sobota, 3 sierpnia 2013

melancholia małżeńska

W ostatnim numerze Charakterów, aktualnie jedynego czasopisma jakie czytam, ciekawy artykuł "Na zawsze razem znudzeni". Artykuł mówi o nowym "wirusie", który dopada wieloletnie związki, określonym tu jako "małżeńska melancholia".


Artykuł o małżeństwach jakich wokół wiele, takich które mają wszystko. Mają wymarzony dom, pracę, rodzinę, a mimo to nie czują się szczęśliwi. Małżeństwa "na pokaz". Na zewnątrz niby wszystko gra, a tak naprawdę męczy ich przebywanie ze sobą. Tkwią znudzeni, w nijakich związkach, a jednocześnie nic z tym nie robią. Nie decydują się na żadne zmiany. Uciekają, co najwyżej, w realne lub wirtualne romanse.

Mam przyjaciela w Chicago. Mój kumpel z podstawówki, z którym o dziwo dopiero znacznie później nawiązałam bliższy kontakt. On właśnie tkwił w takim związku. W końcu się rozwiódł. Uwolnił i siebie i ją. Powtarzał zawsze "Julka, trzeba było podjąć jakąś decyzję. Albo ratować związek, albo dać tej drugiej osobie szansę na szczęście. Uwolnić ją. Przelotne romanse nie rozwiązują problemu, tylko odsuwają go w czasie" Miał rację.....trwanie w uśpieniu niczego nie zmienia. Podziwiam go za tę decyzję, bo wiem, że nie była dla niego łatwa. Ale i wiem, że zrobił wszystko, co w jego mocy, żeby to małżeństwo uratować. Nie wyszło....

Często partnerzy "uśpieni" trwają ze sobą, ponieważ towarzyszy im świadomość, jak dużą cześć siebie oddali dla małżeństwa. W ich odczuciu to poświęcenie było zbyt duże i ważne, żeby z niego rezygnować. Wolą godzić się na niewierność, niż decydować się na rozstanie.
Smutne to. Jaki to ma sens? Jaka jest przyszłość takiego związku?
Ludzie zrobili się chyba zbyt wygodni. Za wygodni na to, żeby odejść i na to, żeby zawalczyć o małżeństwo.
Czują że coś tracą, czują że w pewien sposób "rezygnują z siebie"....a jednak nie robią nic.
To tak w skrócie....artykuł szerzej rozwija temat, ale nie będę się rozpisywać. Jeśli ktoś będzie miał ochotę.....doczyta :))

Życzę Wam fajnego sobotniego wieczoru. Ja idę na ognisko, na pożarcie komarom :))


25 komentarzy:

  1. różnie to bywa. czasami trudniej zostać, a czasami trudniej odejść...nie ma złotego środka, bo zwyczajnie brak nam siły.
    uważaj, bo zanim się rozkręcisz na dobre, to mogą Cię połknąć w całości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma jednej gotowej recepty na szczęście. Ten artykuł to raczej taki impuls.....do zastanowienia się.

      Mówisz że mogą mnie połknąć? I jak tu się bronić? Nawet się znieczulić nie mogę, bo samochodem jadę :)))

      Usuń
  2. Kiedyś było trudno odejść, bo brak mieszkań, presja rodziny, otoczenia, słabe dochody kobiet. Ileż ja widziałam takich par z przyzwyczajenia wśród pokolenia moich rodziców? Teraz może jest to bardziej z wygody - jak piszesz- ale pewnie maja podobne dylematy co do sensu swego postępowania. Zal mi osob, ktoretraca cenne lata w takich wyjalowionych zwiazkach, choc rozumiem, ze trudno podjac decyzje o odejsciu gdy nie mam innego kandydata lub kandydatki jako katalizatora takiej decyzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz.....często nawet kiedy kandydatka jest, wolą żyć podwójnym życiem. Jak to znajomy mówił....mam przecież dwie kobiety które mnie kochają

      Usuń
  3. Mysle ze do pewnych decyzji trzeba tez dojrzec.Nika ma racje z ta presja i rodzina.Ja wlasnie taka a nie inna decyzje podjelam,kilkanascie lat temu,nie mialam dylematu czy robie dobrze czy zle,mialam dosyc i zakonczylam pewien etap mojego zycia,bo to moje zycie i nie mialam zamiaru ulegac ani rodzinie ani presji otoczenia.Zyskalam kilku wrogow,ale tam gdzie drwa rabia ,tam wiory leca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miała odwagę żyć dla siebie a nie dla pod dyktando otoczenia. I jak widać podjęłaś właściwą decyzje, która odmieniła Twoje życie na lepsze :)

      Usuń
  4. myślę,że przyczyna jest bardziej prozaiczna...strach przed samotnością
    z upływem czasu przestajemy się starać, już nam się nie chce...dobrze jest tylko wtedy kiedy zostajemy dobrymi przyjaciółmi ,mamy wspólne cele i realizujemy je...w przeciwnym wypadku fiasko
    temat ciekawy i niełatwy...i myślę,że nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, podpowiedzi czy rady, czy też prawdy oczywistej
    jak jest się młodą osobą wszystko wydaje się proste, potem już tak nie jest, z upływem lat tracimy poczucie bezpieczeństwa, a po pięćdziesiątce zaczynamy myśleć o śmierci i to również przyczyny trwania w jałowych związkach...lęk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trafiłaś w samo sedno
      strach
      strach przed samotnością, strach przed opinią otoczenia.
      Strach, który jest silniejszy od wszystkiego

