czwartek, 7 lutego 2019

walka


Myślałam, że uda mi się wrócić do blogowania. Niestety, póki co nie jestem w stanie. Może kiedyś, kiedy już wszystko się poukłada...

Od wielu miesięcy nie trzymałam pędzla w ręku, niczego nowego nie namalowałam. Próbuję czasem zerknąć na świat przez okienko aparatu, ale też z marnym skutkiem. Głowę pełną mam strachu o zdrowie i życie mego dziecka. I dopóki nie wyjdziemy na prostą nie jestem w stanie tu być, ani bywać. Cała moja energia jest w tej chwili ukierunkowana na ratowanie syna.  
I powiem Wam, nie ważne ile lat ma dziecko, czy dwa, czy dwadzieścia, kiedy choruje, człowiek tak samo mocno się boi. Wszystko inne przestaje być ważne, wszystko inne schodzi na drugi plan.  

Póki co grafik jest taki: 

1. walka
2. zwycięstwo
3. powrót do normalności


Do zobaczenia

piątek, 7 września 2018

Prawie jak Hitchcock



Pierwsza noc w nowym domu. Taka na próbę, bo jeszcze nie wszystko gotowe. 
Cudowny letni wieczór, choć da się już wyczuć chłód nadchodzącej jesieni. Fajnie jest usiąść z kieliszkiem wina i się zadumać, albo zwyczajnie nie myśleć o niczym. Po prostu być. Żeby było jeszcze przyjemniej rozpalamy na tarasie meksykański kominek. Ogień miło strzela, świerszcze cykają, wino w kieliszku w świetle płomienia nabiera pięknego rubinowego koloru….raj!

Tak....

raj.....

dopóki nie zaczęło się ściemniać.  

Najpierw zleciały się różne nocne owady, ćmy i inne muszki. Co prawda nie przepadam za nimi, ale to norma, wszak dom przy lesie, a światło zapalone. 
Nagle przyleciało jakieś bydlę. Za nim drugie, trzecie…… Mój facet mówi „zwiadowcy!”. Zwiadowcy? Raczej nalot. Sępy cholerne, na wino pewnie przyleciały, bez zaproszenia.
Czym prędzej wbiegamy do wnętrza i gasimy światło na zewnątrz, żeby się pozbyć niechcianych gości. I pewnie wszystko byłoby ok, gdyby nie jeden szczegół, 
detal, 
drobiazg.

Okno w kuchni było UCHYLONE. 

Krótko mówiąc my do środka to i one do środka. Co tu robić, co tu robić! 
Szybka decyzja i zmiana oświetlenia. 
Iluminacja na zewnątrz, mrok w środku. Uffff.....pomogło. Odleciały.

Zamknęłam szczelnie wszystkie okna i drzwi. W życiu na zewnątrz nie wyjdę! Przynajmniej nie tej nocy. Pewnie się gdzieś tam w mroku czają i czekają na nasz ruch. W środku przynajmniej jestem bezpieczna. Taaaaa.....bezpieczna..... Kiedy zapaliliśmy światło wewnątrz domu najeźdźcy powrócili.  Te bydlaki zaczęły dobijać się, pukać w okno. Przypomniało mi się nagle, że w sypialni okno jest otwarte. Co prawda jest tam moskitiera, ale co to dla takich bestii, dwa gryzy i furtka gotowa. Leżę i z niepokojem nasłuchuję. Duszno jak cholera i tylko słychać te puk.....puk....puk......

Mamy SZERSZENIE!!!

Ps. I jakby ktoś pytał jak mi pierwsza noc na nowym miejscu minęła powiem, że było gorrrąco ;) 

Ps.2  Polubiła mnie też kuna i przeżarła przewody od spryskiwaczy w aucie i rozszarpała matę wygłuszającą silnika.

Ps.3 Może otworzę ZOO?







środa, 22 sierpnia 2018

Stare krzesło


Remontów i przeróbek ciąg dalszy, a jak to przy tego typu pracy, myśl ucieka zupełnie gdzie indziej. Kiedy tak szlifowałam stare krzesło, pomyślałam sobie jak dobrze, że jest drewniane, solidne.  Mogę z nim zrobić wszystko, pomalować, oszlifować, odświeżyć i będzie jak nowe.
I choć ma już wiele lat, będzie mi służyć dalej. 

Może to głupie porównanie, ale pomyślałam sobie, że z takim meblem jest trochę jak z facetem. Mebel może być solidny, drewniany, taki któremu zarysowania, czy ślady użytkowania dodają tylko klasy. Taki mebel na lata.
A może też być oklejony słabym laminatem, który bardzo szybko niszczy się, obłazi, ukazując swoje prawdziwe paździerzowe wnętrze. Może i śliczna była ta okleina, ale tylko przez chwilę....

