środa, 21 sierpnia 2013

Bergen

Ponoć pada tu przez 275 dni w roku. Widać trafiłam na jeden z 90 kiedy można zwiedzić to miasto nie przemakając do suchej nitki :) 
Pierwsze wrażenie kiedy wjechałam do miasteczka i wysiadłam z samochodu było takie sobie. Przyjechałam z mojej głuszy nad jeziorem, gdzie było cudownie cicho i spokojnie, a tu osaczył mnie tłum turystów. 


Pierwsze kroki skierowałam oczywiście na rybny targ, gdzie można kupić wszystko o czym się marzy  (w temacie ryb i owoców morza)  za pieniądze o jakich się nie śniło :))) 






Nawet mała kanapka z łososiem albo krewetkami kosztowała tu ponad 50 koron. Zrobiłam sobie w domu swoją wersję tej kanapki, posypując ją grubo mielonym pieprzem cytrynowym. Pychota. Pod krewetki oczywiście majonez :))


Z targu rybnego ruszyłam w kierunku tych kolorowych domków. To stare hanzeatyckie nadbrzeże, mające ponad 900 letnią historię.


Bryggen, czyli grupa drewnianych zabudowań kupieckich, od wieków było tętniącą życiem, ważną częścią miasta. W tym szczególnym miejscu, które wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, znajdują się pozostałości starej zabudowy portowej. Jest to jedna z najbardziej znanych osad średniowiecznych Norwegii. Przez cztery wieki w Bryggen dominowali hanzeatyccy kupcy. Kilka razy osadę nawiedzały pożary i tylko cześć zabudowań jest oryginalna. Ale i tak, kiedy się wejdzie w wąskie uliczki Bryggen, między stare drewniane domki, ma się uczucie podróży w czasie. 
I wystarczy się tylko obrócić o 180 stopni żeby zobaczyć zupełnie inny, już nowoczesny widok :) Błyskawiczna podróż w tę i z powrotem, za każdym obróceniem głowy :)

A to co zobaczyłam kawałeczek dalej zszokowało mnie jeszcze bardziej. Nie to nie Wiedeń, nie pomieszałam zdjęć. To nadal Norwegia i ukwiecona altana :))))


To bardzo specyficzne miasto, bo im dłużej po nim chodziłam tym wydawało mi się ciekawsze i bardziej przyjemne. Można by to nazwać moim oswajaniem się z Bergen. Bo dopiero kiedy znalazłam w jednej z bocznych uliczek Chillout Travel Centre 
niepozorną kawiarnię, wyglądającą bardziej jak sklep z odzieżą i sprzętem turystycznym, i wypiłam tam latte poczułam że jestem tam gdzie być powinnam :)  Opadłam na miękkie fioletowe sofy z rozkoszą. 
Obejrzałam Bergen dość pobieżnie, z uwagi na brak czasu i strach przed powrotem do domu krętymi górskimi uliczkami w ciemnościach. Ale myślę, że jeszcze tam kiedyś wrócę, tyle że samolotem i tylko do Bergen, tak na kilka dni. Odwiedzę wtedy wszystkie muzea, na które zabrakło mi teraz czasu. Przede wszystkim muzeum sztuki z kolekcją obrazów Edvarda Muncha.

A i może przy tej okazji pokażę wam jeszcze jak fajnie wyglądają norweskie korony :) Zastanawiałam sie nawet jak by z nich wyglądała bransoletka....jakby tak ozdobnie powiązać monety rzemieniem......


26 komentarzy:

  1. Uroczo wyglądają stare kolorowe drewniane domki. Po targu rybnym miło było przejść i popatrzeć na różne rybie smakołyki. Popatrzeć, bo na zakupy trzeba mieć gruby portfel. Ja zjadłam tam jedną dużą pyszną krewetkę, bo mnie ją poczęstowano :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech....czyli wiesz jakie tam są ceny....
      Miałaś szczęście :)

      Usuń
    2. Dla bogactwa ryb warto tam pojechac...
      Serdecznosci
      Judith

      Usuń
    3. I nie tylko :) Jest tam wiele muzeów w których nie byłam, a chciałabym. Za wyjątkiem może muzeum trądu.
      Pozdrawiam Judytko :)

      Usuń
  2. Świetne zdjęcia! I z takim Przewodnikiem to bym się chętnie wybrała! :)

    Jest coś takiego jak muzeum trądu? Bleeee, Fuuuujjjj, aż mnie dreszcz przeszedł, no a było już tak PIĘKNIE!

