poniedziałek, 2 grudnia 2013

roztańczony weekend



 Za mną roztańczony weekend. W sobotę maraton, warsztaty z salsy, bachatanga i kizomby, a w niedzielę prelekcja  Cristiana Rubina (rodowitego Argentyńczyka) na temat początków tanga w Polsce. Co prawda stare milongi nie bardzo mi się podobają....



i wolę tango nuevo....no ale co kto lubi :)


Po prelekcji był koncert starych polskich tang i pokaz w wykonaniu moich instruktorów, jak zawsze piękny! 

W tym roku minęło dokładnie 100 lat odkąd tango pojawiło się w Polsce. Po raz pierwszy taniec ten został zaprezentowany 28 października 1913 roku w Warszawie w nieistniejącym już dziś Teatrze Nowości. Prawdziwy rozkwit popularności tanga w Polsce nastąpił jednak w dwudziestoleciu międzywojennym. W latach 20. i 30. XX wieku nagrano w Polsce około czterech tysięcy tang!!!  Te najbardziej znane to  "Ta ostatnia niedziela" i "Tango Milonga" śpiewane przez Mieczysława Fogga.
Tango wywodzi się z Argentyny i Urugwaju, ale szybko rozprzestrzeniło się poza ten region i tak naprawdę jest teraz obecne na całym świecie. Tango to muzyka, która wyraża miłość. Może to być miłość zarówno do otaczających nasz osób, jak i do życia - podkreślał Cristian Rubin w swojej prelekcji.

A wiecie że początkowo tango tańczyli tylko mężczyźni? Dlaczego? Ano dlatego że nie mieli innego wyjścia. Kiedy w połowie XIX wieku Argentyna zaczęła budować kolej, żeby udostępnić leżące w głębi kraju zasoby naturalne, ówcześni rządzący zdali sobie sprawę, że bez napływu świeżej krwi z łupienia kraju będą nici. Na początku XX wieku gęstość zaludnienia w Argentynie wynosiła tylko ok 11 osób/km2. Do Argentyny ściągali głównie młodzi mężczyźni ze starego kontynentu by się dorobić i wrócić do ojczyzny. Emigracja na zasadzie: "popracuję kilka lat, odłożę trochę grosza i wrócę".
Jednym ze skutków ubocznych imigracji  tego typu była wielka nierówność proporcji płci - liczba mężczyzn wielokrotnie przewyższała liczbę kobiet. Nic więc dziwnego, że na początku mężczyźni ćwiczyli taniec razem. Aby jakakolwiek partnerka zechciała z kimś zatańczyć, ten ktoś musiał być już naprawdę dobrym tancerzem. Nie było szans, żeby pójść na milongę po to, żeby sobie poćwiczyć. Kilka miesięcy młody adept odgrywał tylko damską rolę, potem pozwalano mu już zamieniać się rolami z kimś na podobnym poziomie. Trzeba było jeszcze kilku kolejnych miesięcy ćwiczeń żeby starszy tancerz zabrał młodszego na milongę. A i tak żeby żółtodziób mógł zatańczyć z kobietą, jego starszy kolega musiał mu to załatwić u jakiejś swojej znajomej. Lekko nie było, ale pewnie panowie umieli cudownie tańczyć.....


51 komentarzy:

  1. No cóż Mirabelka nie miała okazji potańczyć Tanga Milonga, może dlatego, że nie bardzo potrafi w tańcu utrzymać się na nongach ;)))
    Fajny weekend :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak się Mirabelce kolanko zrehabilituje, to kto wie...... :)
      Pięknego poniedziałku śliweczko :*

      Usuń
  2. Do tanga trzeba dwojga i ten drugi to musi podobno mieć twardy uchwyt- no to potańczymy :)
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. ale tanecznie u Ciebie :))) tez bym poszalała na parkiecie, ale cóż...;)
    faceci razem w tangu wyglądają śmiesznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak dziwnie nie? Ale zauważyłaś że co jakiś czas zamieniają się rolami?

      Usuń
    2. nooooo :)))) że w życiu tak nie można .... :D

      Usuń
    3. kurcze....a może można? :)))))

      Usuń
  4. Mi muzyka w tańcu nie przeszkadza... nic a nic:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. jak cudnie tanecznie i to jakie tańce....
    tańcuj Julio tańcuj!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja własnie wcinam ptysia, więc ??? potem tańce???

      Usuń
    2. Ptyś to co najmniej godzina salsy :D

      Usuń
    3. a ja mam dziś dzień na słodko..właśnie jem moje ulubione cukierki...więc chyba tańców dla mnie zabraknie:)

      Usuń
    4. http://na-koncu-flesza.blogspot.com/2013/11/dlaczego-warto-chodzic-po-schodach-i.html
      tu Mroczny tłumaczy jakiś manewr z pączkami którego ja nie pojmuję, ale może Tobie się uda :)))

      Usuń
  6. kiedyś, dawno temu kilka razy tańczyłam na tango, na ślubie... hehe, ale to dawno było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noooooo to pierwsze koty za płoty :))

      Usuń
    2. teraz to już z tańca, mam tylko tango w głowie :)

      Usuń
  7. Jedno z moich marzeń to nauczyć się tańczyć tango argentino... Rrrrroxanne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwe to nie jest...najważniejszy jest dobry partner :))
      Kiedy tańczę z moim instruktorem, mogę zamknąć oczy i doskonale wyczuwam co mam zrobić i dokąd iść.

