piątek, 17 maja 2013

Madryt dzień drugi, czyli jak zostałam "gwiazdą" hiszpańskiej telewizji :)

Około ósmej rano obudziło mnie słońce, przebijające się przez amarantowe zasłony. Z ulicy dobiegał gwar madryckiej ulicy i coś co przypominało świergot ptaków. Wyjrzałam przez balkon, żeby sprawdzić co to za dźwięk i skąd dobiega. Cudnie błękitne niebo pełne było ptaków, ale to nie one tak śpiewały :) śpiewał pobliski sygnalizator świetlny. Mój prywatny niezniszczalny ptak, którego ćwierkanie z czasem zaczynało doprowadzać mnie do szaleństwa.
Był cudny rześki poranek. Co by tu zrobić z tak pięknym dniem? No na pewno nie chować się do muzeum, raczej wystawić buzie do słońca i hodować piegi. Ruszyliśmy w kierunku Jardines del Buen Retiro de Madrid, czyli krótko mówiąc do parku. Była niedziela, park pełen ludzi, spacerujących, jedzących lody, dzieciaki ganiały z balonami na sznurkach (był wśród nich nawet delfinek, mój ulubiony) Były pokazy tańca brzucha, akrobaci, klauni, teatrzyk....no życie po prostu tętniło.
Wszystko dookoła kwitło, a zapach kasztanowców oszałamiał, miałam wrażenie że wręcz nim przesiąkłam. Nawet później kiedy już wyszłam z parku....wciąż go na sobie czułam.
Poszliśmy dalej kasztanową alejką w nieco spokojniejsze miejsce a tam, staw pełen łódek.


Ludzie opalali się leniwie wiosłując, szukając ochłody tuż nad wodą. Szkoda że nie mieliśmy tyle czasu. Musieliśmy iść dalej....w końcu mieliśmy tylko kilka dni.

Blisko parku jest Dworzec Atocha, miejsce gdzie rozpoczęła się historia hiszpańskich kolei. Pierwszą linię z Madrytu uruchomiono właśnie ze stacji Atocha do Aranjuez w 1851 r. Od końca XIX w. pociągi odchodziły z ceglano - żeliwnej hali, dziś zamienionej na ogród tropikalny. Ponoć rośnie tam 400 gatunków roślin. Jest nawet sadzawka z żółwiami :) Dworzec robi niesamowite wrażenie!!!


Z dworca ruszyliśmy w kierunku Plaza de Cibeles, gdzie znajduje się piękna fontanna z posągiem frygijskiej bogini Kybele. Kiedy tam staliśmy i robiliśmy zdjęcia nagle usłyszeliśmy głośne przeciągłe trąbienie, a potem znajomy warkot a może raczej bulgot jaki wydaje tylko harley. Dźwięki się przybliżały, stanęłam tuż przy samej krawędzi ulicy, żeby zrobić jak najlepsze ujęcia. Najpierw zobaczyłam to


a zaraz potem to :)


nie wiadomo kiedy wyrósł przede mną kamerzysta, przed samiuteńkim nosem. Skierował na mnie obiektyw kamery i filmował :))) Uśmiechnęłam się jednym z moich najpiękniejszych uśmiechów i pomachałam dłonią. To było moje 30 sekund :))) czułam się jak "gwiazda"
No bo JA miałam szansę zaistnieć na filmie razem z tymi cacuszkami które mknęły po asfalcie. Och!!!! Poczułam się naprawdę dumna :) Potem kamera płynnie przesunęła się na ulicę, żeby dalej już filmować nadjeżdżające tabunem motocykle.


Nie wiem ile ich mogło być. Setki to na pewno, jeśli nie tysiące. A ten dźwięk silników, takiej ilości maszyn.....wywoływał dreszcze na całym ciele. Kocham harleyowców i kocham ich maszyny, może nie aż tak jak oni sami je kochają.....ale te motocykle budzą mój ogromny zachwyt. Zrobiłam im mnóstwo zdjeć, pokażę tylko kilka....choć wszystkie warte są obejrzenia :)








8 komentarzy:

  1. Pamiętam dworzec z tamtych czasów. Estacion de Atocha był dworcem jedynym w swoim rodzaju. Przestronne perony osłonięte były wysokimi łukami kolorowego szkła, a wnętrza porastały rośliny tak egzotyczne, że ich nazw daremno było szukać w botanicznych atlasach. I chociaż jak mówisz rośliny pojawiły się dopiero później, ja od początku widziałem go takim.

    Wspaniała relacja Juleczko. Z zazdrością oglądam zdjęcia i słucham Twojej opowieści. Taka właśnie jesteś najprawdziwsza- beztroska jak poranek w Madrycie. Z przyjemnością patrzę jak błyszczysz na jego ulicach.

    Poproszę o dolewkę do tej pełnej zieleni herbaty :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak daleko sięgasz wzrokiem, czy jak zawsze czarujesz? ;))
      Proszę uprzejmie....herbata zielona z płatkami słonecznika.....o wdzięcznej nazwie "słoneczny poranek"....czy smakuje? :)

      Usuń
  2. Zdjecia cudne:)
    Fajnie tak oderwac sie od szarej codziennosci.
    Na takim pelnym kwiatow dworcu to moglabym nawet zamieszkac,ha,ha,ha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :)
      A dworzec faktycznie robi wrażenie :) istna oranżeria :)
      mówisz zamieszkać? jakiś mały namiocik w tym buszu? ;))

      Usuń
  3. Mi tez ten ogrod tropikalny najbardziej sie spodobal.
    No i mialas farta z tymi motorami - a dowiedzilas sie co to bylo? Jakis roczny zjazd? Parada? No i kiedy i na jakim programie prosze Pani bedzie Cie mozna obejrzec??? ha ha ha
    Wpadlam na kawe, dzis mi jej bardzo trzeba, bo wczoraj znow bawilam sie w atryste - malowalam tym razem "pot of gold" czyli garnek zlota, ale tym zlotem byly zlote sloneczniki, a garnkiem oczywiscie doniczka. A ze malowanie ciekawsze z winem...a ja dzis w pracy...ciezko...sennie, ale mysle Ze Expresso u Julki mnie obudzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyś Ty sie tylko nie uzależniła......od malowania :P
      A jaka to była impreza? Coroczny zlot harleyowców :)
      http://www.youtube.com/watch?v=RW5q872xcp0
      tu zobaczysz jak to wygladało.
      W jakiej telewizji byłam nie wiem :) ale jestem pewnie już rozpoznawalna ;))) w całej Hiszpanii.
      Kurcze!!!! a ja myślałam, że ja sie podobam tym wszystkim Hiszpanom, co sie gapią na mnie na ulicy......ech ;(

      Usuń
  4. No Ty to masz szczęście, gdzie się pojawisz coś się dzieje, w pierwszy dzień zlot tych z balonikami, co to listek na nich był, drugi dzień przystojne chłopaki na motorach.
    No, a poza tym to taki prawdziwy beztroski dzień wakacyjny, kiedy dajesz się prowadzić losowi za rękę ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mam szczęście :) zwłaszcza do tych chłopaków na motorach.....to było niesamowite :)
      I wiesz co....najbardziej lubie takie właśnie wakacje, kiedy idę lub jadę przed siebie i odkrywam nowe miejsca, poznaję nowych ludzi. Za każdym zakrętem może czekać jakaś niespodzianka. A ja niespodzianki uwielbiam :)

      Usuń