piątek, 2 sierpnia 2013

opowieść z morałem ;)

Dane mi było kiedyś spędzić kilka dni na jachcie motorowym w okolicach Toskanii.
Ależ oczywiście że nie na moim :) zostałam tam tylko zaproszona.
Strasznie głupio się na nim czułam. Jak nie u siebie po prostu. Może, gdyby to była niewielka żaglówka, bardziej bym się tam odnalazła. No ale jak to mówią: darowanemu koniowi.....itd.
Nocami staliśmy w porcie za dnia wypływaliśmy na otwarte morze. Pewnego dnia wybraliśmy się na Elbę. Jacht zatrzymał się gdzieś w jej pobliżu, ale dość daleko od brzegu. Kapitan rzucił kotwicę i padła komenda kąpiemy się.
Owszem pływam....w jeziorze, na basenie, na otwartym morzu jeszcze nigdy. Jacht buja się metr w górę metr w dół....no jak nic się utopię. Co tam utopię! Ja tam w ogóle nie potrafię zejść, bo na główkę nie skocze, nie ma mowy!!!!
Ha! ale takie jachty mają to do siebie, że są wyposażone w mnóstwo praktycznych bajerów i oto tylna część opuszcza się do wody na głębokość powyżej kolan, tak do połowy uda.....nie wykręcę się od wejścia do wody. Trudno jakoś umrzeć trzeba niech będzie że wskutek utonięcia na otwartym morzu....nawet brzmi fajnie :)))
Skaczę do wody i jest cudnie....woda mnie unosi nie muszę nic robić. Najpierw nieśmiało oddalam się od łodzi, szybko zawracając. Potem płynę coraz dalej i dalej.....chcę już wrócić, ale patrzę że jacht odsuwa się ode mnie. Mimo moich usilnych starań, dystans się nie zmniejsza....szlag!!!  Jacht zakotwiczony na długiej linie po prostu dryfował sobie w tę i z powrotem.  Wpadłam w lekką panikę. Kolega mówi nie denerwuj się, poczekaj, za pięć minut powinien przypłynąć. Co????? Jakie pięć minut????. A w tym czasie co? Mam wisieć w wodzie i patrzeć jak mój raj utracony odpływa? Nie gonić za szczęściem, tylko na nie czekać, tak?  O nie!!! Muszę powiedzieć że strach dodaje sił :) Dogoniłam jacht i drżąca weszłam na pokład z trudem oddychając.
Ok powiecie, że niepotrzebna panika, że mogłam poczekać i takie tam.....
Ale chwile potem meduza poparzyła dwie dziewczynki stojące (na szczęście)  na tej platformie opuszczonej do wody. Miały całe uda w czerwonych ogromnych plamach, płakały jeszcze bardzo długo, widać mocno bolało.
No to przecież, żeby mnie to coś pochlastało tam daleko od łódki, na 100% bym się utopiła..........ze strachu chociażby. I kto by Wam dziś tę historię  opowiedział? No kto?
Morał?
Chyba jednak lepiej gonić za szczęściem, niż biernie czekać.
Nawet jeśli, z boku patrząc, głupio to wygląda :))))






24 komentarze:

  1. Jesteś najlepsza!!!:-D

    Ja bym sie z godnościom utopiła :-P nie będę jachtów ganiać przecież... Honor trza mieć :-P :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach dziękuję Skarbie :**
      Z godnościom mówisz :)))
      A jakbyś się tylko wody opiła i strachu najadła. Jest ryzyko, że tonięcie mogłoby być nieskuteczne. I co wtedy?

      Usuń
    2. Z godnosciom bym zdobyła łajbę.

      Abordażem:-)

      Wybacz.
      Gorąco w tym pociągu..

      Usuń
    3. No chyba coś tak....bo jak topielec? abordażem?
      Dżejku a wodę chociaż masz? :)))

      Usuń
    4. juz nie :'(

      A jeszcze 130 km...

      Umrę... Przynajmniej coś się wydarzy:-P

      Usuń
    5. Przesiądź się na jakiś pociąg jadący do Białego
      uratuję Ci życie jak się tu doturlasz
      chłodnym białym winem napoję
      sałateczkę dobrą zrobię

      Usuń
    6. Nie szczuj. Ja cierpię.
      Trochę szacunku :-P

      Usuń
    7. Jakby to mówił facet to pewnie by uwiódł
      a jak ja to szczucie???
      asz TY!!!

