, a potem nagle odeszli. Odeszli z różnych przyczyn, czasem od nich niezależnych, tak jak Nell. 
A czasem dlatego że tak chcieli, po prostu.....



poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Zachwyt nad merdaniem

Ten rytmiczny ruch ogona wciąż budzi mój zachwyt :)
wypowiem jego imię…..merda
uśmiechnę się do niego….merda
usłyszy brzęk miski…..merda
nawet, kiedy je to też merda, a tego to już w ogóle nie mogę pojąć, jak można jeść i merdać jednocześnie?

Kiedy zawitał u nas cztery lata temu wyglądał tak
 

Słodko prawda?

Rozrabiał, psocił, gryzł meble, buty (dwie pary nowiuśkich szpilek) a mimo to kochałam go coraz bardziej.

Wołowina, która nagle zniknęła z kuchennego blatu to oczywiście nie on…..przecież ma swoją karmę. On nic na ten temat nie wie ;)


Zaginione kapcie……absolutnie nie on….on jest ponad to ;))


Spacery z nim dają mi mnóstwo radości. Uwielbiam patrzeć jak tarza się w śniegu rozkosznie mrucząc. Dziś nawet zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest psem lawinowym i czy przypadkiem nie odnalazł kogoś w ogromnej hałdzie śniegu utworzonej przez spychacz. Tak namiętnie w niej kopał ;)
Czasem mówię do niego "książę", uśmiecha się wtedy do mnie.
Zawsze mnie wysłucha, nie krytykuje, nie drwi, czasem tylko westchnie :) Kiedy chcę się wypłakać, najlepiej w jego futro. Nie powie "czego beczysz, nie widzę powodu do płaczu". Wyczuwa kiedy mi źle, kiedy jestem chora i wtedy zawsze jest blisko........i ma takie aksamitne uszy.
I jak tu go nie kochać?

Dodatek specjalny dla Zenzy...który mówi że koty nie przepadają za psami :)