niedziela, 17 listopada 2013

zupełny brak energii

Nie mam tu na myśli energii życiowej, bo tę wciąż w sobie odnajduję. A jeśli nawet mam z tym problem, to ten kawaler wykrzesze ją ze mnie na pewno :))


Zupełny brak energii dotyczył energii elektrycznej :)
Nie wiem czy Wam mówiłam, ale uwielbiam niespieszne, ciche, niedzielne poranki. Nic nie muszę, nigdzie nie pędzę, to mój czas. Raj! 
Mam taki swego rodzaju rytuał :) Pierwsza czynność to przeważnie włączenie tvn24, lubię wiedzieć co się dzieje na świecie. Nie tyle oglądam, ile słucham. W międzyczasie robię sobie herbatkę. Ale dziś....moje pudełko wiedzy perfidnie nie zareagowało na wszelkie próby uruchomienia go. Nawet nie mrugnęło......no tak braku prądu...."grande awaria".  
Trudno, najwyżej zrobię sobie herbatkę i poczytam ostatnie "Charaktery" :)
Tyle, że czajnik też nie chce ze mną współpracować. 
To nic, po co mi czajnik, przecież mogę sobie zrobić kawę z ekspresu zamiast herbaty. Tu głośno plasnęłam się w czoło....no przecież ekspres też na prąd. 
No ale zawsze mogę sobie ugotować wodę na gazie, w garnuszku (na szczęście nie mam kuchenki elektrycznej) i zwyczajnie zalać nią zmieloną kawę. Zmieloną....tyle że młynek też elektryczny. O kawie postanowiłam chwilowo zapomnieć.
No cóż.....wstawiłam garnuszek na gaz, zaparzyłam herbatkę i usiadłam przed laptopem. Jak dobrze, że on ma baterię :))))) niezawodny sprzęt. 
Owszem, laptop baterię ma, ale wifi już nie. 

W tym momencie uświadomiłam sobie jak bardzo jesteśmy uzależnieni. Uzależnieni właśnie od energii elektrycznej. Jej brak powoduje totalny paraliż. Kto z nas ma jeszcze w domu zwykły czajnik, ręczną maszynkę do mielenia, ręczny młynek....pewnie niewielu. 

Poszłam z futrzakiem na spacer. Kiedy wróciłam energia "powróciła"i znów wszystko było na swoim miejscu :)) 
Kuchenka mrugała do mnie, rytmicznie pulsując światełkiem wyświetlacza. Chwilę później z ekspresu popłynęła aromatyczna gorąca kawa :) 
Internet działa....mogę posłuchać muzyki. Dziś obowiązkowo coś ENERGETYCZNEGO :)


44 komentarze:

  1. hahaha, KAPITALNE!!!!!
    pozdrawiam.... cały czas ruszając kuprem :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie się cieszę :))))
      dobrej niedzieli :)

      Usuń
  2. Ja mam zwykły czajnik. Zwykłą kuchenkę, kawę kupuję mieloną ;) Jakoś w mojej rodzinie nikt nie jest przekonany do czajników elektrcznych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zostaje jeszcze internet, suszarka do włosów, żelazko, ogrzewanie wody (czasami) :)

      Usuń
    2. Suszarki nie używam ;) Ubrania prasuję bardzo rzadko. Internet - no tu mnie masz ;). Chociaż nie, czekaj! Mam przecież w telefonie :D Oczywiście, żartuję. Bez prądu jest masakra i w takich wypadkach chodzę z kąta w kąt nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Pamiętam jak kiedyś, jeszcze na wsi, przeszła straszna wichura tak, że połamało/powyrytało z 10 słupów energe... cośtam. Tak więc zanim to naprawili i prąd wrócił na stałe, minął tydzień. To była masakra - a w pobliskim spożywczym Pani Sprzedawczyni rozdawała lody za darmo - bo nie miała jak ich przechować ;)

