niedziela, 27 października 2013

Choć bez kasy, ale w towarzystwie wyższych sfer. Czyli o tym, jak zostałam paparazzi.

Nie było to trudne. Wręcz stało się samo, zupełnie przypadkiem. Mijając pobliski Kościół Santa Maria del Mar, zobaczyłam zbiegowisko ludzi. Część z nich ubrana była pięknie, jak na ślub. Dlaczego by chwilę nie postać i nie popatrzeć. Potem dostrzegłam w tłumie kilka kamer i mnóstwo fotoreporterów. Znaczy, że ślub ważnej osobistości. Stanęłam razem z wszystkimi fotografami i czekałam, ciekawa kto też to będzie. Wtopiłam się w nich, stojąc z moim dość pokaźnym sprzętem niemalże w pierwszym rzędzie.

Zasada bycia paparazzi jest prosta. Kiedy słychać szum i okrzyki w rodzaju "a la derecha" (czyli - na prawo) trzeba dokładnie tam skierować obiektyw i czekać. Potem trzeba głośno wołać imię tej osoby, która akurat nadchodzi, a wtedy ona odruchowo patrzy w Twoim kierunku i masz fotę! Każdy paparazzi był doskonale przygotowany, albo miał asystentkę-przypominajkę, która posiadała listę potencjalnych gości. W międzyczasie fotoreporterzy naradzali się, ustalając między sobą imiona gości weselnych.
Z upolowanych osób rozpoznałam tylko jedną. Premiera Hiszpanii Mariano Rajoy. 


Jeśli ktoś rozpozna inne osobistości, to bardzo proszę o info :))) Zupełnie nie interesuje mnie polityka, więc nie wiem kto jest kim.



Ale przy okazji starałam się upolować najnowsze trendy mody. I uwaga!!! Upolowałam dwie suknie w malachitowym kolorze. YES!


Nabijane ćwiekami męskie buty :)) ??!! Co Wy na to?



Zawalistą torebkę.


I parę innych ciuszków



No i jeszcze obowiązkowo Pan Młody i jego mama (ta w czerwonej sukience)


Przystojniak :)))


 I su novia (znaczy narzeczona) z ojcem 
Śliczna :)


No! To tak na gorąco, fragment mego barcelońskiego dnia. Działo się znacznie więcej, ale o tym innym razem :)

43 komentarze:

  1. Ale fajny podgląd....
    Leże dziś w łożu i leniuchuję, nie , nie z choroby z chęci lenistwa!!! i tak jak leżę sobie fajnie jest popatrzeć na wielki świat w pięknych długich sukniach!!!!'
    Dzięki "paparazzi "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dziś leniuchowałam :) na plaży. Pogoda piękna, morze ciepłe.
      Wczoraj ciężko pracowałam jako paparazzi a dziś odpoczywałam :)

      Usuń
    2. Nie spal się 'Słoneczko" i dbaj o siebie:)

      Usuń
    3. Jak Ty ładnie mnie nazywasz :)))))
      Już pod polskim słońcem jestem, to na pewno mnie nie spali :)
      Buziak :*

      Usuń
    4. Ale mam nadzieję, ze nałapałaś dostarczającej porcji witaminy D!!!!
      Niedobór jej może mieć groźne następstwa O!!!

      Usuń
    5. Tego nigdy dość :)
      Już czuję niedosyt :)))))

      Usuń
    6. Ach, żeby tak można było :)
      Muszę trochę pozarabiać zanim znów pojadę

      Usuń
    7. kochane pieniążki przybywajcie
      :):):

      Usuń
    8. Wypowiedzieć to trzykrotnie, a potem trzy razy obrócić się w lewo :)))))
      i może przybędą :D

      Usuń
  2. Niestety, nikogo nie rozpoznaję. A Marian całkiem fajny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marian jest spoko ;)
      A jak Ci się widzi pan w błyszczących bucikach? :)

      Usuń
    2. wygląda jak... Edek z fabryki kredek ;) Ale córka tego pana ze zdjęcia poniżej Mariana jest spoko.

      Usuń
    3. To chyba żona raczej :)
      tylko zrobiona
      Królową botoksu była ta pani w czarnym. Do tego policzki miała tak napompowane że niemalże przysłaniały jej świat :D

      Usuń
  3. nikogo nie znam, ale kiecki i buty mi się spodobały :))

    OdpowiedzUsuń
  4. W tej Hiszpani to chyba wszyscy przygotowani są na tańce :)
    Szczęściaro, Ci się piękna impreza w kadr władowała
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    http://wieczkodagmara.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to rekompensata za przygody dnia poprzedniego :)

      Usuń
  5. No prosze sam Rajoy chce ci zostawiec lepsze wrazenie o Barcelonei. I bardzo dobrze, bo za jakis czas zapomnisz o poczatkowym pechu i tylko te lepsze wspomnienia zostana w pamieci...
    Mam tak z moim pobytem w Nowym Jorku sprzed lat. Teraz pamietam wybiorczo tylko to co chce pamietac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję Niko. Już raczej zapominam, ale wciąż źle czuję się w metrze. Jak nie muszę jechać wolę się przejść.
      Na szczęście dziś na plażę nie musiałam jeździć bo to bardzo bliziutko.
      A w NY też Cię okradli?

