czwartek, 23 maja 2013

"Smak" Paryża

Egzamin napisany. Hiszpański paruje mi uszami.
Może na chwilę przenieśmy się w jakieś inne miejsce. Zmienimy klimat, język, temat......może do Paryża?
Od czego by tu zacząć.....Może od sałatki paryskiej z grzankami z kozim serem i białego wina. Zaczekajcie otworzę wino, nakryję do stołu i zacznę opowiadać. Opowiem Wam o tym, co mnie w tym mieście urzekło.


Całkiem niedawno, bo w marcu, byłam tam po raz drugi i już nie latałam po najważniejszych punktach miasta. Nie musiałam za wszelką cenę wejsć na Łuk Triumfalny, zobaczyć Wieżę Eiffla i spedzić cały dzień w Luwrze. Choć nie ukrywam, że Luwr miałam ochotę powtórzyć. Jest niesamowity!!! Jednak pozwoliłam sobie tylko zerknać nań z daleka przez wielki zegar Muzeum d'Orsay


Tym razem jednak chciałam przede wszystkim poczuć "smak" Paryża. Wypić rano kawę w kawiarni, powłóczyć się po ulicach, zjeść lunch razem z innymi Paryżanami, którzy akurat mają przerwę w pracy. Spróbować jak smakują ostrygi, wybrać sie na wieczorny spacer nad Sekwanę i zapatrzeć na migocącą Wieżę Eiffla.


I to wszystko co zamierzałam zrobić - zrobiłam.
Ale i tak, tym co mnie najbardziej urzekło w Paryżu była muzyka, jaką usłyszałam w metrze. Paryskie metro pełne jest pięknej muzyki, pełne ludzi którzy potrafią grać i śpiewać i to naprawde dobrze.

Pierwszego dnia w podziemiach spotkałam chłopaka o urodzie Irlandczyka. Brodaty rodzielec,  śpiewający zupełnie tak jak Glen Hansard. Aż się zatrzymałam i przyglądałam długo czy to nie on :)
Innego dnia do do wagonika którym jechałam wsiadł młody ciemnowłosy skrzypek, który grając "My Way" Franka Sinatry wycisnął łzy z moich oczu. Grał tak pięknie....że zachwycił wszystkich dookoła, widziałam wzruszenie na twarzach jadących tym wagonem. Nie musiał prosić o pieniadze, ludzie sami wrzucali mu je mu do kubka, zamocowanego taśmą do stojaka z głośnikiem. Tej muzyki było jeszcze dużo wiecej, jako że często metrem podróżowałam.
W pamieć zapadł mi jeszcze kawałek Jacquesa Brela - Quand on a que l'amour...to też tam zasłyszane. Muzyka za którą poszłam w zupełnie innym kierunku niż isć miałam :) Pogubiłam się, ale to nic....warto było sie zgubić żeby posłuchać.
Miałam dołaczyć inną muzykę....bardziej paryską,  ale jakoś ciagnie mnie do tej.......Markéta Irglová i Glen Hansard "If  You want me"
Prawda ze piękna?

6 komentarzy:

  1. zauroczyl mnie ten kawałek

    poza tym- sera mi sie zachciało. I wina :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochanie jutro 10.30 masz pociąg 17.11 jestes u mnie
      Wstawiam butelkę białego do lodówki....i czekam :*

      Usuń
  2. Sympatycznie to opisałaś. Mnie to wszystko skojarzyło się z przepięknym śpiewanie Yvesa Montanda SOUS LE CIELE DE PARIS:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)))
      Widzę że Paryż też kojarzy Ci się z muzyką :)

      Usuń
  3. Nigdy nie byłem w Paryżu i nie ciągnęło mnie do tego miasta. Ale gdy o nim opowiadasz to czuję, że mógłbym je polubić.
    Piosenka bardzo ciepła i kołysząca, jak wieczór na paryskim deptaku.
    Dziękuję za to, że nam to pokazałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wieczór....kiedy robiłam zdjęcie rozświetlonej wieży był wyjatkowo ciepły jak na tę porę roku. Wieża slicznie migotała jak bożonarodzeniowe drzewko.....ale wiesz, do Paryża bym Cię nie zabrała. Pokazałabym Ci raczej Barcelonę, tam mogłoby Ci sie podobać :) ale o tym innym razem.

      Usuń