wtorek, 12 listopada 2013

Kraków na słodko

Pierwszego dnia padało. Ba! Żeby to padało i się wypadało. Ale nie! Siąpiło, dżdżyło, mżyło. Gatunek deszczu którego najbardziej nie lubię. No bo nie pada na tyle mocno, żeby zatrzymać mnie w domu, ale na tyle dokuczliwie, że łażenie po ulicach nie należy do przyjemności. Nie wiadomo, czy parasol rozłożyć, czy schować, a wilgoć i chłód wdzierają się pod kurtkę. Brrrrrrrr.....
Co wtedy pozostaje? Ano zaszyć się w ciepłym i miłym miejscu. Kierunek Nowa Prowincja, z trudem dorwany stolik, dookoła międzynarodowy gwar. Ciekawie, miło, przytulnie. Gorąca czekolada genialna. Nie jest jakąś rozcieńczoną lurą, imitującą czekoladę. Idealnie gęsta. Na tyle zawiesista, że można byłoby ją jeść z filiżanki paluchami. No ale nie wypada przecież. Na wierzchu bita śmietana, ręcznie ubijana. Nie jakaś pianka w sprayu. No mówię Wam.....poezja :)


Dzień drugi "Krakowa na słodko", to poranna kawa w "Mleczarni".
Kolejne urokliwe miejsce z dobrą, kojącą muzyką. Drażniące i nachalne dźwięki potrafią mnie wygnać z najbardziej przytulnego wnętrza. Oczywiście Mleczarnia, to nie tylko miejsce z dobrą muzyką, ale i z wyśmienitym cappuccino i przepysznym orzechowcem. No i krówka :) uwielbiam....


Potem spacer wzdłuż Wisły, na Wawel.

Kolejka do kas biletowych przerażająca, w końcu w listopadzie Wawel za darmo. 
Pogoda zbyt piękna, żeby zdecydować się na sterczenie w tej kolejce, a potem zwiedzanie zamkowych wnętrz. Innym razem może :)

 
Tak wiec włączyłam program "szwendactwo" połączony z wizytą w Manufakturze Czekolady. Królestwo figurek z czekolady, a wszystko to ręcznie robione, tu na miejscu. 

 
Najbardziej zachwyciły mnie jednak wielkie bryły czekolady. Wyglądały jak jakieś stosy minerałów. W życiu tyle czekolady naraz nie widziałam!

 
 

Oczywiście zakupiłam sobie taką jedną "małą" skałkę, na pamiątkę ;))
To był wyjątkowo słodki weekend. Ale dużo chodziłam i mam nadzieję, że odpokutowałam wszystkie te grzeszne występki przeciwko mojej figurze :))
Przepraszam za marną jakość zdjęć, ale miałam ze sobą tylko komórkę. :)

48 komentarzy:

  1. Takie cegly czekolady to tez w Belgii na kazdym kroku spotkac mozna:)
    W Holandii widac juz przerobione bryly:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj pyszna ta belgijska czekolada :)))

      Usuń
  2. wysle Ci jak bedziesz grzeczna:) prawdziwe belgijskie czekoladki, mamy tu sklep firmowy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja jestem baaaaaaaaaaardzo grzeczna :))))
      No przecież wiesz!!
      A co ja w zamian za to mogę Ci przysłać?

      Usuń
  3. Julia, ale narobiłaś mi smaka na czekoladę - chyba mam dzisiaj niedocukrzenie - więc pędzę...
    Ps.
    Piękne klimaty do kawy
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po słodkim weekendzie jestem docukrzona na maksa :))
      Smacznego :)

      Usuń
  4. Nowa prowincja niesamowicie klimatyczna. ja też lubię w lokalu stonowaną muzę. czasami miejsce jest bardzo urokliwe, ale potrafi odstraszyć niepotrzebnym hałasem i totalnie niedopasowanymi dźwiękami do miejsca. czekolada i orzechowiec....mniam :) chociaż też bym miała wyrzuty sumienia, ale raz na ruski rok można :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz na rok?????
      Tak rzadko!!!
      Raz na miesiąc, na to mogłabym się zgodzić, ale tylko na to :)

      Usuń
    2. lubię słodkości, ale muszą być wyrafinowane :) nie takie po prostu słodkie i mdłe, bo mi nie smakują. dlatego cieszę się, że mnie aż tak bardzo nie ciągnie. swoje kilogramki i tak mam :DDD

      Usuń
    3. Detale proszę!
      Jakie lubisz?
      Ja uwielbiam trufelki z Wedla i baryłki :)))

