środa, 4 września 2013

dylematy dnia wczorajszego

Czasem staję przed trudnym dylematem. Który? Który będzie najlepszy? Który wybrać, jak wybrać, czym się kierować. W końcu będzie moim towarzyszem przez czas jakiś. Takiego wyboru nie można dokonywać zbyt pochopnie. Będę go przecież trzymać za rączkę i spacerować z nim alejkami.  Powinien prowadzić się lekko i płynnie, no i najważniejsze nie zbaczać z trasy.....
 
Oceniam poziom korozji, zerkam na kółka. Ok. dziś ten ze środkowego rządka. Wsuwam monetę, energicznie pociągam.....jest nieźle. Idę w kierunku sklepu....hmmm...nie stawia oporu, trzyma kurs. Ha! Tym razem się udało :))))
Nagle.....zaczyna się.....prawe przednie kółeczko wpada w ruch rotacyjny. Wiruje jak mój mikser. No może nie ruchem orbitalnym, a jednak wiruje. To utrudnia sterowanie wózkiem jak nie wiem co. Staję. Jestem w połowie drogi, w sumie może dam radę. No jak, ja nie dam rady???? 

Pcham. Jadę....a raczej może nie jadę, tylko walczę z wózkiem. Kółko wiruje, wkurzając niezmiernie. Do cholery przecież to sklepowy wózek, a nie pralka frania!!! Tu nie ma prawa nic wirować!!! 
Co by tu zrobić, żeby się nie "zajeździć"?  W końcu wpadam na genialny pomysł......dociążyć prawą stronę, to musi pomóc. Wrzucam arbuz na prawą burtę i......udało się, sytuacja opanowana. Już na luzie śmigam między regałami, zadziałało. Nie na darmo ojciec mnie na chłopaka wychowywał. Byłam w końcu długo wyczekiwanym synem, czyli drugą córką :)))

Morał: nawet najbardziej oporne "jednostki" da się wyregulować (przy odrobinie sprytu i dobrych chęci) tak żeby prowadziły się zgodnie z naszymi oczekiwaniami.


31 komentarzy:

  1. Nie wszystkim wózkom sklepowym to pomoże i myślę, że są takie "jednostki", którymi nie da się do końca sterować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. hahhaha :P
    NIE mam tego problemu.
    NA zakupy zawsze jeździ mój mąż.

    Tak wyregulowałam tę jednostkę, że bez mrugnięcia okiem, z listą w ręce pędzi do sklepu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O i to było słuszne posunięcie!
      Masz teraz o jeden dylemat mniej :))
      To się nazywa właściwa regulacja, od pierwszych dni użytkowania "jednostki" :D

      Usuń
    2. Karna jednostka się mi trafiła :))

      Na dodatek przystojna :D

      Usuń
    3. Ech....Ty to masz szczęście :)))

      Usuń
  3. Kierowanie jednostką zazwyczaj kończy się źle. Dla kierującego lub kierowanego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kierowanie no rozumiem że nie, ale delikatne wyregulowanie? Też nie? ;)))

      Usuń
  4. Nie wiem jak ja jezdzilam tymi wozkami w Polsce,bo jezdzilam i to szybko zeby nie tracic czasu na powone lazenie po sklepie.A dlatego sie zastanawiam jak mi sie to udawalo bo gdy pojechalam kiedys tutaj do IKEA,to ja szlam w prawo,wozek w lewo i generalnie zanim opanowalam sztuke prowadzenia tego cholernego wozka to niezle sie z nim naszarpalam.Zapomnialam ze wszystkie kolka obracaja sie dookola,czego nie ma w tytejszych wozkach.
    A mowia ze jazdy sie nie zapomina,ale to chyba tylko dotyczy roweru;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem jest tak źle, że zaczynam po prostu ciągnąć zamiast pchać :)))
      Może wyszłaś z wprawy :)))

      Usuń
  5. Julio, uśmiałam się :D
    Ponieważ nie znoszę szarpać się z wózkami sklepowymi,
    często przed włożeniem monety mam podobne dylematy do
    Twoich :)
    Ale jeśli tylko okazuje się, że wózek jedzie źle -
    zawracam i zmieniam go na inny.

