niedziela, 24 listopada 2013

Stefan

Dziś Dzień Pluszowego Misia. 
Kto go nie miał....chyba każdy miał :). Ja też miałam, tylko nie mogę sobie przypomnieć co się z nim stało. Czy rodzice wywalili go przy okazji przeprowadzki do nowego domu. Czy może zneutralizował go mój młodszy brat, który się zaraz potem narodził? A może leży gdzieś na strychu w starej walizce, obok innych zapomnianych rzeczy.....muszę przy najbliższej okazji sprawdzić.


To zdjęcie zrobiłam jakiś czas temu, na jarmarku w Augustowie. Zasmucił mnie ten "misiowy sierociniec". Każdy z nich przecież chyba miał kiedyś swego właściciela, czy znajdzie nowego....nie wiem. Ale może to szansa na drugie życie dla takiego misia. Nie zaadoptowałam żadnego z nich, bo mam już swego małego misia. Wiem, że może za stara jestem na to....no ale kiedy go kilka lat temu zobaczyłam w sklepie nie mogłam się oprzeć.


Przedstawiam Wam Stefana. Jest malutki i radosny :) i bardzo skromny. Mieszka w moim aucie. Ma tam swój mały fotelik. Zupełnie jakby producent przewidział jego obecność w moim życiu :)))  Idealnie się wpasował w ten schowek. Skoro dziś jego święto (to nic że nie jest pluszowy) to muszę zabrać go na jakąś przejażdżkę :)


A Wy macie misie? 
Pamiętacie jak wyglądały te z dzieciństwa?
Mój był brązowy....zupełnie taki jak Miś Uszatek :)))

42 komentarze:

  1. Z dzieciństwa to najbardziej pamiętam może niekoniecznie misia, ale biedronkę. Taką poduszkową. Dostałam ją od mamy, ale nie pamiętam dokładnie z jakiej okazji: albo gdy miałam ospę (po której pamiątki noszę na sobie do dzisiaj), albo jak złamałam rękę. Odtąd była moją towarzyszką nocy, jeździła ze mną wszędzie, kolonie, nie kolonie, pojechała na studia... Dziś też jest w moim domu, stara i zciarachana, ale nigdy jej nie wyrzucę. Misiów mam sporo, ale biedronka jest tylko jedna ;)
    I jeszcze taka ciekawostka. Dziś podczas bliższych lub dalszych wyjazdów już co prawda nie zabieram jej ze sobą, ale zawsze muszę mieć w torbie jakiegoś misia. Najczęściej "pożyczam" od małego. Nawetw górach ze mną był jeden taki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedronka pasuje mi bardziej do ospy, bo też w kropki :)
      Ta miłość do przytulaków chyba nigdy nie mija, z tego się nie wyrasta :)))

      Usuń
  2. Ja od dziecka byłem już taki mroczny, że nie miałem misia, a niedźwiedzia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WOW!!! Ale mrocznego niedźwiedzia??? A takie bywają?
      Chociaż kojarzy mi się pewna zabawka...jak przez mgłę.....może to był właśnie nakręcany niedźwiedź który maszerował. Może coś takiego istniało, a może to jeden z tych moich szalonych snów :)))

      Usuń
    2. No to jakoś mało mroczny ;)))

      Usuń
    3. znów coś kręcisz ;))
      a może Ty Bright Passenger jesteś :D

      Usuń
  3. Jaki mięciutki pościk... i taki do przytulenia :))
    a i owszem, miałam swojego ukochanego pluszowego misia :) ...był w miodowym kolorze, miał krótkie brązowe spodenki z mankiecikami, na szelkach, gdzie tylko jedna zapięta była na ogromny brązowy guzik z dwiema dziurkami, a druga swobodnie zwisała:) ...miał śliczne szklane brązowe oczka i równie piękny nosek...zimą szyłam mu różne ciepłe ubranka z kolorowych szmatek, i czapeczki z pomponikiem...kochałam ponad życie, ale....mój wstrętny (wówczas) młodszy brat ukradł mi go i najzwyczajniej w świecie zniszczył :(.... długo nie mogłam się otrząsnąć....i cały czas myślałam o nim :)) ....kilka kilka lat temu, w jednym z marketów spotkałam bardzo podobnego i.....kupiłam!!!! Teraz już dobrze go chronię :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomniałam....miał na imię Gutek :)

      Usuń
    2. Dziś dzień taki senny i mglisty że tylko się przytulać :)
      Ja ubranka szyłam lalkom, nawet na szydełku coś im dziergałam. Ale lalki były wtedy piękne....miały normalne ludzkie kształty, żadnych anorektycznych figur ani kłów.
      Moja młodsza siostra cioteczna wzięła kiedyś tę moją ukochaną lalę za włosy i ciągnęła po podłodze,. A ja nie mogłam nawet pisnąć....bo to gość i nie wypada. Bardzo długo nienawidziłam mojej siostry za to jak potraktowała moją lalę. Przeszło mi dopiero w dorosłym życiu i to dość późno :))))

      Usuń
  4. Misie to najcudowniejsze stworzenia :D... :)... Rzeczywiście bazar smutny :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie :D. Kubuś się nazywał, oczywiście... :)

      Usuń
    2. Kubuś.....ale nie od Puchatka?

