czwartek, 16 maja 2013

Madryt dzień pierwszy, czyli szczęśliwa siódemka

Pojechało nas siedmioro :) siedmioro przyjaciół, sprawdzony skład, który nigdy nie zawodzi, a skoro tak...no to jak miało być, jak nie fajnie? Tak było. Było super!
Kiedy wyjeżdżałam z Polski padało. I bardzo dobrze. Deszcz zmył ze mnie cały smutek ostatnich dni. Zmartwienia spłynęły razem z deszczem tam gdzie być powinny.......tam skąd je wiatr przywiał :)
Zamknęły sie za mną drzwi lotniska, a wraz z nimi szara rzeczywistość. Kiedy tylko to sie stało, poczułam na sobie pierwsze promienie ludzkiej sympatii.
"Masz zaje....ste buty, lubię takie u kobiet" powiedział kolega.
Wiem że są takie :) kozaczki z mięciutkiego jasnobrązowego nubuku, idealne do wąskich jeansów, kupione specjalnie na ten wyjazd. Cudo.
Wiadomo że wiem, ale wiecie jak fajnie jest usłyszeć coś takiego ;) i to od faceta!!
Tu mała dygresja do panów: prawcie nam komplementy, mówcie że w czymś nam jest ładnie....lubimy być zauważane :) to nam bardzo poprawia nastrój.
Następny "promyk"....kobieta która odprawiała nasz bagaż. Strasznie miła, uśmiechnięta, żartująca.....kurcze rzadkość! I jeszcze poszukała nam miejsca w samolocie z dala od niemowląt, żeby nam się spokojnie leciało. No są jeszcze życzliwi ludzie na tym świecie :)
Po odprawie ustawiliśmy się w kolejce do bramek kontrolnych. Siedzący przy stanowisku młody przystojny mężczyzna w zielonym mundurze zaprosił mnie gestem dłoni do siebie. Kiedy podeszłam z ujmującym uśmiechem patrząc mi prosto w oczy powiedział "czekałem na panią". Powiedział to w taki sposób, że kolana mi zmiękły i najzwyczajniej w świecie mnie przytkało, nie wiedziałam co odpowiedzieć. W trzy sekundy obok mnie znalazł sie mój facet mówiąc "jestem z tą panią i też na nią czekałem i to wiele lat" :)) zobaczcie jaki waleczny. Kolana wróciły do normy, odzyskując dawną prężnosć i elastyczność......no tak, przecież nie byłam tam sama ;)

Madryt przywitał mnie słońcem, paellą w małej knajpie tuż koło Plaza Mayor i chłodnym białym winem :) Z lubością wsłuchiwałam sie w melodię hiszpańskiego języka, cieszyłam słońcem i lekkim powiewem wiatru, który zarzucał kosmyki włosów na twarz. Życie potrafi być piękne!!!

Postanowiliśmy mimo zmeczenia podróżą choć trochę rozejrzeć sie po okolicy, choć te najbliższe miejsca, poczuć klimat tego miasta. Ruszyliśmy na Plaza Mayor, ktoś coś grał w oddali, jakieś bębny, gwizdki. Poszliśmy za tym dźwiękiem. Spojrzałam w niebo (jak to mam w zwyczaju czynić) i zobaczyłam dryfujący zielony balonik, na tle cudnie niebieskiego oceanu


wygladał naprawdę pięknie :) tylko skad sie tam wziął? ktoś go zgubił? zaczęłam sie rozglądać szukając właściciela, który pewnie rozpaczliwie patrzy teraz w niebo. Nie znalazłam właściciela, wypatrzyłam za to dużo więcej takich baloników.



Tłum ludzi, spowitych kłębami dymu, każdy z zielonym balonikiem....o co tu chodzi?
Po chwili poczuliśmy ten charakterystyczny zapach ;)))
Ruszyliśmy uśmiechnięci razem z nimi, zaciagając sie słodkim powietrzem :))
A wieczór.......dopiero się zaczął........


Resztę opowiem innym razem, żeby nie przynudzać ;)

14 komentarzy:

  1. :):)

    tak.... pamiętam, że lekko zamroczone smsy słałaś tego wieczoru ..:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy bardziej zamroczone nie były te z wieczoru czerwonego wina :)) mam nadzieję, że bzdur nie pisałam :*

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Jednak tak :))))))))
      ale wiem że mnie rozumiesz :****

      Usuń
  3. balonik na błękitnym niebie, to musiał być znak od losu, ale co oznacza, kto to wie??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno to dobry znak :)
      bo czy zielony balonik, na takim cudnym niebie, mógłby być złym znakiem? :)

      Usuń
  4. Ta roslinka na baloniku to wyglada jak Marihuana...moze byl jakis zlot tych co biora...albo tych co chca ja ulegalnic...
    Oh, jak dobrze, ze juz jestes spowrotem - pic kawe u Ciebie bez Ciebie to nie to samo...:(
    Pieknie piszesz, jak zawsze - posmakowalam te paelle i biale wino...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się za Tobą stęskniłam :* bardzo. Te pare dni bez komputera....nie łatwe. Najbardziej właśnie brakuje kontaktu z bliskimi, którzy są daleko.
      Ale już jestem i nalewam Ci chłodnego białego wina :)

      Usuń
    2. Chcesz mnie upic od rana...e, tam, niech bedzie...wypije wino z kawa...oh, kawy bede dzis pila duzo...juz druga duza filizanka....
      to co to na tych balonikach? czy nie chcesz zdradzac???

      Usuń
    3. Marycha Kochanie :)
      Pół Madrytu wyszło palić trawę! W życiu czegoś takiego nie widziałam :)

      Usuń
    4. No to moja droga wiedzialas kiedy leciec...:)))O, Matko i nie balas sie jak dookola bylo tylu nacpanych?

      Usuń
    5. Życie tak mi przetrzepało tyłek, że ja sie chyba już niczego nie boję :)
      Zauważam u siebie niepokojącą obojętność. Ot zdarzy się co ma sie zdarzyć. Wszystko co do tej pory próbowałam ogarnać rozumem i zaplanować dziwnie wymykało się spod kontroli. Stwierdziłam więc, że mam niewielki wpływ na to co się stanie. Płynę z nurtem i jak to mówią "co bedzie to bedzie" :)

      Usuń
  5. Czekam na dalsze dni opisujące szczęśliwą siódemkę.
    Cieszę się, że wróciłaś wypoczęta :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalsze opowieści będą równie nie madryckie :)
      Jak sie tak przyjrzałam memu wpisowi.........to chyba tylko słowa "Plaza Mayor" mówią cokolwiek o nim.
      A wróciłam zmeczona, bo dni pełne wrażeń.
      Wczoraj odpoczywałam w domu :)

      Usuń