sobota, 26 października 2013

Welcome to Barcelona

Barcelona przywitała mnie boską pogodą. Słońce, błękitne niebo, a na nim białe obłoki, cieplutko, bo aż 25 stopni. Raj!
Podróż do mieszkania bezbolesna, jak po nitce. Przecież byłam tu dwa lata temu, jeszcze pamiętam. Znajome uliczki, to zamieszanie, gwar w moim ukochanym języku hiszpańskim. Jak tylko weszłam do mieszkania, otworzyłam okna na oścież i wyjrzałam na ulicę. Stałam i z uśmiechem obserwowałam przechodniów. 


Jakaś kobieta na balkonie naprzeciwko rozwieszała pranie. Strząchnęła wielkim rudym obrusem, coś jej wypadło na dół, na ulicę. Przypadkowy przechodzień próbował jej to wrzucić na pierwsze piętro. Udało się dopiero za trzecim razem. Cała ulica stała i kibicowała, na koniec oczywiście dostał brawa. Ech....myślę sobie....Hiszpania....ukochana :)))
Nagle z tego zamyślenia-rozradowania wyrwał mnie głos właściciela apartamentu. 
- poproszę o jakiś dokument
- ależ oczywiście :) już daję
Sięgam do torebki, a tam.....nie....to nie możliwe. Nie ma portfela, tak więc nie ma dokumentów, kart kredytowych, pieniędzy.....nic! Jak wrócić bez dowodów do Polski?
Ja wiem że to się zdarza. Ale nawet jak na mnie, to za dużo. Dwie kradzieże w ciągu jednego tygodnia. Najpierw to włamanie do domu, teraz kradzież w metrze. Na szczęście miałam tam tylko część pieniędzy.
Czym prędzej zastrzegłam karty, przechodząc przez mozolną procedurę identyfikacji. Osoba w banku okazała się bardzo pomocna. Powiedziała że jak mam jakiekolwiek inne kłopoty, nie związane z kartą i rachunkiem, to żebym dzwoniła, pomoże. 
Kiedy tylko właściciel apartamentu wyszedł usiadłam i zwyczajnie, po babsku rozpłakałam się. To za dużo jak na mnie. Komu i co złego zrobiłam, żeby tak mnie los doświadczał? Przecież zawsze wspieram, kogo trzeba. I pieniędzy nie żałuję. Pomagam jak mogę i na ile mogę.
Kiedy tak siedziałam i płakałam zadzwonił telefon z Polski, rozpoznałam numer banku. Tym razem po drugiej stronie był mężczyzna. Zamarłam. Pierwsza myśl, że pewnie zdążyli mi coś z konta buchnąć. I co się okazuje. Zadzwonił do niego policjant z Barcelony, mówiąc że złapali złodziejki mego portfela. Nie wierzyłam własnym uszom. Godzinę po kradzieży policja hiszpańska miała mój portfel i sprawców. W polskiej rzeczywistości to chyba nierealne, prawda? Oddzwoniłam do policjanta, umówiłam się z nim na posterunku. Spędziłam tam chyba ze trzy godziny. Przesłuchania, protokoły, papierki do wypełnienia. Takich jak ja było tam mnóstwo. Praktycznie co pół godziny wchodził ktoś okradziony, Z posterunku wyszłam około 20 wykończona, wypluta i głodna. Za godzinę miał być koncert. Nie miałam siły się przebierać w sukienkę, nie miałam w sobie radości ani energii. Tylko się odświeżyłam i przebrałam w czyste ciuchy. 
I nawet tam w Palau de la Música Catalana, niby patrzyłam na scenę, ale w myślach wciąż byłam na posterunku. W końcu jednak muzyka i taniec zwyciężyły. Dałam się oczarować i zaczarować. tak pięknego flamenco, na tak wysokim poziomie jeszcze nie widziałam. Genialne!!!
Mam nadzieję że dziś będzie lepszy dzień :) 
Przecież nie może być tak że tylko kłody pod nogi, prawda?
Dziś wieczorem włożę moją kieckę i pójdę na kolację. I zacznę od kieliszka szampana, na cześć hiszpańskich policjantów. Szalenie miłych, przystojnych i skutecznych.



32 komentarze:

  1. O rety! Sama nie wiem co napisac ! Pech to niesamowity , ale i fart ze je znalezli (te zlodziejki)...
    Wiem, ze bedzie trudno kontynuowac pobyt jakby nigdy nic, ale trzymaj sie . Bedzie juz tylko lepiej ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuję potraktować to jako znak, żeby uważać bardziej.
      Na razie co prawda slabo mi idzie ;)
      Dobrze że odzyskałam dokumenty. Pieniądze przepadły. Mialam mega drogi koncert....wart tej ceny.

