czwartek, 22 grudnia 2016

Wesołych Świąt!





Kochani!


Cudownych Świąt Wam życzę. 
 Spokojnych i pełnych rodzinnego ciepła. 
Odpoczynku od codziennych trosk i nadziei na
 lepsze jutro.

Miejcie dobry czas!




poniedziałek, 14 listopada 2016

...

Cierpię na chroniczny brak czasu. Nie mam go ani na pisanie mego bloga, ani na odwiedzanie Waszych blogów. Doszło już do tego, że odwiedzam Was w snach, tam jeszcze mam wolne chwile ;)

Dziś w nocy byłam u Słodko-winnej i u Sebastiana. Słodka uśmiechała się do mnie tak, jakby mnie poznawała, choć przecież nigdy się nie widziałyśmy. Sebastiana szukałam w jakiejś japońskiej świątyni. Niestety nie zastałam go tam. Spotkałam za to jego rodziców (których przecież też nie znam) Przywitałam się grzecznie, zwyczajowo kłaniając się i ruszyłam w dalszą drogę. 

Być może w kolejnych snach odwiedzę innych właścicieli blogów. To byłoby nawet ciekawe, tyle pięknych miejsc, tylu wspaniałych ludzi :))


Tak więc przynajmniej na jakiś czas zawieszam blogowanie. Jeśli kiedyś dogonię swój ogon, może tu wrócę :) 




A tak w ogóle, to u mnie zima pełną gębą, choć dopiero listopad....























piątek, 28 października 2016

mieszanina ognia i lawy

"Sama jestem raczej jak Mauna Kea – drzemiący wulkan archipelagu Hawajów. Uśpiona, wybucham tylko z rzadka, ale za to spektakularnie i z fajerwerkami, bo gdy natężenie wewnątrz mnie dotyka punktu granicznego, kiedy przychodzi czas emocjonalnej erupcji, wtedy pluję na oślep mieszaniną lawy (pożądania), pyłów (frustracji), gazów (złości) i odłamków (inwektyw). Spustoszenie, jakie wtedy czynię w promieniu kilku metrów, jest spustoszeniem totalnym."

Joanna Bartoń – "Do niewidzenia, do niejutra"


Zastanawiam się jaką kobietą jest Etna? Na pewno szczególną, niezwykle wybuchową. Najaktywniejszą w Europie. Praktycznie każdego roku dostrzega się jej aktywność. Posiada cztery centralne, aktywne kratery i ponad 350 otworów erupcyjnych na zboczach. Sporo, nie?   

Jedną z najbardziej niszczycielskich erupcji Etny była erupcja pliniańska w roku 122 p.n.e, która doprowadziła do dewastacji Katanii, miasta założonego przez Greków 600 lat wcześniej.

Niektóre erupcje trwały bardzo długo. Ta z 1991 roku ciągnęła się przez 473 dni! Musiało w niej nieźle kipieć. 

Czasem Etna wygląda jakby ćmiła papierosa i puszczała kółka z dymu. Tak wyglądał wybuch z 2000 r. 





Jakim wulkanem ja jestem? Na pewno nie jestem podobna do Etny. Wybucham niezwykle rzadko, ale za to bez ostrzeżenia. Jednak wprawne oko zauważy moment, w którym zaczyna we mnie wrzeć. I jeśli w porę zareaguje, ugasi ogień, jest szansa, że do wybuchu nie dojdzie :)

A jakim wulkanem Ty jesteś? :)))





Na zakończenie kilka fotek z wyprawy na Etnę
 





























poniedziałek, 24 października 2016

a teraz na zielono

Cerkiew św. Michała Archanioła w Trześciance z 1864 roku. 



Znów z powstaniem cerkwi łączy się stara legenda:

"Pewien mężczyzna kupił u Żyda drewno, a dokładniej belki pod budowę domu. Gdy jedną z nich przerąbał na wpół z belki wysypały się złote monety, które przeznaczył na budowę cerkwi...."  
(Gdzie tu takiego Żyda i takie drewno znaleźć?) ;)

Wiadomo, że trochę pieniędzy trzeba było też i od wiernych dozbierać, bo ile w takiej belce zmieści się złota. ;)

Cerkiew całkiem niedawno przemalowano na zielono, przedtem miała brązowy kolor.  I w sumie w brązie jej było ładnie i w zieleni. Teraz złote kopuły pięknie lśnią w słońcu. No i te okna. Pięknie zdobione przykuwają uwagę. 
















wtorek, 18 października 2016

znów na niebiesko



Dzisiejszy wpis będzie kontynuacją mojej wcześniejszej opowieści o drewnianych cerkwiach na Podlasiu, a może raczej jej uzupełnieniem o nowe odkrycie (nie wiem jak to się stało że wcześniej tu nie zajechałam).




Cerkiew w Puchłach, nie należy do najstarszych, bo pochodzi z 1919 roku. Jednak obecna świątynia jest trzecią a być może i czwartą w tym miejscu. 

Powstanie pierwszej (w 1578 r.) wiąże się z pewną legendą. Otóż w miejscu, gdzie obecnie stoi cerkiew, rosła niegdyś potężna lipa. W jej cieniu, w szałasie, mieszkał człowiek cierpiący na brzęki nóg. Modlił się on gorąco do Matki Bożej o uzdrowienie, aż pewnego razu zauważył na wierzchołku drzewa jej oblicze. I właśnie od cudownie uleczonej choroby – w miejscowej gwarze „opuchli” przyjęła się nazwa tego miejsca. Na wzgórzu pod lipą zbudowano cerkiew, umieszczono w niej cudowną ikonę, która zasłynęła z mocy uzdrawiania. Przyjeżdżali tu ludzie nawet z daleka. 

Po cudownej lipie nie ma już śladu, ale miejscowi wierzą, że okazała, rozłożysta, lipa rosnąca przy cerkwi, to odrost tamtego drzewa. Wraz ze starymi dębami okalającymi cerkiew tworzy grupę piętnastu drzew – pomników przyrody. 



Językoznawcy mają swoją historię tego miejsca. Uważają, że nazwa wsi wzięła się od nazwy osobowej Puchło, źródło wymienia Tomasza Puchłowicza, syna wójta z Trostianicy.



Cerkiew w Puchłach jest jednym z najpiękniejszych obiektów sakralnych w Dolinie Górnej Narwi. Pięknie zdobiona i malowniczo położona pośród drzew zaprasza pielgrzymów i turystów do odwiedzin.