Hmmm…..i tu określenie „chłop jak dąb” nabiera nowego znaczenia.  Wszak drewno dębowe jest wytrzymałe i piękne. I z tego co wyczytałam podobno łatwo poddaje się obróbce.
Ideał ;)))





sobota, 11 sierpnia 2018

Jedynka, dwójka czy ósemka?


Remontuję, wykańczam dom. A może on mnie wykańcza, bo wlecze się to jak krew z nosa.
Ambitnie postanowiłam sama zaprojektować kuchnię, szafki do łazienki  i zamówić wszystkie niezbędne elementy. Stolarz miał je tylko złożyć.
Kurczę! Nie myślałam, że to takie trudne. I nie w sensie pomysłu, czy rozrysowania projektu. Trudne, bo rozmowy z „fachowcami” potrafią naprawdę pozbawić człowieka energii. Dlaczego? Już opowiadam.
Miejsce akcji - sklep z płytami meblowymi
Bohaterowie:
Sprzedawca – nazwijmy go Bogdan
No i ja, dumna z siebie, że tak pięknie cały projekt przedstawiłam i rozpisałam. 
Podaję panu kartkę z uśmiechem 
- chciałabym zamówić takie elementy
Pan Bogdan patrzy w kartkę, mruczy, szarpie wąsa i zaczyna wklepywać dane w komputer. Pisze, pisze, pisze i raptem pada pytanie
- jakiej grubości obrzeża? Jedynka, dwójka czy ósemka?
- wie pan, to do łazienki, to może najgrubsze poproszę
- wszystkie są wodoodporne
- a jak pan myśli, które będą najlepiej wyglądać?
- to pani składa zamówienie, nie ja
- hmmmm….a jakie najczęściej zamawiają inni ludzie?
- rzecz gustu
No to mi pomógł!!  
- to może te grube, będą mocniejsze
Pan Bogdan wklepuje dalej dane, ja intensywnie myślę, czy aby na pewno dokonałam dobrego wyboru. Macam meble znajdujące się w zasięgu mojego wzroku, przyglądam się obrzeżom i nabieram wątpliwości
- wie pan co? To może ja się skonsultuję z moim stolarzem i najwyżej później  zamienimy te obrzeża, co?
Pan Bogdan gwałtownie odrywa ręce od klawiatury
- proszę! Niech pani dzwoni!
Oj nie był to radosny ton. A ja  niestety, jak na złość, nie miałam przy sobie telefonu.
- to ja w takim razie jednak chciałabym zmienić decyzję, niech będzie to cienkie obrzeże – powiedziałam, na przekór zasadzie „łatwiej kijek pocieniować, niż go potem pogrubasić”
- no tak! Wszystko od nowa! – rzekł pan Bogdan, gdyż kilka cyfr zdążył wpisać. Mrucząc pod nosem zaczął energicznie uderzać w klawisze i wpisywać "wszystko od nowa".
I nawet zaczęłam mieć już nadzieję, że dalej pójdzie jak po maśle, kiedy usłyszałam:
- którą białą płytę pani wybiera?
- dziesiątkę - odpowiedziałam, pamiętając, że takiej grubości ma być płyta
- dobrze, ale który kolor
Już chciałam odpowiedzieć, że przecież biały, ale nie zdążyłam, bo pan Bogdan dodał:
- mamy siedem odcieni białego
Nożeszwmordę!
- a pan by nie doradził?- chciałam jak najszybciej zakończyć to spotkanie
- już ja raz doradziłem, a potem musiałem płacić
Pokornie wróciłam na halę sprzedaży i zaczęłam się wgapiać w te biele próbując dostrzec czym się różni biel polarna od bieli alaska. Aż mi kark zesztywniał od tego zadzierania głowy, więc wróciłam i mówię pewnie 
- 511 poproszę
- a nie proszę pani - odrzekł pan Bogdan z uśmiechem - takiej nie mamy w dziesiątce
Kur.....motylanoga!!!
Scenariusz się powtórzył. Wróciłam, zbadałam wnikliwie temat i dokonałam odpowiedniego już wyboru, tym samym finalizując zamówienie.

I sama już nie wiem czy pan Bogdan nie lubi tej swojej pracy, czy może chciał pokazać jak trudne jest to, czym się zajmuje.....

Przy składaniu mebli okazało się, że brakuje mi jednego, małego elementu, jednej małej listewki.
Nie pójdę tam, za cholerę, choćby nie wiem co nie pójdę po tę listewkę. Niech stolarz coś wymyśli.