    Podobnie w życiu.

    Nie walczę. Albo akceptuję, albo zmieniam ;)
    Regulacja przedmiotów często odnosi pożądany skutek,
    z regulacją istot żywych bywa gorzej, a i nie raz
    pojawia się pytanie: czy ja mam prawo do takich regulacji?
    Czy chciałabym, aby ktoś MNIE regulował wedle swoich zasad?

    Ale to tylko, oczywiście, mój sposób na współżycie,
    jest też wiele innych, ważne co się komu sprawdza.



    Uśmiech zostawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tak wracać i wymieniać można bez końca. Wózki i nie tylko :)
      Ja jestem uparta i kiedy coś zacznę doprowadzam do końca, choćby resztką sił. I nie ważne czy dotyczy to banalnej walki z wózkiem sklepowym, czy próby ułożenia się z kimś. Idę na ustępstwa, ale i zgłaszam moje "postulaty"
      Ale wiadomo....nic na siłę :)

      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  6. Dobrze, ze nie musze tym czyms kierowac /smiech/!
    Serdecznosci
    judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) no masz szczęście :)
      Pozdrawiam słonecznie :)

      Usuń
  7. wpadlam na kawe....dzis mi chyba trzeba Expresso - oj, nie chcialo sie wstawac...zaintrygowalas mnie tym artykulem....czytalam - zastanawialam sie o czym to bedzie????mysle...facet? pies? ..potem powiedzialas, o kolkach i ze ze wrzucilas monete...mysle: ROWER! ale czemu idziesz z nim w strone sklepu....usmialam sie!!! u nas nie wrzuca sie pieniazkow, i potem te wozki stoja (lub same jezdza) po parkingu....tylko ALDI (nowy otworzyli miesiac temu) ma wozki na monety...ja, jak mnie wozek denerwuje, to po prostu zostawiam tam gdzie popadnie...niech ktos inny z nim walczy!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz jak ważny jest chwytliwy tytuł? :))
      Zaciekawił. Pobudził do myślenia.....a potem treść (mam nadzieję) rozbawiła :)
      Takich wykoślawionych wózków jest mnóstwo. Nie wiem ile musiałabym zrobić testów, żeby znaleźć ten idealny :) Walczę więc.

      Usuń
  8. a te jednostki, które nie dają się sterować, najlepiej porzucić na poboczu. niech je zżera korozja i samotność :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No! I to jest stanowcze podejście :)))

      Usuń
    2. hahahahahahaha :) nie mogę nic więcej powiedzieć bom się zapowietrzyła

      Usuń
    3. Niezmiernie mnie cieszy Twoje zapowietrzenie :)))))

      Usuń
    4. A ja dziękuję za poprawę nastroju :* i to jednym arbuzem :P

      Usuń
    5. Ależ proszę :))) to rewanż za wszystkie Twoje wpisy które ratowały mój humor :)))

      Usuń
  9. A ja lubię i wybieram małe sklepy i małe koszyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak tam wrzucić takiego arbuza :))))

      Usuń
  10. masz rację ! Z tymi koszykami to jak z loterią! Nigdy nie wiadomo na co trafisz:)

    OdpowiedzUsuń
  11. jak ja nie znosze zakupow:( od niedawna zaczelam robic " wieksze" zakupy przez internet... troche mniej boli..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie znoszę, dlatego staram się ograniczyć ten "ból" do jednego dnia w tygodniu. W sobotę rano.....zanim się zacznie ;)
      Czasem wydaje mi się, że jestem jedyną Polką w sklepie, dookoła bracia ze wschodu ;)
      Ooooo i przy okazji mam uczucie, że wyjechałam na weekend do innego kraju :P

      Usuń
    2. na mnie robia wrazenie reklamy po rosyjsku....:)))

      Usuń
    3. Takie stojąco-wiszące? :))

      Usuń