czwartek, 20 lipca 2017

Ten jeden dzień w Sewilli....


...to było jak sen. Sen pełen kolorów, dźwięków, smaków, zapachów....ech...


Zaczęłam od Plaza de España (Plac Hiszpański)......cudo!!!





Cały kompleks (autorstwa Anibala Gonzaleza) powstał na Wystawę Iberoamerykańską w 1929 roku. Przepiękny, ozdobiony mozaikami, z jeziorkami (po których można pływać łódką) i czterema mostami, które symbolizują królestwa - Kastylię, León, Navarrę oraz Aragonię. 










Plac otoczony ławkami oraz ceramicznymi „obrazami”, przedstawiającymi  48 hiszpańskich prowincji w kolejności alfabetycznej z najważniejszymi wydarzeniami w ich dziejach. 

















A co najważniejsze flamenco, które rozbrzmiewa zanim jeszcze odkryjesz te wszystkie cudowności. Idziesz za dźwiękiem i nagle dopada Cię to wszystko, muzyka, obraz, i czujesz tylko ciary i chcesz tam zostać jak najdłużej. 















Tak przy okazji warto wspomnieć, że kręcono tu "Gwiezdne wojny - Mroczne widmo", a Sacha Baron Cohen jako tytułowy "Dyktator" miał tu swoją siedzibę.




Kolejny ważny punkt Sewilli, to Katedra de Santa Maria. Już na etapie projektowania Alonso Martinez powiedział - "Będzie tak ogromna, że ci, co ją zobaczą ukończoną, wezmą nas za szaleńców". No i tak się stało, dziś uznawana jest za największą świątynię chrześcijańską w Europie . Jej wnętrze robi ogromne wrażenie. Ogromny ołtarz (18,2 m szerokości i 27,8 m wysokości), rzeźbiony przez ponad 80 lat, pokryty trzema tonami złota.




Srebrna Monstrancja mająca 4 metry wysokości, ważąca niemalże pół tony. 




Grobowiec  ze szczątkami Krzysztofa Kolumba. 






Ponoć Kolumb nie chciał leżeć w hiszpańskiej ziemi, no i nie leży. Jego szczątki złożone są w trumnie unoszonej przez cztery postacie symbolizujące królów Kastylii, Aragonu, Leonu i Navarry.


Tuż obok Katedry - La Giralda, najbardziej chyba rozpoznawalny budynek w Sewilli. 







Budowa Giraldy rozpoczęła się w 1184 roku i trwała 12 lat. Na samym początku wieża pełniła funkcję minaretu meczetu Almohadów, a do jej budowy wykorzystano elementy pochodzące z rozbiórki budowli w starożytnym rzymskim mieście Italica. 

Wewnątrz nie ma schodów. Są pochylnie, bardzo wygodne. Trzydzieści pięć ramp, po których kiedyś muezin wjeżdżał konno na sam szczyt, aby wygłosić wezwanie na modlitwę. 

Część pochodząca z czasów muzułmańskich zachowana do dnia dzisiejszego jest wysoka na 51 metrów. Pozostała część pochodzi z późniejszych epok, głównie hiszpańskiego renesansu. Cała wieża ma ok 100 metrów wysokości. 



Na samym szczycie widnieje siedmiometrowa rzeźba Giraldillo, od hiszpańskiego girar - kręcić się (gdyż rzeźba obraca się wokół własnej osi kiedy powieje wiatr). Jest to postać kobiety stojącej na wielkiej kuli, trzymającej w jednej dłoni liść palmowy a w drugiej sztandar,  symbolizującej zwycięstwo wiary chrześcijańskiej nad muzułmańską.  





Z góry rozpościera się piękny widok na całą Sewillę












I może jeszcze Barrio de Santa Cruz, stara dzielnica żydowska, gdzie urodził się słynny Don Juan, piękne klimatyczne miejsce, taki nasz krakowski Kazimierz :)




















Ciekawą budowlą są Setas de la Encarnación (Metropol Parasol), czyli grzyby, znajdujące się blisko starego miasta, przy Plaza de la Encarnación. Zaprojektowane przez niemieckiego architekta Jürgen Mayer-Hermanna są największą na świecie drewnianą konstrukcją.   


 







Kojarzą mi się bardziej z plastrami miodu, no ale z artystą dyskutować nie będę. 
Z językiem na brodzie tu doleciałam, bo było piekielnie gorąco, ale musiałam je zobaczyć. Mega, nie?

I jakby ktoś się kiedyś w okolicy znalazł, to polecam bar tapas. Genialne jedzenie!!!



Czy tu wrócę? Na bank! Wybiorę tylko jakiś wiosenny weekend. Zamieszkam w starej części miasta, w jednej z tych wąskich uliczek. Obejrzę to czego nie zdążyłam zobaczyć. No i pójdę na spektakl flamenco, koniecznie!

piątek, 14 lipca 2017

Klify i lazur

W jakimś filmie to usłyszałam, chyba w "Ranczu" - "Bo baby są jakieś dziwne. Mężczyzna to od razu wie, że się nie da, a baba musi spróbować". No takie już jesteśmy :)  
I nawet jeśli facet mówi nam - nie da się, bo daleko, bo gorąco, bo autostrady dziwnie płatne, bo może następnym razem przyjedziemy - my i tak się nie poddajemy i cierpliwie dążymy do realizacji naszych marzeń.

Chciałam Algarve i miałam Algarve. Pewnie, że nie całe. Ale wystarczyło, żeby nacieszyć oko i nabrać apetytu. Ech....nawet wypatrzyłam genialnie położony hotel. Na skale, z pięknym widokiem, co z tego, skoro za noc tysiąc złotych. Ale spokojnie, znajdziemy inny :)

Zaczęłam od wizyty u wujka google, cierpliwie wyszukując na mapie te najbardziej urokliwe plaże i zatoczki. Notowałam, zapisywałam drogi dojazdu, żeby potem nie tracić czasu na błąkanie się po okolicy. Wszak tylko jeden dzień miałam do dyspozycji. Udało nam się ominąć autostrady (po których nawet Portugalczycy rzadko jeżdżą). Udało się dotrzeć (bezbłędnie) do wszystkich zaznaczonych zatoczek, a nawet zobaczyć więcej. 

Na pewno tu wrócę :)



 Carvoeiro
































 Tak żeby sobie wyobrazić skalę. 
Ta mała zielona kropeczka szczycie, to człowiek :)


















 Ciekawa jestem z jakiego okresu są te muszle, 
zatopione w skałach, na samym szczycie klifu.