      Usuń
  5. Jasne, że miałam misia. Nie miał imienia, był po prostu Misiem. Był żółty, końce łapek i nóżek miał białe. A teraz jest szaro-bury. Dotrwał ze mną do teraz, chociaż stracił po drodze nos ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech...może mu jakiś zastępczy nos dorobić? Pewnie by się ucieszył :)

      Usuń
  6. nie miałam misia
    jako dziecko nie miałam żadnego pluszaka, co odbija sobie moja Młoda z nawiązką, posiadając ich mnóstwo, śpi z 7 (co wieczór przelicza).
    a jej ulubiona to chyba owieczka, którą dostała w Karpaczu jak miała 2 lata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie jakiś konik? :)))
      A Ty zamiast misia miałaś ulubioną lalkę?

      Usuń
    2. Konik pluszowy też:-)

      Nie miałam ulubionej lalki. Nie pamiętam żadnej zabawki z dzieciństwa... Pamiętam ze lubiłam pszczolke Maję;-)

      Usuń
    3. No jak nie miałaś? Musisz coś pamiętać.
      Kurcze wiesz co ja najbardziej lubiłam? W przedszkolu była taka zabawka, gdzie z metalowych elementów, śrubkami skręcało się konstrukcje. Super!

      Usuń
    4. pamiętam takie!

      ale z zabawek to tylko lego kojarzę i resoraki mojego brata
      i to, że ciągle coś wycinałam
      no i pszczółkę Maję ;)

      Usuń
    5. O widzisz!!!
      Odświeżamy pamięć :)
      Mała poczta? kojarzysz?
      Grzybobranie ( taka gra)
      ach i jeszcze bardzo lubiłam "malowanki na wodę" tak ja to nazywałam, nie wiem czy prawidłowo. Uwielbiałam ożywiać uśpione obrazki :)

      Usuń
  7. miś jest obowiązkowy :) ja pożyczałam od mojej siostry, też takiego brązowego. innych chyba nie było. natomiast kochałam bezgranicznie szmaciana lalkę murzynkę. była wiotka i robiła świetne fikołki. można było nią rzucać i kręcić karuzele trzymając za nogę. aż biedulka podczas którejś karkołomnej figury artystycznej straciła głowę. niestety nie można było jej przyszyć :) i tak straciłam lalkę i misia, w obawie, że też może zostać bez głowy :)))
    Twój jest absolutnie rewelacyjny. taki kraciaczek :)))) wszystkie miski są rozczulające :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale popatrz na to zdjęcie z "sierocińca" wszystkie misie są smutne tylko ten szary duży uśmiecha się :)
      Miś jednak powinien się uśmiechać :)

      Usuń
  8. moje przedszkolaki pewnie jutro zamisiuja mi świat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale taki zamisiowany świat (od czasu do czasu) jest fajny :))
      Witaj Krushyno :)))

      Usuń
  9. ja to już chyba sędziwego wieku jestem, bo autentycznie nie pamiętam swoich zabawek... albo nie byłam do nich jakoś mocno przywiązana; a może brat młodszy o 11 lat zastąpił pluszaki? ;)

    a Stefan jest tak uroczy, że chyba się... 'zakochałam' :) cudo :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zabawki brata pamiętasz? Bo pewnie się z nim bawiłaś....tak jak ja. Mój brat jest ode mnie młodszy o 12 lat :)

      Ps. Stefan się zarumienił :))))

      Usuń
    2. Zabawki brata? Czołg pamiętam i jak połknął od niego lufę (taki mały czołg to był), i samochodziki pamiętam... nijak się przytulać ;)

      Usuń
    3. No nijak....zupełnie nie do przytulania, obojętnie z lufą czy bez :)

      Usuń
  10. Nadal mam swojego miśka, a Młody od urodzenia ma psa maskotkę z którą swojego czasu spacerował na dworze - haha :)
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooo nadal masz? I cały i zdrów, czy bez nosa jak u Emmy :)

      Usuń
  11. Julko, nie uwierzysz, ja miałam małpę, szympansa ,oczywiście pluszaka, mój tato mi przywiózł z dalekiej podróży i koniec, Małpiszon- tak o niej mówiłam była inna od wszystkich, co prawda nie słodka jak misie, ale cała pluszowa i delikatna powłoka, uwielbiałam ją. Miśki i lalki też były, ale stały w kącie, Małpiszon, jako że miał dłuższe ręce jak prawdziwy szympans, nosiłam go jako dziecko wszędzie... towarzyszył mi aż do szkoły, ale była afera jak nie mogła ze mną iść na rozpoczęcie. Jakiś czas temu w parku spotkałam rodzinkę, która niosła prawdziwego szympansa, przypomniałam sobie o mojej Małpiszonce... prawie z łezką w oku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małpka....pierwsze skojarzenie to Pan Nilson i Pippi Langstrumpf. Jak ja kochałam ten film :))))
      A przytulak to przecież zupełnie nie musi być miś!

      Usuń
  12. Stefan rządzi! ;)))
    Ja miałam same pieski i właśnie zastanawiam się dlaczego? Aaa, miałam jednak misia, taki bębniący był, ale był z niego okropny sztywniak, nie dało się przytulać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo że sztywniaka nie przytulisz ;))
      Ja z kolei zastanawiam się dlaczego nie miałam żadnego pieska. Teraz za to mam :) Prawdziwego ciepłego przytulaka :)))

      Usuń
  13. Misia nie mam, ale ma za to fajny breloczek do kluczy od Heli i... zakładkę od Stokrotki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A fajny to jaki? Szczegóły Krzysiu!!!! Jak wygląda, co to jest?

      Usuń
  14. Cześć Stefan :) moje pluszaki przejęła córka, mam nadzieję, że przetrwają następne pokolenia

    Fanie, że masz takiego towarzysza podróży :) ja mam takiego małego misia w torebce, ale to mlizna jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mały może być Wielki :))) to znaczy ważny :)

      Usuń