piątek, 8 listopada 2013

selektywne słuchanie




 "Lekarz przyszedł na wizytę domową do chorego chłopca. Patrzy, a jego mała siostrzyczka biega boso po mieszkaniu.
- Ślicznotko! Kapcie załóż, bo się przeziębisz, - mówi lekarz.
Po wizycie lekarza, mama zauważa, że mała ciągle biega boso.
- Słyszałaś, co pan doktor powiedział? - pyta córeczkę.
- Tak! Powiedział, że jestem ślicznotką!"


Czy nie jest właśnie tak, że słyszymy to co chcemy usłyszeć? 
Czy nie jest tak, że choćbyś przez kwadrans mówił komuś zdołowanemu same pozytywne rzeczy, on i tak z setek słów wyłowi to jedno, które (według niego) mogłoby mieć wydźwięk negatywny. 
Po czym uczepi się tego słowa i na nim skupi swoją uwagę, tak jakby cała reszta nie istniała, nie docierała.  
Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji najlepiej byłoby zamilknąć i nie mówić nic. Tak byłoby najwygodniej dla nas. Ale od tego ma się przyjaciół, żeby wspierali.....mimo wszystko. Kiedyś może wreszcie wszystkie słowa będą usłyszane.


53 komentarze:

  1. tak, jest tak :))

    sama jestem tego najlepszym przykładem ...
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooo tak :)
      Ale i tak Cię kocham :))))

      Usuń
  2. Tak już człowiek zaprogramowany wyławia co chce. Słuchać nie każdy potrafi a to ważna sztuka. Wymaga skupienia.Gdy uważnie słucha się można usłyszeć więcej niż przekazujący chciał powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słucham uważnie i mówię, ważąc każde słowo. Zwłaszcza kiedy rozmawiam z kimś wyczulonym.

      Usuń
  3. A gdy przyjaciele zawodzą? Gdy pierwsi uciekają, milkną, odsuwają się, kładą na Tobie krzyżyk? Stare przysłowie mówi: dobrych przyjaciół poznajesz w biedzie. I to jest szczera, czasem bardzo bolesna prawda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze dodają, że jesteś dla nich jak 'kula u nogi'?
      a wcześniej zapewniali o przyjaźni...
      wtedy takie selektywne słuchanie jak znalazł...

      bo przecież to nadal przyjaciele... chyba?

      Usuń
    2. Jeśli uciekają, milkną, odsuwają się....to chyba nie są przyjaciółmi.

      Usuń
    3. Ich to nie obchodzi, Ty to odchorujesz.

      Usuń
    4. eNNko, zapewnienia nic nie kosztują. Kiedyś napisałem taki tekst:

      Pomożesz przy kalendarzu parafialnym? Jasne.
      Chcę kupić aparat fotograficzny, ale nie wiem jaki? Spokojnie, coś wybierzemy.
      Zrobiłbyś mi zdjęcie na główną stronę bloga? Dla Ciebie wszystko.
      Nie wiem co kupić mężowi pod choinkę... Poradzimy sobie, zaraz coś znajdę.
      Przeczytasz? Przeczytam.
      Wesołek, czasem kpiarz, chętny do pomocy. Tak mnie postrzegano.
      Ale przyszedł czas, że się mocno pogubiłem, więc i ja jej potrzebowałem. Na początku nie prosiłem wprost, po prostu pisałem co się dzieje. Wtedy niektórzy postanowili odejść, najczęściej po cichu. Czy bolało? Nie, tak to już jest w tym świecie - ludzie przychodzą i odchodzą. My jesteśmy jak sito, które odrzuca plewy, a zatrzymuje to, co cenne.
      Było mi ciężko, zacząłem więc bardziej jednoznacznie dawać do zrozumienia, że przydałaby mi się jakaś pomoc. A później już całkiem dosłownie zacząłem o nią wołać. Niezręczna cisza, osamotnienie, obojętność, czasem zażenowanie - to moi towarzysze z tamtych czasów.
      I wtedy bolało... czasem bardzo.
      To mnie nauczyło, że lepiej przywdziać maskę pt. "Im Westen nichts Neues" i o nic nie prosić, na nic nie narzekać. Od dziś u mnie zawsze wszystko jest w porządku.
      Wiem, że to bilet do sali samobójców, liczę jednak na to, iż jestem tak potwornym tchórzem, że nie potrafiłbym tego zrobić.
      A Wam... życzę, byście nigdy nie musieli wołać o pomoc.