      Usuń
    2. Julia, pierwsze koty za płoty...
      Współczuję Ci przeżyć, od których włos na głowie się jeży
      Teraz tylko pozostaje się dobrze bawić...
      Więcej zdjęć poproszę- marzę o Hiszpanii
      http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
      http://wieczkodagmara.blog.pl/

      Usuń
    3. Nie mam innego wyjścia :)))
      Sześciokilometrowy spacer plażą trochę rozładował emocje.
      Zdjęcia robię. Ile się da. Ale chyba dopiero w domu znajdę chwilę żeby je zgrać i przejrzeć :)

      Usuń
  2. Ale Ty to masz przygody :)))))

    Całuje mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dżejku....zrób coś żeby ten pech się ode mnie odczepił. Już dość. nie wyrażam zgody na żadne tego typu numery.

      Buziak Skarbie :*

      Usuń
  3. Flameco wszystko wynagrodzilo!!!
    Chcialabym cos takiego zobaczyc na zywo!
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyś wiedziała. Na żywo flamenco wywołuje niesamowite dreszcze. Stają dęba wszystkie włosy. Nawet te wydepilowane :)

      Usuń
  4. Malaga pozdrawia Barcelonę :)

    ¡Bienvenida a España, saludos y buena suerte!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Szkoda pieniędzy, ale dobrze, że dokumenty się znalazły. Mam nadzieję, ze teraz już będą same, dobre wieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja mam nadzieję Dark-u :)
      Trzymaj kciuki!!

      Usuń
  6. Pech Ciebie nie opuszcza. Przykro mi.
    Mojego brata spotkała podobna historia z portfelem, z tą różnicą, że się nie znalazł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że też byłam pewna, że nie odzyskam portfela. Musiałabym w konsulacie załatwiać jakieś zaświadczenia. Potem tu w Polsce zastrzec dokument zagubiony, wyrobić nowy.
      Koszmar.

      Usuń
  7. Ale się znalazł, jesteś w ukochanej Barcelonie, koncert był piękny, Ty jutro będziesz wyglądać zjawiskowo!!!!!! :))))
    Fart to, czy niefart...
    Przecież będziesz miała swoją bajkę. No może troszkę więcej szampana wypijesz, bo za zdrowie przystojniaków z Policji dodatkowy kieliszek. Myśl o tym co w koło, a portfel trzymaj przy dupie ;)))
    Nic złego już się nie wydarzy, bo nie zmieściłoby się w statystykach. :D

    Buziaki :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z portfela zupełnie zrezygnowałam :) chodzę z wypchanymi kieszeniami, jak chłop.
      A dookoła....oj dużo się dzieje. Miałam bardzo bogaty dzień.

      Dziękuję Mirabelko, Ty to potrafisz zwrócić uwagę na to co trzeba :)
      Buziak :*

      Usuń
  8. wiele dobrych fal .. dzisiak bedzie dobry dzień .. niestety kieszonkowcy to zmora wielkich miast turstycznych nie tylko w Hiszpanii .. uważaj na siebie .. ~~~~~~ :^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz miałam z nimi doczynienia. Teraz już uważam. :)

      Usuń
  9. Ja myślę, że masz szczęście - okradają wielu, ale niewielu odzyskuje swoją własność!

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak zwane szczęście w nieszczęściu ;)
    Pewnie to mój Anioł :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ot i retrospekcja snu: brak czegoś cennego.
    Ty miałaś tam jechać i bawić się znakomicie a nie dać się okradać!
    Julio, dobrze się skończyło i to ważne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobrze że mam to już za sobą. Paskudny dzień. Paskudne uczucie. I jeszcze w stresie człowiek ma problemy z językiem angielskim z wysławianiem się. Nerwy tworzą czarną dziurę w głowie.

      Usuń
  12. Jesteś 3 znajomą osobą, którą okradziono w Bracelonie, ale pierszą, która odzyskała wszystko i to prawie natychmiast ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak mam farta???!!!!
      Super!!!!! :)

      Usuń
  13. No to jesteś w swoim żywiole. Dobrze jest uciec do miejsc, które podładowują nasze akumulatory. Malo tego: pozwalają się dzielić wchłoniętą energią z innym:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszego dnia to mi się nawet awaryjny akumulator rozładował.
      Ale wczorajszy dzień pełen wrażeń i dzisiejszy pełen słońca i morskiej bryzy uzupełniły ubytki :)

      Usuń
  14. No to posmutniałam w trakcie czytania, ale uśmiechnęłam się na wieść, że jednak odzyskałaś dokumenty

    baw się tam dobrze :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      Bawię się dobrze choć już się martwię, że tak mało czasu mi zostało. Wyciskam każdy dzień jak cytrynkę :)

      Usuń
  15. No to miałaś przeżycie nie do pozazdroszczenia z jednej strony (kradzież) i wielką radość z drugiej ( skuteczność policji), no i koncert . Baw się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak....ten dzień dostarczył mi skrajnych emocji. Ale zła passa już chyba przełamana :)
      dziękuję :)

      Usuń
  16. No, niesamowite! czytam jak dobrą powieść! myslę, że wyczerpałas juz limit pecha! oby tylko dobre już się działo, pozdrawiam cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ja mam taką nadzieję....no bo ileż można!
      Mam nadzieję że mój pech poszedł precz.
      Dziękuję i cieplutko pozdrawiam :)

      Usuń