      Usuń
    3. Tydzień??? To faktycznie koszmar. O ile jeden wieczór bez prądu można nazwać "klimatycznym" o tyle tydzień....byłby chyba nie do zniesienia. Kompletne odcięcie od świata, bo nawet bateria w telefonie tyle nie pociągnie :)

      Usuń
  3. Najbardziej mnie wkurza brak pradu, gdy rano myję głowę i nagle okazuje się, że suszarka nie suszy ;p
    Zdarzyło mi się tak, na szczęście nie było mrozu ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście bardzo rzadko myję głowę rano :)
      I na szczęście dziś była niedziela nie musiałam iść do pracy w pogniecionych ciuszkach :)

      Usuń
    2. mam tak samo jak Emma :)) myję czuprynę co rano i MUSZĘ wysuszyć, inaczej nie wyjdę z domu :)))

      Usuń
    3. Myślę że masz czuprynę łatwowysychalną :)
      moja bez suszarki schnie dwie godziny!! za duże ryzyko ;)

      Usuń
  4. A kiedyś to tylko lampy naftowe, węgiel i drewno. Ale było fajosko patrzeć na ogień w piecu:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i teraz mogę zgasić światło i na ogień w kominku popatrzeć
      Zwłaszcza w taki ponury dzień jak dziś

      Usuń
  5. Kiedyś przeżyłam dwudniową awarię prądu, ta cisza... taka złowieszcza i natrętna myśl, że może prąd już nigdy nie wróci?

    Poza tym na mojej ulicy tylko sąsiedzi mieli gaz i latałam do nich z dzbankiem, termosami, nooo cóż, a kiedyś, to było kiedyś, dzisiaj chociaż mam kozę :) jakby co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha wiesz co sobie najpierw wyobraziłam? Prawdziwą kozę :))))
      I zastanawiałam się w jaki sposób może taka koza pomóc w przypadku braku prądu :))))))

      Usuń
    2. taka prawdziwa, to też nie byłaby zła :P

      nooo to już wiesz jaka kózka :P

      Usuń
    3. Tak już wiem i sama myślałam o takiej w oranżerii
      Ale powiem Ci że wizja tej prawdziwej...rozwaliła mnie. No ale myślę.....Irlandia....dlaczego by nie? Pasowała mi tam koza :)

      Usuń
    4. Pasuje koza, owca... co do losowania, to będą nagrody pocieszenia, tak sobie właśnie wymyśliłam :)

      Usuń
    5. ach....to jest nadzieja dla mnie!!!! :))))

      Usuń
  6. Julia Tobie to nawet brak prąddu nie zaszkodzi - jesteś nie do zdarcia - energetyczna...
    Pewnie jakbyś się postarała to i woda by na kawę się zagotowała
    :)
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz??? Że by się zagotowała????
      Przez pocieranie cząsteczki o cząsteczkę, pod wpływem mojej energii....Ty wiesz....to możliwe ;))))

      Usuń
  7. u nas się też ostatnio kilka razy tak wydarzyło... faktycznie jesteśmy mocno uzależnieni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ten prąd znika na chwilę to spoko, ale godzina już budzi niepokój.

      Usuń
    2. pewnego dnia brakowało prądu w pracy... i przyznam, fajnie było i nawet nie nudno bez włączonych komputerów :)

      Usuń
    3. Najgorzej że w tej pracy jak prąd znika to na krótko ;)

      Usuń
  8. Ja lubię czasem wstać jak jeszcze dom śpi, wtedy robię kawę i słucham muzyki. Gdy nie ma prądu, ekspres zastępuje równie dobra kawiarka, a zestaw muzyczny - tablet lub odtwarzacz mp3.
    No, chyba, że jadę robić zdjęcia, wtedy kalesony i termos z kawą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo też mam taką....zapomniałam. Taką co się na gaz stawia prawda?
      A teraz w listopadzie też wyjeżdżasz na poranne zdjęcia? Pieruńsko zimno jest!