      Usuń
  2. Przypomniał mi się film "Ocean strachu"!
    Zastanawiałam się jak Ci rzucić koło ratunkowe, aleś dzielna dziewczynka...nawet morał wysupłałaś z tych odmętów. Szacun! :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzielnam :)))

      to poniżej małym drukiem...
      (ale nie muszę dodawać, że więcej do wody nie weszłam?)

      Usuń
    2. małym drukiem (ciii...ja bym też nie wlazła)

      :)

      Usuń
    3. :))))
      no!
      to ciiiiiiiii....
      nikt nie musi o tym wiedzieć ;)

      Usuń
    4. podziwiam, bo ja na 10000000% bym nie weszła , bo nie umiem pływać ;))))
      i zawsze jestem zdania, że nie wolno czekać biernie, aż coś nam pod sam nos się podstawi albo podpłynie.
      życie trzeba gonić, bo ucieknie ;)))

      Usuń
    5. może w kapoczku byś weszła :))))

      Szczęście samo nie zapuka do naszych drzwi, trzeba wyjść mu naprzeciw....

      Usuń
    6. coś TY? a jakby mi się troczki rozwiązały i kapoczek odpłynął był w siną dal :))) pływać to ja mogę na basenie z takim piankowym makaronem i to najwyżej do 1,5 m głębokości i jak dno widzę :))) a co! taka jestem odważna ;D

      Usuń
    7. No....jakaś to odwaga też jest. Znam takich co powyżej kolan nie wchodzą, bo się boją :)

      Usuń
  3. Na szczescie wszystko dobrze sie skonczylo:)
    Zeby dogonic szczescie potrzebne sa rozne umiejetnosci,jedna z nich to plywanie.Nigdy nic nie wiadomo.
    Ja nie weszlabym do wody,plywac potrafie,ale te meduzy...ble.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie...nigdy nie wiadomo czy po to szczęście trzeba będzie lądem, czy wpław :))))

      Usuń
  4. Oj, no... i szczęśliwie się (dla Ciebie) skończyło... Morał jaki jest każdy widzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie prędko wskoczę do wody na środku morza :)

      Usuń
  5. Masz rację, kiedy biegniesz, to przynajmniej się nie nudzi. ;)


    Pozdrawiam, :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) dokładnie
      nawet jeśli w złą stronę biegnę, to i tak jest fajnie, bo coś się dzieje, zmienia.

      Witaj Kris :)

      Usuń
  6. ale pięknie tam było na tym jachcie :^) .. ja pewnie bym jednak unosił się i poczekał na powrót jachtu . .bo jestem kiepskim pływakiem .. tam gdzie się urodziłem i wychowałem w latach siermiężnego poprzedniego systemu nie było basenu a rzeka miała głębokość do kolan :^))
    .. przypomniała mi się pewna powiastka mnicha buddyjskiego, którą kiedyś przeczytałem .. jeden z mnichów dotarł na plażę nad morzem . dzień był upalny i on z lubościa pływał w morzu .. niestety nie zuważył, że był tam dosyć silny prąd, który oddalał go od brzegu .. w pewnym momencie zaczął panicznie płynąć do brzegu ale jego wysiłki nic nie dawały płynął pod prąd i po prostu był w jednym miejscu a wysiłek go już wymęczył .. w pewnym momencie zmęczony poddał się nurtowi i dał się oddalić od brzegu myśląc, że zginie tam w tych wodach .. ale jednak po jakimś czasie prąd skierował go w pobliże innej plaży oddalonej od tej pierwszej skąd popłynął .. widząc to mnich zebrał resztkę swoich sił i z wielkim wysiłkiem dopłynął do tej drugiej plaży ..uświadomił sobie, że gdyby rozpaczliwie próbował pokonać prąd zamiast pozwolić mu się unieść przez jakiś czas straciłby wszystkie siły i prawie na pewno utonął .. pozdrawiam bardzo ciepło Julio :^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ja wybitnym pływakiem nie jestem, więc gnałam za "ruchomym lądem ;))
      Opowieść mądra...na pewno można znaleźć do niej odniesienie w życiu. Tam na morzu walczyłam ze słabością i strachem....do końca i skutecznie. Czy tak jest też na co dzień? Chyba nie. W życiu codziennym częściej płynę z prądem niż pod prąd.
      Pozdrawiam Piotrze :*

      Usuń