      Usuń
    4. trufelki są the best, baryłki też. no i jeszcze marcepanki mniam :) aaaaa i takie korzenne ciasteczka z Lidla :)

      Usuń
    5. O tak.....marcepanki są super :))))

      Usuń
  5. Uciekam od widoków takich aby ślinotoku nie dostać. Absolutnie nie mogę pozwolić sobie na rozpustę (oprócz tych 4 kostek czekolady które ukradłam ukradkiem Diabłu memu i to było naprawdę raz w tym roku )
    ;) a Kraków, no co ja mogę powiedzieć, moje miejsce wypadowe na wagary od maleńkości, dziś poszedł trochę w odstawkę...zastąpił mi go Wrocław choć nie wagarowanie to odwiedziny nadwyraz częste...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam mieć wyrzuty sumienia.....no bo ja codziennie pozwalam sobie na trufelka. No czymże byłoby to życie bez czekolady????

      Usuń
    2. No są szczęściary takie co to mogą sobie pozwolić na czekolady a i tak wyglądają jak dziewczyny Bonda. ;)

      Dobra kawa wynagradza mi smak czekolady, dla mnie to wybór prosty- ale talia, albo czekolada ;)

      Usuń
    3. Ja nie umiem żyć bez czekolady :)
      Odchudzają mnie zmartwienia i kłopoty, których nie brakuje.

      Usuń
  6. Jak będziesz jeszcze kiedyś w Krakowie, to zajrzyj Tu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę na pewno :)
      Ale Tu to chyba potrzebny wypchany portfelik :)))

      Usuń
    2. Kremowa Zupa z Raków, Małże Św. Jakuba z Pierożkami o Trzech Smakach i Fondant z Gorzkiej Czekolady i Orzechów

      Usuń
    3. Mmmmmmmmmm..... :)
      Brzmi fajnie. Nie wiem tylko co to jest Fondant :(

      Usuń
    4. Takie ciastko. A właściwie sporo gorącej, płynnej czekolady ukrytej pod skorupką ciasta. Gdy je przekrawasz, ze środka wypływa owa czekolada.
      http://lemalesaint.fr/wp-content/uploads/2013/01/fondant-chocolat.jpg

      Usuń
    5. Ooooooo to wiem!!! Jadłam!!!! To jest mega :)))
      To nawet na sam deser warto. Bo zupa i małże i deser, to nie da rady. Chyba, że w trzech odsłonach :)

      Usuń
  7. o nie!!

    ja mam nadal mdłości po rogalach marcińskich ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jadłam, ale po marcińskich też mam mdłości ;))

      Usuń
  8. Mam od iluś lat dziwne sny związane z Wawelem.
    Niczego szczególnego tam nie przeżyłam, ale to jest jakieś epicentrum mojej sennej wyobraźni.
    Krówka - pycha :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla takich pysznosci warto grzeszyc,chocby pokuta miala trwac przez reszte zyia:))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgoś nie strasz!!!! mam zamiar jeszcze trochę pożyć.
      Umówmy się że odpokutowałam :))))

      Usuń
  10. ależ Ci zazdroszczę i Nowej Prowincji i Mleczarni .. jestem tam często myślami ...
    pozdrawiam bardzo ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jesteś tam często myślami to może nawet byłeś tam ze mną :))
      w tym samym czasie :)

      Usuń
  11. można o Twoim weekendzie powiedzieć, że był.... smakowity :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubiłabym tak 'smakować' czas....

      Usuń
    2. To może warto spróbować? :)

      Usuń
  12. Słyszałem, ze i jakieś wino pod Wawelem polewano, by rozluźnić umęczone szwendactwem mięśnie, a i nastrój podkręcić:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam wina pod Wawelem nie widziałam. Widziałam za to w CHEDER Cafe na Kazimierzu czerwone koszerne wino izraelskie. A nawet je piłam :)

      Usuń
  13. Ale słodkości! A za mną od rana chodzi dziś czekolada... ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jednym słowem zwiedzałaś Kraków "na słodko" i to było miłe.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednym słowem tak :)
      Za każdym razem chcę go oglądać w inny sposób :)

      Usuń
  15. Hola Julia!
    drizzle, a lake with swans and chocolate... there is something more wonderful in the world? :)
    Have a fantastic day.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank You Carolina :)
      It was a great weekend!!
      Have a nice day :)

      Usuń
  16. aż mi smaku narobiła. Pięknie w Krakowie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pakuj się i w drogę :)
      Kraków na Ciebie czeka :)

      Usuń
  17. o u ciebie też Kraków, tyle, że na słodko! :) słodki post! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za każdym razem staram się zobaczyć inną twarz Krakowa :)

      Usuń