      Usuń
    2. Tak, taka, którą stawia się na gaz.
      A pieruńsko zimno to jest na Alasce :)

      Usuń
    3. Na Alasce to jest tak zimno że smarki trzeba odłamywać :))))
      A w listopadowy poranek jest pieruńsko zimno :)

      Usuń
  9. No same nogi chodzą! Wskoczyłabym tam do tego italiano ;)

    Byłam kiedyś przez miesiąc w selwie peruwiańskiej. Zmrok o 19 i tylko świece.
    Woda do mycia z rzeki. Bez komórki, bez kompa, bez NICZEGO.
    Cudowne poczucie wolności, bezcenne doświadczenie.

    A w mieście... kawy nie pijam, włosów nie suszę, komórka sporadycznie,
    absolutnie może nie istnieć, jak nie istniała jeszcze całkiem niedawno,
    bez netu mogę żyć, bo żyłam przez większość mojego życia.
    Nawet lodówka mi niepotrzebna, bo jem na surowo...
    Zatem zdecydowanie gorzej znoszę, gdy jest awaria wody.
    Woda jest mi do życia niezbędna.

    I Księżyc za oknem. Piękny jak dziś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wskakuj!!! :))
      Faktycznie niewiele prądu zużywasz :) ale coś by się znalazło prawda? coś bez czego się nie obejdziesz.
      A księżyc....nad Polską ten sam :) piękny :)))

      Usuń
    2. O tak! Czekolada na przykład ;))
      I uśmiech poranny z małą medytacją, i mruczenie moich kotów.
      Spacer nad morzem... szelest liści w ciszy jesieni...

      Uśmiech zostawiam, miłego dnia i dużo energii! :D

      Usuń
    3. Dziękuję za uśmiech i porcję hiszpańskiej energii :))
      Miłego dnia :)))

      Usuń
  10. taki brak pradu to prawie jak Apokalipsa! Często też myślę o tym jaki haos powstałby w swiecie, gdyby zwyczajnie Ziemianom prąd zabrali! wszystko stoi: banki, komunikacja, medycyna,, brrr... aż strach pomysleć! dobrze jak wszystko wraca na swoje miejsce:) błogosławiony prąd.
    P.S. Tez uwielbiam celebrować niedzielne poranki, gdy wszyscy śpią. To mój czas:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie...o takich porankach mówię....mój, TYLKO mój czas :)
      A z prądem....masz rację, ja tu tylko o pierdołach wspomniałam, a uzależnienie człowieka od energii jest znacznie większe.

      Usuń
  11. Ech, jak tu celebrować niedzielne poranki, kiedy dziecko ma biologiczny budzik nastawiony na 6.30 ;) Dlatego od jakiegoś czasu staram się celebrować zasadę " w niedzielę nie ma nas w domu" :)) żeby nie chodzić ze skwaszoną miną. Włączamy sobie np. takie Mambo Italiano i w drogę. Dziś zdobiliśmy pierniki i karmiliśmy świnki :P, bo żal było tych u Mrocznego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecko podrośnie i zegar biologiczny przesunie mu się na 13 :))))
      Pierniki........i jak wyszły? Pewnie piękne!
      A świnki u u Mrocznego.......bardzo mroczna opowieść

      Usuń
  12. Niestety chcąc nie chcąc jesteśmy uzależnieni od wielu rzeczy. Ale uświadamiamy to sobie dopiero, jak nam wyłączą;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak....jak ze wszystkim, zauważamy, doceniamy kiedy to tracimy
      Witaj Milady :))

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. A bo Wy w tej Hameryce wszystko macie :))))

      Usuń
  14. Lubię ten utworek ;) Jak można go nie lubić! Pal 6 rano, a wieczorem? Toż to dopiero przy świecach nawet czytać się nie da jedynie wanna, kąpiel , swiece i lezanko.... do odmoczenia się i pomarszczenia ... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden wieczór jak najbardziej....romantycznie :)))
      No chyba że ogrzewanie wody też na prąd, to z kąpieli nici :)
      Ale świece jak najbardziej :))

      Usuń