      Usuń
    5. Przyjaciel usłyszy nawet kiedy nie wołasz.
      Doczyta między wierszami.
      Przecież Cię zna i wyczuwa kiedy coś nie gra.
      Ale masz rację.....wiem że tak jest, że kiedy naprawdę ma się kłopoty, na "placu boju" zostaje niewielu

      Usuń
    6. Jeszcze jeden tekst z tamtych czasów:

      Mam kiepski okres w swoim życiu. Od jakiegoś czasu wszystko się wali niczym przysłowiowy domek z kart. I jakoś końca tych nieszczęść nie widać.
      W takich sytuacjach pojawiają się dobre rady. No i te „absolutnie dobre rady”. Od przyjaciół i znajomych - szczególnie tych spośród internetowej społeczności.

      Ktoś, kto kogoś stracił w czasie gdy odeszli moi rodzice, napisał, że w życiu trzeba walczyć albo skapitulować. Dwie, pozornie proste i jasne drogi… A gdy walka również oznacza kapitulację? Śmierć?
      W takiej, jak ta, chwili chce się żyć...
      Wszystko jest nieważne - byle być...
      Lecz wyboru nie dał dobry Bóg;
      Stoję dziś u kresu moich dróg...

      A gdy ktoś nie ma siły na walkę i na skończenie ze sobą? Gdy depresja i beznadzieja oblepiają go jak smoła, gdy krzyk o pomoc ginie w próżni? Albo nie jest w stanie przebić się przez gęsty mrok samotności?
      Ktoś inny dodał, że niektórym trzeba pierdolnąć z grubej rury, tak na otrzeźwienie. Tak… dobre pierdolnięcie nie jest złe. Pozostaje tylko problem ze słowem: niektórym. No bo co z tymi, którym pierdolnąć nie można? Pierdolić ich?
      Pytania można mnożyć, bo ile istnień, ile charakterów, tyle życiowych dróg. I coś, co dla nas jest dobre, drugiemu może wyrządzić krzywdę. Chyba warto o tym pamiętać dając rady, zwłaszcza tym, którzy są „na krawędzi”. Bo czy weźmiemy później odpowiedzialność za konsekwencje ich wyboru? Za kapitulację?
      Odpowiedzialność? W wirtualnym świecie?
      Przecież wystarczy skasować mojego bloga z Twoich ulubionych i przestaję dla Ciebie istnieć…

      Usuń
    7. Dobre rady....chyba takich nie ma
      Przynajmniej ja takich nigdy nie oczekiwałam, kiedy było mi naprawdę źle. Chciałam tylko, żeby ktoś mnie wysłuchał. Chciałam czuć, że nie jestem z tym wszystkim sama, że jest ktoś koło mnie, ktoś kto mnie rozumie.

      Usuń
    8. W takich sytuacjach czasem wystarczy tylko być. Bo świadomość, że ktoś jest naprawdę dużo daje. Na rady mogę sobie pozwolić jedynie najbliżsi, bo wtedy znają mnie i wiedzą czego oczekuję i że nie zrobią krzywdy swoimi radami.

      Usuń
    9. Dokładnie! Wystarczy być.
      Ale pełno jest ludzi typu "wujek dobra rada"
      Albo "twoje problemy?.....ja to mam dużo gorzej"

      Usuń
    10. wiecie, ja mam wokół ludzi życzliwych i dobrych, ale nie zawsze umiem się nimi cieszyć... bo gdzieś tam... pozostał człowiek, który był i jest dla mnie ważny, ale właśnie mi mówi, że jestem dla niego jak 'kula u nogi'

      i tak się miotam... niby jest dobrze, a jednak ciągle jakiś brak, jakiś niedosyt

      co do rad: nawet najbliższym czasem nie miałabym odwagi poradzić, bo wszystko chyba zależy od kontekstu, od sytuacji...

      Usuń
    11. Dark'u - dziękuję za te teksty...

      Usuń
    12. Ta "kula u nogi"....to musiało boleć :(
      chyba już nie warto patrzeć w tamtą stronę

      Usuń
    13. wiecie co? siedzę i ryczę. The Dark, kiedy czytam Ciebie, to jakbym widziała samą siebie. przyjaciele byli wtedy, kiedy ja byłam dla nich. teraz robią swoje, żyją swoim życiem i nie słyszą mojego wołania. zresztą zawsze tak miałam. kulą u nogi byłam od dziecka i z taką świadomością idę przez świat. jednak chyba tylko najbliżsi są w stanie mnie wesprzeć, chociaż nie zawsze, bo to trudna sztuka. nawet mój mąż czasami się gubi i nie wie, co mi poradzić. wydaje mi się, że potrafię słuchać wtedy, kiedy ktoś mówi moim językiem. kiedy potrafi wydobyć ze mnie siłę i optymizm, który mam, ale który czasami się kurczy i rozpada na kawałki. dobre rady pomagają, ale dopóki nie odszukam sama w sobie mocy, to nic nie dają. dobrze, że ona wciąż jeszcze się tli i po dniach rozpaczy wracam do życia. a maskę "jest cudownie" mam na stałe. czasami jest tak mocno do mnie przyklejona, że w nią wierzę :)

      Usuń
    14. Nie płacz Polly :*
      Zobacz masz cudownych bliskich, wspierają Cię jak umieją.
      A Ci co sobie poszli, niech idą. Może i lepiej, że nie ma ich teraz przy Tobie. Nie warci są przyjaźni z tak fajną dziewczyną.

      Usuń
    15. Prawdziwa przyjazn nie oczekuje niczego w zamian.
      A jesli tak, to nie przyjazn.

      Usuń
    16. Słucham, a Słyszę jest o wiele kilometrów od siebie.

      Słuchałam Was, a teraz ryczę.
      :(

      A, że Mirabelka nie byłaby sobą gdyby jak głupia nie szukała pozytywów w danej sytuacji, dodam, że nie ma to jak oczyścić sobie w dobrym i mądrym towarzystwie zatoki!!!! :)

      Darku, Polly, Julko, ... - jak to młodzież mawia - SZACUN!

      Usuń
    17. Ojej....nie chciałam żebyście płakały ani Ty ani Polly
      ale czasem (wiem to po sobie) taki płacz przynosi ulgę
      Buziaki Mirabelko :*

      Usuń
    18. pewnie tak. trzeba poszukać nowych, ale to smutne co piszecie. gdzie są Ci prawdziwi ludzie, którzy kiedyś mieli czas i ochotę na pomoc.

      Usuń
    19. Ci prawdziwi są (tyle że niewielu ich)
      Ci nieprawdziwi poszli sobie
      i krzyżyk im na drogę
      nie ma czego żałować

      Usuń
    20. Od wielu lat powtarzam, że żyjemy w czasach alienacji. Chyba nigdy w dziejach ludzkości, jednostka nie bywa tak samotna wśród tłumu, jak dziś. I w tym upatruję tak ogromnego powodzenia portali społecznościowych - dają namiastkę bycia kimś ważnym dla kogoś innego, dają namiastkę poczucia więzi.

      Usuń
    21. ...ale tylko namiastkę! Czasem fałszywą namiastkę!

      Usuń
    22. Uprzedziłaś mnie Mirabelko. To samo pomyślałam. To tylko namiastka. Nie można mieć dajmy na to 300 znajomych na fejsie i być dla nich wszystkim kimś ważnym. Chyba jednak te portale więcej szkody wyrządzają niż pożytku, ale to już zupełnie osobny temat

      Usuń
    23. no nie, no nie!! to ja się zaprzyjaźniam, a Wy tu co za defetyzm szerzycie i kłody pod nogi :))
      ale wiem, że macie rację. z drugiej strony dobrze mieć chociaż namiastkę w necie, niż nic.
      można sobie pobiadolić całkiem anonimowo, chociażby po to by wyrzucić z siebie żale. czasami więcej osób bardziej może rozjaśnić w głowie, niż jedna bardziej zaangażowana. wiadomo, że 300 znajomych, zupełnie obcych, to nie to samo, co kilku bardziej zaangażowanych.
      eeeh i tak źle i tak niedobrze :D
      buziaki dla wszystkich ;D

      Usuń
    24. Ale....my tu mamy fajną małą paczkę. I każde z nas może cokolwiek o drugim powiedzieć. Tu tworzą się prawdziwe więzi. Spotkałam się z czworgiem ludzi poznanych właśnie tu na blogu. Wirtualna znajomość nabrała realnych kształtów :))

      Usuń
    25. gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że przez internet poznam ludzi, których później także spotkam w realu, to nie wiem, czy bym uwierzyła!

      dziś już wierzę :)
      osobiście spotkałam się w tym roku też z czterema osobami z blogowego świata, z kilkoma koresponduję... innych poznaję poprzez komentarze... dla mnie to dużo znaczy (a przecież nie miałam żadnych oczekiwań ani wyobrażeń)

      Usuń
    26. Ja nie przypuszczałam nawet że moglabym kiedykolwiek pisać bloga!!!! :D

      Usuń
    27. a ja mam jeszcze inną, przewrotna teorię. Czasami prawdziwych przyjaciół pozdnasz dopiero, gdy ... ci się powiedzie. Nieraz tzw przyaciele lubią karmić swoja próżność pomagając ci gdy gdy jest ci xle, bo wtedy mogą sobie mówić: jaki jestem wspaniały! nie zawsze mogą z równą wsanialomyślnością znieść twój sukces, przełykaja to jak gorzka pigułkę. Ja doświadczyłam prawdziwości przyjaciółó w obu tych skrajnie różnych sytuacjach. Dokonałam dzięki temu niezłej selekcji. Naprawde niewiele ich zostało. Może jeden, dwóch?... :)

