piątek, 21 czerwca 2013

harley mój

Tak go nazywam....a chodzi o mój rower. :)))
Miałam już różne rowery. Niektóre nawet z jakimiś bajerami, przerzutkami, rogami, ale ciągle to było nie to. Czułam się na nich......no jak w nie swoim ubranku.
Aż wreszcie odnalazłam moją miłość :)


Czyż nie wygląda pięknie?
Zwróćcie uwagę na tę osłonę na tylnym kole. Mogę nim jeździć w sukience!!!! 
Bo ja strasznie nie lubię tych rowerowych majtasów z pieluchą i przeważnie jeżdżę w sukienkach.
I mam koszyk, do którego mogę włożyć koc, lemoniadę i jagodzianki (jakbym chciała sobie zrobić piknik w lesie :) )
I ma tylko trzy opcje zmiany biegów. Nic mi się w nim nie przycina i nie psuje. A z góry pędzi jak szalony. Bez trudu wyprzedzam wszystkich!
A ta kierownica....jak fajnie wygięta :) jak w starym rowerze.



Mogę jechać na nim wyprostowana.....zupełnie jak na harleyu :))))
Wiecie co.....idę się przejechać. Trzeba przecież sprawdzić co się zmieniło w okolicy przez ten tydzień kiedy mnie nie było :)))


12 komentarzy:

  1. Rower w stylu retro jak najbardziej odpowiedni dla ciebie.Takie pojazdy kojarzą mi się z francuskim kinem z lat 60 :-)
    Wiesz mam takie majty z wkładką do wygodnej jazdy,trochę trenowałem kolarstwo i przejechałem 30 tyś km w 3 lata,potem kraksa,rower do kasacji i pauza...ale zachęcam kręć jak najwięcej bo rower to sposób na życie... :-)

    uściski S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak...magia lat 60 :))) przyciąga. Kino jak najbardziej też!

      Mówisz 30 tys. km w trzy lata? Naprawdę? Jeździłeś aż tyle? Zaskakujesz mnie :)
      A ta kraksa....rower do kasacji, a Ty? Mocno poturbowany?
      I czy nie jest teraz ciężko bez jeżdżenia?
      Pewnie za duzo pytań naraz :))

      Usuń
  2. Piękny rower :). Mój jest trochę podobny... :). (To ten, na którym Gabka pozuje ;), w ostatnim (no, przedostatnim) wpisie w Rozsypanych...). Uwielbiam mój rower. Dostałam go od taty, więc jest dla mnie podwójnie ważny. I jeżdżę na nim w sukienkach :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam że dogadałybyśmy się :))))
      Widzisz....coraz wiecej wspólnego :)
      Buziaki :*

      Usuń
  3. Przypomniała mi się czytana w czasie studiów powieść Régine Deforges pt. Niebieski rower.
    P.S.
    I poproszę zdjęcie, jak pędzisz, a wiatr rozwiewa tę rudą burzę włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz zdjecie? Hmmm...nie mam takowego, postaram sie zrobić któregoś dnia. Ale póki co musi Ci wystarczyć Twoja wyobraźnia, a wiem że masz bogatą :) Zobaczyłeś w końcu dżina wśród chmur :)))
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
    2. też czytałam tę powieść i też miałam takaie skojarzenie.
      Mam też takiego znajomego pana, który ma teraz 90 lat, ale opowidał mi (już kilka razy ;))) o dziewczynie, która mieszkała za wsią na górce i do szkoły zjeżdzała na rowerze nie trzymając nogami pedałów, wiatr rozwiewał jej włosy ...

      Usuń
    3. Fajne są takie opowieści. Wspomnienia starszych ludzi. Słucham ich zawsze z zapartym tchem :) choć wiem, że na pewno są podkolorowane.
      Wiem jak snuje opowieści mój tata, za każdym razem nabierają nowych, piękniejszych barw ;)
      Ale dziewczyna z rozwianymi włosami na pewno istniała :)
      Pozdrawiam ciepło Dzwoneczku :)

      Usuń
  4. klasycznie piękny rower .. w sam raz pasuje do sukienki :^)) ... a czytając Twoją notkę wspomniałem o filmie Easy Riders ... często o nich myślę kiedy jeżdzę na wyprawy motocyklowe tu w Stanach .. no ale moje nie są wzmacaniane 'przygodami' jak w Easy Riders ale jest jakieś niesamowite poczucie 'wolności' które daje wiatr i branie zakrętów :^))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Motor tak....ma w sobie coś :)
      To niesamowite uczucie to wychylanie się na zakręcie.
      Też lubię....ale jako pasażer. Choć kiedyś rozważałam zrobienie prawka i kupienie własnej maszyny :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Witaj Toya :)))) Moja muzyczna siostro.
      Zaglądam do Ciebie....ostatnio coś tam cicho. Brakuje Twojej muzyki
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń