poniedziałek, 14 listopada 2016

...

Cierpię na chroniczny brak czasu. Nie mam go ani na pisanie mego bloga, ani na odwiedzanie Waszych blogów. Doszło już do tego, że odwiedzam Was w snach, tam jeszcze mam wolne chwile ;)

Dziś w nocy byłam u Słodko-winnej i u Sebastiana. Słodka uśmiechała się do mnie tak, jakby mnie poznawała, choć przecież nigdy się nie widziałyśmy. Sebastiana szukałam w jakiejś japońskiej świątyni. Niestety nie zastałam go tam. Spotkałam za to jego rodziców (których przecież też nie znam) Przywitałam się grzecznie, zwyczajowo kłaniając się i ruszyłam w dalszą drogę. 

Być może w kolejnych snach odwiedzę innych właścicieli blogów. To byłoby nawet ciekawe, tyle pięknych miejsc, tylu wspaniałych ludzi :))


Tak więc przynajmniej na jakiś czas zawieszam blogowanie. Jeśli kiedyś dogonię swój ogon, może tu wrócę :) 




A tak w ogóle, to u mnie zima pełną gębą, choć dopiero listopad....























piątek, 28 października 2016

mieszanina ognia i lawy

"Sama jestem raczej jak Mauna Kea – drzemiący wulkan archipelagu Hawajów. Uśpiona, wybucham tylko z rzadka, ale za to spektakularnie i z fajerwerkami, bo gdy natężenie wewnątrz mnie dotyka punktu granicznego, kiedy przychodzi czas emocjonalnej erupcji, wtedy pluję na oślep mieszaniną lawy (pożądania), pyłów (frustracji), gazów (złości) i odłamków (inwektyw). Spustoszenie, jakie wtedy czynię w promieniu kilku metrów, jest spustoszeniem totalnym."

Joanna Bartoń – "Do niewidzenia, do niejutra"


Zastanawiam się jaką kobietą jest Etna? Na pewno szczególną, niezwykle wybuchową. Najaktywniejszą w Europie. Praktycznie każdego roku dostrzega się jej aktywność. Posiada cztery centralne, aktywne kratery i ponad 350 otworów erupcyjnych na zboczach. Sporo, nie?   

Jedną z najbardziej niszczycielskich erupcji Etny była erupcja pliniańska w roku 122 p.n.e, która doprowadziła do dewastacji Katanii, miasta założonego przez Greków 600 lat wcześniej.

Niektóre erupcje trwały bardzo długo. Ta z 1991 roku ciągnęła się przez 473 dni! Musiało w niej nieźle kipieć. 

Czasem Etna wygląda jakby ćmiła papierosa i puszczała kółka z dymu. Tak wyglądał wybuch z 2000 r. 





Jakim wulkanem ja jestem? Na pewno nie jestem podobna do Etny. Wybucham niezwykle rzadko, ale za to bez ostrzeżenia. Jednak wprawne oko zauważy moment, w którym zaczyna we mnie wrzeć. I jeśli w porę zareaguje, ugasi ogień, jest szansa, że do wybuchu nie dojdzie :)

A jakim wulkanem Ty jesteś? :)))





Na zakończenie kilka fotek z wyprawy na Etnę
 





























poniedziałek, 24 października 2016

a teraz na zielono

Cerkiew św. Michała Archanioła w Trześciance z 1864 roku. 



Znów z powstaniem cerkwi łączy się stara legenda:

"Pewien mężczyzna kupił u Żyda drewno, a dokładniej belki pod budowę domu. Gdy jedną z nich przerąbał na wpół z belki wysypały się złote monety, które przeznaczył na budowę cerkwi...."  
(Gdzie tu takiego Żyda i takie drewno znaleźć?) ;)

Wiadomo, że trochę pieniędzy trzeba było też i od wiernych dozbierać, bo ile w takiej belce zmieści się złota. ;)

Cerkiew całkiem niedawno przemalowano na zielono, przedtem miała brązowy kolor.  I w sumie w brązie jej było ładnie i w zieleni. Teraz złote kopuły pięknie lśnią w słońcu. No i te okna. Pięknie zdobione przykuwają uwagę. 
















wtorek, 18 października 2016

znów na niebiesko



Dzisiejszy wpis będzie kontynuacją mojej wcześniejszej opowieści o drewnianych cerkwiach na Podlasiu, a może raczej jej uzupełnieniem o nowe odkrycie (nie wiem jak to się stało że wcześniej tu nie zajechałam).




Cerkiew w Puchłach, nie należy do najstarszych, bo pochodzi z 1919 roku. Jednak obecna świątynia jest trzecią a być może i czwartą w tym miejscu. 

Powstanie pierwszej (w 1578 r.) wiąże się z pewną legendą. Otóż w miejscu, gdzie obecnie stoi cerkiew, rosła niegdyś potężna lipa. W jej cieniu, w szałasie, mieszkał człowiek cierpiący na brzęki nóg. Modlił się on gorąco do Matki Bożej o uzdrowienie, aż pewnego razu zauważył na wierzchołku drzewa jej oblicze. I właśnie od cudownie uleczonej choroby – w miejscowej gwarze „opuchli” przyjęła się nazwa tego miejsca. Na wzgórzu pod lipą zbudowano cerkiew, umieszczono w niej cudowną ikonę, która zasłynęła z mocy uzdrawiania. Przyjeżdżali tu ludzie nawet z daleka. 

Po cudownej lipie nie ma już śladu, ale miejscowi wierzą, że okazała, rozłożysta, lipa rosnąca przy cerkwi, to odrost tamtego drzewa. Wraz ze starymi dębami okalającymi cerkiew tworzy grupę piętnastu drzew – pomników przyrody. 



Językoznawcy mają swoją historię tego miejsca. Uważają, że nazwa wsi wzięła się od nazwy osobowej Puchło, źródło wymienia Tomasza Puchłowicza, syna wójta z Trostianicy.



Cerkiew w Puchłach jest jednym z najpiękniejszych obiektów sakralnych w Dolinie Górnej Narwi. Pięknie zdobiona i malowniczo położona pośród drzew zaprasza pielgrzymów i turystów do odwiedzin.