      Usuń
    28. I tu się z Tobą zgodzę!!!
      Dokładnie tak jest. Kiedy masz problemy nie wiesz ilu z tych którzy "współczują" współczuje naprawdę, a ilu myśli w duchu "zasłużyła" "sama się prosiła o te kłopoty"
      Za to kiedy Ci się powodzi, cieszyć się z tego, razem umie tylko prawdziwy przyjaciel

      Usuń
  4. No nie ma to, jak selektywnie słyszeć:-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie napisane, Julio. O ile wygodniej jest usłyszeć to, co chcemy usłyszeć. I odrzucić od siebie odpowiedzialność; nie było tematu, więc po temacie. Umywamy rączki :) Mimo wszystko, jeśli naprawdę nam zależy musimy mówić, "trąbić", powtarzać... Pamiętam taki wierszyk ze szkolnych pamiętników "Nie ten, co z tobą tańczy, nie ten który się śmieje, lecz ten, kto z tobą płacze, jest twoim przyjacielem". No, a co, jeśli przyjaciel pomoże, a potem przy każdej napotkanej okazji to wypomina? Czy przestaje już być bezinteresownym przyjacielem? Miałam taki dylemat, ale to już inny temat:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wypomina i przypomina, to znaczy że robił to "dla chwały" a to chyba też nie o to chodzi.
      Dziękuję PrimaVero i pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Buziak..w nastepnym tygodniu jest swiatelko w tunelu:*** nie zapomnialam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki i doświetlam tunel :)
      Buziak :***

      Usuń

  7. wmprawdziwej przyjaźni, jak i miłości słów nie trzeba.....
    Pozdrawiam Julia
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważna jest świadomość że ktoś taki bliski jest

      Usuń
  8. Tak jest nie tylko ze słuchaniem. Wszystko, co do nas dociera,
    przepuszczamy przez filtry naszej percepcji.
    Na przesłuchaniach świadków wypadku okazuje się,
    że wszyscy patrzyli na to samo wydarzenie, a każdy zobaczył je
    nieco inaczej.

    Nasze zmysły działają zgodnie z programami w naszych głowach,
    dlatego dla jednych szklanka jest w połowie pusta, a dla innych -
    w połowie pełna.
    Jak odbiornik radiowy - nastroimy się na te fale, które jesteśmy w stanie
    odebrać. A selekcja odbywa się w oparciu o przeżycia i doświadczenia
    z całego dotychczasowego życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba by jakoś przeprogramować głowę, żeby to co mówimy nie szło w próżnię.
      A może wielokrotne powtarzanie tych pozytywnych słów może coś zmienić?

      Usuń
  9. Czasami dobrze jest słyszeć to, co się chce

    chociaż na dłużej to bywa uciążliwe, dochodzi do nieporozumień :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście, przy dobrej woli obojga, nieporozumienia da się szybko wyjaśnić :)

      Usuń
  10. A ja się zgadzam z tym, co pisze Mar Canela. Nie jesteśmy w stanie ogarnąć wszystkiego. Spójrz przed siebie. Ile tak naprawdę widzisz, a ile jest w zasięgu Twojego wzroku? Tak samo ze słuchaniem i czymkolwiek innym. W każdej sekundzie dociera do nas masa informacji. Niemożliwością jest wychwycić je wszystkie. Słyszymy wszystko, ale percepujemy tylko część. Ważne, aby tylko nie zniekształcić przez to całego sensu wypowiedzi. A o to łatwo. Chociaż nie wszyscy zdają sobie sprawę z mocy słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wlaśnie!!!
      "Ważne, aby tylko nie zniekształcić przez to całego sensu wypowiedzi"
      Wlaśnie o to mi chodziło
      O to żeby usłyszeć /zrozumieć sens tego co ktoś chce Ci przekazać
      Żeby nie interpretować po swojemu, wbrew intencjom rozmówcy.

      Usuń
    2. :)
      Cieszę się, że mnie dobrze zrozumiałaś, bo ogólnie to nie potrafię tłumaczyć :P
      Problem w tym, że czasami ciężko jest wyczuć te intencje, bo nie zawsze są one wyraźne. Poza tym, zawsze w takich chwilach przypomina mi się TO i TO :D
      Wybacz, takie zboczenie zawodowe ;)

      Usuń
    3. Podobno jestem dobrym słuchaczem :)

      Usuń
  11. Byc dobrym słuchaczem to wielka sztuka i dar:) Piekny post, nie potrafiłabym lepiej i trafniej tego ująć, pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agnieszko :)
      To był impuls wywołany takim właśnie zdarzeniem.
      Pozdrawiam :*

      Usuń