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :***

      Jest muzeum trądu
      http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=12426

      taka wstawka dobra, żeby się nie znudziły te piękne widoki :)))

      Usuń
  3. Ja w Bergen szczescia nie mialam, bo oczywiscie lalo, momo, ze byl to lipiec. Pamietam te "zlote" rybki, tzn po cenie jak za uncje zlota :)) Sliczne domeczki. Tez nie mialam czasu na zwiedzanie wiecej niz pobiezne, bo trzeba bylo wracac na statek po kilku godzinach..
    Ech Bergen , to jednak urokliwe miasto (mimo deszczu :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego warto tam wrócić.
      Loty do Bergen nie są takie drogie :)

      Usuń
  4. z majonezem ?:P:P:P

    cudnie !! bardzo lubię Twoje zdjecia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ale cieniuśko tego majonezu :)))
      Zrobię Ci taką jak przyjedziesz....nie umrzesz może :)

      Dziękuję :****

      Usuń
    2. umrę, nie rób :):):)

      Usuń
    3. Oj tam zrobisz potrójny skalpel :)))

      Usuń
  5. bardzo mi się podobają te kolorowe domy i taka wielorodność klimatów. tu niby surowa przyroda, a w samym sercu ukwiecona altana. a najbardziej to im zazdroszczę owoców morza, takich świeżych, prawdziwych. nie mrożonych, marketowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce niestety mamy bardzo mały wybór owoców morza, wiec kiedy dokądkolwiek wyjeżdżam, żywię się głównie tym :)
      Za wyjątkiem Bergen :) tu było za drogo.

      Usuń
    2. zdjecia cudne Julia:)
      ale...
      wiem dokladnie ile to jest 50 koron, ale chyba cos ok 6 funtow... jak na kanapke troche drogo...:(

      i choc pieniadze to rzecz nabyta, a i sknera absolutnie nie jestem.. ale jesli jeszce dodac do tego deszcz prawie gwarantowany.....i ze raczej samochodem....
      to wyglada na to ze Norwegie moge sobie na zdjeciach poogladac...a szkoda .. bo widoki piekne

      ale nic to, ....
      widoki sobie znajde na miejscu,
      a jechac musze gdzies gdzie mi tylek wygrzeje tak zeby mi starczylo na dlugie deszczowe wieczory... i ranki.. i noce...:)



      Usuń
    3. Dzięki Toya :*
      Ooooo ja też lubię tyłek wygrzewać. Ale Norwegię warto zobaczyć. Tylko trzeba się dobrze przygotować i zaprowiantować jeszcze w Polsce. Pierwszy raz w życiu wściekła wekowałam gotowe obiady......ale potem....to było zbawienie :)

      Usuń
    4. i tu kolejny gwozdz ...pan od domku na Fuerte sie nie odzywa od 2 tyg... wyglada na to ze 200 sterlingow zaliczki poszlo na jego konto a ja dalej z palcem w d...

      czyli chyba dalam "sie zrobic..."
      i zastanawiam sie czy jesli sie nie odezwie, jechac tam i ewentualnie mu kwasu narobic, czy odpuscic i leciec na Corfu... gdzie znalazlam calkiem fajna i tania oferte

      Usuń
    5. Oczywiście że jechać tam i walczyć o swoje.
      Pieniądze wpłacałaś pewnie przelewem, masz dokument.
      Corfu nie zastąpi Fuerte....
      Ja bym leciała

      Usuń
    6. tak, ale to tylko zaliczka... koles nie odpowiada mi na maile, telefon gluchy:(((
      nie chce sobie zepsuc urlopu ... ze nie wspomne o znajomych ktorych namowilam..:(( i

      Usuń
    7. nie mamy jeszcze biletow

      Usuń
    8. Hmmmm a kiedy miałaś tam lecieć?

      Usuń
    9. Jak by nie było to kupa kasy....przecież musi oddać.

      Usuń
    10. musze to wszystko przemyslec, policzyc, zaplanowac plan B ..itd
      a nie mam sily ostatnio...
      nic
      zero...


      Usuń
    11. Wiesz.....albo jedziesz do gościa i dajesz mu w ryj żądając zwrotu kasy. Mieszkanie zawsze gdzieś znajdziesz.
      Albo żegnasz te pieniądze i lecisz na Corfu.
      Jeśli jest z wami ktoś kto budzi respekt można spróbować odzyskać kasę.
      A może gość jeszcze się odezwie
      Trzymam kciuki.....będzie dobrze :*

      Usuń
    12. 2 wrzesnia, a to juz za dwa tygodnie

      Usuń
    13. Mało czasu.....daj mu jeszcze tydzień, może gdzieś pojechał

      Usuń