      Usuń
    2. Eeeech, minusy małych miasteczek. Żeby u nas była jakaś taka szkoła...

      Usuń
    3. A daleko masz do większego miasta?

      Usuń
    4. 60 km. Sprawdzałam grafiki w różnych szkołach. Jedyną opcją dla mnie byłyby zajęcia w piątkowe wieczory, a takich zazwyczaj nie ma. A jak już w jednej szkole się pojawiły to okazało się, że było zbyt małe zainteresowanie, żeby powstała grupa...

      Usuń
    5. Daleko :(((
      Zostaje wakacyjny wyjazd połączony z jakimiś warsztatami.
      Ale w tym Twoim miasteczku zupełnie nic tego rodzaju nie ma?
      Zdawało mi się że te szkoły wysypały się jak grzyby po deszczu

      Usuń
    6. Nic. Kiedyś przyjeżdżali istruktorzy z innych miast i organizowane były kursy, ale obecnie cichosza.

      Usuń
    7. Trochę szkoda....bo to wspaniała forma ruchu. I naprawdę pięknie modeluje sylwetkę i sprawia że człowiek inaczej się porusza. Chodzi płynnie, pewnym siebie tanecznym krokiem

      Usuń
  8. Coś mi się zdaje, że możesz być spokojna o te.... boczki.
    I możesz jeszcze pojeść krówek znacznie więcej :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W stosunku do siebie jestem bardzo wymagająca. Zawsze wydaje mi się że mogłabym lepiej, bardziej.....po serii sobotnich warsztatów, dołożyłam sobie jeszcze dzisiejszą salsę :))) tak na wszelki wypadek

      Usuń
    2. Dokup krówki, mówię Ci :)))

      Usuń
    3. Ale ja nie wiem ile dokupić....bo Mroczny się gdzieś zaszył i nie wiem ile ten jego młody tych krówek zje :)))) kilogram?
      A Ty? No przecież tez muszę uwzględnić :)))

      Usuń
    4. Sobie dokup :))) Po tej tanecznej kumulacji będziesz jak znak drogowy wyglądać :P

      Usuń
    5. Oj nie eNNeczko :)))) ja tylko raz w życiu tak wyglądałam....ale miałam wtedy straszne kłopoty... na szczęście minęły

      Usuń
  9. Boże, od samego czytania dostałem zadyszki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech....bo nie można tak na bezdechu tańczyć :))
      O oddychaniu musisz pamiętać :)))

      Usuń
    2. Taniec to nie jest moja domena.

      Usuń
    3. Ale w tańcu nie chodzi o skomplikowane figury....czasem wystarczy kołysać się w rytm muzyki....co kto lubi i jak woli.

      Usuń
    4. Ja uwielbiam stać w takt muzyki :)

      Usuń
    5. Oparty o bar...z drinkiem w ręku (martini wstrząśnięte nie zmieszane), mówiący "My name is Passenger, Dark Passenger" :P

      Usuń
    6. James Bond wchodzi do baru. Dyskretnie rozgląda się, przy jednym ze stolików siedzi atrakcyjna brunetka. Podchodzi do niej i się przedstawia: my name is Bond. James Bond. Kobieta zerka na niego przelotnym wzrokiem i odpowiada: my name is Off. Fuck Off.

      Usuń
    7. Hahahahaha dobre dobre :)))
      Nie no przy moim (wyimaginowanym) barze nie widzę żadnej brunety ;)))
      spokojnie się rozgość :)))) Ale kurcze martini nie mam...czerwone wino może być?

      Usuń
    8. Jeny wódkę wyciągać, tequillę, czy whisky?
      Aż tak źle?

      Usuń
  10. przepraszam nie mogłem się powstrzymać :^)) z tą 'niedzielą'

    http://www.youtube.com/watch?v=ChvLzcUGkeY

    moje ulubione to chyba jazz/blues/gangsta rap :^))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Piotrze rozbrykany jesteś dziś jak nie ty :))))
      albo coś piłeś albo to z przepracowania
      co to jest jazz/blues/gangsta rap niezły miks :)))
      Ps. Jak dla mnie niedziela w wykonaniu Dyjaka brzmi najlepiej :)
      http://www.youtube.com/watch?v=1cNemd2FjIg

      Usuń
    2. bardzo piękna taka jazzowa .. ale troszkę za bardzo smutkaskowata :^)) .. ten 'wieczny czas' mnie zawszę maltretował :^))

      wolę chyba ten pastisz Cyzia :^))

      Usuń
    3. Możesz w miejsce słów "na wieczny czas" wstawić słowa "na krótki czas" :)

      Usuń
  11. Ale kobietki miały wtedy zaycie, gdy tak były w mniejszości, mogły przebierać, wybierać do woli:) Ten weekend przeszłaś naprawdę tańczącym krokiem Julko!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak przeszłam tanecznym krokiem i takie weekendy lubię :)))
      A Ciebie nieustannie podziwiam za to nadrabianie zaległości!

      Usuń