niedziela, 13 października 2013

siłaczka

Byłam wczoraj na imprezie, jednej z tych za którymi nie przepadam. Uroczysta rocznica ślubu znajomych, czyli wesele numer dwa. Nie lubię tego typu imprez, bo nie lubię siedzenia za stołem, a pląsanie przy rytmach "Ona tańczy dla mnie"....no jakoś tego nie czuję :)

Ale był fajny moment. Kiedy na wielkim ekranie odtworzono film nakręcony przez ich synów. Film zmontowany z urywków starych filmów i zdjęć. A wszystko to poprzeplatane wywiadami z bliskimi im osobami. Pomysł genialny i świetnie zmontowany, z idealnie dobraną muzyką. Popłakałam się :) Trochę ze śmiechu, a trochę ze wzruszenia. 

Na imprezie była też para, na którą zawsze patrzę ze wzruszeniem i podziwem. Strasznie fajni i weseli ludzie. Mają za sobą bardzo trudne chwile, ale nie wracają do nich, nie biadolą. Pamiętam dzień w którym przyszli zapraszać mnie na ślub. On, taki sobie (jeśli chodzi o urodę), ale chłopak o ogromnym poczuciu humoru. Ona śliczna, miła, wesoła, energiczna. Pomyślałam sobie, ma chłopak farta....i nie pomyliłam się. Ma ogromnego farta. Układało im się naprawdę super. Mieszkanie, fajny syn, sielanka, kiedy nagle dopadła ich straszna wiadomość. Chłoniak, u niego. Chłopak się załamał, z resztą wcale mu się nie dziwię, wiem co się czuje w takiej chwili. A ona.....ona po prostu wzięła się do roboty i zaczęła o niego walczyć. Pracowała, studiowała, małe dziecko, nie wiem skąd wzięła na to wszystko siły. Ale postanowiła dać mu jeszcze jedno dziecko i na dodatek zacząć budować dom. Siłaczka. Podziwiam ją i łzy cisną mi się do oczu kiedy wspominam te trudne chwile. Mają teraz fajną pyskatą córkę :) kropka w kropkę wierna kopia ojca. Mają wybudowany dom. No i wyszli z tego cało. I kto wie, czy właśnie ta córka i ten dom nie "wyciągnęły" go z choroby. Miał cel. Nie mógł się załamać, bo przecież żona w ciąży a budowa rozpoczęta. Wiedział że musi żyć i walczyć.....dla nich. 
Mieć cel......to chyba najważniejsze w życiu, to daje siłę do pokonywania przeciwności losu.

Piosenka z wczorajszego repertuaru. Nie jest to mój ulubiony rodzaj muzyki, ale na tę chwilę i do tego wpisu.....idealna



28 komentarzy:

  1. Czasami warto pozwolić sobie na sentymentalizm. Historia piękna i pouczająca. Warto się od takich uczyć.
    A impreza rocznicowa - nawet jeśli nudna - momentami może dostarczyć CZEGOŚ wartościowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna historia i piękna miłość, taka jaka powinna być, Pełna troski o drugiego człowieka.

      Usuń
  2. Dobrze widzieć koło siebie takich ludzi, takie pary, mobilizuje to człowieka i upewnia w nadziei i wierze,że my tez tak możemy
    Super tygodnia Ci życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ich historia jest dowodem na to, jaką siłę może mieć miłość i wiara. I jak ważna jest obecność drugiego człowieka, w naszym życiu. Sam, pewnie by się poddał, z nią zwyciężył.

      Dobrego dnia Pat :)

      Usuń
    2. Dobrze, że wygrał:):
      tak, miłość ma moc!!!
      Mój dzień dzisiejszy na pewno będzie dobry ..wraca panP:):):):)
      Wszystkiego pięknego Julio

      Usuń
    3. Mmmmmmmm :)))))) piękny dzień :))))
      ciesz się nim na maksa!
      Buziak :*

      Usuń
    4. Oj będę , będę:):):)
      pa,pa

      Usuń
  3. masz rację, człowiek musi mieć cel. ja bez celu i planu nie potrafię egzystować, bo żyć tylko po to by oddychać i jeść....
    myślę, że miłość dała im dużo siły. piękne to :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie bez celu, mielenie każdego kolejnego dnia, to wegetacja. Choćby najmniejsze cele, marzenia, nadzieje, mieć trzeba.
      A miłość.......daje ogromną siłę :)

      Usuń
  4. Cel, to jeszcze nie wszystko...tam bylo cos o wiele wiekszego...
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Takie historie są bardzo "budujące"
      Mogą dać siłę tym którzy wątpią.

      Usuń
    2. Przeczytałam Twój wpis.....już rozumiem dlaczego piszesz o "poruszeniu czułej struny"
      Też jesteś "siłaczką"

      Usuń
  6. Miłość wymaga pokory i zrozumienia czasu.
    Podziwiam ludzi, którzy biorą życie za klapy i zwyczajnie nie dają się...
    Pozdrawiam
    eksperyment-przemijania.blog.onet.pl
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja podziwiam i też staram się za klapy brać. Dopóki dotyczy to kogoś mam ogromną siłę do walki, kiedy dotyczy mnie.....niestety wymiękam

      Usuń
  7. Dobrze, że jest kto chce walczyć. Nie zawsze tak jest, trzeba samemu się zmagać w atmosferze obojętności bliskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy w takim razie tacy "bliscy" powinni nadal nazywać się bliskimi?
      Takiej postawy zupełnie nie rozumiem.

      Usuń
  8. a ja lubie takie kawalki..ale nie na weselach:)
    Historia piekna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha!
      Może właśnie wesela odbierają takim kawałkom czar.

      Usuń
  9. Miłość i zaangażowanie w pakiecie z mądrością, to niesamowity fundament pod siłę. Piękna historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy zwiewają w obliczu problemów, inni zyskują nieziemską siłę do walki. Ci drudzy chyba w mniejszości.
      Piękna ta ich miłość :)

      Usuń
  10. Mnie też kiedyś sparaliżował strach. Teraz oglądam się wstecz i myślę - Już prawie trzy lata za mną, jeszcze tylko dwa i może odzyskam spokój. Choć jest miłość i cel to z tą siłą różnie bywa.

    OdpowiedzUsuń