czwartek, 11 kwietnia 2013

Świat z dwóch tysięcy kawałków

Mieliście kiedyś wrażenie, że wasz świat rozpadł się na milion kawałków? Że nic już się nie da z tym zrobić, że może lepiej zasnąć i wcale się nie obudzić.
Owszem na początku jedynym wyjściem może się wydawać ucieczka w „sen”
Ale można przecież ten świat próbować poskładać. Wymaga to wiele pracy i wysiłku. Potrzeba dobrych chęci i cierpliwości. No i od czegoś trzeba zacząć.
Ja zaczynam od układania….układania wszystkiego w swojej głowie.
Ale żeby zacząć cokolwiek układać w sobie, muszę najpierw uspokoić ciało, wyciszyć rozedrganie, zająć czymś ręce.
Czymś, co mi zawsze pomaga w trudnych chwilach są puzzle.
Składając kolejne elementy obrazka, jednocześnie składam z powrotem samą siebie. Z każdym kolejnym klockiem jestem o krok do przodu, o krok bliżej dawnej mnie, tej sprzed wielkiego wybuchu.
Im więcej elementów, im trudniej, tym lepiej. Więcej czasu na zastanowienie się nad sobą, nad życiem. Kiedy jeszcze mam oczy pełne łez, kiedy głowę pełną problemów układam pierwsze najwyraźniejsze elementy obrazka. Bo to łatwe, bo układa się szybko, bo wciąga, bo daje radość. Ale im dalej tym trudniej….Tyle, że sił już więcej i spokój większy. Na koniec zostają te najtrudniejsze fragmenty…tło.  Często jednolite, różniące się tylko subtelnie odcieniem. Czasem bywa tak, że uda mi się dopasować dwa, trzy elementy w ciągu dnia, ale więcej nie potrzebuję jestem już spokojna….zostało mi w sumie niewiele do końca, ale nie spieszę się
Z ostatnimi kawałkami chcę mieć pewność, że poczuję zupełny spokój.



Co zrobię, kiedy skończę? Oprawię mój obraz i powieszę w sypialni, nad łóżkiem. Niech mi przypomina, z jakim mozołem składałam samą siebie. Z jakim trudem udało mi się wrócić do „świata żywych”. Niech będzie wspomnieniem ciszy i piękna Toskanii. Tej którą pamiętam z wakacji.



A potem
Potem kupię nowe pudełko bardzo trudnych puzzli.
Niech leżą i czekają….w mojej domowej apteczce….jak lek ratujący życie           
I mam cichą nadzieję, że już nigdy nie będę musiała go użyć :)

22 komentarze:

  1. przypomniałaś mi, że nie cierpię puzzli :) niby jestem cierpliwa, ale przy puzzlach okazuje sie że nie :D

    ja składam mój rozsypany świat podczas nieskończonych spacerów... Chodzę i chodzę i chodzę...
    i nie mam co zawiesić nad łóżkiem :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy składa swój rozsypany świat jak potrafi :)
      Nad łóżkiem powieś sobie coś z wężowej skóry :*

      Usuń
    2. najlepiej całego węża :D:D

      Usuń
    3. mam sporo wężowej skórki po wylinkach Kajetana (http://kociki-abigail.blogspot.com/search/label/W%C4%85%C5%BC%20Kajetan), mogę odstąpić ;P... (przeźroczysta i szeleszcząca, coś jak cień węża?...)

      Usuń
    4. hahahahaah, Abi- cudowna jesteś :):)

      Usuń
    5. :)... No, ba ;)! - ale jakby co to mówiłam serio ;)... i podaj adres - wyślę.

      Usuń
  2. Ciekawy pomysł z tymi puzzlami... Mnie by chyba brakło cierpliwości... Gratuluję :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uwierzysz, ale jestem wyjątkowo niecierpliwą osobą :)
      Te puzzle to taka moja medytacja.

      Usuń
    2. Tak się domyślam :), coś jak sypanie mandali :D...

      Usuń
    3. O właśnie :)
      dokładnie tak :D

      Usuń
  3. Uwielbiam puzzle, ale nie wpadłam na to, by w ten sposób się "pozbierać". Ja mam tak - najpierw ucieczka "w sen", a potem "w czyn" - sport, ogród itp. Też działa, tylko powoli... Pewnie dłużej niż najtrudniejsze puzzle... Ale nie chciałabym zbyt szybko przekonać się, czy Twój sposób działa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego Ci Elu życzę....żebyś nigdy nie musiała sprawdzać tej mojej metody.
      Życzę samych uśmiechniętych i słonecznych dni :)

      Usuń
  4. Julio każdy Twój post jest kawałkiem puzzla do pejzażu bezkresnego nieba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a moze kawalkiem puzzle do obrazu Julii???

      Usuń
    2. Każdy mój post jest kawałkiem mnie, moich emocji, wspomnień, marzeń.....o beskresnym niebie też :)

      Usuń
  5. Ja uwielbiam puzzle, bo to dla mnie "zagadka" do rozwiazania, zadanie bojowe...w domu mam nawet specjalna mate, na ktorej rozklada sie klocki, a potem mozna to zwinac - jak stol czy podloga potrzebne sa do innego celu...Pamietam jak dzis pierwsze puzzle - mialam wtedy 6-7 lat, puzzle mialo chyba 200 kawalkow i przedstawialo holenderskie sery - czyli same zolte kolka...ukladalismy je z bratem "w kolko", do tego stopnia, ze klocki znalismy prawie na pamiec.
    Nigdy nie patrzylam na puzle z Twojego Julio punktu widzenia, i zgadzam sie z Elzbieta, ze nie chcialabym sie przekonac, czy Twoj sposob dziala....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puzzle są świetne prawda? Nareszcie znalazł sie ktoś inny, kto lubi je układać :) a już myślałam ze tylko ja ześwirowałam :)

      Usuń
  6. Chyba kazdy w swoim zyciu mial takie rozsypane puzzle.
    JulioK,obys nie musiala juz otwierac nastepnego pudelka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak....ja już kilka takich zestawów mam za sobą. Ten najtrudniejszy trzymałam na "specjalną okazję" i taka się przydarzyła.
      Ja bym już mogła tych puzzli w zasadzei wcale nie układać. Już jest mi dobrze, już sie uśmiecham i fruwam...
      Bywają dni, że nawet jednego kawałka nie włożę na miejsce. Tyle że głupio byłoby ich nie dokończyć.
      Ale to może kiedyś później....na razie cieszy mnie słońce i wiosna i krokusy na trawnikach....no wszystko mnie cieszy :) to gdzie tu w puzzle sie wpatrywać :)

      Usuń
  7. Ciekawa metafora, ale wczytując się w nią uznałem, że życie każdego (moje także) składa się maleńkich kawałeczków, które łatwo można rozsypać. Składanie to mozół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego nie można dopuścić do tego, żeby ktokolwiek tę układankę rozsypał.
      Ja widzisz nie umiem wyczuć tego momentu, w którym powinnam zwiększyć czujność. Uchronić sie przed wybuchem. Dlatego też muszę układać....z mozołem

      Usuń