      Usuń
  5. Si,si .. ciężko pozostać, ciężko rozstać .. myślę, że często żyjemy cząstkami wielkiego uczucia czym większe one było tym bardziej trudno się pogodzić z jego cząstką .. a są też owoce tej miłości, które bardzo kochamy i nie chcemy ich skrzywdzić .. bardzo ciekawy temat Julio.. nigdy o tym czasopiśmie nie słyszałem .. ale okładka bardzo ciekawa o snach ale fajny obraz.. a niektóre z tych snów to mają piękne kszatałty ;^))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Owoce miłości" dorastają, odchodzą....a często nadal nic się nie zmienia, marazm. Ale nie mnie to oceniać. To indywidualna sprawa każdego związku....to ich życie.

      W Stanach może nie być tego czasopisma. Jeśli chcesz odłożę Ci kilka numerów. A sny....oj tak....mogą mieć piękne kształty.....dziś moje miały :)))))))))))

      Usuń
    2. Mozna kupic wersje elektroniczna polskich czasopism: tu link do tego, o ktorym pisala Jula:http://www.nexto.pl/e-prasa/charaktery-7_2013_i81273.xml

      Usuń
    3. no, prosze, juz rozdaje "moje" gazety!!! to mi milas odkladac, nie pamietasz???????? mialas mi nawet dac kilka ostatnim razem...ale nic nie mowie, kazdy moze zapomniec szczegolnie wtedy gdy mial "trudny" okres w zyciu!!!!! nie, nie wracam do szczegolow! ale gazetek to nie daruje. No, niby moge sie podzielic...hm, podzielic sie!!!!!moge! ale Ty nie rozdawaj co nie Twoje!

      Usuń
    4. Hahahahaha no i się uśmiałam....dawno nie krzyczałaś :))))
      No miałam Ci dać kilka ostatnim razem i coś jeszcze miałam dla Ciebie....no zapomniałam. Wiesz....to nie był dobry czas. Ale teraz już będę pamiętać :)

      Usuń
  6. Też ostatnio czytam Charktery, ale tego numeru jeszcze nie mam... Przeczytam... ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzyj :) fajny numer....ciekawy

      Usuń
    2. Kupiłam już. Był też dodatek o związkach., ale nie zaryzykowałam.

      Usuń
    3. Nie potrzebujesz go :)))

      Usuń
    4. A mozesz dla mnie chociaz zeskanowc cos nie cos...cos najlepszego, zanim te gazety od Ciebie odbiore???

      Usuń
    5. Ten numer nie dla Ciebie kochaniutka. Ty w szczęśliwym związku żyjesz :***

      Usuń
  7. Moim zdaniem zwiazki, relacje malzenskie sa tak bardzo indywidualne jak kazdy czlowiek, a w zwiaku tych ludzi jest co najmniej dwoje. Wiec nawet jak wezmiemy pod uwage, ze dzieci juz dorosle i nie wplywaja na decyzje o odejsciu czy pozostaniu razem, to i tak zbyt wiele trzeba wziasc pod uwage: zgadzam sie ze wszystkimi poprzednimi czytelnikami: strach przed samotnoscia, presja rodziny, presja spoleczenstwa, warunki materialne, brak sily, przyzwyczajenie...ale czynnikiem moze tez byc fakt, ze nawet jezeli my nie kochamy i jestesmy zdecydowani i odwazni by odejsc i mamysrodki, mozemy bardzo skrzywdzic osobe ktora zostawiamy - bo ta osoba np ciagle nas kocha....i musimy rozwazyc czy nasze szczesie jest dla nas wazniejsze, czy...czy chcemy byc samolubami...tak tez bywa....ja niestety, bylam takim wlasnie samolubem....coz, zycie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak...trzeba rozważyć
      Ale jeśli jest źle, jeśli nie da się nic uratować, to dlaczego mamy składać na stosie ofiarę z samej siebie. Dlaczego dobrowolnie mamy skazywać się na "mękę" do końca życia
      To cholernie złożony problem i do rozpatrzenia indywidualnego. Tu nie da się uogólnić i dać jednej recepty na szczęście.

      Usuń
    2. Niedzwiedzico,to jest nas dwie.
      U mnie bylo podobnie.on kochal mnie ,ja jego juz nie.
      No samo zycie.
      Ale bycie z kims tylko po to zeby go nie zranic,coz,mysle ze sam fakt bycia z kims na sile to ranienie bo na pewno to juz nie bylby ten sam szczesliwy zwiazek.

      Usuń
    3. Cos czulam Magu, ze skoro myslimy podobnie, pewnie odczuwamy podobnie. Zgadzam sie z Toba, ze odeszlysmy, zranilysmy, ale nawet jakbysmy zostaly, to nie byloby to samo, bo przeciez juz i tak nie bylo, skoro zdecydowa,ysmy sie odejsc....dziekuje,ze rozumiesz, i ja oczywiscie, rozumiem Ciebie. Moze kiedys uda nam sie spotkac, usac...pogadac!

      Usuń
  8. Obydwie jesteście silnymi dziewczynami które wiedzą czego chcą. :-*

    OdpowiedzUsuń