      Usuń
  6. Pan młody to Pablo Lara, którego ojciec, José Manuel Lara stoi na czele Grupy Planeta, hiszpańskiego koncernu multimedialnego, który posiada ponad 70 wydawnictw na świecie. Czyli światowa potęga wydawnicza.

    Pani młoda to Anna Brufau, córka dyrektora generalnego Indry, wielonarodowego
    przedsiębiorstwa technologicznego.

    Na trzecim zdjęciu od góry - mama Anny i ojciec Pabla.

    Tu video:

    http://www.antena3.com/videos-online/noticias/espana/casan-pablo-lara-anna-brufau_2013102600099.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli dobrze odgadłam że to musiał być ktoś ważny. No bo skoro sam premier przyjechał!!!
      A młoda para.....śliczna. Ciekawe czy to miłość, czy "kontrakt"
      Dzięki Mar za te wszystkie podpowiedzi :))
      i za video

      Usuń
  7. No to skoro już widziałam wielki świat, mogę sobie spokojnie wrócić do garów. :D

    Ciekawe czy przekonałabym Mżonka na takie buty? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo i ja do garów wrócę :D
      No i co Mżonek na te buty??? Wkurzył się czy osłabł ze śmiechu?
      Żebyś Ty widziała jak ten facet się ustawiał i pozował.....chyba kocha to robić :)

      Usuń
  8. Julio trzeba mieć niesamowite szczęście, żeby znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzałam wideo...chyba widziałam Cię w tłumie :))...czy miałaś na sobie różową bluzeczkę?

      Usuń
    2. Mówisz że szczęście? Pewnie coś w tym jest, bo zawsze jak gdzieś wyjadę dzieje się coś niezwykłego.
      Wczoraj wieczorem też coś się wydarzyło......ale o tym w następnym wpisie, bo wydarzenia warte porządnego wpisu :)
      To łącze tu mam tak nędzne że tylko się wkurzam jak zamieszczam zdjęcia. Więc reszta pewnie już z domu.
      W tej różowej to nie ja :)))
      Stałam dokładnie naprzeciwko wejścia :) po przeciwnej stronie

      Usuń
  9. Chciałam Was wszystkich przeprosić że u Was nie komentuję. Ale po pierwsze nie wyrabiam się :) a po drugie, łącze tu mam do niczego i nie starcza mi cierpliwości.
    Obiecuję, że jak wrócę nadrobię wszytko :))

    OdpowiedzUsuń
  10. piękni!

    a taaaa torebka to miała tło, zielone, po byku :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooooo :)
      I to lubię u Hiszpanów.....oni się nie boją kolorów. Nawet kolekcje takich sklepów jak na przykład Zara są zupełnie inne tu niż w Polsce.
      Nie mówiąc już o Desigual :)
      http://www.desigual.com/es_es?gclid=CPqekon9uLoCFfMctAodZH4AIA
      oni to dopiero mają kolory :)

      Usuń
    2. wiem wiem, znam. W mojej okolicy mieszka wielu Hiszpanów, odstają ubiorem, są pięknie barwni :)

      Usuń
    3. Ech.....prawda? :):):):):):)
      i tacy "rozśpiewani" pełni życia i energii

      Usuń
    4. o właśnie, to są celne określenia :)

      Usuń
  11. na #3 coś jakby Krzysztof Kolumb z małżonką ;^)) ... a Katalonia to jednak mocno cywilizowana jest .. bo mocno niepodległościowi Katalończycy (a Santa Maria del Mar jest symbolem walki Katalończyków o samodzielność) nie potraktowali Rajoya pomidorkami czy czymś takim .. co można by było skontrastować z innymi nacjami gdzie powiedzmy obecny polski premier mógłby by być zlinczowany za wszelakie 'zdrady narodowe' gdyby się pojawił w pewnych okolicach naszej Ojczyzny ... a obecny prezydent Stanów pewnie usłyszał by nie jedną obelgę o powrocie do 'Kenii" gdyby się pojawił gdzieś w rejonach gdzie dziadkowie wspominają 'dobre' czasy 'ku-klux-klanu' i 'co to się teraz porobiło' .... chylę czółko przed Katalończykami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomidorków, ale jakieś okrzyki tak. Czuje się tu bardzo duch Katalończyków. Często napisy są najpierw w języku katalońskim a dopiero potem po hiszpańsku

      Usuń
  12. Sluchaj, kurcze BOMBA te Twoje zdjecia! Ale kreacje....mi najbardziej sie podobala sukienka mamy Anny - ta srebrna...oh, musze sobie kiedys taka zafundowac!!! Baluj tam w tej Twojej ukochanej Hiszpanii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baluję Misiu ile się da :)
      Dziś spróbowałam deseru - sorbet limonkowy z tutejszą grappą :))))
      No i mam mój ulubiony deser. Po grillowanych krewetkach idealny!

      Usuń
  13. Milo jest popatrzeć na barwny, wielki świat:) uwielbiam takie przypadkowe, spontaniczne akcje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była miła niespodzianka po tak koszmarnym początku wyjazdu :)

      Usuń